Naga Markets



Choć różni ludzie przychodzą na rynek i podchodzą do niego na różne sposoby różnymi drogami próbując odnieść sukces, to jednak cel mają podobny. Zarobić możliwie jak najwięcej pieniędzy.Naturalnie diabeł tkwi w szczegółach i kiedy przyjrzymy się różnym podejściom do rynku, to zobaczymy wiele odcieni tego, co oznacza “możliwie jak najwięcej”.

  • ludzie są z natury skłonni do ryzyka, ale kluczowym czynnikiem jest  stopień jego tolerancji,
  • często spotykanym błędem jest niechęć do edukacji, spłycanie tematu i stopnia trudności zadania,
  • dla osób, które są zyskowne, ale nie mają wystarczających środków – istnieje ciekawe rozwiązanie

Ryzyko jest kluczem

Przede wszystkim jednak, istotnym czynnikiem będzie stosunek do ryzyka i jego tolerancja (tudzież apetyt). Inwestorzy zasadniczo są ludźmi skłonnymi do podjęcia jakiegoś ryzyka finansowego, ale w tej grupie zobaczymy zasadnicze różnice, które bardzo ogólnie można ująć w podział na inwestorów i spekulantów.

Zasadniczy przełom następuje jednak wtedy, gdy uświadamiamy sobie, że nasza strategia (bądź strategie, jeśli mamy kilka) jest niczym innym jak usystematyzowanym zbiorem reguł wraz z opisującymi ją parametrami dotyczącymi ryzyka i zyskowności. Kiedy zaczynamy badać te statystyki i optymalizować strategię pod ich kątem. Kiedy tworzymy określony proces, a następnie badamy i usprawniamy go.

Inwestor czy spekulant, który poświęci odpowiednio dużo czasu i zbierze stosowne doświadczenie, może odkryć że jest zdolny generować zyskowne krzywe kapitału w pewnych okresach odpowiednio stosując, badając i usprawniając swój proces tradingowy. Taki trader często stanie przed problemem, gdzie z dostępnych środków nie jest w stanie wygenerować kwot pozwalających na profesjonalizację.

Wiele osób zainteresowanych żywo rynkami finansowymi i spekulacją stanie w którymś momencie w obliczu jednego lub kilku wymienionych niżej problemów, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć na rozbiegu kariery spekulanta / inwestora:

  1. Nie mamy pojęcia co robimy
  2. Mamy pieniądze, nie ale mamy zyskowności
  3. Mamy zyskowność, ale nie mamy pieniędzy
  4. Nie mamy ani rentowności, ani pieniędzy

Nie mamy pojęcia co robimy

Sprawa wydaje się prosta, jest to czas na edukację. Chcemy wejść w nowy temat, oczywiście staramy się zrozumieć o co chodzi w nowej dziedzinie, staramy się doedukować korzystając z różnych poradników, blogów, książek, webinarów czy szkoleń. (Zobacz artykuł: “Edukacja inwestora czyli skąd czerpać wiedzę o tradingu”)

Na tym etapie, jak na każdym zresztą, trzeba uważać na różne zagrożenia czyhające na niewtajemniczonych adeptów:
Wszechobecny pejzarz sukcesu – chodzi mi o liczne przypadki epatowania sukcesem finansowym na giełdzie, czy to przez różnej maści influencerów, szemrany marketing w branży inwestycyjnej czy może znajomych, którzy po serii udanych transakcji w dobrej wierze reklamują nam inwestowanie jako drogę do zarobków. Jeśli ulegniemy takim wpływom, będziemy nieświadomie bardziej skłonni do bagatelizowania stopnia złożoności stojącego przed nami wyzwania, a jednocześnie do podejmowania większego ryzyka. Bo skoro wygląda na to, że można dobrze zarobić, to po co się ograniczać? Kultura chwalenia się w internecie pieniędzmi, zarobkami, bywa też że wynajętymi luksusowymi samochodami, jest bardzo silna. Najczęściej jest fałszywą techniką sprzedażową mającą nakręcić nieświadome ofiary i skłonić do wpłacania pieniędzy do machiny inwestycyjnej podkręciwszy odpowiednio ich apetyt na ryzyko.
Szczęście początkującego – Często się zdarza, że człowiek który zaczyna inwestować, trafia kilka szczęśliwie zyskownych transakcji. Po takim doświadczeniu wyobraźnia potrafi roztoczyć przed człowiekiem piękną wizję życia, w którym nie będziemy musieli martwić się o pieniądze. Często gęsto tracimy potem wszystkie pieniądze w następstwie lekkiego, nieprzemyślanego podejścia w kolejnych transakcjach.
Nadmierne ryzyko – powyższe dwa punkty skutkują podejmowaniem nadmiernego ryzyka. Tj. przykładowo adept spekulacji wpłaca na rachunek brokerski znaczącą dla niego sumę pieniędzy i przystępuje do otwierania kontraktów zbyt dużych (wysoce zlewarowanych), jak na możliwości swojego portfela. Nadmierne ryzyko prowadzi ostatecznie do nadmiernych strat wynikających niekoniecznie z błędnego przewidywania, co z niezdolności do absorpcji zwykłej zmienności przedmiotowego waloru.
Niechęć do edukacji, spłycenie tematu i stopnia trudności zadania. Jest to z moich obserwacji szalenie częsty błąd, który doprowadza do autoeliminacji wielu początkujących inwestorów. Mianowicie ludzie przychodzą na rynek i wychodzą z założenia, że wystarczy poczytać ciekawego bloga czy książkę typu Forex dla bystrzaków i już można zaczynać. Do tego dochodzi nierzadko wysoka samoocena i pewność siebie, a wręcz tzw. “mit własnej wyjątkowości”. W rezultacie wiele osób zaczyna trading w przekonaniu, że kilka miesięcy, parę książek oraz dyskusje w internecie wystarczą, by osiągnąć poziom pozwalający ryzykować własnymi oszczędnościami, czy nie daj Boże wziąć pożyczkę w banku albo u rodziny i znajomych z przeznaczeniem na agresywne inwestycje. Problem ten wynika w dużej mierze z faktu, że zabójcze jest dla nas najczęściej to, czego nie wiemy i czego nie podejrzewamy. Po paru miesiącach edukacji łatwo ulec wrażeniu, że już dużo się nauczyliśmy (krzywa uczenia się jest dość stroma na początku), które to wrażenie wynika z tego, że w rzeczywistości wiemy niewiele o złożoności i kompleksowości zagadnienia tradingu. Na domiar złego bardzo wiele osób ma awersję do rachunków demonstracyjnych – wychodzą z założenia, że przyszli na rynek by zarobić pieniądze, a nie strzelać ślepakami, więc nie chcą zmarnować żadnej okazji.
Żyłka hazardzisty. Naturalnie część osób przychodzi na rynek by – świadomie bądź nieświadomie – nakarmić hazardowego potwora siędzącego w głowie. Jeśli jesteś w zgodzie z tym co robisz, tzn. wiesz że uprawiasz hazard i o to Ci chodzi, to jakby nie jest to krytyczny problem. Krytycznym problemem staje się wtedy, gdy nie chcesz przyznać, że to co robisz jest hazardem i karmi Twoją nieopanowaną rządzę. W takiej sytuacji zwyczajnie nie można mówić o procesie czy jego kontrolowanemu wykonywaniu. Hazardzista w akcji tak realizuje ewentualny plan transakcyjny, jak pijany kierowca przepisy ruchu drogowego i zasady ostrożności.

Jeśli więc traktujesz trading jako sposób na rozrywkę i zaspokojenie hazardowych potrzeb, prawdopodobnie nie będziesz w stanie wyjść w stronę traktowania tradingu jako quasi działalności gospodarczej/zawodowej.

Mamy pieniądze, ale nie mamy zyskowności

Ten problem dotyczy wielu osób. Brak zyskowności może mieć różne podłoże. Przykładowo mamy biznesy bądź dobrą pracę, dobrze zarabiamy, tradujemy z zadowoleniem (jako hobby), ale nie na tyle dobrze by generować sensowne, stabilne rezultaty. Może to być też kwestia psychologii (nie każdy ma od razu profil psychologiczny predysponowany do tradingu) czy braku czasu na regularny rozwój własnego warsztatu tradingowego.

W takiej sytuacji bezpieczniej zostać przy małych kwotach, a oszczędności gdzieś ulokować. Oczywiście budowa portfela pasywnego również jest pewnym wyzwaniem, natomiast w branży inwestycyjnej mamy stale rosnącą paletę możliwości i tutaj nie ma wielkiego problemu by się zdywersyfikować i dobrać sobie produkty o różnej charakterystyce i znaleźć balans zgodny z naszą tolerancją ryzyka. Oprócz popularnych wśród laików funduszy inwestycyjnych czy ETFów, istnieje także kilka rozwiązań typu tradingu społecznego, kopiowania transakcji czy zarządzania aktywami u brokerów.

Tak czy inaczej, jeśli mamy pieniądze które leżą odłogiem, a my próbujemy swoich sił w tradingu na demo bądź małych kwotach, wciąż istnieje pokusa, by te niewykorzystane środki jakoś ulokować. Co więcej, jeśli określoną część oszczędności przeznaczamy na inwestowanie w CFD, ale z powodu lewaru w danym miesiącu wykorzystamy tylko niewielki procent naszego portfela, to znowuż reszta leży odłogiem.
Dobrze by było mieć jakiś wygodny sposób zatrudnienia także i tych pieniędzy.

Mamy zyskowność, ale nie mamy pieniędzy

Spośród ludzi, którzy przetrwali pierwsze lata zmagań z rynkami, jest to stosunkowo częsty problem – bez względu na to, czy go dostrzegają czy nie.

Tzn. mają już przyzwoity warsztat, potrafią tworzyć i testować strategie czy generować sensowne pomysły inwestycyjne, ale trafiają na innego rodzaju barierę, a mianowicie brak sensownego kapitału. Załóżmy, że od 5 lat szlifujesz swoją strategię i masz przyzwoite wyniki, ale przez 5 lat byłeś w stanie zaoszczędzić np. 50 tys. Złotych. Co sprawia, że aby poświęcić się tradingowi w całości, musiałbyś rocznie robić 100-200% zwrotu z własnych tylko oszczędności. Gdybyś dysponował kwotą 500 tys. Złotych wystarczyłoby Ci 10-20% zysku, by opłacić rachunki. Przy 5 milionach jest już względnie na luzie. Główna różnica leży w proporcji.

Niektórzy obchodzą ograniczenie w dostępnym kapitale w ten sposób, że pożyczają pieniądze lub biorą pieniądze w zarządzanie pod przykrywką pożyczek. Jest to oczywiście nielegalne i często kończy się sporami, próbami widnykacji oraz groźbą oficjalnego dochodzenia, gdy taki trader zaliczy kiepski okres.

W tym wypadku odpowiedni parasol prawny wraz z wszelkimi ostrzeżeniami o ryzyku u regulowanego brokera byłby świetnym rozwiązaniem. W ostatnich latach obserwowaliśmy kilka rozwiązań social tradingowych, które jednak nie przyjęły się zbyt dobrze, a przede wszystkim napotkały na różnego rodzaju trudności – np. nieuprawnione (a może nawet nierzetelne) reklamowanie własnych kont PAMM / soctradingowych w social mediach przez osoby, niesprawdzone, które nigdy nie powinny dotykać cudzych pieniędzy. Również sygnały dostępne przez MT5 mają mocno pod górkę a na zagranicznych forach toczą się dyskusje o różnych przypadkach przekrętów czy spektakularnych implozji u dostawców sygnałów.

Rozwiązanie

Dla tych wszystkich osób, które chcą czegoś więcej od tradingu – pasywnie bądź aktywnie – broker Purple Trading przygotował usługę strategii zarządzanych na licencji typu asset management. W ramach tej usługi aktywny trader zdolny do wykazania swoich wyników może przystąpić do programu sprawdzającego jego strategię i wyniki i po okresie próbnym zostać dostawcą strategii dla działu asset management w Purple Trading (Zobacz stronę Dostawca strategii).

Równolegle, inwestorzy pragnący ulokować część swoich środków, nawet jeśli równolegle handlują aktywnie, mogą skorzystać z oferowanych przez Purple Trading strategii zarządzanych. (Zobacz stronę Inwestor)

Kluczowym elementem całej usługi jest fakt, że team Purple Trading czuwa nad całością nie tylko od strony technologicznej, ale także od strony zarządzania i ochrony kapitału.

Z kolei każdy aktywny trader mogący wykazać wyniki na rachunku w odpowiednio długim czasie, może zaaplikować o przystąpienie do programu i po pozytywnej weryfikacji zacząć udostępniać swoją strategię firmie Purple Trading za adekwatnym wynagrodzeniem.

Dla każdego tradera, który widzi swój trading jako długoterminowy proces dojścia do zawodowstwa, jest to wyjątkowo atrakcyjna opcja. Wystarczy zacząć lub kontynuować budowanie i dopracowywanie swojej strategii na rachunkach u brokera Purple Trading i kiedy uznamy, że jesteśmy gotowi, skontaktować się z brokerem w sprawie dołączenia do programu.

Powodzenia!



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here