Naga Markets



Zaledwie po niespełna 2 tygodniach od wydobycia pierwszego bloku w ramach sieci głównej EOS, w społeczności krypto zawrzało ostatnio w związku z kontrowersyjnymi działaniami producentów bloków oraz równie kontrowersyjnymi decyzjami ECAF (EOS Core Arbitration Forum – Główne Forum EOS ds. Arbitrażu) – podmiotu, który ma pełnić rolę rozjemcy w razie sporów pomiędzy różnymi stronami. W rezultacie doprowadziło to do niemałego bałaganu i szeregu spekulacji dotyczących przyszłości piątej co do wartości rynkowej kryptowaluty. Do gaszenia pożarów wkroczył ostatnio sam Daniel Larimer – szef ds. technicznych (Chief Technical Officer) a jednocześnie współtwórca projektu EOS.

A wszystko miało być tak pięknie …

Głównym elementem, który miał wyróżniać EOS spośród konkurencyjnych projektów (oprócz, rzecz jasna, oferowanych innowacji na poziomie technicznym), to przejrzysty system zarządzania oparty na solidnych strukturach oraz chęć uniknięcia błędów popełnionych m.in. przez zespół Ethereum. W tym celu stworzono nawet pisaną wersję konstytucji, której całość można znaleźć tutaj.  Na papierze wygląda to ładnie: trzy grypy w ramach ekosystemu: producenci bloków, posiadacze tokenów oraz ECAF sprawują nad sobą wzajemną kontrolę. Kto by pomyślał, że to właśnie ECAF stanie się chłopcem do bicia?

Seria wpadek

Zaczęło się 17 czerwca – 2 dni od wystartowania mainnetu, od interwencji grupy największych producentów bloków, skutkującej zamrożeniem 7 adresów.  W efekcie wstrzymane zostały transakcje w ramach tychpowiązanych z nimi rachunków. ECAF poparło tę decyzję, jednak z opóźnieniem, gdyż pierwotnie arbiter nic chciał się w ten proces zaangażować. Dnia 22 czerwca ECAF wydał następne zarządzenie o zamrożeniu kolejnych, tym razem 27 rachunków, jednocześnie komentując lakonicznie, iż powody tej decyzji zostaną podane „w późniejszym terminie”. Minęły dwa dni i usłyszeliśmy o kolejnej decyzji, tym razem w przedmiocie wycofania tokenów z kilku adresów, jednak niebawem okazało się, że była to fałszywka …

Ostra reakcja EOS New York w kontekście roli ECAF w ekosystemie EOS

“Muszą sami uporać się z tym gównem” – takimi słowami na zaistniały bałagan zareagował Kevin Rose współtwórca i szef ds. strategii w EOS New York – jednego z głównych producentów bloków, w wypowiedzi dla portalu CoinDesk.

Oburzenie Kevina Rose wydaje się być zrozumiałe – chodzi tutaj o fundamentalne kwestie działania ekosystemu, w którego podmioty takie jak EOS New York zainwestowały grube miliardy dolarów. Jak producenci bloków mają wdrożyć jakiekolwiek decyzje, gdy są one podejmowane w sposób chaotyczny a na dodatek nie ma pewności, czy są nawet prawdziwe? Tę feralną, z 24 czerwca, Rose dostał w postaci wiadomości na Twitterze jako skan dokumentu w pdf i przez prawie godzinę zastanawiał się, czy ma do czynienia z oryginałem, czy fałszywką.

Okazuje się, że w systemie zarządzania EOS nie ma oficjalnego, zabezpieczonego mechanizmu, w ramach którego zapisywane i przekazywane byłyby decyzje ECAF. Co prawda podmiot ten posiada stronę internetową, ale, jak wyraził się Rose, wygląda ona jak „strona podejrzanej firmy wydmuszki”.

Zadania ECAF były przedmiotem trwających miesiącami luźnych dyskusji na forach, ale mimo to nie ustalono konkretnie dokładnego podziału ról, przejrzystych metod działania, ani jasno sprecyzowanych kompetencji arbitrów. Rzeczywistość pokazuje, że trzeba posprzątać ten bałagan. Rose bez ogródek stwierdza, że zamiast dwoić się i troić w momentach, gdy ma wątpliwości, woli by konkretne decyzje podejmował kompetentny arbiter – tak jak dozorca sądowy (ang. bailiff) w reakcji na to, co powie mu sędzia – jak to ma miejsce w amerykańskim systemie prawnym.

Żenada, której chyba nikt z zespołu EOS się nie spodziewał

Wynikły chaos jest szczególnie nie na rękę twórcom projektu EOS, zwłaszcza tuż po tym, jak ruszono już z pierwszymi blokami.  W końcu to przejrzysty i solidny system zarządzania miał być jednym z fundamentów całego projektu? Istotna jest też kwestia stopnia decentralizacji – jednak, co pokazują ostatnie zdarzenia, bardziej podchodzi to pod kategorię centralizacji.  Wśród społeczności krypto w ramach forów, czatów i wymienianych wiadomości, pojawiły się złośliwe komentarze, w tym żarty z tego, iż decyzja ECAF podana zostanie „w późniejszym terminie”. Krytycy nazywają producentów „juntą”, „kartelem” „bankierami” i że system jest „scentralizowany”, zaś ECAF przyrównują  do „dzieci bawiących się w ciuciubabkę”.

Propozycja Daniela Larimera wprowadzenia gruntownych zmian w konstytucji

Na całe zamieszanie w zdecydowany sposób zareagował Daniel Larimer, proponując daleko idące zmiany w dotychczasowej konstytucji. Zaczął w raczej dyplomatycznym tonie: „Twierdzę jedynie, że konstytucja w jej obecnym stanie nie jest mądrym rozwiązaniem” oraz dodał, że pomimo wynikłego bałaganu, członkowie zespołu nie mieli złych intencji.

Daniel Larimer, źródlo: www.youtube.com

Ton dyskusji przyjęty przez Larimera wydaje się brzmieć konstruktywnie. Jego zdaniem należy na nowo opracować sposób działania systemu arbitrażu, tak by użytkownicy tokenów mogli zdecydować czy chcą, by miały do nich zastosowanie decyzje podejmowane przez ECAF i producentów bloków, czy też wybrać wersję opt-out.  Takie rozwiązanie ma być zakodowane w systemie. W razie decyzji na tak, użytkownicy mieliby przekazywać swoje aktywa pod kontrolę ECAF w ramach swego rodzaju „kontraktu bankowego”. Żeby uniknąć nieporozumień, nie byłaby to opcja oferowana z automatu (ang. by default). Ani arbiter, ani też producenci bloków nie powinni też, zdaniem Larimera,  mieć uprawnień do przejmowania aktywów jeśli takie kompetencje nie zostały im wcześniej powierzone.

Zobacz również: Chiński raport kryptowalutowy stawia EOS na pierwszym miejscu

Wysuwa on również propozycję w odniesieniu do procesu zwrotu środków w przypadku kradzieży i oszustw. Zamiast stosować rozwiązanie oparte o system centralny (onchain), producenci bloków powinni rozważyć możliwość przeznaczania część uzyskiwanych przychodów w celu utworzenia puli środków na ramach systemu rekompensat. W przeciwnym wypadku, jak stwierdza to z charakterystyczną dla siebie szczerością Larimer, użytkownicy będą zdezorientowani, a brak klarowności „szybko sprawi, że ludzie zaczną uciekać.” Arbiter może wydać opinię, i strony mogą się do niej zastosować, lecz nie muszą, jeśli zdecydują się na rozwiązanie typu opt-out.

„Mieliśmy już nieraz okazję przekonać się, że jeśli ludzie oddają uprawnienia w celu rozwiązywania problemów w ramach arbitrażu, każda kwestia nabiera rozmiarów sporu, zaś podejmowane decyzje stają się arbitralne. Im więcej uprawnień posiada arbiter, tym bardziej spory stają się zażarte i małostkowe, a przez to wynik jest też mniej przewidywalny.”

Główną przesłanką dla zmian w konstytucji ma być hasło „Code-Is-Law” – czyli „Niech kod stanowi dla nas prawo”.

Larimer nie zgrywa w tym wszystkim supermena i przyznaje, że nakreślenie nowego modelu, w jakim mają działać producenci bloków i ECAF, jest dla niego nie lada wyzwaniem.

 „Przyglądając się tym wszystkim sporom, temu polowaniu na czarownice, tej postawie „niech o wszystkim decyduje ECAF”[…]  przedstawiam projekt nowej konstytucji, która, w co wierzę, znajdzie pełne wsparcie.”

Chce wypuścić niedługo jej projekt – mimo pozytywnego odzewu w ramach kanałów w mediach społecznościowych EOS-a, nie wiadomo jak szybko zmiany zostaną wdrożone.

W tym szaleństwie jest metoda? Czyli dodatkowe rozwiązania, które pojawiły się na horyzoncie

Sarah Bernhardt w roli Hamleta, żródło: www.wikipedia.com

Sam Sapoznick, którego podpis jako arbitra widnieje pod decyzją ECAF z 22 czerwca, nieoficjalnie napisał w poście w ramach aplikacji Telegam iż „pracuje nad sensownym projektem propozycji aby zająć się niewyjaśnionymi do tej pory kwestiami.” Dwa dni później zespół EOS New York wysunął propozycję systemu komunikacji dla arbitrów oraz z arbitrami, opartego na blockchainie w połączeniu z systemem inteligentnych kontraktów. Duża część producentów bloków zdecydowała, że od teraz decyzje ECAF powinny być publikowane przy użyciu zaufanego źródła, a nie za pomocą mediów społecznościowych. Cytowanemu wcześniej Kevinowi Rose nadal jednak daleko jest od optymizmu. Dopóki problem ten nie znajdzie technicznego rozwiązania, społeczność nadal będzie żyła w stanie „chronicznego pomieszania”. Dodał, że tak naprawdę decyzje podejmuje nie ECAF jako ciało, lecz pojedynczy arbiter, więc kompetentne osoby może dostarczyć „ręka wolnorynkowej sprawiedliwości”, gdyż jego zdaniem o tym, kto ma być arbitrem, najlepiej decydują strony sporu.

Podsumowanie

Miejmy nadzieję, że za kilka lat (lub nawet wcześniej) będziemy patrzeć na obecne zamieszanie wokół problemów, z jakimi mierzy się EOS, jak na przysłowiową burzę w szklance wody, lub, jak wolą Anglicy, „burzę w filiżance herbaty” („a storm in a teacup”). Gdyż użytkownicy i inwestorzy oczekują  blockchainu, który jest szybki, tani a jednocześnie posiada solidną strukturę zarządzania. Ponadto krótka, jak do tej pory, historia technologii rozproszonego rejestru uczy nas, że wszystkie rewolucyjne protokoły na wielką skalę, w tym Bitcoin i Ethereum, również zmagały się z szeregiem problemów i wyzwań. EOS, jak widzimy, nie jest tutaj wyjątkiem.



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here