Naga Markets



Przedstawiam pierwszą część wywiadu z Sebastianem Zadorą.

Od 2005 roku Pan Sebastian związany jest z rynkiem walutowym. Pracował jako menedżer produktów skarbu w Banku Handlowym w Warszawie (Citigroup), w Banku BPH jak również w biurach maklerskich zajmujących się rynkiem pozagiełdowym (OTC). Od 2009 roku dyrektor w DM BOŚ, gdzie odpowiedzialny jest m. in. za promocję platformy BossaFX. Dodatkowo wspiera działalność edukacyjną DM BOŚ w zakresie inwestowania na rynku instrumentów pochodnych oraz tworzenia automatów transakcyjnych.

Marcin Wenus: Skąd Pana zainteresowanie rynkami finansowymi?

Sebastian Zadora: Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że samo zainteresowanie rynkami finansowymi może mieć bardzo różny charakter i w każdym przypadku mogą decydować o nim różne motywy. Z jednej strony mamy przecież tzw. profesjonalistów pracujących najczęściej w instytucjach finansowych, którzy tam po prostu zarabiają pieniądze na utrzymanie siebie i swoich rodzin. Z drugiej istnieje liczna grupa aktywnych inwestorów indywidualnych traktujących rynki jako swoją pasję, hobby czy też innego rodzaju wyzwanie. Wreszcie jest ogromna część społeczeństwa, która ma na przykład kredyt hipoteczny w walutach obcych i niejako w naturalny sposób śledzi co miesiąc odpowiednie kursy walutowe albo zakłada depozyty bankowe i czasem zastanawia się dlaczego oferowane stawki są tak niskie.

W moim przypadku występują tak naprawdę wszystkie powyższe motywy jednocześnie, które dodatkowo wzbogaca poczucie, że zainteresowanie aktualnymi wydarzeniami na rynkach finansowych pozwala automatycznie zaspokajać głód wiedzy dotyczący tego co się dzieje na świecie w ogóle.

M.W: Jak znalazł się Pan w Bossie?

S.Z: Często w odpowiedzi na tak zadane pytanie słyszy się: „przypadkiem”. I ja również nie mogę odpowiedzieć inaczej, jeśli ma być szczerze. Mimo że Bossa jest uznaną marką i to dobrze rozpoznawalną nie tylko w środowisku najaktywniejszych inwestorów indywidualnych, ale także w grupie studentów (zapewne ze względu na działania edukacyjne które do nich kierujemy), to przyznam że praca w tej firmie nie była moim celem ani w czasach studenckich ani nawet później, w kolejnych latach.

Po pierwsze dlatego, że jestem inżynierem ze specjalizacją w inżynierii komputerowej, a ten kierunek w czasach gdy go wybierałem bardzo słabo kojarzył się z rynkami finansowymi, przynajmniej w naszym kraju. Dodam, że był to okres, kiedy dostęp do rachunku maklerskiego przez Internet co prawda był już możliwy (także dzięki DM BOŚ, który był na tym polu pionierem już w 1996 roku) ale na pewno nie była to usługa powszechna. Natomiast o automatach czy robotach handlujących na rynkach nie mówiło się u nas wtedy wcale.

Po drugie, moje różnie motywowane zainteresowania rynkami rozpoczęły się jednak od walut, a tym rynkiem Bossa (podobnie jak żadne inne biuro maklerskie w Polsce) w tamtym czasie się nie zajmowała. Dlatego po studiach trafiłem do dealing roomu w jednym z ważniejszych na polskim rynku instytucjonalnym banków, gdzie zajmowałem się m.in. elektronicznymi platformami walutowymi oferowanymi przedsiębiorstwom zajmującym się handlem zagranicznym. Wtedy było to przedsięwzięcie pionierskie, bo na rynku zdecydowanie dominował tryb zawierania transakcji walutowych przez telefon z dealerem. Z czasem oczywiście podobne rozwiązania zaczęły być wdrażane także w innych bankach obsługujących firmy trudniące się wymianą międzynarodową, a do jednego z takich konkurencyjnych projektów zostałem zresztą zaangażowany.

Do dziś nie mam pewności, czy to właśnie te doświadczenia z korporacyjnymi platformami walutowymi czy też jakieś inne aspekty zdecydowały o tym, że w 2009 roku dostałem telefon od kogoś z Bossa z propozycją udziału w budowie nowej gałęzi biznesu, uzupełniającej działalność giełdową – chodziło oczywiście o BossaFX.

M.W: Wielu z czytelników to młodzi traderzy, często ludzie na studiach, którzy chcieliby związać swoją karierę z rynkami. Kto ma szansę na pracę u takiego brokera jak BossaFX. Co może robić, jak może przygotować się do takiej pracy?

S.Z: Może troszkę Pana zaskoczę, ale szczerze mówiąc nie ma w naszym biurze zbyt dużo stanowisk na których wymagane byłyby umiejętności i predyspozycje typowe dla traderów, o których obaj tutaj myślimy. Jak wiadomo jesteśmy na rynku forex market makerem i w związku z tym bierzemy na siebie ryzyko wynikające z transakcji zawieranych przez naszych klientów. Jednak zupełnie czymś innym jest dostarczanie płynności klientom i zarządzanie wygenerowaną przez nich w sposób bierny pozycją, a czym innym aktywne zawieranie transakcji w celu łapania różnic kursowych. Mimo, że obie czynności wiążą się z podejmowaniem ryzyka finansowego, to jednak z punktu widzenia dostawcy płynności nagrodą za obecność na rynku jest spread transakcyjny zapłacony przez klienta a ewentualne różnice kursowe są postrzegane raczej jako zagrożenie czy ryzyko, które ściśle mierzymy i generalnie staramy się go unikać. Dla tradera jest dokładnie odwrotnie. Spread jest kosztem obniżającym zyskowność strategii natomiast zmienność powodująca ruchy ceny, to coś, czego trader na rynku szuka i po co na rynek przychodzi. Krótko mówiąc, w Bossa nie zajmujemy się aktywną spekulacją na własny rachunek (tzw. proptradingiem), a więc nie robimy dokładnie tego, co robią na naszej platformie nasi klienci.

Wracając jednak do tych kilku stanowisk, których kompetencje są w pewnym stopniu zbliżone do tego, co robią dobrzy traderzy indywidualni na swoich kontach, to wymieniłbym osoby zarządzające pozycją Bossy – bo jak wiadomo każdy skuteczny trader musi umieć kwantyfikować ryzyko i zarządzać nim. Dodatkowo wskazałbym analityków i komentatorów rynkowych, którzy muszą stale wiedzieć, co w rynkowej trawie piszczy, jak również muszą umieć wiązać ze sobą fakty i analizować przyszłe scenariusze wydarzeń. Wbrew pozorom jednak osób na wskazanych stanowiskach mamy u siebie znacznie mniej niż osób odpowiedzialnych za obsługę klienta, prowadzenie projektów rozwijających ofertę czy też specjalistów od zarządzania technologią IT i infrastrukturą telekomunikacyjną. Nie znaczy to oczywiście że na tych pozostałych stanowiskach nie doceniamy zainteresowania rynkami i wiedzy o nich.

M.W: Gdzie oprócz brokerów pracy w Polsce, a może za granicą szukać mogą ludzie z doświadczeniem w tradingu?

S.Z: Jak już wcześniej wspomniałem, brokerzy pełnią względem traderów raczej rolę dostawców usług niż rynkowych konkurentów. Stąd typowe kompetencje traderskie bardziej przydadzą się w mojej ocenie w bankach, funduszach hedgingowych, funduszach inwestycyjnych czy też w różnego rodzaju firmach typu proprietary trading, niż u samych brokerów. Jeśli jednak kogoś na rynkach pasjonuje nie tylko aktywna spekulacja, a ta autentyczna pasja podparta jest rzetelną wiedzą o funkcjonowaniu rynków na pewno może liczyć na zainteresowanie z naszej strony w procesach rekrutacji.

M.W: Zajmuje się Pan automatami. Pisał Pan też swoje strategie. Jeśli tak czy może Pan podać kilka przykładów, jakie osiągały/osiągają wyniki?

S.Z: Wydaje mi się że w tym pytaniu o wyniki od razu zawarty jest pewien błąd wynikający z zastosowania popularnego schematu myślenia o automatach. Można go nazwać mitem „czarnej skrzynki” albo jeszcze trafniej „magicznej czarnej skrzynki”. Schemat jest dość popularny bo wielu inwestorów rozpoczynających przygodę z automatami w ten sposób właśnie o nich myśli – należy stworzyć (albo jeszcze lepiej, bo prościej – kupić) takie założenia generowania sygnałów, które dadzą zarobić określone kwoty w każdych warunkach. A w praktyce dzieje się inaczej – ponosimy straty na rynku, mimo że kupiliśmy świetny automat, który właśnie osiągał jakieś tam precyzyjnie określone, czasem nawet udokumentowane wyniki. Tylko nie bierzemy pod uwagę, że wyniki były osiągnięte w konsolidacji,a rynek właśnie ostatnio wszedł w wyraźniejszy trend. Albo że rozczarowani pierwszą dłuższą serią strat wyłączyliśmy automat tuż przed transakcjami zyskownymi, które zgodnie z intencją twórcy miały statystycznie pokrywać te straty.

Moim zdaniem wynik automatu zależy od większej liczby czynników niż same założenia generowania sygnałów transakcyjnych. One są oczywiście ważne, ale muszą współgrać ze stanem rynku, jego zmiennością oraz co wcale nie mniej ważne – z psychiką inwestora. Być może to teza idąca nieco pod prąd większości opinii, ale ja zdecydowanie nie zgadzam się z twierdzeniem że automaty uwalniają proces inwestowania od wpływu emocji, bo po prostu z naszym automatem musimy wytrzymać określoną liczbę transakcji, aby zobaczyć efekty jego działania.

Wracając do pytania o same wyniki, to chyba każdy nieco doświadczony trader zgodzi się z tezą, że jeśli automatu użyje właściwy trader na właściwym rynku z dźwignią, to stopa zwrotu jest w zasadzie nieograniczona i zależy tylko od tego na jak duże ryzyko się zdecydujemy. W praktyce, z moich obserwacji nie tylko własnego rachunku wynika jednak, że inwestorzy zajmujący się automatami zarabiają jednak sporo mniej od najlepszych traderów handlujących samodzielnie, czyli bez automatów. Wyniki te jednak są dużo bardziej równe i systematyczne. Te osoby, które obserwowały chociażby nasz konkurs z 2011 roku, w którym była kategoria automatów, już to zjawisko zapewne znają.

M.W: Jakie miejsce zajmują teraz automaty na rynkach?

S.Z: To zależy od rynku, czyli zarówno od klasy aktywów, która jest handlowana jak i konkretnego miejsca obrotu. Różne badania tego zjawiska prowadzone niezależnie pokazują, że automatyzacja handlu najszerzej upowszechniła się na rozwiniętych rynkach akcji, w szczególności rynkach amerykańskich, gdzie odsetki obrotów wykonywanych w ten sposób szacowane są na 60%-70%. Przyczyn tego zjawiska jest na pewno kilka – z jednej strony mamy tam do czynienia z dużą płynnością obrotu, dzięki czemu popularne jest stosowanie różnorodnych automatów odpowiedzialnych za samą optymalizację egzekucji zlecenia, a więc nie zawierających żadnego algorytmu decyzyjnego.

Z drugiej strony rynki amerykańskie stanowią dziś tak naprawdę zintegrowaną siatkę połączeń, w ramach której funkcjonują 4 giełdy, kilka elektronicznych platform obrotu nie posiadających statusu giełdy (w Ameryce nazywanych ECN, w Europie raczej przyjęła się nazwa MTF) oraz tzw. Dark Pools, które specjalizują się w realizacji dużych zleceń blokowych. Przy takiej rozproszonej strukturze obrotu w naturalny sposób pojawiają się możliwości stosowania strategii transakcyjnych w zasadzie niedostępnych na rynku scentralizowanym – w szczególności strategii o charakterze arbitrażowym, który świetnie adaptuje się w rozwiązaniach automatycznych. Co więcej, konkurencja pomiędzy wspomnianymi ośrodkami handlu powoduje, że ich operatorzy starają się oferować coraz szybsze, tańsze i coraz bardziej zaawansowane technologicznie rozwiązania, które ułatwiają stosowanie automatyzacji handlu inwestorom a tym samym wspierają rozwój tej dziedziny. To są główne czynniki sukcesu automatów na rynkach akcji w USA, chociaż zapewne są także inne, mniej istotne. Jeśli spojrzymy na rynki innych aktywów, to udział automatów jest już mniejszy. Przykładowo na amerykańskim rynku futures to jest szacunkowo 40%-50%, na rynku opcji około 20%-30%, podobnie zresztą to wygląda na szeroko rozumianym instytucjonalnym rynku forex.

Jeśli zaś chodzi o segment tzw. retail FX, czyli inwestorów indywidualnych, którym zajmujemy się w Bossa to badań dla szerokiego rynku niestety nie ma. My szacujemy że jest to znacznie mniej niż na rynku instytucjonalnym i tu wciąż dominuje inwestowanie samodzielne. Wierzymy jednak w rozwój tej metody handlu, stąd tak silne wsparcie dla niej w Bossa, obejmujące nie tylko unikalny podręcznik składni języka MQL w języku polskim, szkolenia z programowania czy też gotowe narzędzia dla naszej platformy. Od kilku miesięcy zajmuję się koordynacją programu Indywidualnego Coachingu Programistycznego w ramach którego tworzymy automaty na zamówienie naszych najaktywniejszych klientów.

M.W: Jak według Pana rynek automatów tradingowych będzie się rozwijać w przyszłości?

S.Z: Myślę, że na rynkach rozwiniętych tempo rozwoju automatyzacji handlu będzie w przyszłości słabło w rozumieniu wcześniej wspomnianych wskaźników, po prostu dlatego że są one już bardzo wysokie i zjawisko powoli zdaje się nasycać. Istotniejsze co będzie się działo na rynkach rozwijających się. Oczywiście scenariusz bazowy powinien zakładać dostosowanie do standardu panującego na Zachodzie, ale jak wspomniałem zależy to od kilku czynników które muszą zostać w pierwszym kroku spełnione – zarówno w warstwie technologicznej jak i regulacyjnej. Dla przykładu, w polskich przepisach automaty transakcyjne dziś cały czas nie istnieją wcale, co na pewno nie ułatwia ich rozwoju. Wiele będzie też zależało od samych inwestorów i od tego, czy taka forma handlu po prostu wyda się im atrakcyjna biorąc pod uwagę uwarunkowania rynkowe. Jeśli chodzi o inwestorów indywidualnych, którymi my się zajmujemy, to mocno wierzymy, że ich udział w handlu automatami będzie się zwiększał zarówno na rynku Forex jak i GPW. Niestety dziś już ten segment w coraz mniejszym stopniu decyduje o obrazie całego rynku.

M.W: Czy automaty razem ze zmianą systemu na GPW mogą tam też na dobre zagościć czy jednak płynność jest zbyt mała?

S.Z: Wprowadzenie systemu UTP to na pewno ważny krok w warstwie technologicznej w kierunku rozwoju automatyzacji handlu na GPW, ale jak wspomniałem tych warstw jest więcej.

W kolejnej części wywiadu będzie między innymi o typach brokerów, o tym dlaczego BossaFX wybrała taki model prowadzenia biznesu. Jeśli macie jakieś pytania do Pana Sebastiana proszę wysyłać je na marcin.wenus@comparic.pl.



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

Obejrzyj również:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here