Naga Markets


MsiudekMieczysław Siudek pracował w instytucjach rynku kapitałowego do 2003 roku jako makler, dealer, a także zarządzający funduszami w jednym z TFI. Jako jedyny Polak uczył się Geometrii bezpośrednio od Bryce Gilmore. 4 lata w trading roomie z profesjonalnymi traderami z całego świata. Ostatnie lata, to nieustające podnoszenie kwalifikacji w zakresie tropienia Smart Money na bazie analizy Geometrii oraz Wolumenu. Autor bloga Geometria rynku oraz portalu geometriarynku.pl, a także strony ze szkoleniami: Globalny inwestor.


Skąd pomysł na spekulację, jak się Pan tym zainteresował, kiedy i czy samodzielnie czy pod czyimś wpływem, namową ?

Kiedy rozpoczynałem studia realia gospodarcze w Polsce były zupełnie inne. Kiedy kończyłem powstawała właśnie GPW. Zupełnie inny świat. Pierwsze emisje, dawały duże możliwości zarobku. Fascynacja, zawód makler – to wyzwanie przyciągało.
Pierwsze książki Zenona Komara (później razem byliśmy w radzie inwestycyjnej jednego z funduszy inwestycyjnych zarządzanych przez Roberta Nejmana) czytało się z wypiekami na twarzy. Pierwsze marzenia i cel – makler giełdowy, dalej zarządzać dużymi pieniędzmi w funduszu inwestycyjnym. To wszystko się spełniło, nawet wcześniej niż myślałem.
W ciągu kilku lat istniał dla mnie już tylko „Giełdowy ranek, informacji szum. Z radiem na uszach i wartości swej. W pełni świadomy….”

Jakie były Pana początki na rynku?

Pierwsze prywatyzacje, inwestycje za pożyczone pieniądze – takie były początki. Dalej licencja maklera, makler specjalista na GPW (przez jakiś czas między innymi Uniwersalu – wiele osób zapewne pamięta te akcje), dealer, zarządzający w TFI. Dalej w pełni świadomy uznałem, że mogę być niezależny od koniunktury giełdowej.
Lata marazmu (na GPW można było grać tylko do góry na akcjach) nie dawały komfortu stabilnych zarobków na rynkach. Po hossie internetowej dawało to kiepską perspektywę na naszym rynku. Pojawiły się możliwości grania na kontraktach zagranicznych – oba kierunki i perspektywa niezależności od koniunktury. To wyzwanie spowodowało, że zająłem się tradingiem na własny rachunek, bez innej pracy zawodowej.
Doświadczenie w instytucjach finansowych miałem za sobą. Szło bardzo dobrze. Pierwsza większa inwestycja w edukację. Skrypt za kilkaset dolarów – Bryce Gilmore. I poszło.

Rozumiem, że dzisiaj zajmuje się Pan już tylko grą na własny rachunek ?

Nie, nie tylko. Staram się stworzyć drugą nogę. Agresywny trading na niskich interwałach jest dość wyczerpujący. Spędzanie po kilka godzin przy monitorze staje się, co raz bardziej wyczerpujące. Z doświadczenia firm szkolących zawodowych traderów wiadomo, że statystycznie okres życia tradera to 10-15 lat w tym zawodzie, potem przychodzi wypalenie.
Ja jestem na tym etapie, że często szkoda mi czasu na spędzanie go z komputerem. To bardzo samotne zajęcie, a człowiek jest istotą stadną. Dlatego między innymi powstał SmartInwestor, którego celem jest robotyzacja pewnych układów rynkowych.

Jak długo trwał proces edukacji tzn. nie chodzi mi o zdobycie licencji maklerskiej, skończenia studiów itp. Ale po jakim czasie nauki, prób i błędów – zaczął Pan odnosić w miarę regularne sukcesy w grze na własnym rachunku ?

Ten proces jest trochę bardziej złożony. Na początku moich zmagań z rynkami to przyszło dość szybko. Przeżyłem okres bycia niemal wszechwiedzącym. Rynki traktowałem jak bankomat. To się zmieniło w 2007 roku. To, co działało dla mnie przez kilka lat nagle przestało. Rynki się zmieniają – tego wtedy jeszcze nie rozumiałem, choć o tym wiedziałem.
Trzeba było wiele pozmieniać i dopasować się do nowej charakterystyki rynku ( mam na myśli rynek E-mini), To trwało kolejne 2 lata.

Czy miał Pan lub ma nadal jakiegoś mentora, kogoś na kimś się wzorował?

Bryce Gilmore stał się moim mentorem. Przez cztery lata byłem w jego trading room’ie, jako jedyny Polak. Ostatnie pół roku, można powiedzieć, że z Rainerem Bilikiem (Niemcem), prowadziliśmy ten trading room. Bryce zajął się układaniem swojego życia osobistego. Tak, stał się moim mentorem. Dzięki niemu uświadomiłem sobie, że nie chcę podążać jego drogą. Tak naprawdę to nieszczęśliwy człowiek, zatopiony w swoim świecie monitorów.
Widziałem jak tonie spełniony trader, bez życia osobistego. Czas poświęcił tradingowi, a zmarnował życie. Na moich oczach uświadamiał to sobie i zmienił to – zajął się naprawą spraw osobistych. Zginął ze świata tradingu – żyje i jest chyba szczęśliwy.

Czyli jednak pieniądze szczęścia nie dają ? Co doradziłby Pan początkującym osobom, aby na końcu swojej drogi nie zostały same z pieniędzmi, który chyba aż tak bardzo nie cieszą w ostatecznym rozrachunku ?

We wszystkich swoich działaniach trzeba znaleźć (przynajmniej poszukiwać) złoty środek. Równowaga między stanem własnej osoby (zdrowie, psychologia), życiem rodzinnym i pracą jest według mnie bardzo ważna w drodze do spełnienia.
Na własne potrzeby zapisałem sobie dezyderatę, do której staram się wracać, co jakiś czas. Zapisałem ją w mojej metodzie: https://www.geometriarynku.pl/services_item/metoda/

Bryce Gilmore zasłynął na świece za sprawą metody overbalance. Co Pan sądzi o tej metodzie i czy ten zakupiony skrypt oparty był właśnie na tej technice ? Czy w dzisiejszych czasach jest ona równie skuteczna jak dawniej ?

Metoda overbalance dotyczy określenia trendu. Daje nam jasne wytyczne, co do podejścia do trendu w sposób multi-interwałowy. Daje nam uporządkowany system znaków drogowych, który pozwala nam z jednej strony czytać rynek (tło), a z drugiej daje nam konkretne układy o stosunkowo dużym prawdopodobieństwie. Jest to teoria mozaikowa z kilkoma zmiennymi, które wykorzystujemy by zwiększyć nasze prawdopodobieństwo. Bardzo dobre jest tu odniesienie do Holden Pokera. Naszymi kartami startowymi mogą być dwa króle czy dwie dziesiątki. Mając króle nie znaczy, ze w finale wygramy, ale mamy większe prawdopodobieństwo sukcesu. Wracając do pytania o skrypt, to Bryce Gilmore starał się przekazać metodologię, nie konkretny system. Patrząc obecnie na rynki, to działanie komputerów jest widoczne każdego dnia. Żeby to zobaczyć używamy SmartInwestora. Jeśli zaś chodzi o wybór właściwych kart, to zmieniające się rynki wymagają ciągłego dostosowywania się do panujących warunków.

Już we wtorek 4 października darmowy webinar z Mieczysławem Siudkiem.

Zarejestruj się na darmowy webinar Mieczysława Siudka i dowiedz się jak handlują Smart Money

Wiemy już kto był Pana mentorem. A czy udało się Panu wychować swoich uczniów. W kulisach naszej branży krążą plotki o tym, że tzw. metody VSA (Volume Spread Analysis), której głównym propagatorem w Polsce jest Rafał Glinicki – nauczył się on właśnie od Pana. Czy rzeczywiście był on Pańskim uczniem ?

Proces edukacji tradera trwa średnio 2-3 lata. Myślę, ze jest już kilka osób, które dobrze czytają rynek. Bardzo cieszy obserwowanie tej ewolucji. Najpierw dostajesz zrzuty, czy analizy zupełnie z innej bajki. W pewnym momencie widzisz, że nabierają sensu, a potem miałem takie przypadki, ze po dostaniu analizy swoich uczniów sam zagrywałem natychmiast na rynku w oparciu o ich spojrzenie. To jednak wymaga sporo własnej pracy i samo szkolenie tu nic nie zmieni.
Rafał rzeczywiście był uczestnikiem jednego z moich szkoleń. Metody VSA nie nauczył się ode mnie. Jak już napisałem, żeby nauczyć się czytania rynku potrzeba kilku lat (według mnie). Myślę, że w ogóle o istocie wolumenu to Rafał dowiedział się właśnie na moim szkoleniu. Poznał moje plany stworzenia SmartInwestora. Dość szybko dostrzegł siłę analizy wolumenu i rozpoczął działania w tym kierunku. Teraz, dzięki jego działaniom, już mnóstwo osób w Polsce wie, co to VSA. Analiza wolumenu według mnie to coś więcej. Patrząc na wiele manipulacji wokół nas powinniśmy sobie zdawać sprawę z kierunków jej rozwoju. Powinniśmy wiedzieć, że metod analizy wolumenu jest wiele.
OBV, MFI, VPA, WCVA, VaP, MP, MD.., to część z nich. Świat nie stoi w miejscu, a najważniejsze jest zdobycie tu doświadczenia. To wymaga czasu.

Na czym polega Pana strategia, kiedy ją Pan odkrył i stwierdził, że to jest właśnie to czego Pan szukał ?

Porządek geometryczny – to pokazał mi Bryce Gilmore. Jak mawiał „pokażę wam maluczkim, jak duże instytucje i tak zwane kreatury w garniturach postępują na rynku”.
Dalej pojawił się Eric, były trader z Wall Street, który uświadomił mi najstarsze prawa rynku – popyt i podaż. Na czym polega moja strategia. Opisałem ją tu.

Ale tak w dwóch słowach, gdyby mógł Pan powiedzieć na jakiej podstawie dochodzi do otwarcia pozycji w Pana systemie ?

Jak powiedział Wyckoff „ każda faza rynku ma swoich sponsorów”. Każdy z nas musi zdecydować, z którą grupą chce grać.
Inne zasady obowiązują u mnie przy swing tradingu, a inne przy daytradingu, na którym schodzę do bardzo niskich interwałów. Moje zagrania w większości bazują na układach geometrycznych – oprócz Break Backów.
Żeby wybrać odpowiedni układ analizuję wolumen. Jeśli za plecami mam akumulację to szukam setupów do góry do czasu, kiedy nie dostrzegę symptomów dystrybucji. To tak najkrócej.

Co było u Pana momentem przełomowym w karierze spekulanta, czy był taki moment np. pierwsze wyzerowanie depozytu itp. ?

Było ich kilka – na różnym etapie rozwoju. Najważniejsze to uświadomienie sobie, że nie żyję dla tradingu, a traduję by żyć tak jak chcę. Podsumowaniem tego jest 10 punkt naszej dezyderaty.

Wielu znanych traderów podkreśla znaczenie zasad zarządzania kapitałem, często wskazując, że właśnie ten element jest tzw. świętym Graalem spekulacji. Czy Pan również tak uważa ?

Tak, to bardzo ważny element. Ma to szczególne znaczenie przy swing tradingu, gdzie czas przebywania na rynku się wydłuża. Wtedy jesteśmy zawsze narażeni na różne niespodzianki rynkowe. Ważniejsze jest tu zachowanie zasad MM niż ilość wygranych tradów. Jest to gra oparta zdecydowanie bardziej o reguły hazardu statystycznego. Nie chciałbym by zabrzmiało to pejoratywnie. Przywołując hazard statystyczny mam na myśli uzyskanie przewagi statystycznej, którą zyskujemy właśnie dzięki odpowiedniemu MM.

Co jest najważniejsze w tradingu, złota zasada ?

Moja złota zasada:
Trading jest środkiem do celu.
Wyślij kwiaty żonie. Pobaw się z dziećmi.
Życie jest krótkie.
Rynki będą zawsze dostępne.

Jakich rad udzieliłby Pan osobom, które dopiero wchodzą na rynek ?

Przeczytanie tego tekstu kilka razy. Jest tam wiele bardzo mądrych stwierdzeń, aż sam jestem zaskoczony jak to sobie czytam.

W opisie metody trafiłem na punkt 2. Najlepszą obroną jest odpowiednie zarządzanie ryzykiem. Czy uważa Pan, że utrzymywanie korzystnego poziomu RR (stosunek ryzyka do potencjalnego zysku) jest ważniejsze nawet od metody otwierania pozycji ?

Czym dłużej mamy otwarte pozycje na rynku, tym bardziej jesteśmy narażeni na zdarzenia nieoczekiwane – choćby takie jak Czarny łabędź (nagłe, nieoczekiwane i rzadko występujące zdarzenie wpływające na notowania -przyp.red.). Próbujemy zgadnąć, że rynek wykona nasze założenia i obstawiamy takie założenie. Jak doskonale wiemy rynek i tak zrobi, co uważa i zawsze ma rację. Identyczna sytuacja raz przyniesie oczekiwany rezultat, innym razem nie. Tu musimy starać się uzyskać przewagę na bazie MM. Przy skalpingu widzimy bieżącą sytuację i mamy możliwość łatwiejszej oceny tego, co aktualnie dzieje się na rynku. Tu decyzje podejmuje przez pryzmat bieżącej nierównowagi sił popytu i podaży. Nie zgaduję, co zrobi rynek, a obserwuję jego każde tchnienie.

Na jakim poziomie utrzymuje się Pana stosunek RR w grze na własny rachunek, a jak to wygląda w funduszach inwestycyjnych ?

W grze intra day często 1: 1, 1.5.
W swing tradingu 1 pozycja minimum 1:1, druga minimum 1:3
W funduszach to trochę inna bajka była. Tu podstawą był benchmark.

Czyli na swing tradingu stosuje Pan tzw. skalowanie odwrotne (scaling out) czyli wychodzenie z zyskownej pozycji na raty, w częściach ? Wielu znanych traderów neguje taki pogląd twierdząc, że w ten sposób realizuje się straty na całej pozycji, a zyski w częściach. Co Pan o tym sądzi ?

Moje zagrania są często przeciw trendowi krótkoterminowemu, bądź średnioterminowemu.
False breaki czy Break Backi często aktywują stop losy grających na wybicia. Skutkiem tego rynek z dużym prawdopodobieństwem dociera do np. 50% ostatniego swingu realizując mój pierwszy target. Podobnie jest z za graniami na korektę 1:1 z wyższego stopnia, przeciw trwającemu krótkoterminowemu trendowi. Pierwszy target określa poziom tzw. ziemi niczyjej, zwiększając prawdopodobieństwo sukcesu w tym zagraniu choćby na korektę tego trendu.
Tu często dochodzi do walki popytu z podażą, a ja mam już free trade. To daje mi komfort psychiczny.

Kiedy na początku lat 90-tych zaczynał Pan pracę na giełdzie, tematyka zarządzania kapitałem była bardzo słabo znana. Czy w tamtych czasach fundusze inwestycyjne nie opierały swoich strategii właśnie o ten element ?

Przynajmniej u nas nie.

Czy trading jest dla Pana źródłem stresu, jakie ma Pan sposoby radzenia sobie ze stresem związanym z tradingiem ?

Jest, nie jestem maszyną. Dlatego może staram się zrobić maszynę. To jest moja praca. Mi nie płacą za pracę, tylko za efekt. Odwołam się do mojej metody.
Trading jest to najtrudniejszy zawód, z jakim się spotkaliśmy. Ci, którzy rządzą na rynkach działają przeciw twojej psychice i logice myślenia. Do tego rynki permanentnie się zmieniają.
Świat się zmienia, szybkość przepływu informacji, dostęp do wiedzy…. To wszystko sprawia, ze rynki nie są dzisiaj takie jak były kilka lat temu. Powiem więcej, rok w rok rynki się zmieniają. Testujemy potencjalne systemy i widzimy jak z serii na serię kontraktów obiektywne warunki ulegają zmianie.
Teraz mam świadomość wydzielanych do mózgu endorfin. Zarządzanie tym procesem, to jeden z istotniejszych procesów w biurach zarządzających grupami traderów.

Czy ma Pan jakąś odskocznię od spekulacji, jakieś hobby, czy jednak giełda to całe Pana życie ?

Trading nie jest celem samym w sobie. Poświęciłem mu zbyt dużo czasu, mam bardzo dużą wiedzę i doświadczenie. Staram się tym dzielić. Od giełdy uciekam, staram się żyć swoim życiem. Mam swoje pasje, a jedna z nich to rynki. Moje wartości są gdzie indziej – nie na rynku. Rynki finansowe, ze względu na możliwość dużych zarobków przyciągają przeróżne osoby. Tu obowiązują nieco inne zasady, niż moje wartości. Doświadczyłem tego prowadząc swoją działalność, ale to mimo wszystko nie zmienia mojego podejścia do ludzi.

W punkcie 8 opisu metody, wspomina Pan o tym, że trading jest samotną i ciężką pracą, że należy robić to tak aby znaleźć jeszcze czas na życie. Wynika z tego, że jest to bardzo czasochłonna praca. Czy jednak gracze indywidualni, analizujący wykres przy użyciu prostych metod i poświęcający na trading na forex ok. 1 czy 2 godzin dziennie, mają w ogóle szansę regularnie zarabiać ?

Wydaje mi się to do zrobienia. Z pewnością mogą w ten sposób uzyskiwać zadowalające stopy zwrotu względem tego, co oferują nam banki.
Czy da im to możliwość utrzymania się z tego, to zależy od wartości kapitału.
Jak słyszę o 10 minutach dziennie w drodze do wolności finansowej, to nie traktuję tego poważnie 🙂

Dziękuję za wywiad i poświęcony czas.



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here