Naga Markets



UberEatsUber, potocznie zwany “aplikacja-szef” zrewolucjonizował krajobraz ekonomiczny na stałe w kwestii zarządzania pracą. Obecnie kiedy pracuję nad tym artykułem akcję UBER.US (UBER TECHNOLOGIES) obecnie jest notowany za cenę 42.50$, czyli ponad 2% powyżej ceny debiutu choć na wejściu analitycy opisywali, że cena akcji jak i cała spółka jest mocno przeszacowana, ponieważ spółka nie ma na horyzoncie stałych przychodów. W 2018 roku Uber wygenerował 11 mld USD przychodu na rynku wartym około 2 bln USD jak to jest opisywane w prospekcie. Głównym zarzutem wobec firmy Uber jest to, że nie wiąże on pracowników, więc brak realnej podstawy do stabilizacji przychodów, alarmował prof. Damodaran, specjalista z New York University Stern School of Business. Nie ma jak specjalnie podać przykładów z przeszłości, ponieważ taki model biznesowy pojawia się po raz pierwszy. 


Mimo, że jesteśmy społeczeństwem w którym głęboko mamy zakodowane takie usługi jak dostarczanie pizzy na telefon lub chińskiego jedzenia to UberEats był zjawiskiem społecznym. Kolejnym krokiem w obecnej globalizacji świata, gdzie z niecierpliwością czekaliśmy na wprowadzenie takich usług z zachodu u Nas i nikt nie musiał specjalnie reklamować, ponieważ oswojeni z działalności Uber jako tańszej alternatywy dla taksówek byliśmy już oswojeni z zamawianiem po paru kliknięciach w aplikacji. 

UberEatsPierwszym miejscem, które zawsze kojarzy się ze skupiskiem zielonych kartonów na plecach jest ul. Świętokrzyska na rogu z Marszałkowską, gdzie jest McDonald, a obok pełno skuterów i rowerów koczujących kurierów jedzenia z Naszej aplikacji z kablami powerbanków i słuchawkach. Niektórzy nie ściągają kasków tylko przychodzą, chwile siedzą, rozmawiają w egzotycznych językach i jadą znowu z zamówieniem. Inni podchodzą spokojniej do swojej pracy i siedzą bez plecaków, ale dwa smartfony w rękach, wystające kable ładowarek oraz ciemna karnacja w Naszym stereotypowym myśleniu już dostatecznie się przyjęło, że to partner UberEatsa. Podchodzę do grupy, która tak stacjonuje przy stolikach od razu przy wejściu i zagaduje po angielsku, że jestem z portalu comparic.pl i chciałbym zapytać o parę rzeczy. Trzech z brzegu od razu mi kiwa przecząco głową tłumacząc, że oni już rozmawiali parę razy i nigdy na dobre im to nie wyszło. Mimo upału jaki wtedy smażył Warszawę to Panowie twardo siedzieli w pełnym uzbrojeniu, czyli bluza i kaski.  Po drugiej stronie ławki rusza do mnie Dawid* sygnalizując, że jeżeli dogadamy się po rosyjsku to bardzo chętnie mi opowie o rzeczywistości, gdzie szefem jest aplikacja.

UberEatsWynajmują mieszkanie trzypokojowe w czwórkę. Wszyscy chodzili do tej samej szkoły, a po ukończeniu kolega zorganizował wyjazd na zachód Europy. W planach była Francja, ponieważ tam swojego czasu słyszeli o najlepszych warunkach i zarobkach na budowie. Również były modne wyjazdy do Holandii, ale ostatecznie skończyli w Warszawie. Dawid dołączył najpóźniej, ponieważ organizował wyjazd jeszcze ze swoją dziewczyną, ale praktycznie w ostatnim momencie zrezygnowała i pojechał sam. Każdy z nich zaczynał tak samo na UberEats, żeby zarobić na początku cokolwiek i minimalnie wyjść na zero. Jeździ przede wszystkim w centrum, bo dojazdy są najbliższe do biurowców. Raz spróbował tylko późniejszej zmiany krążąc z dostawami wśród domówek na osiedlu i to zupełnie inny klimat niż dostarczanie jedzenia do biur. Odbierający są w różnym stanie upojenia alkoholowego i dziwnie czasami na niego reagują kiedy nie rozumie nic co się do niego mówi po polsku. Obserwujemy newsy portali francuskich jak zmienia się Francja i bezpieczniej czują się w Polsce, bo dla Nas Polska to taki zachód jak dla Was Anglia.. – tłumaczy w barwny sposób próbując porównań. – W Anglii też dużo Polaków jako początkową pracę bierze UberEats. – odpowiadam. Jesteśmy bardziej oswojeni z angielskim niż oni z polskim szczególnie, że uczą się go dopiero tutaj. Bariera językowa i często niejasne warunki między pracodawcami skłaniają ich, że “aplikacja” jest bezpieczna, bo zawsze wypłaca pieniądze na czas. Czasami złapie kurs z jedzeniem do chłopaków na budowie. Z polskimi ekipami nie rozmawia, bo za duża bariera językowa, ale z ukraińskimi ekipami się dogaduje i dopytuje jak warunki pracy. Opinie są różne, więc coraz bezpieczniej zaczyna się czuć będąc dostawcą fast foodów. Jest taka opcja, że w Piasecznie, gdzieś przy halach codziennie przyjeżdża ktoś i zgarnia do pracy fizycznej, ale rozmawiał z kilkoma, którzy dołączyli do UberEats jako ostatniej deski finansowego ratunku i tylko się utwierdził, że problem niewypłacalności jest naprawdę wysoki pracując na czarno. – Teraz jest lato, więc pogoda naprawdę dopisuję chociaż w deszczowe dni jest więcej roboty, bo ludzie nie wychodzą wtedy już w ogóle. – opowiada. – Podobno w deszcz zarabiacie najwięcej? – pytam tak jak opisywał inny reportaż. Dawid za pomocą translatora wbudowanego w aplikację. Ja mówię do jego telefonu po angielsku, tekst wyświetla mu się po turecku i odpowiada mi, a ja dostaję tekst po angielsku. – Tak głównie robią świeżaki. W pierwszym miesiącu jeżdżenia też tak robiłem, ale po paru miesiącach, uwierz mi, zaczynasz się bardziej szanować, bo każda kontuzja to może być przymusowy urlop. A jak nie jeździsz to nie zarabiasz. 

– Wiesz, że Uber jest notowany na giełdzie? – zapytałem już na sam koniec. 

– Nie. Chyba coś słyszałem, ale nie znam się.

Aplikacja wzywa Dawida do kolejnego kursu do biurowca niedaleko z dosyć dużym zamówieniem. Kurier pośpieszenie rusza na rowerze w stronę.

Nie rozwożę jedzenia nigdy jak robi się ciemno

Odosobniony na murku siedzi Harug, ale uśmiecha się kiedy podchodzę i chętnie zgadza się na wywiad. Oczywiście rozmawiamy po angielsku. Dla UberEats jeździ od trzech tygodni skuterem. Kupił go za siedemset złotych i dzienny koszt paliwa ile wyjeździ w ciągu dnia to dwadzieścia złotych. Żona bardzo chciała studiować w Polsce. Poznali się w Londynie kiedy on był kierownikiem jednego z siedmiu sklepów swojego kuzyna. Ukończył zarządzanie w Londynie, wrócili do Indii, pobrali się i chcieli wrócić do Europy. – Moja mama jest szefową domu, a tata właścicielem sklepu z narzędziami. Chciałby wrócić z oszczędnościami i założyć jakiś biznes. Koszt wyjazdu do Polski łącznie z wizami, koszta podróży, czesne za studia żony musiały być opłacone jeden semestr z góry to 40 tysięcy zł, które odłożyli jeszcze w czasach kiedy mieszkali w Anglii. Obecnie są na minusie, ponieważ taka przeprawa pochłonęła wszystkie oszczędności. Przyjechał za żoną, a pomogło im zaprzyjaźnione małżeństwo, które mieszka już tutaj rok. Teraz wynajmują w czwórkę mieszkanie i koszta są dużo mniejsze. Przyjaciel podobnie zaczynał, a teraz pracuje w restauracji jako kelner. Bariera językowa jednak niweczy jego wszystkie plany zawodowe. Wyobrażał sobie, że doskonała znajomość języka angielskiego i wykształcenie wystarczy, aby w Polsce pracować na dobrym stanowisku. 

Pracę zaczyna zawsze w tych samych godzinach, mniej więcej od godziny dziewiątej rano do osiemnastej. Około pół godziny wraca do domu. Pierwszy tydzień jeździł na rowerze i raz ktoś go zwyzywał kiedy zadzwonił dzwonkiem, aby zszedł ze ścieżki rowerowej. Kolega, który im pomógł zjechać dostał kiedyś butelką w głowę jadąc z zamówieniem. Polacy są bardzo sympatycznym narodem, ale kiedy tylko się trochę ściemni i na ulicy jest więcej pijanych ludzi to zaczyna się prawdziwy dramat. – Obiecałem żonie, że nie będę jeździł kiedy będzie ciemno. Godzina dwudziesta jest naprawdę takim maksimum jak musimy wyjść na zakupy. My hindusi mamy swoją społeczność małą, która ma w Polsce powiedzmy około dziesięciu lat. I chociaż my nie jesteśmy ofiarami rasizmu tak Ci pierwsi doświadczyli i ostrzegają młodsze pokolenia, czyli Nas. I to tak krąży.

Docelowym punktem Haruga jest jeżdżenie i rozwożenie ludzi, a nie jedzenia. Pracy jako kurier nie traktuje jako ujmę, ale konieczny regres do nauki języka, czyli krok w tył, żeby dwa do przodu. – Wizę mamy na trzy, cztery lata. Na pewno będziemy w Polsce tak długo jak żona będzie studiować, a potem wracamy do Indii. Porównując Polskę do Anglii to pogoda jest lepsza. – wymienia Harug siedząc w bluzie kiedy temperatura wynosi trzydzieści stopni Celcjusza. – Tutaj jest taniej niż w Anglii albo Niemczech. 

Harug siedzi osobno i nie wita się z innymi kurierami. – Mamy swoją grupę na Facebooku i opisujemy czasami, które lokale mają najwięcej zamówień, gdzie opłaca się stacjonować. Nie ma wrogości, nikt sobie pieniędzy z ust nie wyrywa. Dajemy sobie tipy dla bezpieczeństwa. Praca nie jest skomplikowana, naprawdę. Aplikacja pomaga Nam we wszystkim: nawigacja, translator. Tylko, żeby zarobić dwa tysiące, albo dwa i pół to trzeba jednak dużo się nalatać. 

Ze swoją żoną nie pochodzą z bogatej rodziny, są środkową kastą społeczną (w Anglii tłumaczone “race” jako rasa). Nie chce korzystać z płatnych lekcji języka polskiego ponieważ nie stać ich na to. Wolą uczyć się z małżonką wspólnie na podstawie jej notatek ze studiów. Jest to ciężkie, ponieważ nawet mieszkając w Indiach od urodzenia człowiek uczy się angielskiego chcąc nie chcąc i jest obyty. Polski jest dla niego tak samo egzotyczny jak dla Nas India i Ganges. 

Pytam o najmniej ciekawe zdarzenie w trakcie pracy. – Koniec miesiąca i firma w jednym z biurowców świętowała dobicie targetu przed terminem. Zamawiali już dwukrotnie w ciągu dnia same cheesburgery praktycznie. Wożenie lodów i napojów jest stresujące i kłopotliwe. Czasami ktoś źle zapakuje, wszystko może się rozlać. Więc pojechałem do biurowca, na recepcji mnie wpuszczono i już z windy słyszałem głośną muzykę. Wszyscy w świetnych nastrojach, dużo alkoholu i wchodzę jedzeniem. Kilku pijanych pracowników obsypało go konfetti i zapraszali do picia alkoholu. Odmówiłem wypakowując wszystkie kanapki.  Ktoś nie potrafił się doliczyć, ktoś z końca sali krzyczał, że liczba się nie zgadza, że za mało. W całym chaosie nie miałem jak policzyć. Chciałem po prostu się wycofać, bo czułem dziwne napięcie w powietrzu. Robiono mi zdjęcia, nagrywano. Wtedy przyszedł do mnie jakiś kierownik i zaproponował, że nie złożą skargi, że podebrałem sobie kilka kanapek, a nawet dadzą mi sto złotych jak dam sobie ogolić głowę, albo przebiorę się w strój Borata. 

Sytuacja kiedy Harug odmówił tylko sprowokowała jeszcze bardziej. Szarpano go za plecak, ale ostatecznie udało mu się uciec. Na grupie FB opisywał działania firmy, ale nie mają jak odmawiać zamówień kiedy przychodzi sygnał z aplikacji. Jadą, ale nie wjeżdżają już nigdy na piętro. 

Pytam czy orientuje się w sytuacji giełdowej Ubera. – Mało tego. Mój kuzyn z Londynu z którym pracowałem w sklepach interesuję mocno tematami inwestycji i wydaje mi się, że na pewno ma kilka w swoim protfelu. Nie utrzymują kontaktu od dłuższego czasu, więc tylko gdyba.

Nie ma teraz lepszej alternatywy po prostu

UberEatsPodchodzę do dwóch chłopaków siedzących przy rowerach w cieniu naprzeciwko lokalu, którzy wyglądają jak licealiści dorabiający sobie na wakacje. Jednak nie tym razem. Oleg i Maxym są studentami pierwszego roku informatyki. Szukają dorywczej pracy na wakacje, gdzie będą mogli pracować w swojej branży, ale póki co nie mają co liczyć na lepsze oferty niż call center, chociaż tutaj też im odmawiano ze względu na akcent. Pochodzą z Masłówki niedaleko Dniepru. – Idealna praca to taka jak w IT, gdzie pracujesz zdalnie i sam decydujesz w jakich godzinach, a rozliczany jesteś za wykonywaną pracę. – tłumaczy mi Oleg. Maxym wziął kurs i pojechał. – To nie jest żaden szczyt pracy, ale okres przejściowy. Chcemy po prostu dorobić trochę grosza i jeszcze poszaleć.  Od siedzenia całymi dniami w samochodzie wybierają jazdę na rowerze, a po drugie ich współlokator przepracował tak rok i strasznie klnął na pracę jako ukraiński Uber. – Jestem fanem technologii. Mam takie romantyczne wrażenie, że jak poznam dobrze od podstaw aplikację to w przyszłości zaprojektuje lepiej coś. Może bardziej przełomowego na rynku, który jest w tyle, czyli na Ukrainie. Duet studentów nie przemęcza się w dorabianiu. Pracują tak, żeby dziennie wyjeździć do siedemdziesięciu złotych i fajrant. Przerażeni są jednak trochę reakcjami ludzi jeśli jedzenie jest źle zapakowane, albo czegoś brakuje lub – co zdarza się często – rozleje się napój. – Ja nie mam wpływu na to jak kto mi zapakuje jedzenie tylko biorę w torbę i jadę. W głowie cały czas miałem główny zarzut wobec usług UberEats, że nie ma żadnej stałej relacji pomiędzy kurierem, a aplikacją. – Przecież dbanie o to jest również w Waszym interesie, bo jesteś jak kelner w restauracji, który w razie pomyłki kucharza zbiera za niego. Nie sprawdzasz, albo nie zgłaszasz obsłudze uwag? –  Obrywa mi się niskim ratingiem. W między czasie rozmowy przeplatanej polskim i angielskim wraca Maxym. – W jeżdżeniu samochodem dla partnera już jest przesyt na rynku pracownikami z Ukrainy. Kiedyś chętniej, bo byliśmy tańsi i mniej roszczeniowi niż polski kierowca. Rowery są Nasze i nikt nie wyznacza Nam godzin pracy. 

Studenci z Ukrainy, dzięki swojemu niepozornemu wyglądowi licealistów nie mają takich obaw ataków rasistowskich jak hindusi, ale wcale nie ma tak, że nie spotykają się z atakami na tle pochodzenia. – Kliknąłem raz przypadkowo, na pierwszej dniówce – opowiada Maxym – za szybko, że już jestem na miejscu. Więc klient co zamawiał musiał trochę poczekać zjeżdżając do recepcji. Oczywiście od razu awantura, więc tłumaczę, że jestem nowy i źle kliknąłem. Usłyszał tylko mój akcent to zaraz mi się zebrało za wszystkie zbrodnie UPA. Istnieją również pozytywne strony dostaw. Maxym raz dostarczał jedzenie na imprezę w ogródku na jedno z zamkniętych osiedli i w głośnikach leciał Feduk. Pogratulował wyboru muzyki i został zaproszony. Wtedy skończył już dniówkę, a w samochodzie jeżdżąc dla partnera nie miałby takiej szansy, 

Brak stałych przychodów, ponieważ Uber nie wiąże pracowników

Ciężko zgodzić się z takim zarzutem nowojorskiego uczonego, ponieważ fakt. Pracę można przerwać z dnia na dzień i żaden kurier nie jest wiązany z firmą na długi czas. Jednak jest to rzadko spotykany typ pracy, gdzie wystarczą tylko chęci i samozaparcie, aby dostarczać i samemu w ten sposób poniekąd projektować wypłatę. Szczególnie, że jest to praca, gdzie nie wymaga się znajomości języka ani specjalnych umiejętności. Świetny “first-step” dla wszystkich cudzoziemców, którzy przybywają do Naszego kraju w podobnych okolicznościach jak bohaterowie reportażu. Można nawet ustawić ich jako “statystycznych” pracowników, ponieważ przez ponad dwa dni rozmów z pracownikami większość okoliczności zaczęcia pracy właśnie pokrywa się w ten sposób. To jest taki pierwszy kontakt zanim znajdą pracę, która faktycznie będzie odpowiadała im ambicjom i jest to okres przejściowy. Nikt tutaj nie myśli o awansie ani rozwoju tylko po prostu o zarobku, który zapewni w miarę godne życie na start kiedy inne okoliczności nie sprzyjają. Trzeba się jeszcze wykazać minimalnymi zdolnościami interpersonalnymi w przypadku różnych ataków, ale one zdarzają się w każdej branży, a hasła rasistowskie w stronę hinduskich dostawców na stałe wpisały się w krajobraz stolicy.



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

Poprzedni artykułWIG20 najwyżej od kwietnia. Santander i CCC zyskują ponad 2%
Następny artykułKurs euro dociera do 1,13200 USD. Dolar ma szansę odzyskać siły [AKTUALIZACJA]
Szymon Machalica redaktor comparic.pl
Publicysta związany z portalem comparic.pl oraz fundacją Trading Jam Session, content-manager social media. Od 2014 roku aktywnie bierze udział w spekulacji. Handluje głównie na akcjach spółek warszawskiego parkietu. Zwolennik analizy emocjonalnej rynku. Częściej niż wykres obserwuje karnet jako tętnice dzięki, której żyje rynek. Spekulacja wyrobiła w nim ogromny dystans do narracji rynkowej rzeczywistości. Twórca satyrycznej grupy SOROSZ GRID SCENA. Chłonie wszystkie ciekawostki związane z historią spekulantów na świecie, bo jak sam określa: bardziej niż metoda interesują mnie czynniki środowiskowe i proces tworzenia tej metody.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here