Naga Markets


Trading jak wędkarstwoWłaściwie to tytuł powinien brzmieć „Trading długoterminowy jak wędkarstwo”. Chociaż sam nie łowię ryb, to prawie codziennie wyprowadzam swojego psa nad pobliskie jezioro, które pełne jest wędkarzy. Porównanie giełdy i łowienia ryb narodziło się w mojej głowie całkiem niedawno, pewnego razu spostrzegłem różnicę pomiędzy starymi wędkarzami, a młodzieżą. Młodzież co chwila „rzucała kijkiem”, 5 minut ryba nie bierze, zwija żyłkę i znowu zarzuca. Inaczej robili doświadczeni wędkarze, którzy przeważnie… spali nad wędką używając alarmu.


Te dwa sposoby łowienia ryb, można porównać do dwóch odmian uprawiania tradingu – gra początkujących osób, które pomimo braku wiedzy, ogrania i doświadczenia porywają się na niskie interwały czasowe typu 5 minut, przypomina właśnie młodocianych wędkarzy z wielkim zapałem, ale z nieco mniejszą cierpliwością, która jest niezbędna zarówno w grze jak i w wędkarstwie.

Początkujący trader szarpie się z rynkiem, robi analizę na szybko, na gorąco pod wpływem emocji, liczy się tylko to żeby być w grze, przypomina to hazard. Inaczej zachowują się doświadczeni wędkarze i traderzy. Stary wędkarz dokładnie wszystko przygotowuje, najpierw wrzuca coś w rodzaju zanęty, przysmaku dla ryb w miejscu, gdzie planuje łowić. Rozkłada sprzęt, wszystko robi dokładnie, bo wie że spędzi tam wiele godzin. Praca wędkarza kończy się po wrzuceniu haczyka z przynętą do wody, dalej stary wędkarz już tylko obserwuje, czasem śpi, ale daje rybie czas.

Tak samo wygląda praca zawodowych traderów długoterminowych. Doświadczony gracz, poluje na trendy długookresowe tak samo jak stary wędkarz na większe ryby. Analiza jest staranna, bardzo dokładna, przygotowany jest plan gry, plan ucieczki ze stratnej pozycji, cała praca tradera odbywa się przed otwarciem pozycji, po otwarciu i ustawieniu odpowiednich parametrów zlecenia np. stop loss, doświadczony trader może wyłączyć komputer, daje czas cenie, żeby wpadła w zastawioną przez niego pułapkę. Wie, że wpatrywanie się w wykres może spowodować chęć ingerowania w zlecenie, nagły gwałtowny ruch może pobudzić emocje, strach, pod jego wpływem zamknie zlecenie z małą stratą, podczas gdy ten nagły ruch okazał się chwilowy.

Edwin Lefevre w książce „Wspomnienia gracza giełdowego” pisze:
„Duże pieniądze na rynku zarobiłem nie dzięki myśleniu, ale dzięki siedzeniu. Rozumiecie? Dzięki spokojnemu siedzeniu i czekaniu. Sukces na rynku nie jest żadnym sekretem.”

Jeden z moich znajomych, poleca specyficzny rodzaj siedzenia przed komputerem, można to potraktować jako żart, ale coś w tym jest., mianowicie zaleca on aby siedząc, trzymać pod własnym tyłkiem swoje dłonie, siedzieć na dłoniach – aby nie korciło nas do zbyt pochopnych ingerencji w rynek.

Na poważnie mówiąc, najlepiej stosować rady najwybitniejszego inwestora w historii – Warrena Buffeta – stosuje on zasadę „kup i zapomnij”. Oczywiście nie należy dosłownie stosować tej zasady na rynku walutowym, ale czytając między wierszami można stwierdzić, że gdy zrobisz dobrą analizę i otworzysz zlecenie zgodne z tą analizą i ze swoim planem, zabezpieczysz się przed nadmierną stratą – możesz o nim zapomnieć i odejść od komputera.

Poniżej cytat z wspomnianej wyżej książki, podsumowujący to co dotychczas napisałem:

„Potrzeba nieustannej aktywności, niezależnie od warunków otoczenia rynku, jest czynnikiem odpowiedzialnym za wiele strat na giełdzie, nawet wśród profesjonalistów, którzy zdają sobie sprawę, że codziennie muszą zarobić trochę pieniędzy, gdyż czynsz niestety opłacać należy regularnie, a nie tylko w czasie hossy.”

Dlaczego gra długoterminowa ?

Jak większość początkujących graczy, zaczynałem od niskich TF-ów i od wskaźników. Nie mówię, że nie da się zarabiać grając na interwale M1 oraz stosując wskaźniki, ale niewielu nowych graczy to potrafi, a na pewno szybciej stracą pieniądze na M1 niż na D1.

Giełdą interesowałem się od dziecka, temat ten co rusz powracał, a zainteresowanie wzięło się z powodu mojego ojca. Otóż był on pracownikiem jednej z 5 pierwszych notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie firm. Gdy nadeszły lata przemian (wczesne lata dziewięćdziesiąte), jak to w Polsce było, postanowiono prywatyzować firmę, a część akcji oddać pracownikom. Mijały lata, nastał czas internetu, bardzo medialny zrobił się forex, ale że naczytałem się sporo niepochlebnych opinii, postanowiłem zacząć od… kantoru internetowego (nawiasem mówiąc, polecam ten rodzaj „tradingu” przed wejściem na forex – jako zamiennik gry demo).

Po jakimś czasie, z powodu zbyt małego kapitału i zbyt wysokich prowizji, zysk rosły bardzo słabo, zrozumiałem że bez dźwigni finansowej nie zarobi się zbyt wiele z depozytem o wartości 1000 zł. Tak zaczęła się moja przygoda z forexem, masa książek, mnóstwo wypowiedzi na różnych forach, szkolenia itd. Dużo wiedziałem, ale niewiele umiałem, popełniałem błędy, o których wcześniej czytałem. Błędy należały do najbardziej podstawowych – gra pod prąd, nie ucinanie strat itp. Można powiedzieć, że zajmowałem się odwrotnie tym czym zajmuje się doświadczony gracz długoterminowy – minimalizowałem zyski i maksymalizowałem straty.

Taka gra doprowadziła oczywiście do prawie całkowitego wyzerowania konta. Następnie były dwa miesiące przerwy potrzebnej na pozbieranie się. Po świętach, w nowym roku, mając na depozycie ok.. 500 zł, sugerując się prognozą innego tradera, otworzyłem pozycję na parze GBP/USD, o MM (zarządzaniu pozycją) nie ma co mówić, bo było to praktycznie 100% depozytu postawione na jedną pozycję.

Nie oczekiwałem zysku, raczej miało to być moje pożeganie z forexem, skoro już straciłem cały depozyt, to po co mam wyciągać te 500zł, potraktuję to jak hazard, ot tak – zagram sobie. „Obstawiłem” spadek i rzeczywiście pozycja spadała coraz niżej, normalnie pewnie przedwcześnie zamknąłbym pozycję, ale teraz zyski z tej pozycji wydawały mi się niczym w porównaniu z utraconym depozytem. Myślałem sobie – skoro tak dobrze idzie, to nie będę zamykał, może to super trend, dzięki któremu odrobię starty. I tak, tylko przesuwałem SL coraz niżej. Nie był to jakiś mega trend, ale ostatecznie zarobiłem ok. 500 pipsów, a zysk finansowy wyniósł ponad 150% niskiego depozytu.

Ten przypadkowy moment (trend trwał 3 tygodnie) sprawił, że powstałem z martwych. Spojrzałem inaczej na tę grę, zobaczyłem na własne oczy, to o czym wcześniej tylko czytałem w książkach, zrozumiałem o co chodzi w tej grze – przez 3 tygodnie nie robiłem praktycznie nic, zaglądałem raz dziennie i przesuwałem SL, to wszystko. Przez 3 tygodnie patrzyłem jak pieniądze płyną do mnie, a ja miałem czas na wszystko, byłem zrelaksowany, radosny, niczym się nie martwiłem, bo zyski były zabezpieczone.

Postanowiłem, że już zawsze tak będzie, że od tej chwili będę zajmował się „przesuwaniem stop lossów” – to będzie moja specjalizacja.

Jeżeli zainteresowała Was moja historia lub jeżeli jesteście aktualnie w tym miejscu, w którym ja byłem kiedyś – zapraszam na cykl artykułów poświęconych dojściu do gry długoterminowej, radzeniu sobie z problemami psychologicznymi, chciałbym w dalszych częściach przedstawić problemy jakie napotkałem oraz pokazać rozwiązania jakie zastosowałem, aby wyeliminować te błędy, zarówno psychologiczne jak i czysto techniczne.

Aby zachęcić Was do gry długoterminowej, do polowania na duże trendy, zamiast „machać wędką w poszukiwaniu płotek” pozostawię Wam do przemyślenia cytat z tej słynnej książki, o której już wspominałem:

„Mówi się, że człowiek nigdy nie biednieje, zbierając zyski z rynku. To prawda. Ale prawdą jest także i to, że nigdy nie zostanie się bogatym, zbierając czteropunktowe zyski w czasie gwałtownej hossy. Tam, gdzie mogłem spokojnie zarobić 20 000 dolarów – zarobiłem 2000.” – Jesse Livermore



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here