Naga Markets



Branża tłumaczeniowa jest jednym z najprężniej rozwijających się sektorów w ciągu ostatnich lat. Globalizacja, międzynarodowy handel i liczne migracje wytwarzają popyt na usługi tłumaczy.  Wartość rynku tłumaczeniowego w Polsce w 2018  r. wyniosła blisko 1 mld zł. Z kolei wg Common Sense Advisory wartość rynku tłumaczeń na świecie w tym samym roku osiągnęła 46,52 mld USD, a do roku 2021 wyniesie 56,18 mld USD. Liderem w branży są Stany Zjednoczone z udziałem w rynku na poziomie ponad 30 %. Jednak wiele czynników, w tym rosnący postęp technologiczny, może poważnie zagrażać sektorowi tłumaczeń. Ponadto niektóre języki rosną w siłę, podczas gdy innym grozi wymarcie. Jak prosperuje oraz w jaki sposób zmienia się rynek tłumaczeń?

Angielski wciąż liderem

Angielskim posługuje się niemal 1,5 miliarda ludzi  i, zaraz po mandaryńskim, pozostaje drugim najpopularniejszym językiem globu. Angielski, zwłaszcza w ciągu ostatniej dekady, zawładnął nie tylko światem popkultury i handlu, ale także zdominował branżę IT. Języki narodowe wciąż są „wzbogacane” o zapożyczenia, przez co coraz częściej mamy do czynienia z miksem językowym, np. polsko-angielskim, gdzie zamiast z „terminów” wywiązujemy się z „deadlinów”, natomiast „opinię zwrotną” na stałe zastąpił „feedback”. Wiele języków traci na popularności przez tego „giganta”, gdyż wszechobecność angielskiego obniża zapotrzebowanie na usługi specjalistów posługujących się niszowymi językami. W międzynarodowych korporacjach pośrednicy przestają być potrzebni, a wielonarodowa załoga komunikuje się właśnie za pomocą angielskiego. Przykładem obrazującym negatywny wpływ wszechobecności tego języka jest sytuacja społeczeństwa holenderskiego, gdzie 90 % biegle włada angielskim. Ten fakt poważnie zagraża ojczystemu językowi Holendrów – niderlandzkiemu. Holenderskie uczelnie planują stopniową likwidację kierunków związanych z filologią niderlandzką z powodu braku chętnych.

Jednak obecna sytuacja może ulec znacznej zmianie, a w najbliższych latach miejsce lidera zastąpi coraz popularniejszy chiński (mandaryński), a nawet hiszpański.

Ponad 2000 języków zagrożonych wyginięciem

Niemal w każdym zakątku Ziemi możemy natknąć się na dialekty i gwary. Według szacunków na świecie używa się ponad 6 tys. języków, z czego spora część jest na wymarciu.  W 2017 r. UNESCO – wyspecjalizowana  organizacja  ONZ, której podstawowym celem jest wspieranie współpracy międzynarodowej w dziedzinie kultury, sztuki i nauki – poinformowało, że niemal 2,5 tys. języków ma status zagrożonych. Naukowcy podają różne przyczyny tego zjawiska. Paul Trilsbeek, kierownik  internetowego archiwum języków zagrożonych w  Instytucie Maxa Plancka w Nijmegen w Holandii,  sądzi, że jedną z nich jest globalizacja. – Ludzie uważają, że mają większe szanse w życiu, jeśli posługują się językami szeroko rozpowszechnionymi – tłumaczy. Zaraz obok globalizacji typuje się urbanizację – coraz więcej ludności osiedla się w dużych ośrodkach miejskich, przyczyniając się tym samym do osłabiania gwary wiejskiej.

Zanikanie gwary i dialektów znacząco wpływa na pracę tłumaczy. Specjaliści napotykając regionalny język w trakcie tłumaczenia np. książek, zazwyczaj mają trzy możliwości: pozostawić język bez zmian, poinformować odbiorcę za pomocą przypisu, że w danym fragmencie posłużono się gwarą lub podjąć się tłumaczenia dialektu. Ostatnia z opcji jest zdecydowanie najbardziej wymagająca, dlatego przekłady języków regionalnych nie należą do częstych usług świadczonych przez przedstawicieli tego zawodu.

Globalizacja napędza rynek tłumaczeń

Coraz większa integralność państw i kultur, choć prowadzi do zaniku lokalnych języków, stanowi jeden z głównych czynników sprzyjających rozwojowi rynku tłumaczeń. W ostatnim dziesięcioleciu byliśmy świadkami prężnego rozwoju internetu, technologii i handu. Znoszenie barier handlowych na granicach wywarło presję na mniejszych przedsiębiorców, by wejść na globalny rynek. Firmy od niemal dekady zgłaszają się do specjalistów w celu uzyskania fachowych tłumaczeń kampanii reklamowych, instrukcji obsługi towarów, składu oferowanych przetworów lub umów zawieranych z zagranicznymi przedsiębiorstwami. Biznes korzysta z usług indywidualnych tłumaczy lub współpracuje z profesjonalnymi biurami świadczącymi przekłady z wielu języków. W branży funkcjonują zarówno lokalne, małe przedsiębiorstwa, jak i duże firmy z wieloletnim doświadczeniem.

Na czym zyskuje branża tłumaczeniowa

Popyt na usługi tłumaczeniowe z każdym rokiem wciąż rośnie. Biura tłumaczeń czerpią korzyści m.in. z zapotrzebowania na przekłady wśród instytucji rządowych. Ten aspekt zyskuje na znaczeniu zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdy niemal w każdym tygodniu poszczególne kraje otrzymują informacje i zalecenia w związku z pandemią koronawirusa. Kolejnym czynnikiem generującym znaczną część przychodów na rynku tłumaczeń są międzynarodowe inwestycje, z którymi w parze idzie wymóg tłumaczenia setek dokumentów i umów. Korzystnie na działalność tłumaczy, zarówno tych indywidualnych, jak i tych zrzeszonych w biurach, wpływa rozwój branżowych norm poprawiających profesjonalizację sektora tłumaczeń, jak np.  ustawowe stawki w przypadku tłumaczy przysięgłych. Atutem, który przyspiesza proces tłumaczeń oraz ułatwia pracę specjalistom jest rozpowszechnianie nowych narzędzi technologicznych wykorzystywanych w codziennej pracy tłumacza.

Problemy biur tłumaczeń

Tłumaczenie to często złożony proces wymagający nakładu pracy nie tylko specjalisty od przekładu, ale także pośredników. Biura tłumaczeń zmagają się z licznymi problemami, które rosną wraz z rozwojem rynku. Jednym z nich jest brak standardów jakościowych, które stanowiłby kryterium w publicznych przetargach. Innym, z którym zmagają się głównie mniejsze firmy, jest konieczność inwestycji w narzędzia wspomagające tłumaczenia. Poważnym problemem stał się również rozwój internetowych translatorów, takich jak Google Translate, gdyż obniżają one jakość rynku tłumaczeń i rodzą  błędne przekonanie, że tłumaczenia może podjąć się w zasadzie każdy.

 Sztuczna inteligencja największym konkurentem dla tłumaczy?

Rozwój technologii sprawia, że coraz więcej sektorów ulega automatyzacji. Wszechobecność maszyn zastępujących pracowników z pewnością usprawnia wiele procesów, jednak niesie za sobą nieodwracalne konsekwencje.  Sztuczna inteligencja daje szereg możliwości, których człowiek z pewnością nie byłby w stanie zaoferować: działa znacznie szybciej, jest dostępna niemal w każdym miejscu, nie wymaga ustalenia terminu odbioru dokumentów oraz, po wcześniejszym zaprogramowaniu, posiada szeroki zasób słownictwa, przez co „włada” setkami języków. Jednak to wciąż człowiek odgrywa tu główną rolę. Maszyny potrafią tyle, na ile zostały zaprogramowane, same nie są w stanie, przynajmniej na razie, wygenerować ani wiedzy ani umiejętności. Dodatkowo, profesjonalne tłumaczenie, poza  wiedzą i umiejętnościami, wymaga także wyczucia i doświadczenia, dzięki czemu przekład jest kompletny i bezbłędny.  Ponadto tłumaczenie wszelkich slangów, dialektów, idiomów wymaga kreatywności, której maszyny nie są w stanie wygenerować. Eksperci z branży IT twierdzą, że powstające narzędzia nie zastąpią tłumaczy, a jedynie usprawnią  i ułatwią ich pracę.

Sytuacja na polskim rynku tłumaczeniowym

Polska branża tłumaczeniowa ewoluuje wraz z potrzebami klientów.  Zapotrzebowanie na usługi z tego sektora rośnie z każdym rokiem, jednak ze względu na niskie bariery wejścia na rynek branża jest bardzo konkurencyjna. Według danych GUS w 2019 r. sektor tworzyło ok. 60 tys. podmiotów. Biura tłumaczeń, ubiegające się o wygrane w przetargach, konkurują na płaszczyznach takich jak:  cena, zdobyte doświadczenie, używane oprogramowanie, czy wybór języków w ofercie. Polski rynek tłumaczeń wyróżnia się m.in. stale rosnącą liczbą jednoosobowych podmiotów świadczących przekłady, popularnością standardowych języków takich jak angielski, niemiecki, hiszpański i rosyjski, coraz powszechniejszym wykorzystywaniem technologii, sporym zapotrzebowaniem na indywidualne usługi, które związane jest z licznymi  zagranicznymi migracjami Polaków oraz popytem na usługi tłumaczeniowe wśród międzynarodowych korporacji prowadzących działalność na terenie Polski, a także krajowych firmy wchodzących na globalny rynek. Brak nacisku na naukę języków „egzotycznych” oraz stosunkowo niskie zapotrzebowanie na usługi z nimi związane oraz mniejsza rola dużych koncernów tłumaczeniowych stanowią wyróżniki polskiego rynku, które wraz z upływem lat mogą się pogłębiać.

Przyszłość branży tłumaczeniowej

Wprawdzie angielski jest międzynarodowym językiem handlu, gdyż posługują się nim przedstawiciele firm na całym świecie podczas konferencji i spotkań biznesowych, jednak to w tłumaczeniach z języków „egzotycznych” upatruje się przyszłość rynku tłumaczeń. Zarówno przedsiębiorcy poszukujący nowych rynków zbytu, jak i państwa otwierające się na działalność globalnych firm, stanowią przyszłych odbiorców usług tłumaczeniowych.

Usługi z tego sektora były, są i będą ważnym elementem dla społeczeństwa, choćby ze względu na postęp technologiczny, szerzącą się globalizację oraz liczne migracje międzynarodowe. Zarówno tłumacze– freelancerzy, jak i ogromne biura, muszą nieustannie podążać za zmianami i dostosowywać się do nowych realiów życia, zwłaszcza, w obecnej sytuacji.  Praca tłumacza ewoluuje w taki sam sposób jak technologie i narzędzia, których lingwista używa do pracy. Z każdym rokiem będą pojawiać się kolejne trendy, a wraz z nimi zmiany w branży tłumaczeniowej. W najbliżej przyszłości możemy spodziewać się kolejnych narzędzi technologicznych, które częściowo zautomatyzują proces tłumaczenia. Jednak język jest wciąż naturalnym elementem życia codziennego, warunkującym komunikacje międzyludzką, dlatego kolejne lata malują się w jasnych barwach dla sektora tłumaczeń.

Artykuł partnera



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here