Naga Markets


W trakcie jednego z wystąpień, znany i ceniony publicysta Stanisław Michalkiewicz, podjął się wyjaśnienia przyczyn inflacji. Przy okazji pan Michalkiewicz wyjaśnia, czym jest funkcjonujący aktualnie system rezerwy częściowej.

Całe wystąpienie pana  Stanisława Michalkiewicza dostępne w serwisie Youtube.

Pan Michalkiewicz wyjaśnia, że bank może “wypuścić” więcej pieniądza na rynek niż posiada w depozytach, co sprawia że pieniądza na rynku jest coraz więcej przy znacznie wolniej rosnącej ilości towarów. Teoria mówi, że w ten sposób pieniądze znajdujące się w obiegu tracą na wartości – pojawia się inflacja.

Czy jednak w świetle wiedzy i doświadczenia ta teoria pokrywa się z praktyką???

BNY Mellon musi zapłacić prawie 200 milionów USD kary
BNY Mellon musi zapłacić prawie 200 milionów USD kary

Można powiedzieć, że nie do końca. Otóż system rezerwy częściowej pozwala na kreację pieniądza, ale pod zastaw zobowiązania – tzn. bank kreuje pieniądz w ramach kredytu pod warunkiem zobowiązania do spłaty tego kredytu. Czyli w gospodarce rośnie ilość pieniądza kiedy rośnie akcja kredytowa. Następnie ilość pieniądza spada, kiedy te kredyty są spłacane. Proces ten leży u źródła cykli koniunkturalnych – dawniej mówiono o boomie i recesji, teraz mamy też proces delewarowania gospodarki. Kiedy w gospodarce akcja kredytowa jest silna, mamy do czynienia ze wzmożonym popytem, a więc i ze wzrostem cen, czyli inflacją. Jednak nie jest to jedyna możliwość.

Kredytowanie w systemie rezerwy cząstkowej rodzi jednak inny problem. Przy założeniu, że pieniądze wykreowane na poczet długu będą następnie spłacone i umorzone, to co się dzieje z odsetkami? Otóż odsetki powiększające dług są już jak najbardziej realnym pieniądzem, przychodem banku. Okazuje się zatem, że bank kreując pieniądz pod zastaw zobowiązania sam zarabia “realne” sumy. W związku z tym pojawia się pytanie, czy w rozwiniętej gospodarce z nabrzmiałym rynkiem długu wystarczy pieniędzy na spłatę odsetek od wszystkich zobowiązań? Niektórzy twierdzą, że ostatecznym rozwiązaniem będzie tzw. “wielki reset”.

Zobacz także: “O inflacji słów kilka”

Wiemy już jednak, że nie zawsze wzrost ilości pieniądza w obiegu przełoży się na inflację, z czym borykają się Bank Japonii, Fed czy ECB. W krajach tych funkcjonują różnorakie mechanizmy kreacji pieniądza, ale pieniądz z reguły nie trafia do gospodarki, a uwięziony zostaje  w sektorze finansowym. Dzieje się tak m.in. dlatego, że instytucje obawiają się udzielać kredyty, firmy obawiają się inwestować w trudnych czasach, a ludzie nie chcą lub nie mogą brać kolejnych pożyczek. W ten sposób różnego rodzaju QE mają głównie wpływ na wskaźniki oraz rentowności na rynku kapitałowym, ale wzrost inflacji według CPI we wspomnianych krajach pełza poniżej celu. Dlaczego? Dlatego, że obecne formy QE zdają się nie stymulować popytu na tyle, by mógł on wywindować inflację znacząco w górę.

Eksport oraz import inflacji

global marketGlobalizacja gospodarki sprawia, że przepływ towarów i kapitału jest stosunkowo łatwy. W ten sposób ceny w jednym kraju nie będą rosły, jeśli w sąsiednim są niskie – działa to tak, jak system naczyń połączonych. Odwrotnie, ceny dążą do wyrównania w kraju o niższych cenach względem sąsiada. Kiedy Polska wstąpiła do UE obserwowaliśmy gwałtowny wzrost cen podstawowych produktów, które ostatecznie po kilku latach zrównały się z cenami w Niemczech, a w wielu przypadkach nieznacznie je przewyższyły. Chodzi szczególnie o te towary, które łatwo można przemieszczać. Nieruchomości wszak do takich nie należą i podlegają bardziej lokalnemu bilansowi podaży i popytu.

Zobacz także: Słownik makro – CPI

wykres
źródło: fotolia.com

W Polsce mamy deflację według danych podanych przez GUS na temat HICP (ujednolicony dla całej UE wskaźnik inflacji konsumenckiej). Jest to o tyle zaskakujące, że każdy chyba odczuwa co roku wzrost kosztów życia – szczególnie żywności i mediów. Jednak wskaźnik HICP jest dość szeroki i uwzględnia nie tylko produkty pierwszej potrzeby. Według danych GUS w tym roku ceny w Polsce spadają w porównaniu z cenami 12 miesięcy wcześniej. Czy zatem system rezerwy częściowej generuje inflację? Jeśli nawet, to jest to działanie długofalowe, ukryte i trudno zrzucić winę za nie wyłącznie na banki. Warto zauważyć, że dane inflacyjne GUS pokazują również, że ceny między 1996 a 2006 rokiem w Polsce podwoiły się, a następnie między 2006 a 2015 wzrosły o kolejne 25% około. Tempo zmian zatem zmalało, a w ostatnich latach wręcz ustabilizowało się. Nie zamierzam tutaj wybielać banków czy argumentować, że obecny system finansowy jest dobry. Jednak zbytnie upraszczanie mocno złożonych mechanizmów może prowadzić do upośledzonych wniosków.

Czy podzielacie zdanie pana Michalkiewicza, że system rezerwy częściowej należy zlikwidować?



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

3 KOMENTARZE

  1. Jasne 🙂 Czytałem kiedyś fajny artykuł o wpływie inflacji, a raczej deflacji na gospodarkę w zależności od tego, na czym się ona opiera. Temat zdecydowanie nie jest zero-jedynkowy, a takie stwarza się wrażenie. Pan Michalkiewicz często upraszcza pewne kwestie, ale z drugiej strony wiele spraw da się w ten sposób wyjaśnić, choć i tutaj także stwarza się wrażenie, że są zbyt skomplikowane dla pospołu. A może i są, bo założę się o piątaka, że w Polsce różnicę między defl a infl potrafi wyjaśnić tyle % społeczeństwa, co zarabia spekulujących na foreksie. Dlatego warto mówić jasno.
    Poza tym podoba mi się koncepcja budowy artykułu na podstawie czyjejś wypowiedzi, zdarzenia itp. I nowy leyout, profesjonalnie jest.

  2. Dziękuję Tomku. Temat inflacji jest niestety znacznie głębszy, ażeby omówić go w takim artykule. Np. cel inflacyjny banków centralnych to moim zdaniem dziejowa pomyłka. Jeśli ceny mają rosnąć 2% rocznie, to wzrost nominalny będzie przyspieszał z czasem i otrzymamy krzywą wykładniczą, prawda? Ale o tym może kiedyś będzie okazja napisać 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here