Naga Markets



Trend wzrostowy niezaprzeczalnie dominuje na amerykańskim indeksie S&P500. Spadki, które rozpoczęły się w drugiej połowie marca, są jednymi z krótszych, które są widoczne powyżej niebieskiej linii.

S&P 500 w ilnym trendzie byka. Czy czeka nas korekta?

Trudno wiec szukać argumentów sugerujących o słabości byków. Można wyciągnąć z rękawa statystyczną zależność wynikającą z czasu trwania i długości bieżących wzrostów. Nie da się ukryć, że stanowi ona blisko 150% długości zeszłorocznej przeceny na tym instrumencie. Wkrótce upłynie też wystarczająca ilość sesji, aby oczekiwać małego Armagedonu. Zwykle następowało to po ok. 300 dniach od rozpoczęcia fali wzrostowej. Teraz minęło już 266 dni i podaży nie widać.

Te artykuły również Cię zainteresują




Zróbmy małe przewidywanie przyszłości. W roku 2018 spadki dotarły do poziomu 38.2%. W 2020 były dłuższe niż poprzedzający je impuls. Weźmy więc pod uwagę minimalne oczekiwania korekcyjne. Jeżeli S&P500 nie utworzyłoby nowego szczytu, to siatka Fibonacciego wskazuje okolice 3300 punktów jako potencjalny koniec serii czarnych świec. Choć mając przeszłe doświadczenia co do spadkowych układów, to wystarczą dwie miesięczne świece, aby testować poziom 38.2%.

Zwróciłbym uwagę na wskaźniki znajdujące się pod wykresem. Od początku roku jakoś nie mają ochoty kontynuować wzrostów, pomimo że sam indeks utworzył nowe szczyty. Czyżby negatywna dywergencja?

Podsumowując, inwestowanie z trendem zawsze przynosi większe korzyści niż doszukiwanie się końca trendu. Dlatego potraktowałbym to opracowanie jako luźne spostrzeżenia bazujące na historii. Przyszłości nikt nie zna, wiec podążajmy za teraźniejszością.



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

Obejrzyj również:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here