Naga Markets



Venezuela-poverty
Jednym z celów rządu Wenezueli jest umożliwienie każdemu mieszkańcowi kraju “godnego życia”. Szeroki proces rozdawnictwa mieszkań doprowadził Wenezuelę na skraj bankructwa.

Wenezuela to kraj na północy Ameryki Południowej, kojarzony najczęściej z handlem narkotykami z racji sąsiedztwa z Kolumbią. Kraj wielokrotnie odwiedzany przez Wojciecha Cejrowskiego może niedługo wyglądać zupełnie jak odwiedzane przez podróżnika indiańskie wioski. Wszystkiemu winny jest socjalizm.


Pytaniem jakie teraz zadają sobie ekonomiści i komentatorzy sytuacji w Ameryce Południowej jest to co pierwsze upadnie – wenezuelski rząd czy gospodarka kraju. Jak alarmuje Międzynarodowy Fundusz Walutowy – gospodarka Wenezueli skurczyła się w 2015 roku o 10%, a prognozy na następne miesiące zakładają kolejny spadek PKB o 6%. Inflacja w kraju powinna w tym roku przekroczyć 720% – oceniają eksperci MFW. Popularna ostatnio agencja ratingowa Standard&Poor’s już w lutym zeszłego roku wyceniła zdolność kredytową i walutę Wenezueli na CCC – jeden z najniższych możliwych.

Mimo największych na świecie zapasów ropy naftowej, Wenezuela jest praktycznie bankrutem. Winy nie należy poszukiwać w niskich cenach tego surowca bo choć wenezuelska ropa jest jedną z najcięższych gatunków (co oznacza, że koszty jej obróbki są nadzwyczaj wysokie) to nawet trzycyfrowe ceny czarnego złota nie wystarczały do inkasowania zysku ze sprzedaży. Dlaczego?

Ponieważ cały dochód ze sprzedaży własnej ropy, wenezuelski rząd przeznaczał na cele socjalne – dopłaty do produktów ropopochodnych (2 centy za litr benzyny!), czy rozdawnictwo mieszkań (zupełnie za darmo) to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Wenezuelczycy posunęli się nawet do zwolnienia dotychczasowej kadry zarządzającej największą krajową kompanią naftową i zastąpienie jej osobami lojalnymi politycznie. Od tamtego momentu produkcja ropy zaczęła spadać – na równi z zyskami z jej sprzedaży.

Pusta waluta

Problemem są również zarządzający krajowym bankiem centralnym. Gdy rząd Hugo Chaveza całkowicie pozbył się całej wolnej gotówki, prezydent banku centralnego zdecydował o dodruku boliwarów. Obecny prezydent Wenezueli, Nicolas Maduro kontynuuje taką politykę i wygląda na to, że będzie ją kontynuował do czasu, gdy drukowane, puste boliwary nie starczą nawet na obsługę drukarek.

Venezuela-Currency
źródło: www.dolartoday.com

Rządzący próbowali walczyć z utratą wartości krajowej waluty jednocześnie nie przerywając dodruku – tak wprowadzono kontrolę boliwarów, przyczyniając się jednocześnie do powstania szerokiego czarnego rynku obrotu amerykańskimi dolarami. Kontrola wymiany oraz subsydiowanie tanimi dolarami wybranych sklepów doprowadziły do sytuacji, którą dobrze znaliśmy z PRL – braku towarów w sklepach. Jedyne co w Wenezueli jest w nadmiarze to kolejki po tak podstawowe środki jak papier toaletowy czy jedzenie.

Maduro uniemożliwił opozycyjnej partii na zmianę w zarządzie banku centralnego, samemu ustanawiając gubernatorem Nelsona Merentesa – człowieka nie wierzącego w inflację. Wzrost cen w wenezuelskich sklepach tłumaczy chciwością sklepikarzy, którzy w pasożytniczy sposób chcą jak najbardziej się wzbogacić.

Przed kilkoma dniami Bank Centralny Wenezueli opublikował swój raport, w którym utrzymuje, że wzrost cen w 2015 roku (do września) wyniósł jedynie 142%. Zagraniczni komentatorzy wskazują na wartość kilkukrotnie wyższą.



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here