Inwestowanie na giełdzie kojarzy się z wielkimi pieniędzmi, czasami ze sławą i innymi uciechami współczesnego świata. Jednak, oprócz takich ogólników, rzadko mamy możliwość poznania sposobu zarabiania naprawdę dużych pieniędzy na rynkach finansowych. Pewnemu emigrantowi z Belgii, które na stałe zamieszkuje w Stanach Zjednoczonych udało się dostać do hermetycznego świata dużych inwestorów i nakłonić ich do rozmowy.


Wspomnianą osobą jest Jack Schwager, autor kilku książek o inwestowaniu na rynkach finansowych oraz sam inwestujący swoje pieniądze na giełdzie. Schwager swoje rozmowy z sławnymi inwestorami spisał i wydał książkę pod tytułem „Czarodzieje Rynku”. Książka okazała się bestsellerem i jest naprawdę obowiązkową lekturą każdego, kto myśli o inwestowaniu na rynkach finansowych. Wbrew pozorom w książce nie znajdziemy rad dotyczących stricte inwestowania, przykładowo jak zdywersyfikować portfel akcji. Jednak książka zawiera wiele cennych wskazówek dotyczących bardziej kwestii psychologicznych. Opisani bohaterowie podchodzą z goła w różny sposób do inwestowania. Jeden próbuje znaleźć niedowartościowane rynki wykorzystując czynniki fundamentalne w swoich decyzjach, z kolei inny z bohaterów preferuje handel automatyczny. Wszystkich jednak cechuje jeden wspólny element, a mianowicie trzymanie się określonych zasad. Ponadto większość z nich ma zdolność do autorefleksji, co moim zdaniem jest kluczowe w inwestowaniu. Nie ma ludzi nieomylnych, im szybciej się przyznamy do błędu, tym mniej pieniędzy stracimy.

Książka została napisana ponad 25 lat temu, więc mogłoby się wydawać, że nieco straciła na aktualności. Nic z tych rzeczy. Zadziwiające jest to, że wciąż te same mechanizmy działają na rynkach. Może obecnie króluje na nich handel automatyczny, co pod koniec lat 80. było pewną nowością, ale zachowanie giełd, a przede wszystkim inwestorów jest takie samo. Wciąż na giełdach dominuje strach i chciwość i dopóki można na nich zarobić duże pieniądze, nic w tej kwestii się nie zmieni.

W książce są opisane różne rynki, od rynków akcji po rynki kontraktów futures. Są również poruszane wątki gospodarcze. Jeden z rozmówców, Jim Rogers, już w latach 80. przewidział dominację Chin oraz rosnący problem zadłużenia państw, odnosząc się głównie do Stanów Zjednoczonych, których obecnie dług publiczny przekracza 100% PKB. Pod koniec lat 80. było to 50%. Wejdźmy zatem w świat wielkich fortun tworzonych na rynkach giełdowych.

Jim Rogers

Jim Rogers jest żywą legendą wśród inwestorów. Zaczynał inwestować w latach 60. z kwotą zaledwie 600 dolarów. W latach 70. połączył siły z innym legendarnym inwestorem ,a mianowicie z Georgem Sorosem, o którym krąży wiele spiskowych teorii. Obaj założyli fundusz hedgingowy Quantum Fund. W latach 80. Jim Rogers odszedł z funduszu i zaczął inwestować na swój rachunek. Jest częstym prelegentem na uczelniach wyższych oraz gościem w programach telewizyjnych dotyczących inwestowania i spraw gospodarczych. Jego majątek szacowany jest na 300 milionów dolarów.

Jim Rogers jest typowym przedstawicielem inwestowania długoterminowego. Zazwyczaj trzyma swoje pozycje kilka lat. Szuka akcji, które mają szanse okazać się lepsze od szerokiego rynku. W latach 80. dobrze ocenił, że w tamtej dekadzie rynki akcji będą na fali. Rogers zainwestował w niemieckie akcje. Rynek niemiecki wydał mu się najbardziej perspektywiczny, gdyż niemiecka gospodarka przezywała rozkwit, a tamtejsza giełda wciąż nie ruszyła w górę, po załamaniu jakiego doznała w 1962 roku.

Rogers uważa, że w inwestowaniu najważniejsza jest cierpliwość. Twierdzi, że dopóki nie ma dobrej okazji do zajęcia pozycji, nie należy podejmować żadnej decyzji. Ludzie często sami narzucają sobie presję działania, co zazwyczaj kończy się źle. Jim Rogers zazwyczaj analizuje rynek pod kątem istotnych czynników fundamentalnych. Choć przyznaje, że czasami zagląda na wykresy, na których widać często histerię tłumu. Przyznaje, że zdarza mu się robić dokładnie odwrotnie, gdy widzi paniczny ruch w dół, albo euforyczny ruch w górę.

Strategia Jima Rogersa nie jest łatwa do opisania w kilku słowach. To po prostu inwestowanie oparte na zdrowym rozsądku, jak sam mówi. Należy jeszcze dodać, że poparte wieloma latami doświadczeń, w których z pewnością miał również gorsze okresy. Niemniej jednak można spisać parę zasad, którymi kieruje się Jim Rogers:

  • szukaj niedowartościowanych spółek. Cytując największego inwestora Warrena Buffetta, cena jest tym, co płacisz. Wartość jest tym, co otrzymujesz. Czyli jeżeli chcesz otrzymać wartość, musisz poszukać takich spółek, za które nie zapłacić zbyt dużo, a zarazem spółki te będą miały przed sobą dużą perspektywę rozwoju. Nie musisz wstrzelić się w idealny moment, jeżeli chodzi o cenę, ale musisz nabyć wartość.
  • działaj odwrotnie, gdy widzisz histerię lub euforię. Tę zasadę trudno jakoś doprecyzować. Generalnie chodzi o zachowanie przeciw rynkowi, gdy ewidentnie nie zachowuje się racjonalnie. Ruch nie ma podłoża w czynnikach fundamentalnych, a jest wynikiem zachowania stadnego. Jednak należy zachować szczególną ostrożność w przypadku tej zasady, gdyż wielu początkujących inwestorów mówi sobie, że teraz to na pewno rynek się załamie i zajmuje przykładowo krótką pozycję w samym środku hossy. Musimy bardzo dokładnie przeanalizować rynek i odpowiednio zmierzyć stosunek ryzyka do potencjalnych zysków. Jim Rogers pracował latami na swoją pozycję i jest uważany za jednego z bardziej przenikliwych inwestorów. Nie każdego cechuje taka zdolność.
  • bądź cierpliwy, co oznacza, że należy czekać na odpowiednią okazję. Brak decyzji, to czasami najlepsze, co możemy zrobić. Okazje w końcu nadejdą.
  • nie sugeruj się czyimiś radami. Większość na rynkach finansowych traci. Dotyczy to wszystkich rynków, akcji, kontraktów terminowych, czy rynków OTC, popularny forex. Szacunki mówią, że traci około 80%. Dlatego najlepiej trzymać się własnych osądów i analiz. A jeżeli panuje taki optymizm, że wszystko chcą kupować akcje, to najlepiej uciekać z rynku, bo prawdopodobnie zaczyna się okres dystrybucji.

Paul Tudor Jones

Kolejnego bohatera z książki można bardziej nazwać spekulantem. Paul Tudor Jones jest legendą na Wall Street. Jego majątek szacowany jest na ponad 4,5 mld dolarów. W latach 80. zasłynął z dokumentalnego filmu “Trader”, w którym odkrył nieco tajniki swoich metod stosowanych na giełdzie. Jones zakazał emisji filmu, w którym nie raz puszczały mu nerwy. Jednak film przedostał się do szerszego grona i można znaleźć go bez większego problemu w Internecie.

Paul może poszczycić się niebywałą skutecznością. Pięć lat z rzędu osiągał trzycyfrową stopę zwrotu. W październiku 1987 roku, kiedy indeksy doznały silnego załamania, Paul osiągnął stopę zwrotu w wysokości 62%. Zaczynał jako makler na giełdzie New York Cotton Exchange. Może się pochwalić zarobioną sporą prowizją w pierwszym roku działania, która wyniosła milion dolarów. Później pracował jako niezależny trader na NYCE. Następnie w 1984 roku założył fundusz hedgingowy Tudor Futures Fund. Fundusz zaczynał z aktywami wartymi 1,5 miliona dolarów. Po koniec 1988 roku było to już ponad 300 milionów dolarów.

Paul Tudor Jones jest typowym spekulantem, który swoje decyzje opiera głównie na analizie technicznej. Działa na rynku kontraktów futures. Uważa, żeby odnieść sukces trzeba iść trochę pod prąd. Stara się kupować w dołkach i sprzedawać na szczytach, czyli nieco odwrotnie do reszty uczestników rynku.

Z pewnością metoda daje możliwość nabycia danego waloru po atrakcyjnej cenie, ale może być również bardzo niebezpieczna, gdy nie uchwycimy odpowiedniego momentu i rynek dalej będzie szedł w tę samą stronę, czyli w przeciwną do naszej pozycji. Sam Jones o tym się przekonał w 1979 roku, gdy pracował jako trader na NYCE. Na rynku bawełny ceny spadły do nowych minimów i nieco odbiły. Paul uznał, że było to efektem aktywowania zleceń stop-loss i zajął dużą pozycję długą. Rynek po krótkim przystanku dalej jednak kierował się w dół. Jones w akcie brawury jednak zwiększał pozycję, mimo że czuł, że mógł popełnić błąd. Z pozycji udało się wyjść po kilku dniach, a strata poniesiona tylko na tej transakcji wyniosła 60-70% kapitału. Jones był tak załamany tą sytuacją, że prawie zrezygnował z członka giełdy. Jednak nie poddał się, a przede wszystkim wyciągnął z tej sytuacji odpowiednie wnioski i możemy o nim przeczytać w wspomnianej książce.

Podejście Jonesa wydaje się słuszne, żeby kupować w dołkach i sprzedawać na szczytach, a nie na odwrót. Oczywiście ważne są jeszcze inne czynniki, takie jak wolumen, czy liczba otwartych pozycji na rynku kontraktów terminowych, główny trend itd. Jednak najważniejszą kwestią w spekulacji jest odpowiednie zarządzanie kapitałem oraz ryzykiem. Czy nasze ryzyko, jakie ponosimy, jest mniejsze od ewentualnych zysków. Paul boleśnie przekonał się, jak istotne są te elementy. Praktycznie to wydarzenie mogło zakończyć jego karierę, ale pokazał mocny charakter i teraz odnosi ogromne sukcesy.

Ed Seykota

Zaczęliśmy od długoterminowego inwestora, a na koniec przyjrzymy się sylwetce tradera, który był pionierem w handlu automatycznym. Ed Seykota, bo o nim mowa, zaczął karierę w latach 70. w biurze maklerskim, w którym stworzył pierwszy program do handlu automatycznego. Jednak właściciele biura nie za bardzo byli zainteresowani innowacyjnym podejście do handlu na rynkach finansowych.

Ed postanowił rozpocząć karierę na własną rękę. Program okazał się bardzo skuteczny. W okresie od 1972 roku do 1988 roku osiągnął niebywałą stopę zwrotu wynoszącą 250 tysięcy procent, a gdy uwzględnić wypłaty w międzyczasie, stopa wzrosłaby do kilku milionów. Początkowy kapitał klienta wynosił 5 tysięcy dolarów, które Ed Seykota pomnożył w kilkadziesiąt milionów.

Ed Seykota nie przez przypadek stał się pionierem w handlu automatycznym. Ma dyplom z inżynierii elektrycznej na Massachusetts Institute of Technology, na jednej z bardziej renomowanych uczelni o profilu technicznym w Stanach Zjednoczonych. Ponadto duży nacisk kładzie na kwestie związane z psychologią inwestowania. Uważa, że skuteczny gracz jest przede wszystkim świetnym psychologiem. Jego słynne powiedzenie mówi, że “na rynku istnieją starzy traderzy oraz odważni. Ale bardzo mało jest starych i odważnych”. Oznacza to, że na rynkach finansowych trudno spotkać ryzykantów, którzy stawiają wszystko na jedną szalę i są w stanie utrzymać się na nim przez dłuższy czas.

Jest zwolennikiem gry z trendem. Dodatkowo duży nacisk kładzie na zarządzanie kapitałem. Zawsze powtarza, że kluczową rolę odgrywa szybkie ucinanie strat, choć nie ustrzegł się błędów, gdy zbyt mocno wierzył w rynek srebra. Ta lekcja sprawiła, że zrozumiał, aby wierzyć w fakty, a nie w to, co byśmy chcieli, żeby się wydarzyło. Oto kilka wskazówek , których udziela Ed Seykota:

  • tnij straty,
  • pozwól zyskom rosnąć,
  • graj małymi pozycjami,
  • przestrzegaj swoich zasad,
  • bądź elastyczny, co oznacza, że czasami trzeba uznać, że rynek się zmienił i nasz system nie działa.

Podsumowanie

Podsumowanie będzie krótkie. Nie istnieje jeden, najlepszy sposób gry na rynkach finansowych. Każdy musi znaleźć swój własny, co może być najtrudniejsze w całej karierze inwestora, spekulanta, albo gracza krótkoterminowego. Jednak niezależnie, którą strategię obierzemy musimy mieć ścisłe zasady postępowania, których się trzymamy, co cechuje najlepszych w tej branży.



STO

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here