Naga Markets



Zacznijmy od tego, że w Polsce funkcjonują cztery główne spółki energetyczne, które zajmują się wytwarzaniem i dystrybucją energii elektrycznej, są to: ENEA, ENERGA, PGE i TAURON.

W zależności od tego, gdzie mieszkamy, takiego mamy operatora.

Do tego dochodzą firmy takie jak:

Polska Grupa Górnicza (PGG), która jest największym przedsiębiorstwem górniczym w Europie i jednocześnie największym producentem węgla kamiennego w UE. PGG powstała przez przejęcie bankrutującej Kompanii Węglowej. Udziałowcem jest Węglokoks.

Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW), czyli największy w Polsce producent węgla koksowego typu 35 (hard), jest to największa komercyjna grupa koksowni w Unii Europejskiej.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG), czyli największa spółka u nas w kraju, która  zajmuje się poszukiwaniami i wydobyciem gazu ziemnego oraz ropy naftowej. W ramach swojej działalności realizowany jest również import gazu oraz (przez spółki zależne) magazynowanie, sprzedaż, dystrybucja paliw gazowych i płynnych oraz produkcją ciepła i energii elektrycznej.

Politycy totalnie zdołowali kursy akcji

Nad spółkami strategiczną kontrolę ma Skarb Państwa, zatem zysk nie jest w tym przypadku najważniejszy. Motywem usprawiedliwiającym taką sytuacją jest konieczność posiadania kontroli nad strategicznym sektorem dla naszego Państwa, jakim jest energetyka.

Wady takiej sytuacji są następujące:

  • upolitycznienie zarządów i rad nadzorczych, przez co kluczowa staje się partyjna kontrola, a nie efektywność firmy,
  • angażowanie kapitałów spółek w nierentowne projekty motywowane politycznie np. oczekiwaniami górniczego elektoratu danego posła,
  • straty inwestorów mniejszościowych wynikające z niższych zysków spółek i niższych (lub braku) dywidend.

Przez ww. wady kursy spółek skarbu państwa od wielu lat regularnie spadają. Indeks WIG-ENERGIA od 2014 zniżkował z poziomu prawie 5 000 pkt do poziomu poniżej 1 000 pkt. (!) w marcu tego roku. W sieci można było znaleźć humorystyczna grafiki tak jak ta poniżej:

Źródło: Internet, autor nieznany

Iskra nadziei płonie… i to nie węglem

W ostatnich dniach indeks zaczął dynamicznie odbijać, a jedna z najbardziej zdołowanych spółek z WIG20 w ciągu ostatnich lat – Tauron zyskiwała po kilkanaście procent na sesję (9 i 10 czerwca), w piątek również wzrosty przekroczyły 11%. Dlaczego pojawił się taki optymizm? Generalnie można powiedzieć, że realna stała się dekarbonizacja, czyli stopniowe odchodzenie od węgla, który jest u nas w wielu przypadkach zwyczajnie nierentowny, przez coraz droższe prawa do emisji CO2 oraz ogólnie niską rentowność wielu polskich kopalni ze względu na położenie złóż. Nie bez znaczenia są tutaj relatywnie wysokie płace w górnictwie oraz rozbudowany system związków zawodowych, których działacze też pobierają znaczne wynagrodzenia, mimo że pod ziemią nie pracują. Proces dekarbonizacji i szanse z tym związane opiszę poniżej.

Gra w wirusowe zamykanie kopalni i podstęp?

Szef Ministerstwa Aktywów Państwowych Jacek Sasin ogłosił, że od wtorku wstrzymane zostanie wydobycie i prace w dwóch kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej i w 10 kopalniach Polskiej Grupy Górniczej.

Górnikom wypłaca się 100% wynagrodzenia “postojowego” (z budżetu państwa), jednak sami górnicy, jak i związki zawodowe obawiają się, że wstrzymanie pracy w kopalniach może być wstępem do ich likwidacji. Ministerstwo Aktywów Państwowych temu zaprzeczyło. Rozumowanie górników wspiera fakt, że nie zamykano kopalni węgla koksowego (kluczowy do wyrobu stali), ale skupiano się na tych, które wydobywają węgiel energetyczny (wysoka emisyjność). Zamykanie kopalni według tego klucza, a nie liczby zakażeń, wzbudziło strach górników. Pod pretekstem zarażeń ministerstwo może wstrzymać pracę tych najbardziej emisyjnych „brudnych” kopalń.

Osobna spółka na „brudne” aktywa?

We wtorek rano Biznesalert.pl podał, że istnieje “tajny” projekt Ministerstwa Aktywów Państwowych, który zakłada restrukturyzację sektora górniczego. W ramach reformy Węglokoks miałby w II połowie 2020 roku przejąć kopalnie należące do Tauron Wydobycie i PGG (której udziałowcem jest PGE). Węglokoks mógłby również przejąć handel węglem JSW i Bogdanki na przełomie 2020 i 2021 r. Przesunięcie najbardziej problematycznych segmentów działalności biznesowej miało swoje odzwierciedlenie w dynamicznie rosnącym kursie Tauronu i PGE. Decyzja dotycząca wydzielenia aktywów węglowych z PGE najprawdopodobniej zapadnie w lipcu.

PGE zapowiedziała publikację swojej 10-letniej strategii, której filarem mają być wiatraki, wiatrowe farmy morskie i fotowoltaika (energia słoneczna). Mimo to firma aż 84% energii produkuje z węgla, w tym głównie z najgorszego pod względem emisji CO2 – węgla brunatnego (dane za I kwartał 2020). Źródła odnawialne to jedynie 5% w przypadku PGE. W latach 2015-18 przedsiębiorstwo wydało 96%  swoich nakładów inwestycyjnych na aktywa węglowe i gazowe… Zatem wydzielenie kopalni węgla i przeniesienia jej do innego podmiotu, być może umożliwi głośno zapowiadaną zieloną rewolucję w PGE.

Warto podkreślić, że po ulokowaniu kopalni węgla energetycznego w osobnym podmiocie, spółki „pozostałe” otrzymają lepsze warunki finansowania, ponieważ wiele podmiotów odmawiało udzielana kredytów na górnictwo.

Polityczna przepychanka wokół „Ostrołęki C”

Elektrownia Ostrołęka C miała powstać jako elektrownia węglowa, aby sztucznie napędzić popyt na nasz węgiel. W przedsięwzięcie zainwestowano już 1 mld (miliard!) złotych. Elektrownia była oczkiem w głowie Krzysztofa Tchórzewskiego – poprzedniego ministra aktywów państwowych (wtedy było to Ministerstwo Energii). W październiku 2018 roku wbito symboliczną pierwszą łopatę, pomimo że projekt miał problemy z pozyskaniem finansowania, ponieważ praktycznie nikt nie chce inwestować w nowe elektrownie węglowe o wątpliwej rentowności i tak napiętnowane przez UE. Enea i Energa utopiły w projekcie po 500 mln zł… 

Co ciekawe, projekt budowy Ostrołęki C pojawił się już w 2012 roku, ale go porzucono, ze względu na niepewność co do rentowności elektrowni. Energa nie była w stanie przekonać do współudziału żadnego innego podmiotu.

Na ten moment sytuacja wygląda tak, że Elektrownia Ostrołęka powstanie, ale będzie ona opalana gazem. Projekt będzie sfinansowany przez PKN Orlen, Energę (ostatnio przejętą właśnie przez Orlen) oraz Eneę. Ostatni podmiot zmniejszył swoje zaangażowanie w projekt i będzie udziałowcem mniejszościowym.

Złoczew też w zapomnienie?

Jeszcze w lutym tego roku rząd z uporem dążył do budowy odkrywkowej kopalni węgla brunatnego w Złoczewie (inwestycje miała realizować PGE). Węgieł miałby być transportowany 50 km do Bełchatowa. „Inwestycja” oznaczałaby wyburzenie kilkudziesięciu wsi, straty dla spółki PGE i zaburzenia ekosystemów w województwie łódzkim. Rząd ryzykował również utratą środków unijnych z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Do czasu… Wygląda na to, że potencjalne zwiększenie budżetu dla Polski zmieniło tutaj kurs ekipy rządzącej. Na ten moment nowa polityka stawia pod znakiem zapytania inwestycje w Złoczewie.

Według Greenpeace spółka zakłada stopniowe wygaszanie Bełchatowa po 2030 roku, co by sugerowało definitywną rezygnację ze Złoczewa. Zgodnie z szacunkami PGE, kopalnia w Złoczewie wraz z istniejącą infrastrukturą kosztowałaby ok. 12 mld zł. Przedstawiciele Amerykańskiego Instytutu Ekonomiki Energetyki i Analiz Finansowych ogłosili, że kopalnia musiałaby zostać przedwcześnie zamknięta (zanim funkcjonowanie na dobre by się rozpoczęło) przez emisję CO2 i rosnącą presję UE pod tym względem.

Potencjalna budowa kopalni wzbudziła też opór mieszkańców gmin zagrożonych budową kopalni, zjednoczyli się oni w ramach stowarzyszenia “Nie dla odkrywki Złoczew”. Ich zdaniem budowa kopalni spowoduje:

  • przymusowe wysiedlenia (ponad 3 000 osób),
  • utraty gospodarstw przez rolników,
  • dewastację środowiska naturalnego (np. zniszczenie rzeki Oleśnicy, będącej malowniczym szlakiem kajakowym),
  • stagnację rejonu i wysuszenie pół uprawnych (eksploatacja odkrywki wymaga odpompowywania ogromnych ilości wody),
  • hałas 24 godziny na dobę.

Wygląda na to, że przeciwnicy odkrywki wygrali. Kluczowe znaczenie miały fundusze UE.

Pieniądze na eutanazję górnictwa

W ramach Zielonego Ładu Komisja Europejska zaproponowała zwiększenie Funduszu Sprawiedliwej Transformacji do 40 mld euro. Pierwotnie na nasz kraj miało przypaść tylko 2 mld, ale jak się okazało, będzie to aż 8 mld euro (najwięcej w UE). W celu uzyskania środków trzeba spełniać kryteria dekarbonizacji. Stąd zmiana podejścia w przypadku elektrowni Ostrołęka C i przestawienie się z węgla na gaz. Co prawda gaz też emituje CO2, ale o ok. 40-60% mnie niż węgiel. Organy UE traktują gaz, jako fazę przejściową przy rezygnacji z węgla.

Podsumowanie

Mam wrażenie, że od co najmniej kilkunastu lat rządzący chcą reformować górnictwo, ale boją się to robić konsekwentne. Dlaczego jest to dla nich trudne?

1. Istnieje dobrze zorganizowane środowisko górników, wspierane przez infrastruktury związkowe, które potrafią organizować prężne i groźne protesty, władza się ich zwyczajnie boi.

2. Wśród samych polityków są osoby wybrane z okręgów, gdzie dominują górnicy i ich rodziny, takie osoby konsekwentnie lobbują za rozwiązaniami korzystnymi dla górnictwa.

Jakie są największe problemy naszego górnictwa?

1. Jest mało rentowne, ponieważ złoża są coraz trudniej dostępne.

2. Jest mało rentowne, ponieważ płace w górnictwie są wysokie (plus 13-stki, 14-stki), do tego należy doliczyć przywileje emerytalne i rozrośnięte związki zawodowe gdzie pensje są również wysokie.

3. Rosną koszty uprawnień do emisji CO2, co uderza w rentowność nieodnawialnych źródeł energii (szczególnie węgla brunatnego).

Trwa klincz interesów górniczych i reszty społeczeństwa. Moim zdaniem nie powinno się utrzymywać przy życiu nierentownych kopalni. To nie oznacza, że węgiel zostanie niewydobyty na zawsze. Rozwój nowych technologii w przyszłości prawdopodobnie umożliwi nam ich eksploatację, np. teraz rozwija się metoda podziemnego zgazowania węgla. Dzięki niej wytworzy się wodór w sposób czysty i ekologiczny. 

Jeśli chodzi o górników i ich zatrudnienie, to reformę można by zrobić gradualistycznie, zwyczajnie nie zatrudniając nowych górników i zaprzestając dodawania im przywilejów. Przez lukratywne wynagrodzenie młode osoby nadal są nęcone do branży, która nie ma w obecnym kształcie przyszłości. W ten sposób rozwiązanie problemów było zamiatane pod dywan. Doprowadziło nas to do sytuacji, kiedy kopalnie węgla wysokoemisyjnego (pod pretekstem koronawirusa) zostały zamknięte i górnicy i tak mają płacone 100% wynagrodzenia z budżetu. Chyba nie tędy droga.

Cała ta sytuacja pokazuje, że nasi rządzący nie mają żadnej konkretnej wizji reformy polskiego górnictwa, a jedynie podejmują doraźne działania, z jednej strony zachęceni dotacjami z UE, a z drugiej w strachu przed strajkami górniczymi. Dlatego najpierw mamy wielkie plany budowy odkrywki w Złoczewie, potem wycofanie się z projektu. Dlatego mamy budowę Elektrowni Ostrołęka C, wbicie pierwszej łopaty, utopienie po 500 mln z kasy ENEI i ENERGI, a następnie ugięcie się pod naciskami i przestawienie inwestycji z węgla na gaz… Wszystko zmienia się jak wiatr nacisków zawieje.

Autor prowadzi bloga na facebooku: Wojciech Świder – profil publiczny



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here