Naga Markets



Mariusz-DrozdowskiJednym z prelegentów tegorocznej edycji Invest Cuffs będzie Mariusz Drozdowski, trader, badacz rynku, edukator oraz twórca metodologii i piramidy wiedzy MMD. Mariusz już pod koniec marca przedstawi w Krakowie swoje podejście do tradingu. Wraz z Maksymilianem Bączkowskim i Michałem Zabawą weźmie udział w prezentacji pt.:”3 strategie w 45 minut”.


Jak sam o sobie mówi, łamie stereotypowe i książkowe postrzeganie rynku. Inspiruje do poszukiwań i wypracowuje odmienne spojrzenie na wykres ceny. Uwielbia matematykę i statystykę. Uważa, że rynek jest powtarzalny w swych zachowaniach tak samo jak ludzie, którzy są na tym rynku obecni. Wychodzi z założenia, że dzięki statystyce i powtarzalnym schematom możliwe jest uzyskanie przewagi nad rynkiem. Jeśli gdzieś słyszałeś o diamentach, Maćkach, WKSie lub magicznych średnich, to prawdopodobnie znasz już niektóre z pojęć związanych z jego metodologią.

Witaj Mariusz, opowiedz proszę jak to się stało, że staniesz na równi wraz z innymi prelegentami podczas tegorocznej konferencji Invest Cuffs. Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie tematem inwestycji/spekulacji?

W 2009 roku moja firma zaliczyła wpadkę. Patrząc z perspektywy czasu oceniam, że zwyczajnie się przelewarowałem. Działaliśmy wtedy w branży internetowej, programistycznej. Moje inwestowanie na początku wyglądało tak, że wspólnie z kolegą powołaliśmy coś w rodzaju inkubatora dla projektów internetowych. Mieliśmy własne oprogramowanie do tworzenia portali tematycznych, doświadczenia marketingowe i zapał do pracy. Wyszukiwaliśmy ciekawe nisze, a w nich partnerów i realizowaliśmy wspólne projekty. Tak powstało moto.pl – które ostatecznie sprzedaliśmy grupie Agora, portal Rybobranie – który założyliśmy z Polskim Związkiem Wędkarskim, BazaGmin.pl – serwis samorządowy i wiele innych, mniejszych portali tematycznych. Biznes się rozwijał dynamicznie, ale przyszedł rok 2008 i okazało się, że przeinwestowaliśmy. Zjadły nas kredyty bankowe. Czar prysł i trzeba było zaczynać praktycznie od zera.

Mój pierwszy kontakt z rynkami finansowymi to był udział w projekcie informatycznym – lata 2009-2012 – w którym przygotowywaliśmy wraz ze znajomymi skanery rynków dla zagranicznego funduszu. Duże interwały, szeroki rynek.Tak więc mój pierwszy kontakt z rynkiem, to nie tyle sam handel, to bardziej poznawanie rynku od strony liczb, analiz i zasad, narzuconych przez twórców algorytmów.

Jakie było Twoje pierwsze doświadczenie z inwestowaniem? Czy Ciebie także spotkała na początku seria zysków, a później jedna nieudana transakcja wyzerowała konto?

Przyznam, że nie pamiętam już jak to było na początku z tymi pierwszymi transakcjami. Ale jak wspomniałem, u mnie wyglądało to chyba inaczej niż zwykle. Nie tak, jak u większości znanych mi początkujących traderów, którzy zaczynają interakcję z rynkiem przez klikanie buy lub sell na milionowym koncie demo i zamykanie z „tysiakiem” na plusie.

Szczęście początkującego – o którym wspominasz – to standard chyba w każdej dziedzinie. Tyle, że w tradingu cena za to „początkowe szczęście” jest bardzo wysoka. A jeśli jeszcze trafimy na swej drodze na „sprzedawców marzeń” to często delikwent traci oszczędności swoje, najbliższych, a bywa i tak, że wpada w kolosalne długi. To moim zdaniem z jednej strony wina braku edukacji finansowej od najmłodszych lat, ale również naturalna, nieposkromiona ludzka chciwość. Bo patrząc z zewnątrz, trading wygląda jak przyjemna, dochodowa, prosta gra komputerowa. Ba… nawet z telefonu można sobie coś tam kliknąć i zarobić. Taki jest niestety społeczny odbiór tej branży. A prawda jest taka, że bez spędzonych wielu godzin przed wykresem, bez doświadczeń zebranych podczas obserwacji oraz zajmowania pozycji, nikt wielkim traderem nie zostanie. Powiem więcej, można przesiedzieć wiele godzin, a nasza konstrukcja psychiczna zwyczajnie nie pozwoli na bycie traderem.

Co do zysków, to dość długo musiałem na nie czekać. Na szczęście, nie straciłem na rynku zbyt wiele, bo po upadku firmy dysponowałem znikomym majątkiem. Przyznam jednak, że kiedy poznawałem branżę bliżej to odniosłem – mylne niestety – wrażenie, że tutaj można szybko stanąć na nogi i odkuć się finansowo. Rozczarowałem się wielokrotnie.

Poznawałem kolejne strategie, wskaźniki, metodologie. Szukałem czegoś dla siebie. Ale były to poszukiwania na wysokich interwałach: D1, H4 – bo tak mi rynek pokazano podczas prac dla funduszu. Przełom dopiero nastąpił gdy na jednym z internetowych forów poznałem Dadasa. To on pokazał mi, że można handlować z sukcesem na niskich interwałach. Był dobrym nauczycielem i inspiracją do dalszych, własnych poszukiwań. Później, krok po kroku, wypracowałem własne spojrzenie na rynek. Najpierw były średnie i ich dość oryginalne wartości, a później powstawały kolejne elementy i ostatecznie powstała cała metodologia, składająca się na piramidę wiedzy MMD.

W jaki sposób technika magicznych średnich (MMD) zmieniła twoje podejście do handlu i jak wpłynęło to na twoje życie? Czy jednolita metodologia zapewniła „spokojną głowę” nie tylko na rynku, ale także w życiu prywatnym?

Zanim powstała metodologia MMD to było wiele eksperymentów i poszukiwań. Bardzo w tym poszukiwaniach pomógł AmiBroker – dzieło polskiego programisty. To tam szukałem optymalnych wartości dla średnich. Pierwsze testy niczego dobrego nie dały, ponieważ wartości były prze-optymalizowane pod historię i nie zawsze działały w teraźniejszości. Oczywiście, dla różnych instrumentów były to wartości różne. Przełom przyszedł, gdy postanowiłem te wartości zunifikować. I tak powstały pierwsze średnie, a następnie chmury. Przypomnę, że chmura to przestrzeń pomiędzy średnią SMA i EMA tej samej wartości. Główne chmury mają wartości: 48, 288 i 1440. Chmura 1440 to był mały ewenement, bo rozmawiając z ludźmi z branży dowiedziałem się, że „wartości powyżej 300 praktycznie się nie stosuje”. Jak wiesz, w MMD mamy chmury nawet o wartości 7200. Ale wracając do Twojego pytania… Gdy zunifikowałem wartości średnich pod wszystkie rynki, rozpoczął się zupełnie nowy etap.

Z tymi chmurami to też wyszedł niezły cyrk, bo na początku ludzie sądzili, że to jakaś odmiana Ichimoku. Nawet ostatnio słyszałem, że „MMD, to takie polskie Ichimoku”. A tak naprawdę, to z Ichi mamy wspólne tylko pojęcie chmury oraz wykorzystujemy średnie, jednak inne elementy są odrębne.

Dzięki chmurkom zacząłem lepiej czytać rynek. Stało się dla mnie jaśniejsze, w którą stronę rynek zmierza oraz czy już czas na zakończenie konsolidacji i wyjście z akumulacji lub dystrybucji. Znamy obaj ekspertów – np. dr Zbyszek Wieczorek – którzy potrafią to wyczytać bez takich „protez” jakimi są  chmury, ale ja z czytania PA jestem cienki.

Chmury – a później pozostałe elementy MMD – przyczyniły się do tego, że pojawiły się przychody z rynku. A to już było dużo. Zupełnie inaczej się handluje, gdy masz choćby małą, ale jednak gratyfikację spływającą z rynku.

Jak radzisz sobie z obciążeniem psychicznym dostarczanym codziennie przez giełdę?

Automatyzuję proces decyzyjny i przenoszę go na algorytm. Dzięki współpracy z kilkoma programistami coraz więcej elementów w obszarze badania zachowań rynku oraz samego procesu decyzyjnego przenoszę na roboty. Uważam, że i tak spędzam przed wykresami zbyt wiele czasu.

Z własnego doświadczenia wiem, że żeby złapać dystans, warto spróbować medytacji lub poświęcić czas na wysiłek fizyczny. Mówiąc wysiłek, nie mam na myśli wylewania potu na siłowni, ale jakieś efektywne zajęcie, w którym energia zostanie spożytkowana w jakimś dobrym, wartościowym celu.

Czy uważasz, że spekulacja jest dla każdego?

Nie. Zdecydowanie nie. Niestety, na rynek trafiają wszyscy, którzy się o rynek otarli. Rynek i jego magia działa jak wirus. Najwięcej chyba trafia osób, które mają problemy finansowe i w tym fachu widzą sposób na szybkie i łatwe pieniądze. A reklamy „sprzedawców marzeń” tylko tych ludzi w tym przekonaniu utrzymują. Ładne dziewczyny, szybkie fury, praca zdalna z dowolnego miejsca na świecie… nic tylko buy lub sell i za tydzień jesteś milionerem. Niestety, najbardziej łapią się na te reklamy ludzie młodzi, a wielu z nich po dwóch, trzech latach zmagania się z rynkiem kończy z długami i bagażem kredytowym, z którym idą w dorosłe życie.

Kiedy zrozumiałeś, że inwestowanie to coś czym chcesz się zajmować?

Pierwszy sygnał, że to jest coś dla mnie dostałem, gdy wywróciła mi się firma i potrzebowałem pieniędzy na życie. Oczywiście szybko dostałem kubeł zimnej wody na głowę. Kolejnym sygnałem, że teraz to już mam złotego Gralla było stworzenie podstaw MMD, czyli chmur i diamentów. To już miało być to, co płaci jak bankomat. Niestety, jeszcze zbyt wiele kombinowałem i bywało różnie. W międzyczasie otarłem się o rynek szkoleń forexowych, ale i to był zły trop. Ostatecznie, w roku 2016, żona skłoniła mnie bym przestał ciągle „badać te rynki” i bym swoim dziełem podzielił się z innymi. Żeby inne osoby mogły ocenić, czy moje podejście ma sens. Na przełomie 2016/2017 miałem okazję prowadzić kilka warsztatów dla firmy Fraktal Trader, ale ostatecznie nasze drogi się rozeszły. I w końcu – dzięki uprzejmości Rafała Zaorskiego – w styczniu 2017, odbyło się pierwsze nagranie dla Trading Jan Session. Świat poznał MMD i moje chmurki. Dwa tygodnie później – na prośbę osób, którym metodologia się spodobała – założyłem grupę na FB. Do czerwca zrobiłem cykl darmowych warsztatów i spotkań w kilku miejscach w Polsce i okazało się… że MMD działa.

To był dopiero moment, w którym uznałem, że temu właśnie chcę się poświęcić. Z jednej strony chcę się poświęcić świadomej edukacji na rynkach finansowych, z drugiej zarabianiu na tych rynkach. Mam jeszcze co prawda w planach powrót do działań w realnej gospodarce – uprawa i przetwórstwo konopii przemysłowej – ale to melodia przyszłości, bo na to potrzeba kapitału – dużego – który mam zamiar zarobić na rynku.

Gdybyś mógł się cofnąć w czasie do momentu gdy zaczynałeś inwestować, jakie wskazówki dał byś samemu sobie?

Uzbroiłbym się w cierpliwość. Trzymałbym zasadę wyjmowania z rynku 1% dziennie. Wiem, że 1% dziennie to dla osób początkujących bardzo mało, a dla osób z doświadczeniem to jakieś bajdurzenie, ale gdybym 3 lata temu trzymał się tej zasady, to moje zasoby kapitałowe byłyby dziś znacznie większe. Od kilku miesięcy na jednym z kont handluję zgodnie z tą zasadą i nie mogę się nadziwić, że namawiałem do tego modelu innych, a samemu zapominałem o „małej łyżeczce” i co czas jakiś karząca ręka rynku odbierała mi lwią część zysków.

Druga kwestia, to skupiłbym się na kilku wybranych rynkach i dobrze je poznał. Przecież chmury powstały, gdy praktycznie 100% swojego tradingowego czasu spędzałem obserwując parę USDJPY. Teraz jest tego więcej, ale i tak można te instrumenty policzyć na palcach jednej ręki.

Pojawisz się na tegorocznych Invest Cuffs. O czym będziesz mówił?

Hm. Jeszcze nie wiem. W sumie mam tylko 15 minut w ramach pewnego eksperymentu – 3 strategie w 45 minut – wraz z Michałem Zabawą oraz Maksem Bączkowskim. Ale albo powiem o piramidzie MMD i jej elementach – by osoby zainteresowane zaczęły szperać w internecie – albo pokażę konkretny setup, który pomaga uzyskać przewagę na rynku. W internecie jest już dostępnych wiele nagrań o metodologii MMD, które można obejrzeć za free, więc moje wystąpienie musi zaintrygować lub czymś zaskoczyć, a jednocześnie dać słuchaczom wartość. To musi być konkret. Ludziska mają w weekend przetrawić to co usłyszeli, posprawdzać na historii, a w poniedziałek zająć pozycje i urwać z rynku 0.01%… taki jest plan, a życie – jak zwykle – dopisze do tego ciąg dalszy.

Dzięki za rozmowę i do zobaczenia na konferencji!

Pięknie dziękuję. Na pewno będę i to nie sam. Będzie wielu praktyków MMD, z którymi można będzie porozmawiać i wymienić się doświadczeniami. Do zobaczenia.


Zapraszamy do rejestracji na Invest Cuffs 2019, gdzie będzie można osobiście poznać Mariusza Drozdowskiego oraz wiele innych osób związanych z rynkami finansowymi i zdobyć nową wiedzę. Z kodem COMPARIC możecie zakupić płatne wersje biletów z 10% rabatem!



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here