Naga Markets



Książka Josepha de la Vegi pokazuje, że “nowoczesne” rozwiązania finansowe, takie jak instrumenty pochodne, krótka sprzedaż, handel na własny rachunek i ich tajemnicza terminologia były już znane w XVII-wiecznym Amsterdamie.


de la Vega
Jose de la Vega

Joseph de la Vega (1650-1692) był portugalskim Żydem, którego rodzina wyemigrowała do Amsterdamu z powodu inkwizycji i prześladowań trwających wówczas w Hiszpanii i Portugalii. Pracował jako bankier, biznesmen i pisarz. W 1688 r. opublikował w języku hiszpańskim „Confusion de Confusiones”. Książka” to czteroczęściowy dialog między filozofem, kupcem i akcjonariuszem – forma literacka dość modna w tamtym okresie. W Polsce mieliśmy okazje poznać ten typ literatury dzięki dziełu Mikołaja Reja –„Krótka rozprawa między trzema osobami, Panem, Wójtem, a Plebanem” – za mojej młodości należała do spisu lektur obowiązkowych z jęz.polskiego…

Książka de la Vegi, choć czasem niejasna i źle napisana pozostaje jednak kamieniem milowym dla historii finansów, ponieważ stanowi pierwszy dokładny opis giełdy i jej zasad. Dla czytelnika XXI wieku wiele z opisanych przez niego zjawisk okazuje się być uderzająco znajomych.

giełda amsterdam 1612
Bursa Amsterodamensis

Aby zrozumieć kontekst wczesnego rynku giełdowego w Amsterdamie, ważnych jest kilka kwestii. Pod koniec XVI wieku z Amsterdamu wypływały pierwsze statki do Indii, rejsy te okazały się ogromnym sukcesem finansowym, co jeszcze wzmocniło znaczenie miasta. Wiek XVII to w historii Amsterdamu, i całej Holandii, złoty wiek. W 1602 roku Amsterdam stał się największym udziałowcem w Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej (Vereenigde Oost-Indische Compagnie, czyli VOC). VOC został zarejestrowany w 1602 r. i przyznano mu monopol na prowadzenie kolonialnego handlu w Azji. Miasto stało się w ten sposób także centrum finansowym z własną giełda towarową. Śmiało można było nazwać Amsterdam stolicą finansową świata tamtych czasów, w Nowym Jorku ( wcześniej zwanym Nowym Amsterdamem) w tym czasie mieszkało 5 tys ludzi. Głównymi akcjami uczestniczącymi w obrocie były akcje Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Akcje Spółki Zachodnioindyjskiej były również przedmiotem handlu, jednak w mniejszym stopniu niż wspomniany VOC

confusion de confusiones
de la vega 1688

Gdy autor wydał swoją książkę w 1688 r. od dawna istniały instrumenty pochodne na towary takie jak przyprawy i zboża, ale akcje były jeszcze stosunkowo nowym wynalazkiem. Wartość jednostkowa akcji VOC była bardzo wysoka (17 000 guldenów w 1688 r.), co stanowiło silną zachętę do tworzenia instrumentów pochodnych w celu ograniczenia ryzyka lub po prostu zapewnienia udziału w rynku osobom o niewielkim kapitale. Zachęta w postaci derywatów okazała się wystarczająca by ruch na giełdzie systematycznie wzrastał.

W ciągu kilku dziesięcioleci Holendrzy, być może wspierani przez finansistów z grona portugalskich emigrantów, znaleźli sposób na stworzenie zarówno procedur, jak i mechanizmów, które mogły być stosowane w celu ograniczenia ryzyka lub po prostu zainteresowania rynkiem drobnych inwestorów. Do tej pory giełda była zarezerwowana dla posiadaczy grubych portfeli. Porównując ówczesne instrumenty z aktualnie używanymi możemy stwierdzić, że niewiele się od tamtych czasów zmieniło co do zasady ich wykorzystania, jedynie od strony technicznej współczesność dodała od siebie nowe formy komunikacji i dostępu do rynku.

Inaczej mówiąc, główne instrumenty finansowe, którymi dziś handluje się w Amsterdamie, istniały już w latach osiemdziesiątych XVII wieku:- transakcje terminowe, opcje, transakcje sprzedaży, odroczone płatności, kredyty na zakup akcji, transakcje zabezpieczające…

Przejdźmy zatem do książki uznawanej za pierwszy tak szczegółowy opis giełdy i jej mechanizmów jak i psychologicznych rozterek dotykających współczesnych mu „traderów”… (czy na pewno tylko jemu współczesnych…?).

De La Vega porównuje życie na giełdzie do labiryntu i mówi, że jej uczestnicy poruszali się po omacku, w świecie ciemności, którego nikt do końca nie rozumiał. Według niego, żadne pióro nie jest w stanie opisać wszystkich jego zawiłości. Opisuje, jak każde racjonalne działanie było związane z irracjonalnym. Nazywa to “hazardowym piekłem”.

De la Vega wyróżnia trzy rodzaje inwestorów: “książęta biznesu”, “kupcy” i “spekulanci”. Jego zdaniem, rynek przestał spełniać swoją podstawową rolę jaka była wymiana towarowa, ale stał się “grą”, ponieważ spekulanci stali się zbyt dużą częścią rynku. Równie dobrze mógł pisać o dzisiejszych rynkach towarowych instrumentów pochodnych, gdzie to same zjawisko doprowadziło do kampanii przeciwko “spekulacji żywnością” . Organizacja Finance Watch w opracowaniu „Investing not Betting” –  „Inwestowanie a nie zakładanie się” nawołuje do ograniczenia nadmiernej spekulacji na rynkach towarowych prowadzących do nieuzasadnionych warunkami naturalnymi cen surowców i żywności.

De la Vega opisuje nam ciekawą historię o metodach regulacji rynku. Fryderyk Henryk, książę Oranje, który rządził Holandią do 1647 r., zabronił krótkiej sprzedaży. Aby wdrożyć ten środek, zezwolił kupującym na “odwołanie się do Fryderyka”, tzn. na odrzucenie takich kontraktów. Według de la Vegi w rzeczywistości zwiększyło to spekulacje, ponieważ można było spekulować poprzez krótką sprzedaż i po prostu odmówić zapłaty, jeśli coś poszło nie tak. Krótka sprzedaż jest dziś wprawdzie lepiej zorganizowana i lepiej umocowana prawnie, ale nadal jest kontrowersyjna i wciąż wzbudza wątpliwości czy spełnia swoją rolę w uspokojeniu rynków, czy jednak wprowadza dodatkowy element niepewności na nich.

Autor zwraca uwagę , jak brak przejrzystości umożliwia spekulantom manipulowanie cenami i sprzyja rozprzestrzenianiu się plotek. Nie pozostawia wątpliwości, że broker (makler) handluje z myślą o własnych korzyściach. Konflikty interesów z udziałem brokerów są doskonale wytłumaczone: “dany makler prowadzi interesy na własny rachunek […]. Jeśli otrzyma zlecenie, a jego wykonanie wiąże się w sposób sprzeczny z jego własnymi transakcjami, jego serce drży […], i jeśli nie jest… sprytny w unikaniu niebezpieczeństwa… nieszczęśliwie ginie, ginie jak głupiec”. W innej części – Dialog IV  znajdujemy opis współcześnie nam znanego zjawiska “pump and dump” – w wersji niedźwiedziej: to opis zadziwiająco subtelnego, dwunastostopniowego schematu zaprojektowanego przez “syndykaty niedźwiedzie” w celu obniżenia ceny akcji.

Cztery zasady spekulacji sprzed 330 lat wciąż aktualne?

Bardzo współcześnie, choć wyrażone językiem XVII wiecznym brzmią jego cztery zasady handlu na giełdzie (w wolnym tłumaczeniu):

Pierwsza zasada [w spekulacji]: Nigdy nie dawaj nikomu rady, jak kupić lub sprzedać akcje, ponieważ tam, gdzie przenikliwość [chęć zrozumienia] jest osłabiona, najbardziej życzliwa rada może okazać się zła.

Druga zasada: Bierz każdy zysk bez wyrzutów sumienia z powodu utraconych [potencjalnych] zysków, ponieważ węgorz może wyśliznąć się wcześniej niż ci się wydaje. Mądrze jest cieszyć się tym, co jest dostępne, nie licząc na kontynuację korzystnej koniunktury i trwania szczęśliwej passy.

Trzecia zasada: Zyski z giełdy to skarby chochlików. W pewnym momencie mogą to być rubiny, czasem węgiel, potem diament, potem poranną rosą, na koniec mogą stać sie łzami.

Czwarta zasada: Kto chce wygrać w tej grze, musi mieć cierpliwość i pieniądze, ponieważ wartości są tak zmienne, a plotki tak mało oparte na prawdzie. Ten, kto wie, jak znosić ciosy, nie będąc wystraszonym przez niepowodzenie, przypomina lwa, który odpowiada na grzmot rykiem i jest przeciwieństwem łani, która ogłuszona grzmotem próbuje uciec. Jest pewne, że ten, kto nie traci nadziei, wygra i zapewni sobie pieniądze odpowiednie na przeprowadzenie operacji, które przewidział na początku. Ze względu na zmienność na rynku, wielu ludzi ośmiesza się, ponieważ niektórzy spekulanci kierują się marzeniami, inni proroctwami, jeszcze inni złudzeniami, jeszcze inni nastrojami, a jeszcze inni chimerami”.

Na koniec bardzo życiowe spostrzeżenie, że nie sposób się wycofać, gdy zasmakowałeś inwestowania na rynku…

Wielkim błędem jest założenie, że można wycofać się [tymczasowo] z giełdy lub że można odzyskać spokój ducha, gdy przestaje się spotykać z innymi spekulantami.  Co więcej, głupotą jest myśleć, że możesz wycofać się z Giełdy po spróbowaniu [słodyczy miodu] (…) Ten, kto [raz] wszedł do [zaczarowanego] kręgu Giełdy, jest w wiecznym niepokoju i siedzi w więzieniu, którego klucz leży [na dnie] oceanu i którego kraty nigdy nie będą otwarte. . .”

Podsumowując to dzieło XVII- wiecznego spekulanta: nie dajmy się zwieść pozorom… prawda jest taka, że niewiele się od tego czasu zmieniło – mamy te same rozterki, rządzą nami chęć zysku, chciwość, pycha i strach, a sukces osiągamy tylko dzięki wytrwałości w dążeniu do celu. Te same zagrywki stosują „grube ryby”, fundusze czy brokerzy… co zmieniło się to tylko to, że podlegamy bardziej wyrafinowanym sposobom manipulacji… i tym mało odkrywczym akcentem kończę tą przydługą recenzje książki z 1688r. Dla zainteresowanych link do wspomnianego dzieła –  „Confusion de Confusiones”  – wersja angielska.

Inne moje felietony:

ZŁOTO na papier, czyli jak dolar stał się światową walutą

Metoda na pustą torbę – felieton weekendow

Lekarstwo na FOMO – felieton na weekend

Zwierzęcy świat rynku Forex – byki, niedźwiedzie i… smoki



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here