CMC Markets
Książka Petera L. Brandta “Dziennik profesjonalnego gracza giełdowego. Zapiski z 21 tygodni prawdziwego handlu na rynkach walut i towarów” spoczywała na mojej półce dosyć długo, bo od marca, kiedy to dostałem ją, zupełnie za darmo od jednego z wystawców na FxCuffs 2017.  Przy okazji, już niedługo kolejna edycja FxCuffs i znając życie, będzie do zgarnięcia pewnie sporo ciekawych pozycji książkowych.

Trochę żałuję, że nie sięgnąłem wcześniej po tę książkę. Chociaż czytam sporo, to trafiła w moje ręce przypadkowo. Przeglądając forum Trading Jam Session na facebooku wpadłem na interesujący temat, gdzie użytkownicy wymieniali się linkami do ciekawych stron internetowych dotyczących handlu / strategii. Jedną z nich była strona Petera Brandta, który na rynkach terminowych (ale także Forex) handluje od drugiej połowy lat 70-tych minionego wieku. Był on mi wcześniej znany, jednak nie zaglądałem na jego stronę internetową. Szybko przypomniało mi się natomiast o książce i od razu zacząłem ją czytać… było warto.

Krótko o autorze

Być może znasz już Petera Brandta, jeśli nie, najważniejszą informacją o nim jest to, że to trader – praktyk. Często autorom książek zarzuca się, że to tylko teoretycy i “co oni tam mogą wiedzieć”. W tym przypadku trudno o takie stwierdzenie.

Peter L. Brandt zaczynał jako dwudziestolatek na giełdzie chicagowskiej (CBOT – Chicago Board of Trade) pracując dla jednego z największych eksporterów zbóż Continental Grain Company. Na początku lat ’80 zaczął także handlować na własny rachunek. Jego podejście do handlu zmieniło się pod wpływem książki z lat 40-tych Technical Analysis of Stock Market Trends autorstwa Johna Magee oraz Roberta Edwardesa. Od czasu tej lektury, Brandt podejmował decyzje jedynie na podstawie analizy wykresów.

Wiemy już, że autor to trader praktyk, ale czy miał on jakieś wyniki, które mogą zachęcić do tego, by w ogóle go słuchać (czytać)? Przez lata aktywności na rynku jego średnioroczna stopa zwrotu wyniosła 68,1% (liczona metodą VAMI), a średnia wielkość rocznych obsunięć to 15,4% (dane do czasu wydania książki). Dużo, mało? Na to pytanie samemu należy sobie odpowiedzieć.

Dlaczego warto?

“Dziennik profesjonalnego gracza giełdowego” to pozycja warta lektury z wielu powodów. Po pierwsze dlatego, że jest napisana przez tradera praktyka, który jak sam mówi jest “prawdziwym graczem”.

Książka jest napisana w przeważającej części w formie dziennika, gdzie autor opisuje swoje transakcje. Co istotne, nie są to tylko transakcje zyskowne, specjalnie wyselekcjonowane i zawsze zgodne z przyjętą strategią. Autor w trakcie prowadzenia dziennika pokazuje trading taki, jaki faktycznie jest, to znaczy ciężką pracę i walkę z emocjami.

Oprócz faktycznych transakcji zawieranych na podstawie analizy wykresów, a konkretnie klasycznych formacji technicznych książka zawiera sporo cennych wskazówek, które zmieniają w pozytywny sposób spojrzenie na trading. Jedna z nich związana jest z ankietą, którą można było wypełnić na twitterowym profilu Comparic.

Co najważniejsze (jak z resztą zaznacza sam autor), nie jest to książka, w której znajdziesz przepis na zrobienie milionów z 10.000 USD, a ludzie potrafiący czynić takie cuda na okrągło, posiadaliby już wszystkie pieniądze tego świata, o czym przekonać nas może zwykła matematyka.

Ankieta

Nieco ponad tydzień temu na profilu Comparic na Twitterze pojawiła się ta oto ankieta:

Ankieta nie wzięła się z nikąd. Była wzorowana na badaniu jakie za czasów handlu na CBOT, Peter L. Brandt przeprowadził wśród traderów, zarówno doświadczonych profesjonalistów jak i początkujących.

Co bardzo istotne, obie strategie opisane w pytaniu zadanym, w ankiecie przyniosły taki sam zysk. Jak widzicie powyżej, 68% ankietowanych oddało głos na strategię, w której zyskowne transakcje stanowiły 70%, a tylko 32% na strategię o zyskowności 30%.

Jak myślisz, jaką strategię najczęściej wybierali profesjonalni traderzy z CBOT? Była to strategia, której zyskowne pozycje stanowiły jedynie 30%. Początkujący natomiast skłaniali się ku strategii o zyskowności 70%. Według Brandta nie dzieje się tak bez powodu. Dlaczego? Najlepiej zacytować w tym miejscu fragment książki:

Profesjonaliści wiedzą coś, o czym nowicjusze nie mają pojęcia. Przy nastawieniu zakładającym zysk w 70% transakcji nie ma miejsca na błędy. Co się bowiem stanie, jeśli zdarzy się zły rok i zyskownych transakcji będzie tylko połowa?

Profesjonaliści doceniają w strategii 30-procentowej znaczną tolerancję na błędy, czyli słabe wyniki. Zakłada ona bowiem, że większość transakcji zakończy się stratami. Każda strategia ma swoje złe i dobre okresy. Ważne jest, by pamiętać właśnie o tych złych i uwzględniać je we własnych planach.

Myślę, że biorąc pod uwagę wskazówki od profesjonalnych traderów, warto przemyśleć założenia własnej strategii. Nie warto także zanadto ekscytować się strategiami innych traderów, które mają bardzo wysoki współczynnik zyskownych pozycji.

Takich kluczowych, dających do myślenia treści znajduje się w książce sporo, ale to już pozostawiam do samodzielnej lektury…

Analiza techniczna jest mocno subiektywna

Peter Brandt analizuje wykresy metodami klasycznymi, gdzie opiera się głównie na formacjach takich jak głowa z ramionami, kanały, trójkąty, kliny, diamenty itp. Formacje te muszą spełniać różne kryteria, podobnie z resztą jak inne elementy strategii.

Mimo, że sam zwracam uwagę na różne formacje techniczne, to zdarzało się, że patrząc na wykresy w książce widziałem je w zupełnej innej perspektywie. Czasem takie spojrzenie było na moją korzyść, a czasem na autora. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu jak bardzo subiektywna może być ocena wykresu jeśli chodzi o formacje.

Zastanawiające było też dla mnie, dlaczego Brandt tak rzadko zwracał uwagę na horyzontalne poziomy wsparcia / oporu. Wspomniał o nich bodajże raz czy dwa, przy okazji jeszcze dodając uwagę o swoim koledze, który dobrze sobie radzi handlując właśnie na podstawie poziomów horyzontalnych. Sam natomiast często “narzeka” na to jak zdradliwe bywają linie ukośne / diagonalne, choćby w przypadku linii szyi formacji głowy z ramionami.

Rzeczy ważne i mniej ważne

W poprzednim akapicie pisałem o subiektywności odczytywania formacji technicznych. Kolejna kwestia to zasady handlu na ich podstawie, których jest tyle, ilu traderów. Co więcej dochodzi do tego czynnik ludzki – emocje, z których podstawowe to strach i chciwość. Zatem nawet jeśli wydaje się, że dwóch traderów “handluje to samo”, to niekoniecznie musi być to samo.

Biorąc pod uwagę powyższe i tak wielu traderów sądzi, że to moment wejścia w pozycje jest najważniejszy, tak myślą niestety głównie amatorzy. Jak twierdzi Brandt, jest to najmniej istotny czynnik procesu prowadzącego do osiągania systematycznych zysków. Podobnie jak ilość zyskownych transakcji, o której pisałem wcześniej, przy okazji omówienia ankiety. Co więc ma znaczenie?

Dobry trader potrafi zarządzać ryzykiem i powinien przede wszystkim być właśnie menadżerem ryzyka. To kluczowa kwestia, która wraz z cierpliwością i dyscypliną w stosowaniu strategii powinna przynieść zyski w długim terminie. Nie potrzeba wcale unikalnych sposobów umożliwiających wyszukiwanie tylko zyskownych transakcji.

Istotne zagadnienia stanowi także czynnik emocjonalny dotykający tradera. Nie sposób go wyeliminować, a zatem należy dążyć do poznania siebie, wykorzystać swoje mocne strony i działać tak, by słabości nie zniweczyły starań w drodze do sukcesu.

W poszukiwaniu Graala

Czytając książkę liczyłem na to, że poznam sposoby wychodzenia z  zyskownych transakcji jakimi kierował się Brandt. Zagadnienie to jest dla mnie ważne, ponieważ wciąż analizuje różne metody i sprawdzam ich efekt oraz to, jak czuje się wykorzystując je w swoim własnym tradingu. Cały czas brakuje mi jednak przekonania, co do tego kiedy pozwolić zyskom rosnąc, a kiedy kasować zysk.

Znalazłem w książce kilka nowych metod, nie były one w żadnym wypadku jakieś przełomowe, ale było tam coś jeszcze. Choć zdarzało mi się o tym zapominać, byłem świadomy o nieistnieniu żadnego “Św. Graala wychodzenia z pozycji”, słowa Petera przypomniały mi jak jednak ciężka bywa to kwestia:

Granica między tym, by pozwolić zyskom rosnąć, i ochroną tego, co już się zarobiło jest naprawdę cienka. Oczywiście chciałbym dać rynkowi szansę na osiągnięcie poziomu docelowego. Ale z drugiej strony nie chcę trafić na kolejną jazdę ‘tam i z powrotem’. Czy istnieje proste rozwiązanie tego dylematu? Niestety wciąż nie udaje mi się go znaleźć. Ale stale nad tym pracuje – od 34 lat, odkąd zająłem się giełdą. Być może gracze mądrzejsi ode mnie poradzili sobie z tym problemem.

Na koniec

Tak naprawdę mógłbym jeszcze długo pisać o tej książce, a przede wszystkim jej wartościowej, moim zdaniem, zawartości. Nie chcę jednak psuć zabawy tym, którzy zdecydują się ją przeczytać.

Dziennik Petera L. Brandta czyta się bardzo dobrze, a jego język trafia do czytelnika (przynajmniej takiego jak ja 😉 ). Sam Brandt jako trader, podobnie jak każdy człowiek w tej profesji popełnia wiele błędów. Nie stara się jednak ich ukrywać i otwarcie o nich mówi. Pokazuje to także, iż nie trzeba wcale robić wszystkiego idealnie dobrze, by zarabiać na rynku, a dodatkowo tworzy pewną więź, tradera z traderem, gdzie każdy ma jakieś słabości.

Osobiście nie szukałem w tej lekturze informacji na temat formacji technicznych, ich właściwości i tym podobnych rzeczy. Myślę, że inne pozycje na pewno zawierają ch dużo więcej. Interesowało mnie natomiast samo podejście do tradingu, strategii, analizy własnych poczynań na rynku. To właśnie otrzymałem i z pewnością zajrzę jeszcze do tej pozycji niejednokrotnie.

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

STO

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here