CMC Markets
Kimchi, przysmak koreańskiej kuchni

Rynek kryptowalut prezentuje anomalię, która w przypadku tradycyjnego rynku walutowego zostałaby w ułamku sekundy wykorzystana przez doświadczonych traderów. Mowa o arbitrażu, który na rynku gdzie cena pomiędzy poszczególnymi giełdami różni się o 40% powinien być najłatwiejszym i najbezpieczniejszym sposobem na zarobek. Dlaczego więc nie jest powszechnie wykorzystywany przez inwestorów na całym świecie?


„Premia kimchi” kusi inwestorów – koreańskie przysmaki jednak poza zasięgiem?

Teoria arbitrażu według encyklopedii ekonomicznych jest niezwykle prosta. Proces polega na zakupie aktywa na rynku, gdzie jego cena jest względnie niższa (w tym przypadku kryptowaluty na rynku zachodnim, na przykład w Europie) i jego odsprzedaży gdzie notowania są wyższe (na rynku cyfrowych monet jest to Korea Południowa i kilka innych azjatyckich państw). Różnica pomiędzy cenami – po potrąceniu kosztów transakcyjnych – staje się zyskiem inwestora. O ile na rynkach rozwiniętych różnice pomiędzy wyceną instrumentów finansowych w różnych ośrodkach są zazwyczaj bardzo małe, to na rynku kryptowalut sięgają nawet kilkudziesięciu procent (vide Bitcoin notowany na giełdzie Bitstamp oraz na koreańskiej giełdzie Bithumb).

Wśród azjatyckich traderów ta wspomniana różnica cenowa nazywana jest „premią kimchi” (ang. kimchi premium) – nazwa została zaczerpnięta od lokalnego przysmaku koreańskiego, składającego się z fermentowanych lub kiszonych warzyw (zazwyczaj jest to kapusta, rzepa lub ogórek). Dlaczego jednak wspomniany „przysmak” w postaci wynoszącego 40% arbitrażu jest dostępny tylko dla nielicznych? Odpowiedź jest niezwykle prosta i jak zazwyczaj bywa w takich przypadkach dotyczy zapisów prawnych.

Korea Południowa posiada bardzo ostrą legislację jeżeli chodzi o przeciwdziałanie praniu brudnych pieniędzy oraz wymianę walutową, co powoduje, że dla inwestorów spoza kraju celowe wykorzystanie różnic kursowych na poszczególnych giełdach staje się niemożliwe. Należy jednocześnie pamiętać, że jednym ze „skutków ubocznych” arbitrażu jest wyrównywanie się cen pomiędzy ośrodkami handlowymi. W momencie gdy w Azji występuje praktycznie całkowity brak presji i zainteresowania ze strony arbitrażystów, notowania Bitcoina i pochodnych w tej części świata zależną są tylko i wyłącznie od lokalnych traderów.

Bitcoin po $18 tysięcy, Bitoin Cash po $4 tysiące? Tylko na giełdach koreańskich! Źródło: Bithumb i coinmarketcap.com

Efekt? W państwie gdzie 30% pracowników umysłowych zainwestowało w kryptowaluty, ceny wyprzedzają notowania europejskie stając się unikatowym studium przypadku pokazującym do czego może doprowadzić nieograniczona spekulacja w powiązana z kaprysami inwestorów indywidualnych. Pomaga to również wyjaśnić dlaczego jedna z najpopularniejszych stron do śledzenia kursów kryptowalutowych, Coinmarketcap.com, zdecydowała się wykluczyć giełdy koreańskie z kalkulacji cenowych najpopularniejszych tokenów i monet.

Spowodowało to, że benchmark Bitcoina osuwał się tego dnia z poziomu $18 tysięcy do zaledwie $14 tysięcy, odejmując $60 miliardów z kapitalizacji rynkowej, wywołując wzmożoną panikę wśród inwestorów:

Źródło: Coinmarketcap.com

Bądź zawsze na bieżąco dzięki aplikacji mobilnej Comparic.pl, która codziennie budzi rynki. Pobierz bezpłatną wersję na swój telefon i tablet już teraz!

Dlaczego koreański arbitraż jest tak trudny?

Analizując przepisy walutowe obowiązujące w Korei Południowej szybko można zauważyć, że inwestorzy chcący wykorzystać różnice cenowe pomiędzy lokalnymi i zagranicznymi giełdami kryptowaluowymi muszą najpierw wymienić wony na zagraniczną walutę, taką jak dolary, lub euro, która jest akceptowana przez zagraniczne ośrodki obracające cyfrowymi tokenami.

Lokalni rezydenci i przedsiębiorstwa transferujące powyżej $50 tysięcy poza granice kraju w przeciągu roku muszą udokumentować przed władzami wszystkie transakcje i wytłumaczyć powody takowych przelewów, które nie zawsze mogą zostać zaakceptowane. Już nawet w przypadku transakcji transgranicznych opiewających na kwotę powyżej $10 tysięcy, należy raportować transfery w odpowiednich organach podatkowych.

Nawet jeżeli inwestorowi udałoby „zmieścić się” w powyższych kwotach, to problemem pozostają nadal przepisy dotyczące AML (pranie brudnych pieniędzy) i ograniczenia stojące przed zagranicznymi arbitrażystami. Jedynie rezydenci Korei Południowej mogą zakładać rachunki na tamtejszych giełdach kryptowalutowych. Jeżeli nie posiadamy więc dalekiego wujka w Seulu lub kolegi z wymiany studenckiej, na których można byłoby założyć rachunek, to arbitraż całkowicie odpada.

Nie można zapominać również o zmienności – przelanie środków z jednej giełdy na drugą nie należy do najszybszych i najłatwiejszych procesów. W efekcie arbitraż staje się narażony na dynamiczne swingi cenowe, które dla Bitcoina i jego pochodnych są chlebem powszednim.

Bez arbitrażu pojawią się natomiast wspomniane różnice cenowe, którym z całą pewnością nie pomaga mania kryptowalutwa panująca obecnie w Azji.

Koreańczycy zakochali się w kryptowalutach

Ciężko powiedzieć skąd wśród mieszkańców Korei chorobliwe wręcz zainteresowanie Bitcoinem. Jest jednak na tyle duże, że biuro premiera ostrzega przed uzależnieniem młodych ludzi od inwestowania w kryptowaluty, a giełda Bithumb jest obecnie drugą największą na świecie pod względem obrotów (pomimo faktu, że korzystają z niej tylko obywatele jednego państwa). Problem podsyca fakt, że krajowe giełdy kryptowalutowe nie akceptują krótkiej sprzedaży, co uniemożliwia niedźwiedzio nastawionym inwestorom zakładać się o spadki krypto-walorów.

Część koreańskich inwestorów znajduje obejście problemu utrudnionego arbitrażu, korzystając z szerokiego portfela alt-coinów. Moonsung Bae, 36-letni analityk finansowy w rozmowie z portalem Bloomberg podzielił się informacją, że na swoim prywatnym rachunku kupuje ETH w Korei, przelewa środki na zagraniczną giełdę, gdzie wymienia je na Bitcoiny. Te następnie wracają na lokalną giełdę, zapewniając zysk. Proceder ten działa jednak tylko i wyłącznie wtedy, kiedy premia ETH jest mniejsza niż premia BTC.

„Premia kimchi” niezaprzeczalnie kusi swoją egzotyką i wizją łatwych zysków, jak się jednak okazuje, koreański przysmak nie jest łatwy w ugryzieniu i znajduje się poza zasięgiem większości spekulantów z Europy i USA.

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

STO
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDywidenda = zysk? Zapowiedź trzeciego roku tworzenia Portfela
Następny artykułEcha wykresów (HA, Renko, XO): PEKAO – wybicie ważnego oporu
Analityk Business Intelligence portalu Finance Magnates - największego w branży serwisu B2B poświęconego FX oraz opcjom binarnym. Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, z Forexem związany od 2012r. Analizę techniczną zawsze stawia nad fundamentalną – nie odrzuca jednak znaczenia danych makroekonomicznych. Wychodzi z założenia, że im prościej tym lepiej, dlatego wśród jego ulubionych narzędzi króluje Price Action oraz wykorzystanie poziomów Fibonacciego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here