Naga Markets


Nowoczesne rynki nie dają się łatwo zaszufladkować i klasyczne maksymy wilków z Wall Street nie sprawdzają się tak, jak jeszcze kilka lat temu. Stare definicje rozmywają się także wskutek praktyk dziennikarzy rynkowych, szukających chwytliwych tematów. Czy nadal warto „w maju sprzedać akcje i jechać na wakacje”, strzec się „efektu października” i czekać niecierpliwie na „rajd św. Mikołaja”? Czy mądrości giełdowych graczy możemy włożyć już między bajki? A może jest to wina zmiany klimatu, zarówno w kategoriach pogodowych, jak i coraz większej automatyzacji handlu, gdzie coraz rzadziej inwestorom dane jest wsłuchiwać się w pokrzykiwania maklerów na parkiecie?


Sell in May and go away

Jeśliby wierzyć w stare inwestorskie porzekadło – „Sell in May and go away”, nasz portfel akcyjny powinien już świecić pustkami, a my cieszyć się urokami lata. Pełną, choć rzadziej publikowaną wersją tego powiedzenia, jest „Sell in May and go away and come back on St Leger’s Day”, gdzie St Leger’s Day odnosi się do okresu popularnych wyścigów konnych w Wielkiej Brytanii odbywających się pod koniec września w Doncaster, których tradycja sięga 1776 roku. W dawnych czasach angielska arystokracja, bogaci kupcy i bankierzy wyjeżdżali z Londynu na wieś podczas ciepłych miesięcy letnich. Tradycję tą zaadoptowali u siebie traderzy amerykańscy, którzy na wakacje często wybierają się pomiędzy Memorial Day (święto państwowe obchodzone w ostatni poniedziałek maja, upamiętniające obywateli, którzy zginęli podczas odbywania służby wojskowej) a Labor Day (święto pracy, obchodzone w USA w pierwszy poniedziałek września , nieoficjalny koniec sezonu letniego).

Natomiast według definicji klasycznej, podawanej m.in. przez portal Investopedia, powyższa maksyma odnosi się do okresu „chudych” 6 miesięcy „letnich” – od początku maja do końcówki października, zaś w kontraście znajduje się sześć miesięcy „zimowych” od listopada do kwietnia, uznawanych w oparciu o dane historyczne za miesiące bardziej miodne.

Jak zauważyli analitycy FBN Securities, którzy przez 20 lat śledzili majowe rezultaty na amerykańskich parkietach, sprzedaż majowa nie wiąże się z chęcią uchronienia się przed stratą, lecz bardziej spowodowana brakiem potencjalnych zysków związanym ze zmniejszoną aktywnością handlową.

Tę maksymę oraz to, czy znajduje ona odzwierciedlenie w rzeczywistości miał okazję skomentować niedawno Maciej Leściorz na antenie Comparic24TV w programie Artyści Rynków. Przywołuje on statystyki dotyczące rynku amerykańskiego za ostatnie 50 lat.  W okresie od maja do końca września w większości przypadków akcje amerykańskie dawały mniejszą stopę zwrotu – średnio zaledwie 0,7%,  zaś od października do kwietnia – około 7%.

Jednak w ostatnich pięciu latach rynki zadziałały na przekór staremu porzekadłu – aż w 4 przypadkach akcje rosły. Osoby, które podążyły za tą maksymą przepuścili wiele okazji do zarobku. S&P 500 zyskał 11% w 2017 – 5%, zaś w 2016 – 2,5%.

W przypadku rynku polskiego maj i czerwiec jest zazwyczaj słaby, zaś lipiec-sierpień są bardzo dobre. Jednak zdaniem Leściorza nie można tylko na tych porzekadłach opierać decyzji inwestycyjnych.

Statystyki:

  • Według badań przeprowadzonych przez dziennikarzy magazynu Forbes, na przestrzeni lat 1950 – 2013, amerykański indeks giełdowy Dow Jones Industrial Average dawał niższe stopy wzrostu w okresie od maja do października – średnio zaledwie 0,3%, w porównaniu odpowiednio do okresu od Listopada do kwietnia 7,5%;
  • Według artykułu w Investor’s Business Daily z maja 2018, wbrew powyższej maksymie,  NASDAQ na koniec kwietnia 2016 zamknął się na poziomie 4775,36, w maju natomiast zaobserwowano wyższe zamknięcie, po czym indeks ten poszybował mocno w górę w czerwcu. W kwietniu 2016 można było zaobserwować wybicie notowań akcji Amazon z formacji filiżanki z uchem (cup and handle). Gdybyśmy zdecydowali się na ich upłynnienie w maju, ominęłaby nas okazja do zysków na poziomie 168% do marca 2018;
  • Popularnemu porzekadłu przeczy także analiza Bank of America Merill Lynch, sięgająca roku 1928, według której w ujęciu historycznym czas między czerwcem a sierpniem stanowił drugi pod względem wzrostów okres w kalendarzu inwestora.

Strategia Halloween i efekt października

Po tym jak sprzedamy nasze akcje w maju, powinniśmy się powstrzymać przed wchodzeniem w rynek aż do święta Halloween, czyli do 31 października. Tzw. wskaźnik Halloween jest uzupełnieniem maksymy Sell in May and go away i ma związek z obserwacjami historycznymi rynków, zgodnie z którymi akcje spółek przynoszą największe zyski w okresie od Halloween do końca kwietnia, czyli w tzw. miesiącach „zimowych”, przez co ma być to najlepszy czas na zakup walorów.

Jeśli mowa o Halloween to nie sposób nie wspomnieć o efekcie października (October effect). Mark Twain powiedział kiedyś, że:

„Październik jest jednym z najgorszych miesięcy dla giełdowych spekulantów. Inne niebezpieczne miesiące to lipiec, styczeń, wrzesień, kwiecień, listopad, maj, marzec, czerwiec, grudzień, sierpień oraz luty”.

Panuje przekonanie, że w tym miesiącu notowania akcji mają tendencje spadkowe, jednak nie znajduje to potwierdzenia w statystykach. Niektórzy inwestorzy mogą wykazywać wzmożony niepokój z powodu tego, że październik cieszy się złą sławą jako miesiąc krachów. To w dziesiątym miesiącu roku miała miejsce tzw. Panika z 1907 roku. Czarny Poniedziałek, Czarny Wtorek i Czarny Czwartek wydarzyły się w październiku 1929, zaś ich efektem była Wielka Depresja. Ponadto Wielki Krach z 1987 roku, podczas którego Dow Jones spadł o 22,6% w ciągu jednego dnia miał miejsce w październiku, podobnie jak tzw. Masakra Halloween (Halloween Massacre) z 2006 roku w Kanadzie.

Statystyki:

  • Poniższy wykres opublikowany na portalu Investopedia pokazuje, że akcje amerykańskie w latach 1970-2017 i 1991-2017, na podstawie indeksu S&P 500, notowały o wiele lepsze wyniki w okresie od listopada do kwietnia, niż pomiędzy majem a październikiem;
Porzekadła i mity wśród inwestorów
Żródło: investopedia.com
  • Jak zauważa Mark Hulbert z serwisu MarketWatch, wskaźnik Halloween działa jedynie w trzecim roku kadencji prezydentów Stanów Zjednoczonych, zaś w pozostałe lata nie obserwuje się znaczących statystycznych anomalii. Powołuje się na badania autorstwa Kam Fong Chan – starszego wykładowcy na University of Queensland w Australii oraz Terry’ego Marsha – profesora finansów na University of California.

WARTO WIEDZIEĆ:

Panika roku 1907 (zwana też paniką bankową 1907) odnosi się do kryzysu finansowego w Stanach Zjednoczonych. Wywołany został on nieudaną próbą manipulacji cen walorów United Copper Company, wskutek czego banki zaangażowane w ten proceder utraciły na pewien czas płynność. Notowania akcji na nowojorskiej giełdzie zanotowały spadki rzędu 50% w porównaniu ze szczytami z roku 1906, zaś z Nowego Jorku panika rozprzestrzeniła się na cały kraj.

Masakra Halloween miała miejsce w Kanadzie w październiku 2006 roku w związku z decyzją o opodatkowaniu wszystkich funduszy inwestycyjnych z siedzibą w tym kraju, ogłoszoną przez ministra finansów Jima Flaherty’ego. Wskutek tej decyzji objęte zostały one  takim samym podatkiem, co korporacje, czyli 30% dochodu podlegającego opodatkowaniu, przez co dramatycznie spadła wartość jednostek uczestnictwa. Największą stratę, rzędu 35 mld USD,  zanotował kanadyjski sektor energetyczny, rzędu 35 mld USD, stąd określenie „masakra”.

Rajd św. Mikołaja i efekt stycznia

Rajd św. Mikołaja (zwany też efektem grudnia) według klasycznej definicji odnosi się do wzrostów notowań akcji obserwowanych od ostatniego tygodnia grudnia, do pierwszych dni handlowych stycznia. Jak zauważa Łukasz Wardyn w przytoczonym wcześniej wywiadzie, „bardzo często rajd św. Mikołaja jest bardzo dowolnie przez inwestorów, i też w mediach, traktowany.” Jeśli pojawiają się jakieś wzrosty w okolicach grudnia, dziennikarze lubią podciągnąć chodliwy medialnie temat pod dane zjawisko, dokonując przeważnie nadmiernych uproszczeń interpretacyjnych. Przez co można powiedzieć, że mamy do czynienia z naciąganą definicją rajdu, wykreowaną przez media.

W dalszej części komentarza Wardyna dowiadujemy się, że w XX wieku na „etapie przed-Excelowskim”, 75% lat (biorąc pod uwagę klasyczną definicję rajdu) było na plusie. Jest to czas, gdy inwestorzy wstrzymują się z inwestycjami ze względów podatkowych, a jednocześnie stanowi to okres wakacji dla inwestorów instytucjonalnych, gdzie przez to, że mamy do czynienia ze zmniejszoną płynnością zaczynają dominować inwestorzy indywidualni, którym udziela się atmosfera świąteczna. Nierzadko wiele osób otrzymuje bonusy na koniec roku, przez co dodatkowe środki inwestują w akcje.

Jeśli chodzi o pojęcie stosowane przez media, jak zauważa Wardy, granice czasowe coraz bardziej przesuwane są na początek grudnia,  co powiązane jest z „promocjami, zakupami. […] w związku ze zmianą przyzwyczajeń konsumenckich […] i związany jest bardziej z tym, jaka jest sprzedaż w internecie”.

Sprawa wygląda nieco bardziej skomplikowanie jeśli chodzi o ściśle powiązany z rajdem św. Mikołaja efekt stycznia (sezonowy wzrost notowań akcji w pierwszych dniach stycznia), gdyż założenie jest takie, że pod koniec grudnia ceny akcji spadają (zamykanie pozycji pod koniec grudnia w celu optymalizacji podatków), po to, by je można było zakupić po atrakcyjnej cenie z początkiem roku. Więc mamy do czynienia z kolizją pojęć. Zaś w przypadku instytucji akcje są nabywane, gdyż pod koniec grudnia przemodelowują one swoje portfele i często zmieniają się strategia funduszy inwestycyjnych.

Efekt stycznia na podstawie indeksu S&P500 lata 1925-2016; źródło: youtube.com

I tu podobnie jak przy wcześniejszym pojęciu, jak zauważa cytowany wcześniej Maciej Leściorz , media mają tendencję, by każdy wzrost w pierwszym miesiącu roku nazywać efektem stycznia.

WARTO WIEDZIEĆ

Znany magazyn finansowy Barrons nie zaleca handlu w okresie tuż po Bożym Narodzeniu, gdyż w ostatnich latach aż dwa razy w ujęciu trzyletnim miały miejsce spadki. Ponadto dziennikarze wspomnianego serwisu zaobserwowali, że po wzrostach w ostatnich tygodniach roku 1999 i 2007, nastąpiły długotrwałe spadki.

Definicja efektu stycznia sięga swoimi początkami lat 40-tych ubiegłego wieku. Amerykański bankier Sidney B. Wachtel zaobserwował wówczas, że od roku 1925 spółki mniejsze w styczniu zyskują więcej, niż spółki duże, gdyż to w te pierwsze inwestowali inwestorzy indywidualni ze względów podatkowych.

Konkluzje i dobra rada

Popularne porzekadła i mity wśród inwestorów – ile w nich prawdy
Wujek dobra rada, kadr z filmu “Miś”; źródło: youtube.com

Nawet jeśli przez większość lat omówione w tym artykule porzekadła i kalendarzowe anomalie na rynkach finansowych sprawdzają się w ujęciu statystycznym, nie mogą stać się głównym elementem jakiejkolwiek strategii tradingowej. Tym bardziej, że obserwacje dokonywane na przestrzenie ostatnich pięciu lat pokazują, jak np. w przypadku Sell in May and go away, że mądrość maksymy nie sprawdziła się. W inwestowaniu nawet najbardziej trafne porzekadła nie są w stanie zastąpić sprawdzonej i przetestowanej przez wiele lat strategii inwestycyjnej, w przeciwieństwie do jednorazowych sugestii rynkowych “wujów dobra rada”.

Jeśli jej jeszcze nie posiadasz, zapraszamy do naszej sekcji ze strategiami, w szczególności zaś na webinary, gdzie omawiane są szczegółowo systemy transakcyjne oparte m.in. na Ichimoku, teorii boxówPSV, Overbalance etc. Do tego nieodzowny jest szczegółowy plan tradingowy i ciągła praca nad psychologią. Sugestie wuja dobrej rady



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here