Naga Markets




Anna Kocjan
Podczas tegorocznej edycji FxCuffs nie zabraknie przedstawicielek płci pięknej, których pasją jest inwestowanie. Jedną z nich będzie “Anna Kocjan – Dyrektor Inwestycji Kapitałowych i trader giełdowy w DSA Investment SA., a “po godzinach”  inwestor indywidualny i twórca bloga swiatsurowcow.pl. Anna Kocjan wraz z Sylwią Dobosz oraz Anną Smolińska weźmie udział w piątkowej debacie pod ciekawie brzmiącym tytułem SEX-BRAIN-TRADE. Więcej o tym wydarzeniu, a także doświadczenia Anny z inwestowaniem dowiesz się z poniższego wywiadu.

Z ostatniego wywiadu wiemy już jak nie zaczęła się Pani inwestycyjna przygoda oraz co się nie wydarzyło. Jednak nadal ciekawi mnie czy był jakiś impuls, czy po prostu tak z dnia na dzień pomyślała Pani sobie, “a może by tak zacząć inwestować?”

To całkiem ciekawy scenariusz. Niestety takie “z dnia na dzień” zdarza się chyba tylko w filmach… Nie, to nie był impuls, tylko raczej długa i miejscami dość zaskakująca droga, w której szczęśliwe zbiegi okoliczności odegrały największą rolę.

Kilka lat temu spółka, w której wtedy pracowałam, przygotowywała się do debiutu na giełdzie i zarząd potrzebował osoby, która zajęłaby się prowadzeniem relacji inwestorskich. W tamtym czasie pracowałam przy marketingu i budowaniu wizerunku spółki, a więc do IR był już “tylko” jeden krok – poznanie ograniczeń i wymogów przewidzianych przez ustawodawcę dla spółek giełdowych.

Temat mi się spodobał, więc szybko i z zapałem zagłębiłam się w temat obowiązków informacyjnych, informacji poufnych i tego, jak na tej bazie budować relacje z inwestorami, jak przekonywać ich do inwestowania w akcje właśnie tej spółki. Co więcej, tematy giełdowe (także w szerszym znaczeniu) wydały mi się na tyle ciekawe, że zaczęłam się w tym kierunku dokształcać, rozwijać. Skończyłam studia w Szkole Głównej Handlowej, tam też zaczęłam pisać doktorat. W międzyczasie zdobyłam Certyfikat Doradcy ASO. Przez jakiś czas pisałam dokumenty do emisji papierów wartościowych dla spółek notowanych na GPW bądź NewConnect oraz wprowadzałam te papiery do obrotu.

Któregoś dnia mój nowy pracodawca zaproponował, żebym zainteresowała się drugą stroną – inwestowaniem kapitału. I tak się zaczęło. Po kilku miesiącach pracy polegającej na prowadzeniu analiz, wyszukiwaniu okazji giełdowych i – w efekcie – przeprowadzaniu transakcji wiedziałam, że znalazłam swoją zawodową pasję. A stąd droga do rozpoczęcia własnych inwestycji była już bardzo krótka. Możliwość prowadzenia trade-ów według moich własnych pomysłów, bez konieczności wpasowywania się w strategie spółki była zbyt kusząca, żeby zastanawiać się nad nią choćby chwilę.

Będzie można Panią spotkać na tegorocznej edycji FxCuffs. Może Pani uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć coś więcej na temat swojego udziału w tym wydarzeniu?

Tak naprawdę to nie wiem, jak wiele powinnam zdradzać… Najważniejszym punktem mojej obecności w Krakowie będzie debata pod wiele – mam nadzieję – mówiącym tytułem “SEX-BRAIN-TRADE”. Wraz z Anią Smolińską i Sylwią Dobosz będziemy podczas niej dyskutować o tym, na ile trading idzie w parze z butami na wysokich obcasach i czy świat finansów byłby inny, gdyby jego tłem był świat rodem z “Seksmisji”.

Najciekawszym – myślę – jest to, że choć wszystkie jesteśmy kobietami, to nasze poglądy na ten temat są naprawdę różne. Tak samo zresztą jak nasze podejścia do inwestycji, do analiz rynkowych, do strategii, czy nawet do tego, czym jest sukces w tradingu. Różnice te wychodzą już przy okazji przeglądu tego, czym zajmujemy się poza tradingiem. Każda z nas prowadzi bloga, ale… Blog Ani Smolińskiej KobietaInwestuje.pl jest przede wszystkim platformą promowania wśród kobiet niezależności finansowej. Sylwia Dobosz pisze o mental tradingu, a więc skupia się w głównej mierze na psychologii inwestowania. Ja natomiast prowadzę blog swiatsurowcow.pl, na którym przedstawiam twarde analizy rynków surowcowych. Niby trzy kobiety-traderki, a jednak nawet analiza tematyki blogów pokazuje, na jak różne rzeczy kładziemy nacisk.

Poza debatą zapraszam oczywiście do naszego stoiska, gdzie każda z nas będzie prezentować to, czym się zajmuje. Mam nadzieję, że i z mojej strony na stoisku będzie czekać na odwiedzających ciekawa niespodzianka…

Jaka jest według Pani najważniejsza cecha skutecznego tradera? Ma Pani jakiś sposób na jej rozwijanie w sobie, którym może podzielić?

Jest kilka zasad i cech, które są niezbędne, żeby utrzymać się na rynku. Można o nich przeczytać w każdej książce, artykule czy dowcipie o inwestycjach. Wg mnie podstawową jest poprawna ocena ryzyka i kapitału potrzebnego do realizowania strategii na danym instrumencie, a także rzetelne przygotowanie się do handlu na każdym z instrumentów – poznanie jego specyfiki, ryzyka, czynników wpływających na cenę itp. Kilka inwestycyjnych “wpadek” wynikających nie z faktu, że na rynku wydarzyło się coś anormalnego, tylko z tego, że ja nie przygotowałam się na scenariusz, który z perspektywy czasu okazywał się być jednak prawdopodobny, uczuliło mnie i utwierdziło we mnie wiarę w to, że giełda to nie hazard, a wyniki tradingu zależą w głównej mierze od mojej ciężkiej pracy włożonej w przygotowanie do każdego trade’u.

Wiem, że szczególnie interesują Panią rynki surowcowe jeśli chodzi o prywatne inwestycje. Jest może wśród nich jakiś wyjątkowo godny uwagi w 2018 roku?

W surowcach najbardziej fascynujące jest to, że okazje inwestycyjne zwykle wynikają z wydarzeń, których nie da się zaplanować – suszy, która obniży jakość upraw zbóż, huraganu, który zniszczy plantacje, cieplejszej bądź bardziej mroźnej zimy, która przełoży się na zużycie gazu do ocieplania domów w USA. Trudno więc odnieść się do okazji inwestycyjnych w całym roku.

Gdybym miała się pokusić o wskazanie tu i teraz surowców, na które warto najbardziej zwrócić uwagę, to byłyby to metale przemysłowe szczególnie te mniej masowo wykorzystywane, tj. nie miedź czy ruda żelaza (ich zużycie i ceny zależą od światowej koniunktury gospodarczej), ale cynk, nikiel, kobalt, lit, pallad. Większość z nich od wielu już miesięcy pozostaje w silnych trendach wzrostowych, ale – od strony fundamentalnej – każdy z nich już jest bądź będzie w najbliższej przyszłości rynkiem silnego i permanentnego deficytu, a to siłą rzeczy napędza i będzie napędzać ceny. W drugą stronę – w trakcie silnych, często napędzanych również przez media trendów wzrostowych występują też dynamiczne korekty będące doskonałą okazją do zajmowania krótkich pozycji. Na przykład w tej chwili taka sytuacja ma miejsce na palladzie. Długo mogłabym pisać w tym temacie… Zachęcam do śledzenia mojego bloga swiatsurowcow.pl – tam poza wskazywaniem i opisywaniem trendów i inwestycyjnych okazji staram się także pokazywać, w co ja inwestuję w danym momencie.


Już teraz skorzystaj z serii darmowych materiałów edukacyjnych i dołącz do Strefy eLearn portalu Comparic.pl!
Teraz pytanie związane konkretnie z zarządzaniem transakcjami. W jakim momencie uznaje Pani, że się pomyliła i opuszcza wtedy rynek na stracie? Może podzielić się Pani swoim podejściem do tej kwestii?

Surowce charakteryzują się o wiele większą niż np. akcje zmiennością. 3-4% zmiana ceny, która na rynku akcji byłaby już szeroko komentowana jako “głęboka korekta” lub “rynkowa euforia”, na rynku surowców jest w zasadzie normalnością. Pamiętam dni, kiedy np. cena gazu ziemnego spadała o 11% i nikt się w tym temacie nawet nie zająknął. Ta cecha rynku surowców wymusza wg mnie stosowanie szerokich stop lossów, dużej tolerancji na wahania ceny. To oczywiście czyni pomyłki bardziej bolesnymi, ale zabezpiecza przed zbyt częstymi wybiciami z rynku, które także bolą, szczególnie jeśli rynek ostatecznie pójdzie w przewidywanym kierunku.

Drugą – może jeszcze ważniejszą – kwestią są różnice w charakterystyce instrumentów. Nawet jeśli ogólnie mówię, że surowce są instrumentami o dużej zmienności, to jest to oczywiście generalizacja, bo ta zmienność jest bardzo różna w przypadku poszczególnych surowców. Założenia więc strategii, w tym stop loss-y i take profity za każdym razem dostosowuję do instrumentu, do sytuacji na rynkach, do kierunku, w jakim porusza się dolar (wartość dolara ma bardzo duży wpływ na wyceny surowców), w końcu do tego, czy zajmuję pozycję, rozpoznając silny trend, czy opierając się na sygnałach typu strajki w kopalniach, huragany na terenach upraw czy zejście ceny poniżej kosztów produkcji.

A jak to jest z transakcjami zyskownymi? Jaki jest Pani sposób na zarządzanie pozycjami przynoszącymi zysk?

Mogłabym w tym miejscu spokojnie użyć funkcji kopiuj-wklej z poprzedniej odpowiedzi, ale pokuszę się o jeszcze kilka słów doszczegółowienia.

Są przynajmniej dwie szkoły zabierania zysku z rynku. Pierwszą z nich jest wyczekiwanie na wyczerpanie się trendu, a drugą – założenie na początku planowanego zysku i wyjście z pozycji po osiągnięciu tego zysku, niezależnie od tego, co dalej dzieje się na rynku. Stosuję obydwie metody. A wręcz mogę uzupełnić ten wachlarz jeszcze jedną – zdarza się, że mam zajętą zyskowną pozycję, dla której trend jeszcze się nie wyczerpał i/lub nie osiągnęła jeszcze oczekiwanego zysku, ale na rynku pojawia się inna, w danym momencie bardziej atrakcyjna okazja, na którą nie mam kapitału lub w przypadku otwarcia której przekroczyłabym założone limity ekspozycji (dźwigni). Zawsze w takim przypadku rozważam opcję zamknięcia pozycji po to, żeby zwolnić kapitał na tę nową, mającą w danej chwili i w mojej ocenie większy potencjał. Jak więc Pan widzi, moje podejście do trading planów jest bardzo… elastyczne.

Jest Pani traderką, która swoją wiedzę zdobywała m. in. poprzez naukę z książek, webinarów, etc., jak mogliśmy dowiedzieć się z ostatniego wywiadu. Czy jest jakaś pozycja książkowa, źródło wiedzy, które znacząco wpłynęło na Pani podejście do tradingu?

Zapewne powinien w tym miejscu paść tytuł jakiegoś “podręcznika”, książki o inwestycyjnych technikaliach. Niestety takiego tytułu nie podam. Ale przyznaję, było kilka książek o giełdzie, które zrobiły na mnie duże wrażenie. Należą do nich m.in. “Błyskotliwi chłopcy”, “Bumerang” czy w końcu “Big short” Michaela Lewisa, “Na krawędzi: Opowieści o Kryzysie” Josepha E. Stiglitza czy “Jak stworzyliśmy demona” Richarda M. Bookstabera. Żadna z nich nie mówi o tym, jak inwestować, żeby zarobić, ale każda utwierdza w przekonaniu, jak fascynującym jest świat inwestycji. I że tak naprawdę pomysłowość, kreatywne podejście, czasem działanie wbrew powszechnym trendom jest tym, co może przynieść największe korzyści.

Co do giełdowych “podręczników”, uważam, że ten obszar pozostaje jeszcze w dużej mierze do zagospodarowania.

Głośno w ostatnim czasie zrobiło się wokół rynku kryptowalut. Interesowała się może Pani tym tematem? Jeśli tak proszę o opinię?

Rynkiem kryptowalut – przyznaję – interesowałam się tylko z reporterskiego obowiązku. Co tydzień, dwa piszę komentarze rynkowe na firmową stronę www i był moment (pod koniec grudnia), kiedy o kryptowalutach po prostu nie można było nie napisać. Czy zainwestowałabym w kryptowaluty? Absolutnie nie. O powodach powiem poprzez porównanie. Kiedy inwestuję na rynku surowców, to nawet jeśli zajmuję pozycję na instrumencie pochodnym bez fizycznej dostawy (np “zakładam się” tylko o zmianę ceny na CFD), to jednak mam świadomość, że za tą ceną stoi bardzo rzeczywista baryłka ropy, sztabka złota czy worek kawy. Rzeczywista, bo wiąże się z zasadzonym i pielęgnowanym drzewkiem, wybudowaną kopalnią lub wieżą wiertniczą, pracą ludzi o konkretnych wynagrodzeniach, umowami na transport, czy w końcu ceną, po której nie tylko ktoś jest skłonny kupić, ale też komuś innemu opłaca się sprzedać, bo jego koszty nie były wyższe niż ta cena. Nie trzeba daleko szukać – nawet w Polsce przy określonych cenach owoców czy zbóż rolnikom bardziej opłacało się niszczyć plony niż odwozić je do skupu.

Za kryptowalutami nie stoi żadna fundamentalna wartość (może poza zużytym przez “wykopujące” je komputery prądem, ale tego akurat nikt w wycenach nie uwzględnia), żadna konkretna, materialna rzecz, której wartość można odnieść do kosztów pozyskania czy siły nabywczej. Cena kryptowalut w 100% składa się z wiary ludzi w to, czy za jakiś czas będzie ona wyższa czy niższa.

Oponent względem tej tezy mógłby powiedzieć, że wzrost ceny bitcoina wynika z faktu ograniczonej podaży. Ale kto powiedział, że kiedy zostanie “wykopany” ostatni bitcoin, to ktoś nie wymyśli innej kryptowaluty, zwiększając w ten sposób potencjał podaży?

Idąc dalej, kryptowaluty nie posiadają też wszystkich koniecznych do nazwania ich walutami cech. Prawdziwa waluta posiada zbiór cechy pieniądza: jest środkiem wymiany, tezauryzacji, miernikiem wartości i jest powszechnie akceptowana, bo emituje ją bank centralny. Kryptowaluty nie spełniają łącznie tych warunków.

Zdecydowanie bardziej interesującym wydaje się być zagadnienie samej technologii blockchain, na której kryptowaluty się opierają. W swej obecnej postaci jest ona bardzo energochłonna i czasochłonna. Czytałam kiedyś, że jedna transakcja na bitcoinie zużywa tyle energii, ile przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce w miesiąc, a czas autoryzacji jednej transakcji jest równy czasowi autoryzacji 8 tys. transakcji kartami kredytowymi.

Wyeliminowanie jednak tych problemów czy ograniczeń może wpłynąć na zastosowanie technologii blockchain daleko wykraczające poza handel kryptowalutami. Pierwsze przychodzące na myśl zastosowania to transakcje giełdowe bez udziału pośredników i instytucji, prowadzenie ksiąg wieczystych, dokumentacji medycznej lub innych dokumentów z pominięciem notariuszy, recepcjonistek i ich dzisiejszej kłopotliwej często postaci czy wszelkie transakcje handlowe w internecie. Aby jednak “zagrać” pod rozwój tej technologii i potencjalnie płynące z tego w przyszłości profity, należałoby raczej zainwestować w akcje przedsiębiorstw pracujących nad rozwojem blockchain.

Z tej perspektywy kryptowaluty, w tym bitcoin, okazują się być najlepszymi ambasadorami technologii blockchain, jednak ta bez kryptowalut także może istnieć.


Interesujesz się kryptowalutami? Już teraz dołącz do grupy na Facebooku prowadzonej przez portal Comparic.pl. Bądź na bieżąco z informacjami ze świata kryptowalut, niezależnie od tego gdzie się znajdujesz!.


tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

Poprzedni artykułDolar się umacnia, górne ograniczenie konsolidacji na horyzoncie
Następny artykułAnaliza wideo: ważne poziomy USDJPY
Zafascynowany rynkiem Forex i aktywnie z nim związany od 2013 roku. Trader krótko- i średniterminowy stosujący swing trading. Do swoich analiz wykorzystuje Price Action pozwalające zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się na rynku. Na pierwszym planie stawia spekulację w momentach przewagi, prostotę, zarządzanie ryzykiem, a przede wszystkim dyscyplinę. Prelegent podczas Price Action Day oraz Seminarium XM w Warszawie. Wolne chwile spędza na treningach kalisteniki i sztuk walki.

1 KOMENTARZ

  1. Witam, tak dokładnie trading nie jest grą (jak to większość nowicjuszy opisuje) ale jest to biznes. Trading nie jest ciężką pracą – jest facynująca jeśli mamy poprawną edukcję.
    pozdrawiam Jim

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here