Naga Markets



Jak to jest z tradingiem w Polsce? Czy to faktycznie jest tak, że dźwignia finansowa w postaci 1:100 sprawia, że inwestorzy indywidualni tracą? To ona jest wszystkiemu winna? A może problem leży gdzie indziej?


Sztuka spekulacji to nie lada wyzwanie – taki wniosek można wyciągnąć będąc na początku swojej drogi na rynku Forex i przeglądając internet w poszukiwaniu podstawowych informacji o strategiach, systemach czy ogólnym podejściu do rynku. Trudno również się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, kiedy wiele stron poświęconych tematyce tradingu to dyskusje o tym, że większość strategii nie daje zarobić a te, które są warte uwagi – (często z powodu zaawansowanej analizy technicznej bądź fundamentalnej) stoją poza zasięgiem początkujących inwestorów. To sprawia, że traderzy skupiają się najbardziej na analizie czy stworzeniu zyskownej strategii opartej na przeróżnych kombinacjach, począwszy od paru “kresek” skończywszy na całej masie zmiennych. Oczywiście to, co najbardziej poszukiwane staje się polem do zarobku, więc internet na chwilę obecną jest wręcz przepełniony przeróżnymi strategiami.

Te artykuły również Cię zainteresują




Tymczasem specyfika tego rynku polega na tym, że to nie technika, strategia czy sam system sprawia, że stajemy się zyskowni.

Nigdy nie ma za małego rachunku – zawsze jest za duża pozycja

Zdecydowanie za mało uwagi poświęca się jednak kwestii zarządzania kapitałem (Money Management). Teoretycznie na wielu forach czy stronach dla początkujących znaleźć można odpowiednie artykuły, które nakierowują inwestora na najważniejsze zagadnienia w tym temacie, jak: istota stosunku zysku do ryzyka, sposoby angażowania kapitału na pozycję bądź całkowity poziom zaangażowania w przypadku rozgrywania kilku walorów, techniki stosowania zleceń obronnych typu stop loss czy zasadność przetrzymywania całkowitego kapitału w jednym domu maklerskim czy u jednego brokera. Jednak w praktyce bardzo często rozmywa się to z rzeczywistością i staje się zwyczajnie bezużyteczne. Dlaczego tak się dzieje? Najprawdopodobniej dlatego, że bardzo często pojęcie Money Managementu już na początku jest źle przedstawiane a następnie- rozumiane. Rzeczywiście, do tematu i racjonalności MM powinno podejść się zaznaczając od postawienia rzeczowej definicji.

Czym zatem jest MM? 

Prócz oczywistego faktu, jakim jest twierdzenie, iż Money Management to: nierozłączna część strategii inwestycyjnej tworząca dopiero pełny system inwestycyjny wraz z stylem inwestycyjnym, jest to unikalna dla każdej strategii wartość edytowalna tylko pod wpływem zmiany całego systemu. Z początku może zabrzmieć to dość skomplikowanie, jednak w rzeczywistości jest to bardzo proste zagadnienie. W prostych słowach tłumaczy ono bowiem, że MM ustalany powinien być pod wpływem naszego wyboru co do:
  • posiadanego kapitału na rachunku,
  • realnych celach inwestycyjnych (realna stopa zwrotu w danym okresie),
  • optymalny drawdown dla strategii,
  • częstotliwość zagrań (odpowiedni dla stylu inwestycyjnego).
Innymi słowy zadaniem odpowiedniego MM jest nie tylko ochrona kapitału, ale również doprowadzanie do matematycznie poprawnej proporcji powiększania kapitału. 
Oczywiście to również jest tylko teoria! Jednak gdyby przedstawić niedoświadczonym jeszcze traderom istotną wagę jaką jest powyższa tematyka konkretnie i niebanalnie oraz podejść do niej równie obszernie jak np. do tematów omawiania konkretnych już strategii – kompetencja inwestora od strony poprawnego zarządzania swoim rachunkiem inwestycyjnym byłaby większa. Następstwem świadomości szacowania zysku i ryzyka byłaby poprawna interpretacja i zastosowanie tzw. dźwigni finansowej, wokół której narosło już tak wiele mitów, jakoby to ten mechanizm powodował straty u inwestorów.
Kiedy po raz pierwszy poruszano temat obniżenia dźwigni finansowej z uzasadnieniem, że przyczynia się ona do nadmiernych strat u inwestorów – myślałem, że jest to żart. Jednak przyglądając się baczniej dyskusją na ten temat coraz mocniej uświadamiałem się w przekonaniu, że dostrzeżono “chorobę z błędną diagnozą”. Naturalnie, gdy organy państwowe zainteresowały się statystyką na rynku Forex i dostrzeżono problem w postaci znacznej utraty środków u wielu tysięcy inwestorów – podjęto próbę zmniejszenia tego zjawiska dla dobra ogółu. Rzecz jasna nie było to żadne lekarstwo na to zagadnienie, bo samo zagadnienie od początku zostało źle zdefiniowane. Gdyby chcieć posłużyć się przykładem z życia, to tak, jakby problem przekraczania prędkości i śmiertelności na drogach chcieć rozwiązać poprzez odgórny nakaz zmniejszenia prędkości w autach z 250 do maksymalnie 100 km/h, zamiast odbierać prawa jazdy piratom drogowym.
Dylemat wówczas również nie zostałby rozwiązany, ponieważ nawet z taką prędkością można odebrać sobie lub innym życie. Analogicznie -jak łatwo się domyślić- zmniejszenie dźwigni finansowej z 1:200 do 1:100 również nie wyczerpuje dylematu, zakładając nawet – że to własnie dźwignia owym dylematem jest. Niestety, na takich postanowieniach nie koniec, ponieważ jesteśmy postawieni przed widmem jeszcze jednej fali jej obniżenia, tym razem do 1:50. Gdyby chcieć się zastanowić w jaki sposób ma to uchronić inwestora na rynku przed stratą – szybciej byłoby przedstawić w jaki sposób nie ustrzeże to wcale- w końcu zagranie typu “all in” nadal będzie funkcjonować. Nie zawaham się stwierdzeniem – że nawet częściej takie zagranie będzie miało miejsce, a jak wiadomo, taki proceder w zdecydowanej większości przypadków nie kończy się dobrze.
W kogo zatem uderzy taka regulacja? W świadomego tradera. Dlaczego? Ponieważ angażowane środki na pozycję w przypadku chęci osiągania dokładnie tych samych zysków bez konieczności zwiększania zasięgu obranego targetu – jak podczas dźwigni na obecnym poziomie – wzrosną. Wraz z zaangażowaniem rośnie ekspozycja na ryzyko oraz przymusowe posiadanie większego depozytu. W obydwu przypadkach natomiast trader jest na przegranej pozycji, ponieważ zwiększa swoje ryzyko albo w postaci czynnika wewnętrznego – jak wspomniane zwiększenie ekspozycji na ryzyko – albo zewnętrznego jak np. możliwość upadku brokera. Naturalnie, w drugiej sytuacji nie zdarza się to często, jednak wątpię, abyśmy chcieli brać takie ryzyko na siebie (dlatego jedną z zasad MM jest dywersyfikacja rachunków – posiadanie rachunków u co najmniej 2 niezależnych od siebie brokerów).

Drugie dno problemu

Opisywana sprawa nie byłaby tak trudna do zdefiniowania, gdyby nie fakt, że na rynku często zapominamy o dwóch typach inwestorów. Pierwszymi są ci, którzy podchodzą do tematu inwestycji na rynku Forex profesjonalnie. Profesjonalnie, to znaczy:
  • dobrze znają ryzyko inwestycyjne
  • mają jasno określone cele w postaci chęci i możliwości zarabiania na rynku w sposób rozsądny i dojrzały,
  • mają świadomość, że rynek kapitałowy to nie szybkie i łatwe zyski,
  • znają podstawową zasadę MM: graj tylko pieniędzmi, które możesz stracić,
  • stroniących od prób szybkiego wzbogacenia się.
oraz drugi typ spekulantów tzw. “jeźdźców bez głowy”, którzy maksymalnie lewarują konto myśląc, że z kwotą kilkuset złotych na rachunku spokojnie dojdą do kwoty kilkuset razy większą.
Oczywiście, rynek OTC/Forex daje takie możliwości, ale mając wgląd w podstawowe dane statystyczne rachunków maklerskich/brokerskich w Polsce widać, jak trudno jest tego dokonać (zwłaszcza przez początkujących traderów!). Dlaczego warto przyjrzeć się tym dwóm typom inwestorów? Ponieważ to ta druga kategoria uczestników rynku skutecznie i zarazem drastycznie zaniża statystyki zarabiających kont, a przecież to jest własnie główny powód, dla którego KNF oraz inne organy debatują nad obostrzeniami.

Wnioski

Rynek kapitałowy daje dużo możliwości pomnażania oszczędności. Jedną z nich jest łatwo dostępny rynek OTC/Forex, który w Polsce rozwija się krok po kroku. Nie można mówić tu o bardzo szybkim tempie, ale zaobserwować można już i tak dużą zmianę. Niemniej, istnieją jeszcze pewne wyzwania które należy podjąć, aby rynek ten nadal mógł się rozwijać. Niestety można odnieść wrażenie, że dotychczasowe działania uciekają się jedynie do tłumienia tego zjawiska poprzez błędną interpretacją pewnych zachowań uczestników rynku.

Tym bardziej w obliczu takiego problemu potrzebna jest debata i zastanowienie się w jaki sposób wyeliminować szkodzące rynkom zachowania, nie wprowadzając jednocześnie obostrzeń uderzających w tę odpowiedzialną część inwestorów. Istnieją inne sposoby ukrócenia procederu traktowania rynku kapitałowego jako hazard choćby poprzez otrzymywanie odpowiedniego poziomu dźwigni wobec doświadczenia inwestora. Takie dane są wypełniane w ankietach przed możliwością otworzenia rachunku inwestycyjnego – trzeba tylko zwrócić uwagę na odpowiednie rozpatrywanie tych wniosków i dopasować odpowiedni poziom lewara do umiejętności. Dodatkowo, wprowadzić osobną statystykę dla osób nowych na rynku (np. do roku) i osób powyżej pewnego okresu. Wówczas statystyka stałaby się pełniejsza i mniej zniekształcona.

To oczywiście tylko jeden z wielu sposobów jakie można zastosować. Innym byłaby wspomniana już przeze mnie edukacja na odpowiednim poziomie i na odpowiednie tematy. Bardzo dużą wagę przykłada się dziś na odpowiednie techniki inwestycyjne, zupełnie tak, jakby to one gwarantowały zarobek. W rzeczywistości jednak jest zupełnie inaczej. To odpowiednia wiedza nt. zarządzania tym, co posiadamy – czyli kapitałem- a dopiero potem wiedza jak to wykorzystać sprawia, że jesteśmy na dobrej drodze do pomnażania swoich oszczędności w sposób racjonalny i co najważniejsze – odpowiedzialny. Pomijanie tego elementu zaś powoduje, że uczymy się wyprzedzać i wchodzić w zakręty z dużą prędkością nie posiadając hamulca.
Sam trading w istocie nie jest trudny i są liczne przykłady pokazujące, że najprostszymi strategiami da się osiągnąć sukces. Trudnym zaś jest (przynajmniej na początku!) zrozumienie pewnych mechanizmów, którymi kieruje się rynek. Trading jest zawodem jak każdy inny, ale to my – inwestorzy decydujemy czy będzie on profesjonalny i stabilny, czy też rozchwiany i nieoczekiwany wobec naszych wyników finansowych.
Maksymilian Bączkowski, Trader Philson


Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

Obejrzyj również:

3 KOMENTARZE

  1. Dobrze opisany temat. Burzliwa sprawa, wygląda to tak, jakby KNF nie wiedział czym jest dźwignia finansowa i nie rozumiał jak działa ten mechanizm, pomijając inne kluczowe czynniki takie jak psychologia. Patrząc na temat z innej strony, można snuć myśli, że jest to robione pod publikę, aby uspokoić osoby, które ‘wtopiły’ spore depozyty.

  2. Brawo, w końcu ktoś to dobrze opisał, znam temat z autopsji , dlatego niestety nie płacę już podatków w Polsce. Ja,przy mojej strategii potrzebuje minimum 1-do 200, ( otwieram dużo małych pozycji) i im mniejsza dźwignia tym bardziej gorsze warunki na zawarcie najkorzystniejszej pozycji, a często przy rachunkach typu Ecn (łatwo o chwilowe rozszerzenie spreadu) zamykanie najbardziej stratnych pozycji. Temat bardzo szeroki, i tylko praktyka pokazuje że mniejszy lewar = większe ryzyko, przy małym lewarze broker częściej będzie zamykał nam pozycje, pomimo posiadanych środków i zdawania sobie sprawy z ryzyka,.

  3. Bardzo dobry artykuł. Są tacy co się zgodzą i są tacy co się nie zgadza to normalne, ale fakt jest jeden: takie rzeczy trzeba omawiać w szerszym gronie jak np jakieś imprezy FX. I nie od strony organów tylko właśnie samych inwestorów/traderow którzy mają większe pojęcie bo praktyczne.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here