Naga Markets

PioLigOn pierwszym finalistą konkursu Assay Group! Wywiad z CEO spółki dr Piotrem LiguzińskimW okresie od 11 czerwca do 31 października 2021 roku odbył się pierwszy etap konkursu zatytułowanego „Start Up? Set it Up!”, który został zorganizowany przez Assay Group wspólnie z Uniwersytetem Jagiellońskim oraz Akademią Górniczo Hutniczą w Krakowie. Celem konkursu jest wybranie 3 najlepszych start-upowych projektów wywodzących się ze społeczności akademickich.

PioLigOn został wybrany finalistą konkursu Assay Group

Spośród wielu nadesłanych zgłoszeń do II etapu wyłoniono cztery projekty:



  1. PioLigOn
  2.  MEDIPRINTIC
  3. PHOTO4CHEM
  4.  BeeGraphene

Z wyżej wymienionych finalistów, zostanie wybranych trzech laureatów. Otrzymają oni nagrody pieniężne w wysokości 5000 zł a być może szansę rozwoju swojego start-upu pod okiem Assay Group. 3 grudnia odbędzie się drugi etap konkursu, w którym wybrane projekty zaprezentują swoje pomysły przed kapituła konkursową.

Poniżej znajdziecie Państwo link do prezentacji technologii zwycięskiej spółki w języku angielskim na kanale YouTube PioLigOn: 

Pierwszym z finalistów jest spółka z branży biotechnologii – PioLigOn zajmująca się projektowaniem prototypów leków peptydowych.

Więcej szczegółów na jej temat zdradzi CEO spółki, dr Piotr Liguziński z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Panie doktorze, czym dokładnie zajmuje się Pańska spółka?

– Nasza firma bazuje na tzw. technologii platformowej, czyli technologii pozwalającej projektować prototypy leków dla dowolnych celów molekularnych. Mówiąc najprościej, ma leczyć różne choroby. Zaczęliśmy od metody obliczeniowej pozwalającej na bardzo szybkie projektowanie peptydów i peptydomimetyków, czyli peptydów zawierających nienaturalne aminokwasy. Staramy się udoskonalać naturę, ponieważ peptydy są dosyć powszechnie stosowane i jest sporo leków peptydowych, ale one w większości wykorzystują naturalne aminokwasy. Naturalnych aminokwasów jest 20, a ich odbić lustrzanych − 19. Jeśli doliczymy rzadkie aminokwasy wykorzystywane przez naturę możemy przyjąć, że jest ich około 50. Natomiast każdą cząsteczkę, którą da się zsyntetyzować, możemy dorzucić do peptydu, dzięki czemu uzyskamy o wiele większą przestrzeń chemiczną. Na tym etapie możemy projektować i produkować peptydy z wykorzystaniem ponad 500 różnych aminokwasów. Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia – powiedział CEO spółki, dr Piotr Liguziński z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jak wyglądała geneza powstania Pańskiego projektu i skąd wziął się na to pomysł?

– Jestem dość wszechstronnym naukowcem − magistrem biotechnolgii, magistrem chemii, doktorem biofizyki. Po obronie doktoratu z biofizyki pracowałem cztery lata w instytucie Maxa Plancka w Dortmundzie. Kiedyś wyjechałem do Niemiec, gdzie pracowałem dla Fujitsu. Następnie rzuciłem pracę uznając, że muszę zająć się czymś większym i skoczyłem na głęboką wodę zaczynając w domu pisać kod, który okazał się spektakularny. W fizyce obliczenia cieszą się większym zaufaniem naukowców, natomiast w biotechnologii wszystko należy przetestować eksperymentalnie. Dzięki wynikom tej metody obliczeniowej udało nam się zdobyć grant. Finansowanie umożliwiło nam na otwarcie laboratorium, w związku z czym oferujemy już kompleksową usługę dla firm biotechnologicznych i mniejszych firm farmaceutycznych. Głównie chcemy projektować dla nich tzw. HIT-y, czyli pierwsze cząsteczki łączące się do danego białka, za pomocą czego otrzymujemy oczekiwaną reakcję. Na tym wyjściowym etapie, który pojawia się w każdym projekcie produkcji leków, HIT-y nie muszą być doskonałe, a wiązanie nie jest jeszcze wystarczająco szybkie oraz silne – odpowiedział dr Piotr Liguziński.

Czy Pańska spółka bezpośrednią konkurencję?

Naszym największym konkurentem jest Peptidream, japońska spółka notowana od wielu lat na tokijskim Nikkeiu. Przez swoje przychody są potentatem w tej kwestii. Prowadzą również działalność usługową, a w tym momencie realizują również własne projekty kliniczne. Wiemy, że w tym momencie poszukują metody obliczeniowej do „ugryzienia” peptydów. Rozszerzyli kod genetyczny pozwalający im na wykorzystanie części nienaturalnych aminokwasów. Stworzyli ich mniej więcej kilkadziesiąt, natomiast nie setki, jak w naszym przypadku dodał CEO PioLigOn.

Czy chciałby Pan w przyszłości z nimi współpracować?

Niekoniecznie. Jesteśmy dla nich częściowo konkurencją i widzimy też, że opuszczają rynek usługowy. Firmy na ich poziomie przychodu odchodzą od świadczenia usług, ponieważ korzystniejsze jest dla nich sprzedawanie gotowych produktów. Z jednej strony traktujemy ich jako konkurencję, ale z drugiej − mamy ułatwioną sytuację, ponieważ nie musimy edukować rynku. Nie chcemy też sprzedać im naszego algorytmu, a pewnie to by ich najbardziej interesowało. Gdyby to była jedyna opcja, to oczywiście, natomiast liczymy na to, że uda nam się pozyskać innych klientów i przekonać ich do tego, co mamy do zaoferowania – stwierdził dr Liguziński.

Co wyróżnia Pański projekt na tle konkurencji?

– Wyróżnia nas również to, że udało nam się znaleźć efektywne metody obliczeniowe, które pozwalałyby projektować peptydy. Peptydy są dosyć mocno eksploatowane przy użyciu technik eksperymentalnych, które koncentrują się na naturalnych aminokwasach. Natomiast peptydy są zbyt dużymi cząsteczkami, aby „ugryźć” je klasycznymi metodami chemii obliczeniowej. Nam udało się ten problem rozwiązać – odpowiedział dr Liguziński.

– Trzeba obiektywnie stwierdzić, że w naszym kraju zdarzają się przełomowe projekty. Nawet w ostatnich latach mogliśmy zaobserwować spektakularną sprzedaż projektów klinicznych za dziesiątki czy setki milionów dolarów, natomiast są to dopiero zaczątki rynku. Wydaje mi się, że nie ma jeszcze takiej cząsteczki, która zostałaby zarówno stworzona w obrębie naszego kraju, jak i doprowadzona do etapu rejestracji jej jako lek – dodał dr Liguziński.

Jaka jest docelowa grupa odbiorców Pańskiego produktu?

– Celujemy więc w mniejsze firmy, które wypuściły na rynek już jeden projekt i szukają wsparcia dla swoich prac badawczych. Takich firm jest więcej i są one dla nas idealnymi klientami ze względu na swoją prostą strukturę czy łatwość w dotarciu do osób decyzyjnych. Nie są „molochami” z rozbudowanym portfolio. Oczywiście chętnie rozpoczniemy współpracę z każdą firmą, ponieważ każdy proof of concept jest dla nas korzystny, ale naszym celem nie jest rynek polski, a idealnym odbiorcą są jednak mniejsze spółki – stwierdził dr Liguziński.

– Warto zaznaczyć, że nasze usługi są bardzo drogie co widać na przykładzie spółki Peptidream. Ich średnie przychody wynoszą kilkaset tysięcy dolarów za jedną cząsteczkę. Jeśli udałoby się nam wykonać jedną tego typu usługę rocznie to jest dla nas więcej niż potrzebowalibyśmy, aby zapewnić sobie możliwość działań i dalszego rozwoju – zaznaczył dr Liguziński.

W swojej prezentacji uwzględnił Pan przykład raka trzustki jako przykład choroby, którą chcecie pokonać. Czy mógłby Pan rozwinąć myśl?

– Pracując w instytucie Maxa Plancka inny wydział biofizyki pracował nad cząsteczką dotyczącą tego konkretnego nowotworu stąd też ten układ jest mi bardzo dobrze znany. Pierwszym etapem projektowania leków jest wybór celu molekularnego. My się tym nie zajmujemy. Często czytamy w nagłówkach, że „naukowcy odkryli nowy mechanizm na pokonanie raka”. To zazwyczaj oznacza, że ktoś odkrył, które białko lub oddziaływanie jest problemem. W przypadku raka trzustki to naukowcy z Instytutu Maxa Plancka wynaleźli, że można zmienić aktywność jednego z białek, które jest głównym problemem w raku trzustki. Jak to osiągnąć? Zamiast atakować białko bezpośrednio, należy zaatakować białka, które są transporterami. My zaatakowaliśmy ten transporter dokładnie w ten sam sposób, natomiast skupiamy się na porównaniu tego, jak długo zajmuje uzyskanie cząsteczki za pomocą klasycznych metod, a ile za pomocą naszych. Gdybyśmy zaczynali w tym samym czasie, co oni, to bylibyśmy o wiele lat szybciej w tym samym miejscu. Jest to dla nas swego rodzaju proof of concept – podkreślił dr Liguziński.

Czy w takim razie możemy mówić o tym, że Polska ma lek na raka?

– Nie chcielibyśmy, aby w jakikolwiek sposób reklamowano nas jako tych, którzy wynaleźli lek na raka. Po prostu możemy wykonywać prace optymalizacyjne nowych cząsteczek o wiele szybciej niż inne grupy. Peptydy same w sobie mają pewne ograniczenia, dlatego naszym celem są choroby nowotworowe. Nie możemy stworzyć tabletki opartej na peptydach, ponieważ nie przetrwa długiej drogi do krwiobiegu. Dlatego zagadnienia dotyczące onkologii nie są dla nas problemem, ponieważ wszelkiego rodzaju wlewy są czymś powszechnie stosowanym w leczeniu raka. Podobnie jest z lekami wziewnymi, iniekcjami, szeroko pojętą pulmonologią czy też chorobami zakaźnymi. Takie cele możemy łatwo uchwycić. Koncentrujemy się na konkretnych białkach, które dają nam pewność, że peptyd dotrze do miejsca docelowego w organizmie człowieka. Peptydy nie są uniwersalną klasą cząsteczek, które mogą leczyć wszystko, natomiast w niektórych dziedzinach spełniają swoje zadanie lepiej niż te mniejsze, a w szczególności w onkologii – zaakcentował dr Liguziński.

Gdzie widziałby Pan swój projekt za trzy, a następnie za pięć lat?

– Chcielibyśmy, aby któraś z naszych cząsteczek trafiła do badań przedklinicznych, a następnie była gotowa do podania ludziom. W ciągu najbliższych trzech lat chcielibyśmy mieć zakończone badania przedkliniczne co najmniej jednego z naszych peptydów w branży onkologicznej, a za pięć lat pragniemy zobaczyć pierwszego pacjenta, którego udałoby się wyleczyć lub którego życie udałoby się znacząco przedłużyć – odpowiedział dr Liguziński.

Jak wyglądają potrzeby inwestorskie Pana spółki?

– W tym momencie posiadamy finansowanie z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, które jest dla nas wystarczające. Krótkofalowo naszym celem jest pozyskanie pierwszego klienta będącego w stanie zapłacić za naszą usługę. Dzięki temu wiedzielibyśmy, że ktoś widzi wartość w tym, co robimy. W takim przedsięwzięciu najważniejsze jest to, by klient chciał wrócić po kolejne produkty – stwierdził dr Liguziński.

– Jeśli są jakieś konkursy, w których można się zaprezentować, to w nich startujemy, ale nie dbamy o nasz PR. Większe znaczenie mają dla nas bezpośrednie kontakty. Stąd też nie jest o nas głośno. Mamy konto na Linkedinie, ale nie uzupełniamy tam na bieżąco informacji o każdym naszym drobnym sukcesie. Priorytetem jest dla nas działalność naukowa – podkreślił dr Liguziński.

– Woleliśmy we własnym budynku zbudować laboratorium w celu zminimalizowania kosztów. Staramy się na tym etapie robić wszystko możliwie budżetowo. Nauczyliśmy się tego, będąc pod opieką inkubatora przedsiębiorczości, gdzie okazało się, że część naszych prac jesteśmy w stanie wykonać z mniejszym zaangażowaniem finansowym niż przewidywaliśmy. Oczywiście nie zawsze chodzimy na kompromisy, ponieważ na sporej części naszych badań nie można oszczędzać – dodał.

Jaki był powód wzięcia udziału w konkursie?

Przygotowując się do zaprezentowania swojego projektu w różnego rodzaju konkursach nabywamy bezcenne doświadczenie i umiejętności w relacjach z potencjalnymi inwestorami. Na ten moment finansowanie nie jest nam potrzebne i świetnie sobie radzimy, natomiast kto wie, jak to będzie wyglądało w przeciągu sześciu miesięcy – podsumował dr Liguziński.

Wygląda na to, że Pańska spółka przedstawia typowy model rozwoju startupu. Zaczynał Pan od prac w domu własnymi środkami, następnie pozyskanie grantu, praca w inkubatorze przedsiębiorczości, a teraz jest Pan na etapie poszukiwania potencjalnych odbiorców produktu.

– Nie zapominajmy jeszcze o garażowym laboratorium!- zakończył dr Liguziński.

Jak widać dr Liguziński bardzo szczegółowo opisał nam model działania oraz historię swojego projektu. Warto zaznaczyć, że jest to pierwszy tego typu event organizowany przez Grupę Assay dla przyuczelnianych startupów. Wiemy natomiast, że w przyszłości szykują podobny w skali całego kraju. Celem przyszłych konkursów będą nie tylko nagrody pieniężne, ale również poszerzenie umiejętności founderów w tworzeniu pitchdecków i prezentowania swojego pomysłu przed potencjalnymi inwestorami, kapitułami jak i klientami.

Niebawem przedstawię wywiad z kolejnym z finalistów konkursu Assay Group, a doktorowi Liguzińskiemu życzymy powodzenia w kolejnym etapie jak również sukcesów w rozwijaniu swojego pomysłu.

Autor poleca również:



Chcesz wrócić na stronę główną? Kliknij >>

Jesteśmy w Google News. Szukaj to co ważne i bądź na bieżąco z rynkiem! Obserwuj nas >>

Conotoxia


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here