Naga Markets



kwiecień, xtb, comparic, fxcuffsJednym z prelegentów na tegorocznych targach FxCuffs będzie dr Przemysław Kwiecień CFA – głównym ekonomista X-Trade Brokers oraz zwycięzca konkursu na Najlepszych Analityków Makroekonomicznych organizowanym przez dzienniki „Rzeczpospolita” i „Parkiet”. Dr Kwiecień znalazł czas by odpowiedzieć na kilka pytań ze strony Comparic.pl. Zapraszam na wywiad:


Witam. Jest Pan jednym z najbardziej rozpoznawalnych analityków w Polsce. W tym roku wygrał Pan siódmą edycję prestiżowego konkursu na Najlepszych Analityków Makroekonomicznych organizowanego przez dzienniki „Rzeczpospolita” i „Parkiet” we współpracy z NBP. Posiada Pan tytuł doktora nauk ekonomicznych i prestiżowy CFA oraz jednocześnie jest Pan głównym ekonomistą znanego brokera. Należy przyznać, że to spore osiągnięcia ale jak zaczęła się Pańska przygoda z rynkami finansowymi?

Moja przygoda z rynkami zaczęła się w roku 1996, na późnym etapie imponującej hossy na Giełdzie Papierów Wartościowych. Prywatyzowano wtedy w Polsce wiele firm i na ich debiutach niemal zawsze można było zarobić. Przygotowując się wtedy do Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej „oświeciłem” rodziców, że po co trzymać pieniądze w banku, skoro można tak cudowanie zarabiać na giełdzie. Rok później, będąc już laureatem OWE miałem swoje środki… no i akurat przyszedł kryzys, tzw. grypa azjatycka. To były cenne doświadczenia.

Dlaczego akurat CFA? Czy to z powodu studiów na amerykańskiej uczelni? Uniwersalności tej licencji? Zawartości programu? Dlaczego żyjąc i pracując w Polsce nie wybrał pan licencji Doradcy Inwestycyjnego?

Do programu CFA przystąpiłem mając już tytuł doktora nauk ekonomicznych, uznałem bowiem, że zawartość programu dobrze podsumuje to, czego do tej pory się nauczyłem i w tej materii nie rozczarowałem się. W mojej ocenie program jest bardziej kompleksowy i uniwersalny niż w przypadku DI. Sądzę również, że regulacje będą szły w kierunku globalnej unifikacji, choć trzeba przyznać, że opór lobby ze strony osób, które zainwestowały w licencję DI jest spory. Nic nie stoi oczywiście na przeszkodzie aby zdać jeden, jak i drugi egzamin, jednak analitykom szukającym przede wszystkim pogłębienia wiedzy polecam w pierwszej kolejności CFA.

Mówi się, że analitycy mają możliwość zaczęcia dnia długo przed otwarciem rynków za to mogą skończyć pracę znacznie później. Czy to praca dla każdego? Czy można poświęcać znaczną część dnia nie traktując rynków finansowych w kategorii pasji? I najważniejsze – w jaki sposób odpoczywa Przemysław Kwiecień po skończonym dniu w biurze?

Należy odpowiedzieć sobie na pytanie, czego od siebie oczekujemy, w którym kierunku chcemy iść, w jakiej dziedzinie chcemy być ekspertem. I regularnie rozwijać w tej dziedzinie swój warsztat analityczny. Tylko wtedy nie damy zawładnąć sobą rynkowemu szumowi.

Przemysław Kwiecień ma żonę i dwójkę dzieci. Nie jest też tajemnicą, iż fascynują mnie sporty motorowe, gdzie staram się amatorsko rozwijać. Czasu nie ma zatem wiele.

Porozmawiajmy o Chinach. W jednym z ostatnich wywiadów wspomina Pan o katastroficznych nastrojach, które wieszczą bliski “hard landing”. Czy i w jaki sposób powinniśmy przygotować się na kolejną falę paniki na rynkach związaną z sytuacją na chińskim parkiecie?

To nie tyle chodzi o chiński parkiet – rynek akcji w Chinach odgrywa dość specyficzną rolę i wbrew niektórym opiniom nie ma specjalnie istotnego znaczenia w kontekście globalnym. Bardziej chodzi o znaczenie chińskiej gospodarki, dzięki której po 2009 roku świat względnie szybko stanął na nogi. Wyobraźmy sobie, że globalna gospodarka to samolot lecący na czterech silnikach. Spowolnienie w Chinach do 4-5% to awaria jednego z nich, twarde lądowanie oznacza, że lecimy już tylko na dwóch.

Efekt rynkowy, który właśnie następuje to dostosowanie wycen w dół na rynkach akcji, wycen, które po kilku latach globalnej hossy są wysokie. To zaś wywiera wpływ na wiele innych rynków. Na rynku surowców, który poprzez ogromne uzależnienie od Chin nie mógł ignorować problemów tak jak rynki akcji, duża część dostosowania jest już za nami, ale również tu rozwój sytuacji w Chinach będzie miał znaczenie dla inwestorów cyklicznych, ponieważ może się okazać, że na rynkach, gdzie cena jest już poniżej fundamentów (np. ropa lub nikiel) dołek zostanie jeszcze pogłębiony.

Nie ma uniwersalnej metody przygotowania się na kryzys. Jedni inwestorzy będą szukać krótkich pozycji na kontraktach na indeksy lub kupować jena inni po prostu będą trzymać gotówkę i czekać na lepsze czasy. Ważne aby wiedzieć, gdzie jesteśmy, jak mogą zachować się rynki i dostosować do tego swoje decyzje.

W czym tkwi problem związany z SSE? Przez miesiące obserwowaliśmy gigantyczny wzrost liczby inwestorów na chińskim parkiecie – mowa tu o 90 mln osób fizycznych, które zainwestowały swoje środki w spółki publiczne. Gdy sprawy zaczęły przybierać zły obrót – sesje na SSE zaczęły coraz częściej kończyć się przed czasem (z rekordowym 29 minutowym czasem trwania). Czy winy za narastającą panikę inwestorów z Państwa Środka nie ponoszą zbyt restrykcyjne regulacje samej giełdy?

To złożony temat, ale tak jak już zaznaczyłem, nie jest on dla nas kluczowy, głównie dlatego, że:

a) straty zagranicznych podmiotów na chińskim rynku akcji będą znikome, bo po prostu niemal ich tam nie było (ze względu na regulacje),

b) rynek akcji jest na tyle nieduży, że straty gospodarstw domowych same w sobie nie pogrążą chińskiej gospodarki. Problem Chin leży gdzie indziej – struktura wzrostu jest już obecnie skrajnie nieefektywna. Władze chcą podwojenia PKB w obecnej dekadzie, a to oznacza, że do 2020 roku wzrost musi wynosić 6,5% rocznie. Jedyną metodą na to jest arbitralne decydowanie o zwiększaniu inwestycji przez sektor publiczny, co prowadzi do coraz gorszej alokacji zasobów.

Patrząc długookresowo władze już dawno powinny zmniejszać rolę sektora publicznego, a także bardziej panować nad rynkiem nieruchomości i nawet takie zapowiedzi były. Niestety, jak to zwykle w polityce bywa, krótkoterminowe priorytety wygrywają. Naciąganie wzrostu ponad możliwości gospodarki prowadzi do kumulowania się napięć, które w pewnym momencie prowadzą do eksplozji.

Obecna sytuacja na giełdzie z pewnością skłoni rząd Chin oraz (przyznajmy) uzależniony od Xi Jinpinga Ludowy Bank Chin do zrewidowania swoich poglądów na gospodarkę kraju. Spory (mowa już o 500 mld USD) odpływ kapitału spod władz Pekinu pozostawia dwa logiczne wyjścia: zmiana bieżącej polityki monetarnej bądź dalsze pompowanie rynku przez PBoC. Biorąc pod uwagę zagraniczne zadłużenie Chin nie można jednak oczekiwać, że będzie ono kontynuowane w nieskończoność. Czy widzi Pan szanse na inne rozwiązanie problemu? Czy Chiny są już skazane na kryzys?

Chiny nie mają dużego zadłużenia za granicą, korzystają z oszczędności własnych obywateli – to daje Pekinowi pewien komfort. Jednak lata błędnej alokacji zasobów prowadzą do tego, że już nawet bogatsi obywatele przestają ufać partii, czego efektem są właśnie obecne odpływy kapitałowe. Rozwiązanie, które stosuje obecnie PBoC – zwiększenie podaży pieniądza, ma poprawić koniunkturę gospodarczą, ale patrząc na problem strukturalnie, to jak gaszenie pożaru benzyną.

A jak kształtują się Pańskie przewidywania odnośnie przyszłego kursu Fed? Mogliśmy usłyszeć o ostatnich dość gołębich komentarzach członków Rezerwy dotyczących przewidywań przebiegu marcowego spotkania. Na rynku powoli zaczyna być dostrzegalny odwrót od dolara, gdy inwestorzy coraz bardziej wątpią w wiosenne podwyżki. Czy możemy oczekiwać zapowiadanych na początku roku czterech podwyżek stóp procentowych w Stanach?

O czterech podwyżkach nie może być naturalnie mowy. Jeśli będą dwie, to będzie dobrze. Amerykańska gospodarka radziła sobie w ostatnim czasie naprawdę świetnie, sam w latach 2014-2015 uważałem dolara za najciekawszą walutę z G10. Jednak nawet ona nie jest odporna na globalne wstrząsy. Ostatnie sygnały są niepokojące, a patrząc na gigantyczne umocnienie dolara mierzone indeksem handlu (gdzie bardzo dużą rolę odgrywają peso, dolar kanadyjski oraz juan), trzeba założyć, że rok 2016 będzie trudny.

Inwestuje Pan na własny rachunek? Czy może Pan zdradzić z czego składa się portfel inwestycyjny najlepszego analityka makroekonomicznego 2015 roku?

Jestem przede wszystkim inwestorem cyklicznym starającym się wykorzystać zmiany cen aktywów będące pochodną cyklu koniunkturalnego. W 2016 roku mogą pojawić się cykliczne dołki na rynku surowców przemysłowych oraz walut związanych z ropą i będę starał się to wykorzystać.

Mówi się, że inwestorzy dzielą się na trzy grupy: tych, którzy wiedzą, tych, którzy wiedzą, że nie wiedzą oraz takich, którzy nie wiedzą, że nie wiedzą. Tymi słowami zapraszał Pan na ostatnią konferencję Wall Street organizowaną przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Czy takie wydarzenia jak wspomniane Wall Street lub tegoroczne FxCuffs faktycznie pozwalają na zdobycie nowych doświadczeń? Nauczenie się czegoś nowego? Czy Pan również korzysta na takich wydarzeniach, czy wyjazdy na Wall Street czy FxCuffs są też częścią Pańskiej pracy?

Moja praca to przede wszystkim analiza danych i zachowania rynku, ale poznanie poglądów czy strategii inwestycyjnych mądrych ludzi może tylko pomóc.

Będzie Pan jednym z rozmówców podczas zaplanowanej na drugi dzień Debaty. Czy wiadomo już o czym będzie mowa?

Ze swojej strony będę chciał przekazać moje spostrzeżenia na temat procesów w światowej gospodarce, które będą miały kluczowe znaczenie dla rynków.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

 



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

1 KOMENTARZ

  1. Plan Morawieckiego
    najlepszy pomysł na nadchodzący kryzys ten Facet nie tylko ma nosa ale i głowe własnie jego zachowanie da Polsce oazę spokoju w Europie jak pisałem dolca za 2.4 na koniec roku kupimy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here