Naga Markets



Wraz ze wzrostem kursu bitcoina ponownie powracają porównania do najsłynniejszej bańki spekulacyjnej świata – tulipomanii. Postanowiliśmy się więc przyjrzeć słynnej bańce tulipanowej i zastanowić, czy faktycznie te zestawienie jest w ogóle zasadne.

Tulipomania jest dziś wręcz synonimem bańki. Kojarzy się z szaleństwem tłumu, który ogarnięty manią inwestował oszczędności swojego życia w rzeczywistości bezwartościowe cebulki popularnych kwiatów. Czy jednak jest to cała prawda? I czy faktycznie porównywanie tego zjawiska do hossy na bitcoinie ma sens?

Tulipomania – Miejsce dramatu

Zacznijmy od początku – od czasu i miejsca akcji. XVII-wieczna Holandia – dziś kraj kojarzący się z wiatrakami, sielskimi krajobrazami, serami i liberalnym podejściem do narkotyków – miała swoje 5 minut. Handel morski oraz rozwój nauki i sztuki sprawiły, że kraj stał się ówczesnym fenomenem na skalę nie tylko europejską, co nawet światową. Warto jednak pamiętać, że już 100 lat wcześniej obszary te bogaciły się dzięki innowacyjnemu podejściu do rynku finansowego. Choćby założony na początku XVII w. Bank Amsterdamski do dziś uchodzi za wzór banku centralnego, który dbał o powierzane mu środki i zachowywał niemal 100-procentowe rezerwy.

Tulipany

W tym sielskim krajobrazie zaczynała wykształcać się nowa elita. Co istotne, na znaczeniu malało urodzenie. Ważna stawała się przedsiębiorczość i dochody. Symbolem przynależności do klasy wyższej stawały się tulipany.

Dlaczego właśnie te kwiaty? Otóż, cechowały się pewną rzadkością i kruchością (przynajmniej część ich odmian). Co rzadkie i cenione w społeczeństwie zaczyna się zyskiwać na wartości. I tak w 1634 r. zauważono, że na tym rynku pojawili się spekulanci, którzy kupowali cebulki nie po to, by sadzić kwiaty, ale by spekulować wartością tych pierwszych.

Zjawisko narastającej tulipomanii opisał w XIX w. Charles Mackay w swojej książce „Niezwykłe złudzenia i szaleństwa tłumów”. Z jego opracowania można dowiedzieć się, że za jedną cebulkę z odmiany Viseroij płacono: dwa łaszty pszenicy, cztery łaszty żyta, cztery tłuste woły, osiem tłustych świń, dwanaście tłustych owiec, dwanaście beczek wina, cztery beczki piwa, dwie kadzie masła, tysiąc funtów sera, łóżko z pełnym wyposażeniem, komplet ubrań i srebrną filiżankę.

Handel tulipanami

Warto przy tej okazji pochylić się nad tym, jak działał sam rynek. Tulipany kwitną w kwietniu i maju. Cebulki mogą być jednak wyjęte z ziemi dopiero w czerwcu. Ponownie sadzi się je we wrześniu. Transakcje zawierać można było więc w okresie od czerwca do września. Nie oznaczało to jednak, że w pozostałych okresach rynek umierał. W kwestii pieniędzy kreatywność ludzka nie zna wręcz granic. Handel odbywał się w innych miesiącach na zasadzie znanych nam dziś kontraktów futures. Kupowano więc obietnicę dostawy cebulki. Ekonomista Peter Garber zauważył wręcz, że w Holandii powstał wtedy rynek instrumentów pochodnych. Handlowano więc nie tyle cebulkami co kontraktami.

Faktyczna bańka powstała w latach 1636-37. Ceny rosły gwałtownie. Odmiana Witte Croone podskoczyła aż 26-krotnie (by potem spaść do 1/20 swojej ceny). Trudno jednak mówić tu o bańce, takiej jak mamy na BTC. Dlaczego? Otóż kurs kryptowaluty – patrząc na niego w większej skali – to cykl baniek, z których każda kolejna wynosi cenę coina na wyższy poziom. Z kolei bańka na tulipanach była dość krótka i gwałtowna. Pękła w istocie w lutym 1637 roku. Powodem tego była pogłoska o tym, jakoby zaraza zniszczyła cebulki większości tulipanów, więc ich podaż jeszcze zmalała. To dodatkowo napędziło wzrost kursu. Gdy jednak okazało się, że zaraza to bujda bańka pękła.

Mity

Wokół tulipomanii narosło jednak sporo mitów. Mocno przyczynił się do tego wspomniany Mackay, który swoją popularną książkę oparł na ludowych podaniach, a nie na rzeczowej analizie.

Nie jest prawdą, by bańka urosła poprzez masowe zakupy tzw. “ulicy”. Anne Goldgar, profesor historii z King’s College London, wskazuje, że zawarto tylko 37 (!) transakcji o wartości większej niż 300 guldenów (300 guldenów zarabiał wtedy rzemieślnik w skali roku). Reszta dotyczyła mniejszych kwot. Poza tym Goldgar wskazuje, że ogromne skoki cen dot. tylko najrzadszych cebulek, a nie każdego rodzaju tulipana.

Z kolei Douglas French w „Early Speculative Bubbles and Increases in the Supply of Money” zauważa coś jeszcze innego. Jak wspomnieliśmy na wstępnie, XVII-wieczna Holandia to kraj bardzo bogaty, czerpiący zyski z handlu morskiego, a do tego posiadający sprawny bank centralny. Do kraju spływała spora ilość złota. Z kolei Bank Amsterdamski musiał wybić taką ilość monet każdemu, kto przyniósł do instytucji kruszec, ile tylko było to możliwe. Tak też na rynku rosła podaż pieniędzy (co ważne, nie była to wina władzy). Nadmiar oszczędności w pewnym momencie – zdaniem Frencha – doprowadził do tego, że inwestorzy zaczęli szukać sposobów na ulokowanie swoich pieniędzy w cebulkach tulipanów, których ceny rosły. To też doprowadziło do powstania bańki.

Bitcoin a tulipany

Jakkolwiek nie patrzylibyśmy na tulipomanię, porównywanie jej dziś do wzrostów na kryptowalutach nie jest w pełni zasadne. Za BTC stoi dziś technologią blockchaina, rosnąca liczba użytkowników cyfrowych walut (np. z krajów, gdzie hiperinflacja niszczy pieniądze papierowe) czy coraz większa liczba bitomatów.

Ceny cebulek tulipanów rosły zaś z powody rzadkości na rynku i swoistej mody. Dlatego możemy mówić tu o słabych fundamentach, które nie mogły wręcz zostać wzmocnione. To ostatnie nie ma jednak miejsce w kwestii BTC.

Dajcie nam znać, czy temat was zainteresował. Czy mamy opisać dla was inne historyczne bańki spekulacyjne?


Interesujesz się kryptowalutami? Już teraz dołącz do grupy na Facebooku prowadzonej przez portal Comparic.pl. Bądź na bieżąco z informacjami ze świata kryptowalut, niezależnie od tego gdzie się znajdujesz!.


tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here