Naga Markets



Minimalny mamut wiecznie za mały.

18.01.2014

Witam serdecznie w kolejnym weekendowym felietoniku.

W ostatnim czasie bardzo gorące w mediach tradycyjnych oraz internecie są tematy gospodarczo-polityczne. Oto Pan premier ogłasza, że Polska jest na najlepszej drodze do G20 i że po 6 latach jego rządów jest wspaniale. Niestety nagle dużym problemem okazały się umowy cywilnoprawne, za pomocą których zatrudnionych są setki tysięcy polaków. Oczywiście same umowy byłyby w porządku, gdyby nie to, że ZUS nie otrzymuje w ten sposób dodatkowych składek i ma dziurę w skarbcu większą niż Titanic po zderzeniu z górą lodową – a na pokładzie tego statku są już nie tysiące, a miliony ludzi. Biorąc pod uwagę ostatnie wyskoki pana Hollande’a i Cameron’a dotyczące imigrantów dochodzę do wniosku, że Pan premier chce wskoczyć na falę populizmu przelewającą się przez Europę. Okazuje się, że oto jeszcze niedawno pan Tusk o umowach “śmieciowych” wyrażał się zgoła odwrotnie – że to często jedyny sposób, aby ludzie znaleźli pracę. Skąd więc nagle zwrot o 180 stopni i gwałt na rozumie? Zwykle jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi… wiadomo o co.

Wśród tego całego zgiełku przeszła niemal cichaczem podwyżka pensji minimalnej do 1680 zł. “To za mało” – krzyknęli od razu związkowcy – “Powinno być 1800 zł”. Inni popukali się po głowie mówiąc, że to żadne lekarstwo. W internecie rozgorzały dyskusje, sypnięto badaniami restauracji z hamburgerami i wyłoniły się dwie strony. Jedna twierdzi, że podniesienie pensji minimalnej nie zaszkodzi, a osobom zarabiającym najmniej będzie lżej. Druga strona zauważa, że gospodarka to wyrówna albo wzrostem cen – czyli biednym będzie w najlepszym razie tak samo – albo zmniejszeniem zatrudnienia, lub zmianą jego formy. Stąd wspomniałem początkowo o umowach o pracę w formie kontraktu cywilnego – o tzw. “śmieciówkach”. Czy zatem na pewno rząd robi NAM dobrze? Wypychając ludzi na kontrakty i oskładkowując je oraz stymulując wzrost cen? Jakim cudem tym najbiedniejszym ludziom będzie lżej? Może lepiej wprowadzić kwotę wolną od podatku na poziomie 18 000 zł (1 500 zł x 12 miesięcy) ??? Tyle że wtedy budżet nie zyskałby, a stracił. Bo na podwyżce pensji minimalnej zarobi najwięcej właśnie budżet – wraz ze wzrostem pensji brutto rosną także składki, podatki oraz oVATowana konsumpcja. I już wszystko jasne.

Polecam: PodziemnaTV – Płaca minimalna – kto nas robi w konia

W powyższym materiale pojawia się bardzo ciekawe pytanie. Jeśli podnoszenie płacy minimalnej jest korzystne, to dlaczego nie podnieść jej do 5 tysięcy złotych? Żeby wszystkim żyło się lepiej. 🙂

W takich sytuacjach, kiedy ciężko nam zdecydować, które argumenty są sensowne, mogę zaproponować Państwu przeniesienie się na chwilę do prehistorycznej krainy mamutów i polujących na nie myśliwych. W ubiegłą sobotę na łamach Comparic pojawił się mój felieton dotyczący przywilejów pracowniczych, które istotnie utrudniają przedsięwzięcie w postaci wyprawy na mamuta: Mamucie przywileje a rynek pracy.

Tym razem możemy spróbować dodać do tamtej sytuacji pensję minimalną, która wymusiłaby na tym wstrętnym krwiopijcy – myśliwym – oddanie pracownikom większej części mamuta. Ale zaraz zaraz, jak to wymierzyć? Procentowo? Wprawdzie szef dostał aż 4x tyle, co jego podwładni, bo aż 4,40% całości netto wobec 1,90%, która przypadła każdemu innemu uczestnikowi wyprawy, bez względu na to, czy polował czy siedział w domu. Gdyby jednak zechcieć obdzielić wszystkich łącznie z szefem po równo, nie byłoby za wiele do podziału, bo każdy dostałby jedyne 1,99%. Dlaczego tak mało? Ponieważ niemal połowę mamuta zabrał jaskiniowy rząd i zaledwie połowa została do podziału pomiędzy 25 uczestników wyprawy (z czego 5 nie polowało).

Minimalny mamut wiecznie za mały.

Jednak jaskiniowy rząd ma potrzeby i nie może liczyć tylko na procentowe daniny. Przecież jak trafi się chudy, mały mamut, to urzędnicy będą chodzili głodni. Stąd trzeba wprowadzić stawki kilogramowe i windować je co rok o wymyślony wskaźnik – np. przyrost masy u 10-ciu najgrubszych członków plemienia – wskaźnik oczywiście ważony, bo zwykłe wyszły już z mody. Więc teraz co parę miesięcy zwiększana jest minimalna pensja w kilogramach mięsa z mamuta. Tylko problem polega na tym, że kilogramowe stawki rosną, a mamuty są cały czas takie same. Jedne większe, inne mniejsze. Jasne, że można próbować wyselekcjonować tego największego, ale takie są silniejsze, wymagają więcej ludzi, sprzętu i pracy. Załóżmy jednak, że pierwsze miesiące okazały się syte. Wzrosły dochody jaskiniowego rządu, a ludzie – choć musieli natrudzić się więcej – podołali największym bestiom. Jak to jednak w przyrodzie bywa, duże mamuty się skończyły i zostały tylko te mniejsze. Nie chcą rosnąć tak szybko, jak apetyt jaskiniowego rządu. Zatem jaskiniowy rząd musi znaleźć rozwiązanie dla tego trudnego problemu “zagrażającego całemu plemieniu śmiercią głodową” – przynajmniej tak twierdzi rzecznik. “Mamuty wymierają”, rządowi eksperci publikują wyniki badań, że to jakiś nowy “syndrom chudnięcia” wśród mamutów związany z globalnym ociepleniem – już nie potrzebują tyle tkanki tłuszczowej i mięśni. Jaskiniowy premier powołuje spec-organizację rządową mającą walczyć z problemem. Członkowie plemienia, którzy dotychczas nie umieli nic robić, zostają zatrudnieni w nowej agencji do siania trawy i dokarmiania mamutów. W ten sposób zwierzęta mają szybciej przybierać na masie. Rządowy ośrodek badań otrzymuje dofinansowanie i zaczyna prace nad sposobami tuczenia mamutów i środkami dodawanymi do wytwarzanej paszy. Ponieważ Jaskiniowy rząd znacznie zwiększył wydatki musi też podnieść daniny publiczne. Nakłada więc opłatę za opuszczenie wioski, za struganie dzid i drewno przynoszone z lasu. Oczywiście w międzyczasie organizuje też system dopłat dla najbiedniejszych i prace interwencyjne, żeby pomóc biednym, głodującym plemieńcom.

Minimalny mamut wiecznie za mały.

Co natomiast z naszym przywódcą wypraw na mamuty? Ten planuje kolejną wyprawę, ponieważ w brzuchu mu już burczy, jednak żadne wyliczenia się nie składają do kupy. Wychodzi, że upolowawszy mamuta musiałby ubić samodzielnie jeszcze jednego, żeby spłacić wszystkie koszty i “minimalne” udziały w łupie. Stojąc przed widmem śmierci głodowej myśliwy idzie dołączyć do kolejki po zapomogę, skoro rząd ostatnio tak chętnie je rozdaje.

Tymczasem jaskiniowy rząd przekonuje współplemieńców, że gdyby nie zapomogi, to umarliby z głodu, a minimalna pensja chroni ich przed polowaniem na mamuty za darmo. Skoro jednak nasz przywódca wyprawy poszedł po zasiłek i nie chce polować, rząd musi sam stworzyć organizację polującą na mamuty – taką, która nie będzie wyzyskiwała ludzi, jak ten prywaciarz, tylko taką dobrą organizację, rozdzielającą po równo. Ponieważ jaskiniowy rząd nie ma już środków na stworzenie nowej organizacji, bo popularność zapomóg przekroczyła najśmielsze oczekiwania; teraz nikt nie poluje na mamuty, a każdy stoi w kolejce po zasiłek – trzeba zatem znów podnieść “minimalnego mamuta”, żeby ludzie nie stali po zasiłki tylko mieli godne wynagrodzenia, a resztę pożyczyć od sąsiedniego plemienia i wszystko będzie dobrze…

Czy aby na pewno? 🙂

Pozdrawiam serdecznie i miłego weekendu życzę.



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

Obejrzyj również:

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here