Naga Markets



Mieczysław Siudek, twórca oprogramowania dla inwestorów i traderów – SmartInwestor. Trader z wieloletnim stażem.

Mieczysław Siudek obecny jest na rynku od 24 lat. Pracował jako makler, dealer a także zarządzający funduszami w Towarzystwie Funduszy Inwestycyjnych. Jako jedyny Polak uczył się geometrii bezpośrednio od Bryce Gilmore’a. Spędził 4 lata w trading roomie pracując z profesjonalnymi traderami z całego świata. Jest twórcą serwisu Geometria Rynku i oprogramowania SmartInwestor.


Comparic: Jest Pan znany z powiedzenia – grają pieniądze nie setupy. Tymczasem tak wiele osób rozpoczyna swoją przygodę z rynkami od najbardziej ‘widowiskowej’ metody – analizy technicznej. Czy to odpowiednie podejście?

Mieczysław Siudek: Tak, pieniądze widać na wykresie pod postacią wolumenu. To, co widzimy na wykresie jest trochę opóźnione względem taśmy, gdzie pojawiają się zlecenia. Jeszcze przed zleceniami mogą być przepływy, czy informacje o możliwości pojawienia się popytu czy podaży na bazie analizy innych instrumentów.

Ruch ceny to już jest efekt tych wcześniejszych zdarzeń, tak jak w podstawach ekonomii – cenę kształtuje popyt i podaż. Analiza samej ceny jest opóźniona i jeśli chcemy szukać jakiejś przewagi na rynku, to musimy posługiwać się metodami wyprzedzającymi. Mam tu na myśli geometrię, fale czy inne teorie analizy, które maja przewidywać zachowanie ceny. Właściwe jest określenie teorie, bo zakłada, że w myśl tej teorii zachowają się uczestnicy rynku. Większą przewagę daje widzenie jak zachowują się pieniądze, niż zakładanie, że zachowają się w myśl teorii.

C: Jak wyglądał Pana początek z inwestycjami?

MŚ: Początki to inwestycje na rynku pierwotnym w pierwsze spółki wprowadzane na rynek giełdowy w Polsce. Potem pierwsze transakcje na GPW. Chwilę potem licencja maklera i dalej praca w instytucjach rynku kapitałowego, jako makler, makler giełdowy specjalista na GPW, dealer w biurach maklerskich i bankach i dalej zarządzający w TFI. Od przeszło 15 lat można rzec niepracujący, to znaczy inwestujący na własny rachunek. To ciężka praca.

Na odejście z instytucji finansowych zdecydowałem się w momencie, kiedy w Polsce pojawiły się możliwości inwestycji na giełdach zachodnich z możliwością grania w obie strony. Skoncentrowałem się na kontaktach na SP 500. Granie na akcjach tylko do góry nie dawała szans stałego utrzymywania się z inwestowania.

C: Jak Pan rozumie analizę techniczną? Czy zgadza się Pan z postulatem mówiącym o tym, że w cenie zawarta jest już każda informacja?

MŚ: Mogę powiedzieć przekornie, że zgadzam się, a to skutkuje tym, że nie ma żadnej wartości, bo jest już skutkiem. Tyle w kwestii ekonomii. Oczywiście akcja ceną trwa jakiś czas, określamy to mianem trendu. Wielu to potrafi wykorzystać w myśl przestawiania butelek na jadącej taśmie.

Nic wyrafinowanego, a przy tym trudne ze względu na konieczną bezwzględną dyscyplinę. Cena jest tym elementem, który najmocniej wpływa na naszą psychikę, co daje przewagę graczom zdającym sobie z tego sprawę i potrafiących z tego korzystać. Mam tu na myśli Smart Money czy kreatury w garniturach jak o nich mawiał Bryce Gilmore.

C: Na swojej stronie przyznaje Pan, że ‘Trading jest tylko pracą, tak jak wszystkie inne.” Dlaczego więc oprócz tradingu pojawił się SmartInwestor?

MŚ: Trading jest ciężką pracą. Szczególnie gra na niskich interwałach jest mocno obciążająca i wymagająca dużej koncentracji. Myślę, że wielu rozpoczynających tę przygodę nie zdaje sobie z tego sprawy. Niestety upływ czasu wpływa tu dwojako. Z jednej strony buduje doświadczenie i wiedzę, z drugiej destrukcję organizmu. Ciągły stres i coraz starszy organizm nie służą tu dobrze. Ludzie w branży zdają sobie sprawę, ze zawód tradera można uprawiać 10, maksymalnie 15 lat. Potem przychodzi tak zwane wypalenie. Składa się na to wiele czynników. Organizm zaczyna się buntować przeciwko takiej formule pracy. Czas by zostać inwestorem lub szukać innego miejsca na rynku.

Smartinwestor pojawił się, jako narzędzie wspomagające trading. Jest to narzędzie, które po prostu było mi potrzebne. Trading na przestrzeni lat bardzo się zmienia. Wszyscy wykorzystują już standardowo komputery. Na początku wieku na oprogramowanie tego typu było stać tylko banki. Dziś może ono trafić w ręce każdego indywidualnego tradera. Dzięki niemu widzę rzeczy, których gołym okiem nie widać. Skraca czas niezbędny do przygotowania do sesji, a w przypadku niskich interwałów umożliwia zobaczenie tego na wyznaczenie, czego po prostu nie mamy czasu w bieżącym tradingu.

Oprócz narzędzia pojawiły się również szkolenia, jako druga noga. Zawsze powtarzałem, że nie powinno się grać pieniędzmi na życie. Zupełnie inny komfort grania jest, gdy do opłacenia rachunków jest inne źródło dochodu. Brak presji na wynik i przymusu codziennego zarabiania daje zupełnie inne otoczenie tradingu. Tu też chciałbym odnieść się do kwestii szkoleń, tak negatywnie postrzeganych przez niektóre środowiska traderskie. Oczywiście, że nachalny marketing bardzo często przewyższa zawartość merytoryczną szkoleń, ale chciałbym jasno podkreślić, że nie można tu generalizować.

C: Oferuje Pan dostęp do szkoleń z zakresu analizy wolumenu – czy rynek walutowy jest rynkiem na którym taką analizę warto stosować?

MŚ: Tak, oczywiście. Mamy rynek regulowany kontraktów, gdzie możemy obserwować realny wolumen. Z powodzeniem możemy go stosować do adekwatnych par walutowych. Swoje podejście do tick wolumenu opisałem w dwóch artykułach dostępnych na mojej stronie.

C: Skąd czerpać wiedzę o wolumenie? Czy można nauczyć się jego analizy na własną rękę?

MŚ: Myślę, że częściowo tak, na bazie książek anglojęzycznych i dostępnych w sieci webinarów. Nic nie zastąpi słuchania analiz bar po barze doświadczonych Wyckoffian.

Trzeba spędzić trochę czasu na wspólnym analizowaniu wykresów. Dopiero wtedy wychodzi mnóstwo niuansów, które często okazują się kluczem do właściwej analizy. Potrzeba na to czasu ekranowego. Na koniec własna praca, bez której i tak się nie pójdzie do przodu.

C: W jednym z wywiadów przyznał Pan, że Bryce Gilmore był Pana mentorem. Kto jeszcze wpłynął na Pański trading?

MŚ: W trading roomie Bryca Gilmore poznałem wielu traderów, którzy mocno wpłynęli na mój trading. Pierwszym, który zwrócił moją uwagę na aspekty wolumenu i manipulacji był Eric, trader z wieloletnim doświadczeniem z Wall Street. Tu wymieniłbym jeszcze Scota Many, Amosa Cohena, Garego Fulleta, Philipa Fristona i Toma Williamsa.

C: Jakie wskazówki udzieliłby Pan osobom, które dopiero wkraczają w świat tradingu?

MŚ: Przede wszystkim oszczędzać siebie, to znaczy dawkować sobie trading.

Wiem, ze mając dwadzieścia czy trzydzieści lat o tym nie myślicie. Cały stres, związany często z prze lewarowaniem, brakiem trading planu czy w ogóle spójnych zasad tradingu kiedyś na was się odbije. Myślę, że generalnie w podejściu do tradingu brakuje dla mnie takich zasad preselekcji. Wszyscy skupiają się na procesie samego tradingu, a z mojego punktu widzenia teraz bardzo ważne jest wybiórcze podejście do momentów, kiedy siadać do stołu, a kiedy dać spokój sobie z tradingiem. Patrząc na historię swojego tradingu widać, że często główny wynik miesiąca robią jeden, dwa dni. Kluczem dla mnie jest wyodrębnienie warunków sprzyjających do wychwycenia odpowiedniego typu dnia.

W pozostałych szkoda energii. Lepiej skupić się na tych lepszych dniach, a pozostałe omijać. Co ważne jeszcze to warto szukać własnej, niestandardowej drogi. Dostrzegam takie osoby na naszym, polskim podwórku…

Wkrocz w świat tradingu już w marcu tego roku…

Mówiąc wielokrotnie o złożoności przepływów finansowych związanych z różnymi instrumentami wpływających na ceną danego instrumentu nawet nie przypuszczałem, że na poziomie detalicznych inwestorów będzie można to policzyć i stworzyć narzędzia dające takie możliwości. Z przyjemnością obserwuję taki rozwój i bardzo się cieszę, że są osoby pchające nasz trading do przodu. Rynki się rozwijają, permanentnie zmieniają, są, co raz szybsze, a co za tym idzie dla traderów manualnych, co raz trudniejsze. Niewątpliwie ma na to wpływ rozwój technologii i dostępność komputerów. Daje to, co raz większe możliwości w kierunku automatyzacji strategii i to wydaje mi się właściwym kierunkiem. Mówiąc o automatyzacji nie mam na myśli jednak optymalizacji strategii na bazie przebadania historii, a bazującej na wybiórczym podejściu do automatyzacji poszczególnych typów dni. Taka automatyzacja ze sterowaniem ręcznym.

C: Wciąż stoimy na progu nowego roku. Jaki był dla Pana rok 2017? Co w ostatnich dwunastu miesiącach ruszało rynkami? Co wpłynęło na Pana osobiście?

MŚ: Z jednej strony depresja 50 latka, a z drugiej bardzo ważne osiągnięcie rodzinne, które zdominowało mój ostatni rok. Okazało się, ze udało mi się odnaleźć moją siostrę, Dunkę mieszkającą w Anglii. Historia mojej rodziny jest przykładem na skomplikowane losy wielu Polaków walczących o wolność. Rynki poszły na plan dalszy

C: Nowy rok to również czas postanowień. Czy tradera z takim doświadczeniem jak Pańskie może jeszcze coś zaskoczyć? Czego Panu zyczyć na nadchodzące miesiące?

MŚ: Oczywiście, życie mnie ciągle zaskakuje, nie tylko rynki. Muszę szczerze przyznać, ze na rynkach już nie koncentruje się moje życie

Wychodząc na ulicę w latach osiemdziesiątych nigdy nie przypuszczałem, że już w tak krótkim czasie będę mógł żyć w demokratycznym państwie. Teraz nawet przez myśl mi nie przeszło, że te czasy mogą wrócić, że za prezentowanie swoich poglądów można być pacyfikowanym przez policję, która łamie prawo i jest używana politycznie.

Wracając do planów rynkowych, to chcę pójść w dwóch kierunkach. Oba zmierzają w kierunku zmniejszenia czasu spędzanego przy komputerze, ale dotyczą dwóch różnych sposobów rozgrywania rynków. Pierwszy, dotyczący day-tradingu, to skupienie się na preselekcji dni do aktywnego handlu. Drugi to nastawienie na swing trading. To bardziej inwestowanie. Tu największy problem widzę we właściwym czasie do precyzji wejścia. Nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpi, a to wiąże się z godzinami oczekiwania, a na końcu wtedy, kiedy trzeba to jestem poza komputerem. Tu będę próbował zautomatyzować sposób zawierania pozycji po uprzednim monitorowaniu właściwego miejsca.

Od strony zawodowej pozostaje mi sobie życzyć realizacji tych planów.

C: Czego i my również Panu życzymy! Serdecznie dziękujemy za rozmowę. 

MŚ: Dziękuję


Już teraz skorzystaj z serii darmowych materiałów edukacyjnych i dołącz do Strefy eLearn portalu Comparic.pl!


tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here