Naga Markets



11.01.2014

Jak bumerang wraca w moim otoczeniu temat prawa pracy. Przy okazji ostatnich zmian w prawie pracy powróciła również stara dyskusja, czy pracownik jest sługusem pracodawcy na zawołanie, czy jednak podejście na zasadzie “pracujesz tylko wtedy jak jest praca do wykonania” jest racjonalne. W takich sytuacjach lubię  sięgnąć po “argument mamuta” – jak zwykłem to nazywać.

Często, gdy spotykam się z “ekonomicznymi absurdami”, nachodzi mnie wyobrażenie o prehistorii. Widzę w myślach moją żonę, siebie i naszego synka jako jaskiniową rodzinę. Codziennie chodzę na polowania, niekoniecznie od 8-16 i próbuję upolować jakieś jedzenie-futro-kły, abyśmy mogli zrobić z tego obiad, ubranie czy narzędzia. Raz uda mi się upolować zająca, innym razem sarnę, a jeszcze innym razem dzik złamie mi nogę. Zatem raz jest lepiej, raz gorzej, a innym razem mam poważne kłopoty. Jednak dzięki zaoszczędzonym zapasom trzymanym na tyłach jaskini, jesteśmy wstanie przetrwać “niepogodę”. Od czasu do czasu najlepszy myśliwy z okolicy zwołuje też wyprawę na mamuta. No a że jedzenia nigdy za wiele, decyduję się wybrać na wyprawę, zaryzykować zdrowie i życie, by przynieść sowity łup z podziału.

Mamucie przywileje a rynek pracy.
Opracowanie własne.

Gdyby jakimkolwiek cudem ten myśliwy miał zwołać polowanie na mamuta w czasach dzisiejszych, to wyglądałoby to zapewne zgoła inaczej. Myśliwy nie mógłby tak po prostu zebrać chętnych. Musiałby najpierw założyć działalność gospodarczą, zarejestrować się w ZUS i wybrać formę opodatkowania w US oraz założyć konto w jaskiniowym banku. Jeden dzień drogi na pastwiska mamutów miałby już z głowy. Następnie musiałby zatrudnić tych, dajmy na to, 20 myśliwych na umowę o pracę i dokonać zgłoszenia w ZUS. Zakładając, że jakimś cudem uwinąłby się z tym w dwa dni, może ruszać na pastwiska mamutów. Ale zaraz zaraz, jeszcze niezbędne szkolenia BHP i uprawnienia dla pracowników. Przecież nie mogą polować na mamuty bez uprawnień w kopaniu wilczych dołów, zapędzaniu mamutów w zasadzkę, czy licencji myśliwych. Dla potrzeb przykładu załóżmy, że na organizację wyprawy potrzeba jeszcze jednego dnia. Trochę w brzuchu burczy, bo trzy dni obiadu przepadły, ale trzeba być dobrej myśli. Na starcie stawia się jednak tylko 16 pomocników, bo 4 dostarczyło zwolnienie lekarskie. No więc myśliwy rusza ze swoimi 16 pracownikami klnąc przy tym pod nosem. Teraz musi dopasować plany do 16 ludzi. Po drodze pewnie jeszcze któryś skręci kostkę, ale może uda się gdzieś zatrudnić zamienników. No i stało się. Firma zatrudnia teraz 20 ludzi, z czego 5 nie poluje na mamuta, bo jest 4 na zwolnieniu, a piąty miał wypadek w pracy i trzeba zatrudnić kolejnych 5, bo inaczej nici z mamuta.

Mamucie przywileje a rynek pracy.
Opracowanie własne.

Pomińmy sceny walki i załóżmy, że mamuta udało się upolować. Takiego przeciętnego. Teraz 1/6 mamuta trzeba oddać od razu do ZUS, a 1/5 reszty do skarbówki. W ten oto sposób zostaje 66% mamuta i zaczyna się podział. Myśliwy bierze 10% jako szef… ale teraz jest z tego już tylko 6,6% (10 procent z 66 procent). Od tego musi zapłacić 1/3 podatku dochodowego, bo to już wyższy próg i zostaje mu 4,4%. Pozostałych 20… przepraszam, 25 pracowników dzieli między siebie pozostałe 59% mamuta i każdy dostaje 2,36% mamuta brutto, po zapłaceniu 1/5 niższego progu PIT zostaje im ok. 1,9% mamuta na głowę. Z całego mamuta rzeczywiście rozdzielone zostało ledwie 52%…

A teraz wyobraźmy sobie, że podczas tej wyprawy nie udało się i mamut szczęśliwie uciekł. Dowódca całej wyprawy jest teraz winien 25 ludziom połowę mamuta i jeszcze ZUSowi ok. 17% mamuta.. Oby następnym razem trafił się jakiś tłusty ;).



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

Obejrzyj również:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here