Naga Markets



mjm-jacek-kubrakPrzypominamy wywiad z jednym z prelegentów konferencji FxCuffs – panem Jackiem Kubrakiem. Jest to osoba doświadczona w obszarze opcji, akcji oraz walut zarówno jako inwestor indywidualny, jak i instytucjonalny. Poniżej znajduje się pierwsza część, równie obszernego co ciekawego wywiadu, w którym poruszono temat osoby Jacka Kubraka, jego pierwszych doświadczeń z rynkami finansowymi oraz spostrzeżeń na temat ich zmieniającego się kształtu. Pod koniec pierwszej części wywiadu zarysowano również problem edukacji w tradingu i kosztów, jakich można uniknąć dzięki niej…


Proszę się przedstawić. Kim Pan jest, czym się Pan zajmuje…

Hm… Może zabrzmi to trochę filozoficznie, ale niech będzie. Otóż zajmuję się smakowaniem świata, a wręcz delektowaniem jego różnorodnością, pięknem i możliwościami doświadczania zaskakujących niezwykłości. W relacjach międzyludzkich spotykaniem drugiego człowieka, poznawaniem go, inspirowaniem do zmiany oraz wspieraniem w tym procesie. A w biznesie kreowaniem projektów, budowaniem firm, inwestowaniem zarówno krótko, jak i długoterminowym.

Przyznam, że gdy Pan zaczynał swoją przygodę z rynkami finansowymi ja uczyłem się podnosić głowę (urodziłem się w maju 1992). Czy dostrzega Pan różnicę pomiędzy rynkiem wtedy, kiedy Pan zaczynał, a tym dostępnym teraz?

No to urodził się Pan miesiąc przed otwarciem przeze mnie pierwszego rachunku inwestycyjnego. 🙂

Generalnie nic się nie zmieniło od hossy tulipanowej z XVII wieku, pamiętnego zagrania Nathana Rotschilda z 1815 roku na obligacjach Królestwa Wielkiej Brytanii czy czasów opisanych w „Wspomnieniach Gracza Giełdowego” z roku 1922 roku autorstwa Edwina Lefevre’a. Zmieniły się jedynie formy, w jakich występuje odbieranie pieniędzy jednym i przekazywanie drugim. I to jest dla mnie niezwykłe, wszyscy wiedzą, a zachowują się, jakby było zupełnie inaczej. Strach i żądza mają się bardzo dobrze. A może nawet i lepiej?

Ale do rzeczy, co można powiedzieć o rynkach finansowych tamtego okresu? To zależy, czy mówimy o polskim, czy też zagranicznym rynku. Jeden już był, a w drugim, symbolem nowego porządku stał się młodzieniec w białej koszuli i czerwonych szelkach – makler. Zawód tajemniczy i nieznany. Równie tajemniczy i nieznany jest rynek, pieniądze przychodzące znikąd, zlecenia składane osobiście w biurze maklerskim po wystaniu się w wielogodzinnej kolejce, poranna tabela notowań z wczoraj w Gazecie Wyborczej, kupić nim zawieszono notowania z powodu nadmiaru zleceń kupna i sprzedać zaraz po tym, gdy odwieszono notowania. Rynek, który dostarczał 10% zysków dzień po dniu… aż do stycznia 1994, kiedy sen prysł.

Wykres WIG 1991-1997. |źródło: GPW, Metastock
Wykres WIG 1991-1997. źródło: GPW, Metastock

Jednak zanim prysł, indeks spółek WIG wzrósł 1657% w ciągu 12 miesięcy – zysk, jakiego agresywny gracz foreksowy by się dziś nie powstydził. Oczywiście zysk na pojedynczych spółkach był znacznie, znacznie większy. Nie istniały wtedy jeszcze przepisy o obowiązku ujawniania transakcji przez członków organów spółek czy właścicieli pakietów ponad 5%. Był to prawdziwy raj, czas wykuwania się fortun i czas ich upadku. Złotówka osłabiała się systematycznie w stosunku do dolara amerykańskiego poruszając się w dopuszczalnym przedziale kursowym, co oznaczało, że jak się do niego zbliżyła to albo Narodowy Bank Polski miał kupować albo sprzedawać tak, aby nie naruszyła ona określonych granic. Istny raj dla spekulanta znającego tym samym cenę kupna i sprzedaży.

Wykres kursu USD/PLN w latach 1991 - 2001.
Wykres kursu USD/PLN w latach 1991 – 2001.

Inną, istotną różnicą, był brak narzędzi analitycznych, nie mówiąc już o narzędziach graficznych. Bo wie Pan, wtedy nie było Windows, a Maca to można było pooglądać sobie na zdjęciach.

Początek lat 90, to generalnie raczkowanie programów, które pozwalały narysować linię trendu, zobaczyć przebieg oscylatora stochastycznego, załadować dane z sesji za pomocą modemu wdzwaniającego się na serwer FTP brokera przez kilka godzin, aby złapać ten moment, kiedy nie wzdwaniał się ktoś inny.

Jacek Kubrak pojawi się na FxCuffs 2017 – zdobądź bilet i porozmawiaj z nim twarzą w twarz

Na rozwiniętych rynkach, był to początek czasu, załamania się sutych prowizji jakie pobierały biura maklerskie. Na przykład w USA, koszt jednej transakcji obsługiwanej przez maklera, przed erą komputerów, wynosił 200 – 300 dolarów(sic!). Dla porównania dziś jedna z platform interaktywnych oferuje opłatę 1 dolara niezależnie od wielkości transakcji.

Trzecią, wręcz fundamentalną różnicą, to oczywiście internetowy dostęp do notowań tickowych, minutowych, dziennych – ogrom informacji oraz wynikających z tego problemów i szans. Internet wywrócił wszystko do górny nogami. Odbierając maklerom i bankom inwestycyjnym prowizje – spowodował powstanie nowych mechanizmów zarabiania, jak High Frequency Trading, składanie wyprzedającego zamówienia w stosunku do klienta, nowych instrumentów, a przede wszystkim wprowadzeniem większej komponenty emocjonalnej, która zaowocowała większą zmiennością.

W tym momencie mamy już to wszystko – szybkie łącza, komputery z oprogramowaniem, swobodny dostęp do informacji. Trading staje się coraz popularniejszy w Polsce i nikogo już nie dziwią domy czy biura maklerskie. Czy widzi Pan jeszcze szansę na tak spektakularne wzrosty na polskiej giełdzie?

Giełda lubi tani pieniądz, wzrost gospodarczy oraz podpalające wszystko emocje.

Czy mamy tani pieniądz? Na świecie tak. Jest go tyle, że nie wiadomo już ile. Bo nawet FED nie wie gdzie mu się podziała całkiem ładna sumka kilkuset miliardów dolarów. Czasami zadaję sobie pytanie: Czy oni wszyscy mówią prawdę ile drukują? Dlaczego mamy im wierzyć teraz, kiedy tyle razy pokazali, że wierzyć im to jak wierzyć skorpionowi, który namówił żabę, aby podwiozła go na drugi brzeg rzeki. Natura jest naturą. Nie zmienia się łatwo. A dłuższym horyzoncie czasu zawsze wraca do swoich pierwocin. I stąd pytanie w kontekście naszej giełdy: To jak jest go tyle na świecie, to czemu nikt nie inwestuje w świetne polskie firmy?

Przyjrzyjmy się odpowiedzi na Pana pytanie właśnie w kontekście tych trzech, wspomnianych kwestii:

Otóż, czy mamy dziś tani pieniądz w Polsce? Czy może jest jakiś czynnik, który spowoduje, że się pojawi? Analizując stopy procentowe NBP wyglądałoby, że tak. Patrząc na koszty kredytu w banku – NIE.

Motorem wzrostu początku lat 90 dwudziestego wieku, była żądza błyskawicznego dorobienia się. Taka sama, jak obecnie napędza ludzi do kupowania kuponu Toto-Lotka, w chwilach największej kumulacji. Ponadto możliwość kupna akcji firm-marek takich, jak Żywiec, Wedel oraz innych kąpiących się w ich blasku. Ponadto świeżość, nowość, żyłka ryzyka, kredyty na 200 % aktywów na koncie maklerskim. To napędzało boom.

Mechanizmem wzrostów 2004 – 2007 był zalew polskiej gospodarki tanim pieniądzem pochodzącym z operacji pomiędzy bankami strefy euro a Europejskim Bankiem Centralnym. Zalew ten znalazł ujście w nabranie polskiego społeczeństwa na wizję własnego mieszkania opłacanego tanim kredytem walutowym. Dodatkowo doszły rwące, jak po deszczu potoki środków z funduszy unijnych oraz komplementarnego do nich wkładu strony polskiej.

Nie zapominajmy o ulgach podatkowych wprowadzonych przez PiS ,a świetnie wykorzystanych przez Platformę. No i oczywiście OFE, królowie giełdy, którzy kupowali akcje nawet wtedy, kiedy było już wiadome, że kupować nie warto. Fala przyszła – fala odpłynęła. A z potokami deszczowymi, jak to z potokami – deszcz ustał a potoki wyschły. I tak to, parafrazując przypisywane Warrenowi Buffetowi powiedzenie – zobaczyliśmy, kto wszedł do morza bez majtek.

Nadpodaż pieniądza pozwoliła nam przetrwać kryzys bez szwanku. Tyle tylko, że nie pozwoliła wygenerować nadwyżki, która pozostałby w naszej lokalnej kałuży, aby nakręcić długoterminowy cykl koniunkturalny na polskiej giełdzie. Lata 2013 – 2015 to lata, kiedy dojadano resztki funduszy unijnych i likwidowano OFE to lata katastrofy giełdowej. Kasa przestała płynąć…

Czy mamy szansę na większy lub co najmniej taki sam wpływ nadwyżki gotówki na rynek finansowy? Pytanie – a skąd miałby się wziąć? Czy mamy po temu niezwykły wzrost gospodarczy? Jeśli wierzyć statystykom to w jakiś rachityczny sposób – pewnie tak. Ale niezwykły to byłoby już nadużycie. Jeśli zaś wierzyć kieszeniom to wzrost wzrostem, tylko jakoś z kieszeni ubywa szybciej i mniej zostaje na koniec miesiąca. Na rynku nie ma motoru pompującego pieniądze w giełdę. A czy na horyzoncie mamy po temu jakąś falę, która poniesie, także i nas? Na ten moment trudno ją zauważyć. W USA właśnie rozpoczyna się odpływ środków z rynku inwestycji w firmy technologiczne. Większość firm, które zrobiły IPO w zeszłym roku notowana jest poniżej swoich początkowych kwotowań. Czy w Polsce rodzi się coś niezwykłego? Raczej nie. Gigantyczne fundusze unijne na finansowanie innowacyjnych firm w latach 2007 – 2014 rozpłynęły się tak sprawnie, że nie zdążyliśmy tych innowacji dostrzec. A jak coś się gdzieś wyłania, to wyławiane jest z Polski tak szybko, jak tylko się da. Jako kraj wydajemy środki, które mają tworzyć u nas innowacyjną gospodarkę wspierając najbardziej ryzykowną fazę ich tworzenia się, a gotowca przejmuje zaraz jakiś fundusz zagraniczny. Ciekawy model biznesowy – nieprawdaż?

Do wzrostu giełdy potrzebna jest nowa generacja firm. Tyle tylko, że młodzi przedsiębiorcy zadają sobie słuszne pytania – Po co “Tu”? Dzisiejszy świat to świat firm, które muszą być dobre globalnie, a nie tylko lokalnie. Jak masz dobry pomysł i będziesz go rozwijał tylko w Polsce – to cię skopiują. Jak masz marny pomysł, którego nie skopiują to, po co go rozwijać? W sumie to byłby dobry temat na zupełnie inną rozmowę. Ciekawa firma to firma o możliwościach globalnych. Producent betonu czy sieci zakładów fryzjerskich nie napędzi nam giełdy, bo i czemu?

Aby ruszyć giełdę potrzebny jest nowy generator wzrostu, jeszcze mocniejszych niż ten z lat 2004 – 2007.

I tym samym doszliśmy do ostatniego czynnika wzrostu, jakim są pozytywne emocje. Czy mamy emocje? Nadzieję na lepsze jutro? Radość? Swobodę? Poczucie rosnącej niezależności? I parę innych?

W czasie pierwszej i drugiej fali wzrostowej potrzebny balon emocji podkręcały media budując obraz gospodarki, gdzie już nigdy nie będzie taniej, która już tylko będzie rosnąć. No i okazało się, że jest taniej i nie rośnie. Czym więc dziś mogłyby nakręcić ludzi na kupowanie czegoś, co wcześniej czy później będzie tańsze?

A jakie emocje mamy dziś? Coraz częściej mówi się o trzeciej wojnie światowej. Karmi się ludzi strachem o niepewnej przyszłości. Pozbawia wiary w lepsze jutro. Sprowadza się człowieka do pozycji statystycznej, która ma tyle zarobić a tyle wydać oraz mieć tyle a tyle dzieci, a przede wszystkim mamy iść i głosować na kolejny program wyborczy, z którego i tak nie wiele wyniknie, bo i wyniknąć nie może. No może poza kilkoma stołkami dla tych, na których zagłosujemy i ich sutymi pensjami. Stworzono w ciągu ostatnich kilku lat odhumanizowany świat. Przestraszono ludzi. Giełda funkcjonuje tam, gdzie jest nadzieja. Gdy jej nie ma – nie ma giełdy. Aby giełda mogła rosnąć musi zmienić się obecna narracja medialna. Jeśli ją będziemy świadomie śledzić wyłapiemy punkt zwrotny.

Podsumowując, w kraju, w którym trwa proces jego przyspieszonej depopulacji trudno jest dostrzec kontekst dający pozytywne odpowiedzi na trzy pytania:

  • Dlaczego giełda miałaby rosnąć?,
  • Skąd miałyby przypłynąć pieniądze?,
  • Skąd i dlaczego miałyby się pojawić firmy nowej generacji notowane na giełdzie?

Dalsza część wywiadu na kolejnej stronie>>>



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

1
2
Poprzedni artykułCzłowiek vs. Rynek: 30 listopada -1,23%
Następny artykułBlok po 22 – 30 listopada 2016: AUD/USD, EUR/GBP
Adam Rak redaktor Comparic.pl
Redaktor Comparic.pl. Odpowiedzialny również za dział Wideo Comparic.pl. Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Z inwestycjami związany od 2011 roku, pierwsze doświadczenia zdobywał na GPW. Forex poznał na pierwszym roku studiów, a od końca 2013 roku jest aktywnym traderem. Jego inwestycje mają charakter typowo spekulacyjny, rzadko utrzymuje otwarte pozycje dłużej niż kilka godzin. Wyznaje zasadę wyższości księgowanych zysków, nad zyskami papierowymi. W handlu wykorzystuje głównie Price Action posiłkując się poziomami Fibonacciego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here