Naga Markets



mjm-jacek-kubrakDruga część obszernego wywiadu, który przeprowadziłem z Jackiem Kubrakiem. Poniżej można znaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące warszawskiej giełdy, prognoz polskiej gospodarki czy roli emocji w tradingu. Pierwsza część rozmowy dostępna jest tutaj


Otwieram Forbes’a ze stycznia 2016 i zaczynam czytać o polskiej spółce kosmicznej. Nagle widzę Pańskie nazwisko w tekście. Co Panem kierowało, gdy inwestował Pan w Creotech? Czy to czysta inwestycja nastawiona na zysk czy raczej coś głębszego?

Creotech jest firmą dla mnie szczególną. Na wyprawę z nią w nieznane zabrałem się jeszcze w 2008 roku, kiedy dopiero rozpoczynała swoją drogę. Wspólnie z moimi partnerami przetrwaliśmy sztormy, upadki i wzloty, aby dotrzeć do tego miejsca, gdzie dziś jesteśmy. Obraz polskiego rynku inwestycji kapitałowych w nowe podmioty działające w obszarze technologii jest kształtowany przez pogląd, że aby coś zacząć, trzeba mieć genialny pomysł. I trwa takie poszukiwanie tych pomysłów od lat, spalając niebotyczne sumy pieniędzy. Creotech jest wspaniałym przykładem pokazującym, że budowanie sensownej firmy to proces, trwający nierzadko kilka lat. Proces, którego finalny efekt zależy nie od pieniędzy i genialnej idei, lecz determinacji, wierności zasadom i ciągłemu poszukiwaniu wartościowych i otwartych ludzi, którzy widzą świat z perspektywy woźnicy, a nie pasażera. Spotkanie się z taką osobą, na swojej drodze rozwoju, spowodowało, że firma jest właśnie tu gdzie jest. Więź, jaka łączy mnie z tą firmą jest wyjątkowa. Wyjątkową jest także moja troska o jej przyszłość i dalszy rozwój.

Czy na polskiej giełdzie istnieją spółki dorównujące Creotech? W jaką spółkę z warszawskiego parkietu zainwestowałby Pan każdą sumę? Istnieje taka?

Generalnie każda spółka jest ciekawa. Jest przygodą sama w sobie. Czy zainwestowałbym w którąś z nich każdą sumę? Każdą na pewno nie. No wie Pan, zasada zarządzania kapitałem. Może zmniejszmy obszar tego pytania do kwestii – „Czy w ogóle bym zainwestował”.

Odpowiedź wtedy brzmi: nie wiem.

Pierwsze pytanie, jakie bym sobie zadał to, w jakim stopniu działalność takiego podmiotu jest skorelowana z trendami zmiany technologicznej, z jaką mamy do czynienia dziś na świecie. Drugie, to czy ten podmiot będzie należał do tych, co zjadają innych czy też z definicji jest tworzony pod to, aby być zjedzonym. Trzecie, to czy coś kreuje, czy tylko odtwarza? Na przykład projektowanie gier komputerowych to dla mnie działalność odtwórcza, podążanie za trendem, gdzie raz się uda a raz nie. Czwarte z grupy podstawowych pytań to czy osoby, które zarządzają tym podmiotem rozumieją siebie, swoją firmę i to, jaka jest realna wartość tego co robią oraz na ile uwikłanie w bieżącą działalność uniemożliwia im budowanie szerszej perspektywy.

Wie Pan lepiej inwestować w dobry zespół ze słabym produktem niż w słaby zespół z genialną ideą.

Jest jeszcze kilka pytań, które może przedstawię może przy innej okazji. Dla mnie fascynującym jest inwestowanie w coś, co się tworzy, co przedstawia sobą potencjał do kształtowania, co jest niepewne. Tak skonstruowana jest moja strefa komfortu.

Nadwyżki kapitału wolę lokować w miejscu o dużej płynności i racjonalnej przewidywalności. A tym miejscem nie jest obecnie warszawska Giełda Papierów Wartościowych. Pytanie które można sobie zadać to, czy kiedykolwiek była takimi miejscem? Inne, to czy jeszcze kiedykolwiek będzie? A kolejne to, co zrobić, aby takim miejscem na pewno była?

Aby na to odpowiedzieć nie wystarczy giełdy sprywatyzować, jak się zdarzyło. Prywatyzacja nigdy nie jest odpowiedzią na brak pomysłu i pozbawione energii kreatywności podejście do kształtowania przyszłości podmiotu gospodarczego tylko krótkoterminowym przejadaniem zasobów.

Prywatyzacja to, jak zjadanie przez rolnika ziarna siewnego w zimie, aby być chwilowo sytym.

Tylko, co gdy przyjdzie do siania? Pewnie pożyczy się wtedy od zaradnego sąsiada. A jak się do tego dojadania w zimie i pożyczania przyzwyczai to go wcześniej czy później zaradny sąsiad za długi przejmie. Skądś to znamy? Nowe słowa, stare prawdy. Słowa, otoczka, to tylko różni nas od nas przeszłych. A reszta pozostaje niezmienna od dziesiątków tysiącleci.

A co z niedawno opublikowanym planem Morawieckiego, czyli już ogłoszoną przez ekspertów reindustrializacją Polski? Skoro prywatyzacja nie jest odpowiedzią, może dobrą drogą jest odpowiedni miks pomiędzy inwestycjami kapitału prywatnego a odpowiednim impulsem ze strony państwa? Pokłada Pan jakiekolwiek nadzieje na dobrą inwestycję w związku z tak głośnym programem?

Pan Premier Mateusz Morawiecki jest ciekawym nowum na polskiej scenie gry o przyszłość naszego kraju. Po zapoznaniu się z jego planem, zadałem sobie pytanie, jak trafnie, obrazowo, przekonująco odpowiedziano sobie na pytanie „Dlaczego?” Potem na pytanie „Jak?” A na końcu „Co?”.

W ciągu 25 lat robienia biznesu miałem okazję przetrwać już inne niezwykłe i przełomowe plany. I co z nich wszystkich wyszło? Większa diaspora Polaków rozrzucona po świecie i mniejszy dochód rozporządzalny.

Przestudiowałem kiedyś działalność niektórych państw, które odniosły sukces w pobudzaniu swoich gospodarek w kierunkach rozwojowych i ciągle nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie kopiujemy prostych i sprawdzonych modeli. Czas na odkrywanie nowej żarówki przyjdzie, gdy przyjdzie na to czas.

Zróbmy przynajmniej dobrze to, co inni pokazali, że działa. Przychodzi mi tu na myśl metafora koreańskiego przemysłu motoryzacyjnego, gdzie jedna z marek zaczynała od kupienia licencji na sensowny samochód, jakim był schodzący z rynku Opel Kadet i sprzedawała go po cenie, tak atrakcyjnej, że pozwoliła im zbudować ponadnarodową sieć dystrybucji, w którą następnie wprowadzano już własne produkty.

Gdy my prywatyzowaliśmy nasz przemysł elektroniczny i importowaliśmy tanie, bo proste technologicznie i zbudowane na tanich komponentach telewizory zachwycając się rosnącym pseudodobrobytem Polaków, koreańskie firmy takie, jak Lucky Gold Star zwany obecnie LG rosły, z producenta trudno-używalnych kaset magnetofonowych i tandetnych wyrobów elektronicznych, do rangi światowych graczy, którzy wyparli z rynku takich zasiedzialców jak Panasonic, Grunding, Thomson i parę innych. Gdy my prywatyzowaliśmy nasz przemysł stoczniowy Korea Południowa w ciągu 25 lat stała się największą flotą wojenną w rejonie Azji z tonażem większym niż tonaż takiej potęgi morskiej, jak Wielka Brytania.

Gdy my eksportujemy najbardziej produktywną część społeczeństwa do pracy na przysłowiowym „zmywaku” w UK, inni importują świadomie najlepszych specjalistów. Kiedy my wchodzimy w fazę szybkiej depopulacji naszego kraju inni mają się coraz lepiej.

Tab. 3 Zmiany populacji w Polsce w latach 1950 - 2099 Źródło: https://populationpyramid.net
Tab. 3 Zmiany populacji w Polsce w latach 1950 – 2099
Źródło: https://populationpyramid.net
Tab. 4 Zmiany populacji w USA w latach 1950 – 2099 Źródło: https://populationpyramid.net
Tab. 4 Zmiany populacji w USA w latach 1950 – 2099
Źródło: https://populationpyramid.net

Zadajmy sobie kluczowe pytanie – Jaka jest wartość polskiego majątku narodowego, w tym będącego w rękach prywatnych, netto? Czyli po spłaceniu kredytów i innych zobowiązań finansowych. I porównajmy się z Koreą, która w ciągu ostatnich 25 lat stała się jedną z największych potęg gospodarczych świata.

Aby Plan Morawieckiego zaistniał potrzebna jest przede wszystkim zmiana mentalności polskiego przedsiębiorcy nękanego wiatrami wiejącymi raz z lewa to raz z prawa, który wskutek tej niestabilności generalnie myśli o tym, „jak tu i teraz…”. Potrzebna jest zmiana zbudowanej przez dziesięciolecia narracji, że wszędzie lepiej tylko nie tu, że czasami trzeba zmniejszyć konsumpcję, aby starczyło na obsianie pola. Że czasami jest potrzebne, wyrzeczenie. I tu znów przychodzi mi do głowy Korea Południowa. W 1998 roku, gdy koreański won (KRW) stracił 80% swojej wartości, Korea znalazła się w dramatycznej sytucji. I co zrobili ludzie? Wyszli na ulicę? Nie, spali w swojej pracy, aby bronić swoich miejsc pracy i firmy.

Plan rozwoju Polski to POLSKA RACJA STANU, a nie tylko pojedynczy koncept. To coś ponadczasowego i ponadpartyjnego, który dobrze by było, aby został uzgodniony przez głównych graczy politycznych po zrzuceniu przez nich lisich skór partyjnych i powiedzenia sobie prawdy o tym, „Jak jest?”, „Co mamy?”, „Co z tym zrobić?”, „Jakie mamy szanse na wygraną?”. Popatrzenia na świat nieco inaczej. Podejścia, jakie ma dwóch kumpli, którzy mogą się tłuc do woli pomiędzy sobą, ale jak przychodzi ktoś z innego podwórka, aby im zabrać coś, co nie jego, to stają obok siebie, ramię w ramię i dają mu stosowną odprawę.

Robienie długoterminowego planu, w tak trudnej sytuacji, w jakiej jest Polska, wychodząc z założeniami, że za 4 lata to się wygra wybory może dla postronnego obserwatora być postrzegane, jako „branie na portfel nadmiernego ryzyka”. Bo, załóżmy, że przyjdą po obecnej partii jacyś populiści a plan przyniesie, jakieś wymierne korzyści. To, co oni wtedy zrobią – rozdadzą, pomajstrują i zepsują.

Potrzebna jest Polska Racja Stanu, ponadpartyjna, wspólnie zarządzana, nienaruszalna dla jakiś swoich partykularnych interesów. Dużo, po 25 latach wyprzedaży wszystkiego, co się rusza, to nam nie zostało, ale nawet to, co ocalało, ma ogromną siłę rażenia. Wymaga tylko konsensusu i zatrudniania ludzi nie tylko na podstawie kompetencji, ale także motywacji do działania na rzecz Polski i jej przyszłych pokoleń.

Ciągle mam wiarę w to, że politycy to w końcu zrozumieją. Bo, jak tak dalej pójdzie, to za „chwilę”, wskutek postępującej szybko depopulacji, nie będzie miał, kto na nich głosować. W Brukseli będzie natomiast mniej lukratywnych posadek, bo chyba są one powiązane z demografią danego kraju.

Dalsza część wywiadu na kolejnej stronie…



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

1
2
Poprzedni artykułRzut okiem na złotówke – EURPLN, GBPPLN, USDPLN 1 grudnia 2016
Następny artykułEUR/AUD – nowe maksima, opcja CALL
Adam Rak redaktor Comparic.pl
Redaktor Comparic.pl. Odpowiedzialny również za dział Wideo Comparic.pl. Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Z inwestycjami związany od 2011 roku, pierwsze doświadczenia zdobywał na GPW. Forex poznał na pierwszym roku studiów, a od końca 2013 roku jest aktywnym traderem. Jego inwestycje mają charakter typowo spekulacyjny, rzadko utrzymuje otwarte pozycje dłużej niż kilka godzin. Wyznaje zasadę wyższości księgowanych zysków, nad zyskami papierowymi. W handlu wykorzystuje głównie Price Action posiłkując się poziomami Fibonacciego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here