CMC Markets
Wczorajsza sesja przyniosła pewną ulgę dla złotego, co podyktowane było rzecz jasna poprawą nastrojów na światowych parkietach i wzrostem apetytu na ryzyko. Piątkowy poranek nie przynosi większych zmian w notowaniach polskiej waluty, aczkolwiek dane handlowe opublikowane w nocy przez chińską gospodarkę wskazują, że temat wojen handlowych raczej nieprędko zostanie odstawiony na boczny tor. W takim otoczeniu o istotniejsze umocnienie się złotego może być trudno.

W czerwcu chińska nadwyżka handlowa wzrosła do blisko 42 miliardów dolarów, z kolei bardziej szczegółowe dane pokazały, że nadwyżka ze Stanami Zjednoczonymi osiągnęła niemalże 29 miliardów dolarów, co jest najwyższym pułapem w historii. Za taki stan rzeczy odpowiadało znaczne ograniczenie dynamiki importu (spadek do 14,1% z 26%) i tylko nieznaczna redukcja w dynamice eksportu (spadek do 11,3% z 12,6%). Dane te pokazują, że chińska gospodarka wciąż znacznie więcej eksportuje niż importuje, co może być tylko wodą na młyn dla administracji Donalda Trumpa, który już zapowiedział pakiet kolejnych ceł obejmujących chińskie dobra o wartości 200 miliardów dolarów. W tym miejscu warto podkreślić, że Chiny znajdują się na sporo gorszej pozycji, mając znacznie mniejszy wachlarz produktów, który może być obarczony cłami (import amerykańskich dóbr przez Chiny jest mniejszy aniżeli import chińskich dóbr przez USA). Aczkolwiek absolutnie nie oznacza to, że Pekin będzie bezsilny.

Wśród potencjalnych narzędzi, jakie mogą służyć do odpowiedzi na kolejne bariery handlowe wprowadzane przez Stany Zjednoczone mamy, chociażby nałożenie mocniejszych restrykcji na amerykańskie jednostki prowadzące biznes w Państwie Środka, czy kurs walutowy i dewaluacja juana. Tak czy inaczej, dzisiejsze dane podkreślają, że zażegnanie sporu między dwiema, największymi gospodarkami świata nie wydaje się bliskie. Nie jest również tajemnicą, że wśród najbardziej dotkniętych wojną handlową klas aktywów są surowce rolne, a przede wszystkim soja (Chiny są największym importerem amerykańskiej soi). Tak się również składa, że wczoraj amerykański Departament Rolnictwa (USDA) opublikował swoje najnowsze szacunki odnośnie do produkcji, eksportu czy zapasów między innymi dla soi. Okazało się, że USDA istotnie obniżył projekcję eksportu soi na sezon 2018/2019, co znalazło odzwierciedlenie w najwyższej w historii estymacji dotyczącej zapasów na koniec sezonu. Tym samym, choć surowce rolne pozostają bardzo niedowartościowane na tle swoich konkurentów, to na ten moment ciężko oczekiwać istotniejszego odbicia cen.

Spoglądając z kolei bardziej w stronę rynku walutowego, warto nadmienić, że publikacja wczorajszych minutek EBC nie wniosła zbyt wiele nowego, czego nie wiedzielibyśmy zaraz po czerwcowym posiedzeniu. Wskazano jedynie, że forward guidance odnośnie do stóp procentowych stara się znaleźć balans między precyzją i elastycznością. Uwaga ta jest bardzo niejasna, lecz pokazuje, że wśród członków Europejskiego Banku Centralnego można zidentyfikować pewne różnice zdań, czego najlepszym dowodem są ostatnie plotki w tej kwestii. Tymczasem amerykańska inflacja wzrosła w czerwcu do 2,9% w ujęciu rocznym (zgodnie z oczekiwaniami), wspierana w dużej mierze przez korzystny efekt bazowy. Dodajmy jednak, że ów efekt statystyczny będzie coraz mniej korzystny w kolejnych miesiącach roku, co zapewne ponownie obniży roczną dynamikę cen spod pułapu 3%.

Piątkowy kalendarz makroekonomiczny jest relatywnie pusty, a jedynym godnym uwagi punktem jest publikacja amerykańskiego indeksu Uniwersytetu Michigan pokazującego nastroje wśród konsumentów. O godzinie 10:00 GUS poda finalne dane dotyczące inflacji za czerwiec, na których to podstawie będzie można oszacować, jak wyglądała dynamika inflacji bazowej. Krótko przed godziną 9:00 za dolara należy zapłacić 3,7072 złotego, za euro 4,3173 złotego, za funta 4,8775 złotego, a za franka 3,6928 złotego.

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

STO

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here