Naga Markets webinar


Kolejny dzień, kolejne rekordy na Wall Street. Notowania spółek technologicznych ciągną indeksy S&P500 oraz Nasdaq na nowe historyczne maksima. Jednak nie wszystkie wiadomości z globalnej gospodarki są dobre. Azja wydaje się odczuwać już piętno wojny handlowej, rynki wschodzące dalej przechodzą przez bardzo turbulentny okres.

Publikacja indeksów PMI z Chin dopiero przed nami (w nocy poznamy pierwsze dwa z czterech za sierpień) i nie ma pewności, czy postępujące od początku roku spowolnienie w Chinach było faktycznie kontynuowane w sierpniu, jednak dzisiejsze dane z Australii i Nowej Zelandii, gospodarek dość mocno uzależnionych od koniunktury w Chinach, nie napawają optymizmem. W Australii w drugim kwartale odnotowano silny spadek inwestycji prywatnych (-2,5% q/q), który nie był zrównoważony niewielką pozytywną rewizją danych za pierwszy kwartał. Jeszcze gorzej jest w Nowej Zelandii, gdzie wskaźnik nastrojów w biznesie sporządzany przez bank centralny spadł do -50,3 pkt., poziomu niewidzianego od 2008 roku, a zarazem silnie kryzysowego. Wzmacnia to ostatnią retorykę RBNZ, sugerującą większą szansę na obniżkę niż podwyżkę stóp procentowych. Może to zatem wskazywać, że jeszcze przed nałożeniem ceł na import o wartości 200 mld USD z Chin (czym grozi obecnie administracja Trumpa), azjatycka gospodarka (będąca przecież istotnym motorem światowego wzrostu w tej dekadzie) łapie zadyszkę.

Na rynkach wschodzących ubiegły tydzień był nieco spokojniejszy, gdyż w Trucji mieliśmy święto. Jednak powrót tego kraju na rynek ponownie sprzyja wzrostowi zmienności. Od początku tygodnia lira straciła już niemal 10%, w czym „pomogła” decyzja agencji Moody’s o obniżeniu oceny wiarygodności tureckich banków. Tymczasem tureckie władze nadal żyją w równoległej rzeczywistości. Minister finansów, będący krewnym prezydenta Erdogana, powiedział wczoraj, że turecka gospodarka ma się dobrze i nie ma istotnych zagrożeń systemowych, co jest oczywistą fikcją. Dodał co prawda, iż uczyni opanowanie inflacji swoim priorytetem, a w przyszłym tygodniu ma się wybrać do Londynu, jednak rynek oczekuje czynów, a nie słów. Czyny widać w Argentynie, gdzie stopy procentowe wywindowane zostały do poziomu 45%, jednak wobec ogólnie niesprzyjającej atmosfery na rynkach wschodzących oraz ryzyka przed wyborami w Brazylii w Ameryce Południowej również jest gorąco. To sprawia, że pomimo rekordowych poziomów na Wall Street i wzrostów na EURUSD (a zatem dwóch czynników, które zwykle sprzyjają złotemu) polska waluta traci dziś na wartości.

Czwartkowy kalendarz to głównie dane o inflacji. W USA poznamy odczyty inflacji PCE za lipiec. To właśnie ta miara, a nie wyższa inflacja CPI stanowią cel dla Fed. Inflacja PCE bez uwzględnienia cen energii i żywności wyniosła w czerwcu 1,9% r/r, zaś w lipcu powinna wynieść 2%. Jerome Powell podkreślił w swoim wystąpieniu w Jackson Hole, że powrót inflacji w okolice celu uzasadnia podwyżki stóp, ale jednocześnie dodał, że inflacja stabilizuje się, sygnalizując brak potrzeby pośpiechu. To, przynajmniej w ostatnich dniach, przyczyniło się do umiarkowanego osłabienia dolara. Dane z USA poznamy o 14:30, zaś 30 minut wcześniej opublikowany zostanie wstępny szacunek inflacji w Niemczech. Tu również spodziewana jest stabilizacja inflacji, która miałaby wynieść 2%.

Czwartkowy poranek przynosi przecenę wszystkich walut rynku wschodzącego wobec dolara. Najmocniej, bo ok. 1,5% traci oczywiście lira. Przecena złotego jest na szczęście znacznie bardziej symboliczna. O 9:15 euro kosztuje 4,2905 złotego, dolar 3,6679 złotego, frank 3,7770 złotego, zaś funt 4,7788 złotego.



Coinquista

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here