Naga Markets



Źródło: Wikimedia Commons

Czwartek był bardzo nerwowym dniem na rynkach wschodzących. Do problemów Turcji dołączyło załamanie w Argentynie. Te dwa kraje są dobrym przykładem na to, że po przekroczeniu pewnego progu wytrzymałości inwestorów sytuacja staje się bardzo trudna do opanowania. Na rynkach globalnych było spokojniej, ale obszerny wywiad z prezydentem Trumpem sugeruje, że ten spokój może się nie utrzymać.

60% – tyle obecnie wynoszą stopy procentowe w Argentynie. Poziom z punktu widzenia Europy zupełnie abstrakcyjny. Wczoraj zostały podniesione z 45%, czyli o 1500 punktów bazowych. Standardowy krok dla większości banków centralnych wynosi 25 bp, zatem mamy tu 60 podwyżek w jednej. Mimo to, argentyńskie peso traciło wczoraj nawet ponad 20%. Argentyna i Turcja nie są bliźniaczymi przykładami, ale obydwa przypadki dobrze pokazują, jak nie należy prowadzić polityki gospodarczej. W Argentynie w odróżnieniu od Turcji mamy pro-rynkowego prezydenta, który próbuje ratować sytuację (w odróżnieniu od Erdogana, który zdaje się funkcjonować w równoległej rzeczywistości). Problem w tym, że ze względów politycznych wprowadzał reformy za wolno. Posprzątać po 12 latach rozdawnictwa, które popsuło finanse publiczne i przyczyniło się to nierównowagi w rozliczeniach z zagranicą nie jest łatwo, szczególnie w środowisku chronicznie wysokiej inflacji. Do tego latynoskie kraje mają zamiłowanie do sztywnych lub regulowanych kursów walutowych i taki miał ułatwić obniżenie inflacji w Argentynie. Problem w tym, że przy wysokiej inflacji i braku szybkich działań powodował szybką utratę konkurencyjności (efekt realnej aprecjacji waluty), a niewielkie rezerwy walutowe uczyniły z peso łatwy cel ataku. Można oczywiście snuć spiskowe teorie dlaczego akurat teraz, na ile zapalnikiem okazała się Turcja oraz że Argentyna robi obecnie wszystko co może, aby powstrzymać wyprzedaż. Prawda jest jednak taka, że wczoraj nie było w zasadzie nikogo po drugiej stronie rynku i nawet jeśli MFW odpowie pozytywnie na apel prezydenta o szybszą wypłatę środków, Argentyna znalazła się w sytuacji bez opcji na szybką poprawę sytuacji.

Rynki wschodzące mają za sobą fatalny sierpień pomimo niezłej koniunktury globalnej, w okresie której indeksy na Wall Street osiągały historyczne szczyty. A tak nie musi być do końca roku. Wczorajszy wywiad z Donaldem Trumpem może budzić obawy. Wskazuje on w nim, że nałożenie ceł na chiński import o wartości 200 mld USD jest w zasadzie formalnością po tym, jak w przyszłym tygodniu zakończą się konsultacje z biznesem. Rynki już nieco przygotowały się na ten fakt, ale skala tych restrykcji nie pozostanie bez wpływu na sytuację gospodarczą. Co więcej, Trump nie zamierza odpuścić Europie, sugerując, że jest gotów nawet opuścić WTO, nazywając porozumienie „najgorszym w historii” (a wiemy jak skończyło już kilka takich porozumień). Wydaje się zatem, że „rozejm” wynegocjowany przez Junckera był potrzebny Trumpowi jedynie do osiągnięcia porozumień z sąsiadami i po ich podpisaniu wyruszy na nowe wojny handlowe – z Chinami i UE.

Ostatni dzień sierpnia przynosi kilka publikacji makro, zarówno globalnie, jak i w kraju. W EMU poznamy wstępny szacunek inflacji (11:00), zaś w USA indeks Chicago PMI (15:45). W Polsce o godzinie 10:00 opublikowane będą wstępne dane o inflacji za sierpień i szczegółowy szacunek danych o PKB za drugi kwartał. Tymczasem o 9:20 euro kosztuje 4,2984 złotego, dolar 3,6801 złotego, frank 3,8121 złotego, zaś funt 4,7848 złotego.



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here