Naga Markets



Początek tygodnia okazał się nadzwyczaj pesymistyczny, ze wszystkimi ważnymi odczytami poniżej oczekiwań.

W nocy jako pierwszy ukazał się odczyt PKB z Chin, wynosząc 7,5% rok do roku (spadek z 7,7%) oraz 1,7% kwartał do kwartału. Mimo tego rynek nie zareagował nerwowo na te dane a to ze względu na fakt, iż od kilku miesięcy mówi się o poziomie 7% jaki możemy zobaczyć już w ciągu najbliższych kwartałów. Z drugiej strony każdy zdaje sobie sprawę, iż w wypadku Chin odczyty są, i będę za pewne w dalszym ciągu manipulowane dlatego wyznaczają one bardziej trend, którego nie da się ukryć niż konkretne wartości. W ostatnim miesiącu poświęciłem kilka z wpisów sytuacji w Chinach (najważniejszy – “Komentarz dzienny makro – 20/21 czerwca (sytuacja w Chinach)”), z którymi polecam się zapoznać aby zrozumieć całą sytuację. Aktualnie to w cale PKB nie jest najważniejsze, pomimo iż ma to w szczególności wpływ na australijskiego dolara, jednak rynek dyskontuje już taki scenariusz od dłuższego czasu co ma swoje odbicie w notowaniach. W momencie gdy sytuacja jest jasna dla przysłowiowego Kowalskiego, rynek interesuje się już innymi sprawami. Warto o tym pamiętać i w miarę możliwości wyprzedzać wydarzenia poprzez sporządzanie scenariuszy. Wracając do sedna – kto się martwi spadkiem PKB o kilka dziesiątych punktu procentowego przy takim rzędzie wielkości gdy mamy do czynienia z historycznie ogromnym delewarowaniem sektora bankowego o 1 trylion juanów? Nikt oprócz małych inwestorów indywidualnych, których jedynym odniesieniem do makroekonomii jest kalendarz z odczytami.

Drugie i to znacznie gorsze dane przyszły ze Stanów Zjednoczonych. Mowa o Sprzedaży detalicznej, która wzrosła o 0,4% w czerwcu wobec oczekiwanych 0,8%.  Jednak ważniejszy jest odczyt z wyłączeniem samochodów i paliwa (oznaczany jako Core Retail Sales czyli z wyłączeniem najbardziej zmiennych czynników), który wyniósł -0,1% wobec oczekiwanych 0,4%. Mamy więc bardzo słabą rewizję PKB, niską inflację oraz spadającą sprzedaż detaliczną – a więc obecnie jest “QE on” czyli perspektywa wygaszania programu luzowania polityki pieniężnej odsuwa się w czasie. Zgodnie z tym co przewidywałem w zeszłym tygodniu, dolar wbrew prognoz większości analityków, znacząco się osłabił, pozostając jednak moim zdaniem w dalszym ciągu w trendzie wzrostowym gdzie obecne osłabienie można rozpatrywać jako korektę. W dłuższym horyzoncie czasowym to perspektywy dla euro są dużo bardziej pesymistyczne niż dla dolara.

Dzisiaj poznaliśmy również inflację konsumencką z Polski, która wyniosła 0,2% rok do roku i 0,0% miesiąc do miesiąca (za czerwiec). Wynik 0,2% jest najniższy w nowoczesnej historii Polski! Co ciekawe, mimo tak słabego odczytu, informacja ta nie wnosi dla rynku wiele biorąc pod uwagę tak popularne ostatnio forward guidance czyli informację wyprzedzającą, którą RPP dało w ostatnim komunikacie, iż jest to już ostateczny koniec obniżek stóp procentowych. Niestety, ponieważ moim zdaniem stopy są mimo ich najniższego poziomu w historii, wciąż o wiele za wysokie biorąc pod uwagę aktualną sytuację gospodarczą. Ma to związek z tym, iż członkowie RPP są osobami z pokolenia, które przeżyło wiele lat bardzo wysokiej inflacji jak i okres hiperinflacji przez co ich oczekiwania inflacyjne zawsze pozostają na wysokim poziomie, a to nie do końca ma odzwierciedlenie obecnie w rzeczywistości. Inną negatywną kwestią jest fakt, iż jutro Rada Ministrów ma się zająć założeniami do nowelizacji ustawy o finansach publicznych. Nie byłoby nic w tym złego gdyby nie to, że w tym wypadku chodzi, mówiąc wprost, o zmianę progów ostrożnościowych tak aby było można się zadłużać więcej bez żadnych obostrzeń. Według metodologii krajowej, w 2012 roku relacja długu publicznego do PKB wyniosła 52,7% co stanowi więcej niż pierwszy próg ostrożnościowy (50%), po którego przekroczeniu w następnym roku budżetowym deficyt nie może być większy niż w roku poprzednim. Przekroczenie następnego progu (55%) oznacza daleko bardziej idące konsekwencje takie jak budżet bez deficytu lub z planem obniżenia relacji długu publicznego do PKB, zamrożenie płac czy ograniczenia wielu państwowych wydatków. Co ważne, według Eurostatu znajdujemy się już ponad poziomem 55%.

Pod wieczór, na przypieczętowanie dnia, Fitch obniżył rating EFSF (Europejski Instrument Stabilności Finansowej) z AAA do AA+ (S&P zrobiło to ponad rok temu). EFSF, który obecnie jest częścią ESM (Europejski Mechanizm Stabilności) jest specjalnym wehikułem inwestycyjnym, którego głównym zadaniem jest udzielanie pożyczek dla krajów dotkniętych problemami jak i przeprowadzanie interwencji na rynku wtórnym jak i pierwotnym. Powodem było piątkowe obniżenie ratingu Francji do AA+, również przez Fitcha, w zeszły piątek. Samo wydarzenie przeszło bez większego echa gdyż S&P i Moody’s zrobiły to w zeszłym roku. Obniżka ratingu Francji w sposób prawie automatyczny przekłada się na obniżkę ratingu EFSF. Wynika to z faktu, iż Francja wnosi ponad 20% (więcej płacą tylko Niemcy) wkładu do EFSF. Skoro jedna piąta wkładu pochodzi ze źródła o zmniejszonym ratingu (większość państw ma jeszcze niższe ratingi), naturalnym jest iż cały EFSF nie może dalej mieć AAA.

Wtorek będzie dniem należącym do inflacji konsumenckiej. Poznamy odczyty z Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych. Dla euro ważne również będzie odczyt sentymentu ZEW dla Niemiec, czyli głównego pociągowego całej UE. Ciekawie również zapowiada się sprawozdanie z ostatniego posiedzenia RBA (Australia), szczególnie pod kątem ostatnich słabszych danych z rynku pracy. Spodziewam się jednak umiarkowanego tonu (ostatnie dane były już po posiedzeniu). Z Polski natomiast napłyną o nas dane o inflacji bazowej (pisałem o niej w zeszłym miesiącu) oraz wynagrodzeniu i zatrudnieniu.

Kalendarz na wtorek: Szymon Nowak (1do1)

Opracowanie własne

 

Szymon Nowak (1do1)



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here