windsor

Bartłomiej ZielińskiBartłomiej Zieliński posiada 16-letnią praktykę inwestycyjną na GPW. W latach 2002-2008 r. zarobił blisko pół miliona złotych na rynku akcji. Pieniądze wraz z rodziną zainwestował w jeden z pierwszych e-sklepów spożywczych w kraju. W 2011 r. napisał pierwszą książkę „Bóg, pieniądze i giełda!”. Jego blog giełdowy “Akcje przy kawie” został w 2014 r. wyróżniony przez najstarszą, ogólnopolską Gazetę Giełdy PARKIET jako jeden z 8 najlepszych w Polsce. Autor prowadził również szkolenia indywidualne i grupowe z zakresu analizy fundamentalnej i selekcji spółek do portfela akcji. Na rynek wychodzi właśnie druga książka pt. “3 tajemnice giełdy”.

Poniżej wywiad z Bartłomiejem Zielińskim, a dla osób zainteresowanych najnowszą książką “3 tajemnice giełdy” przygotowaliśmy trzy kody rabatowe -25%. Chętnych prosimy o kontakt: lukasz.nowacki@comparic.pl

———————————————————————-

Skąd pomysł na spekulację, jak się tym zainteresowałeś, kiedy i czy samodzielnie czy pod czyimś wpływem, namową?

Inwestowaniem na warszawskiej GPW interesowałem się już jako nastolatek, głównie dzięki mojemu tacie, który od początku lat 90-tych inwestował na GPW. Z czasem inwestowanie na giełdzie zaczęło mnie coraz bardziej interesować.

Jakie były Twoje początki na rynku?

Rozpocząłem od kupowania spółek na chybił trafił byle się uczyć i być na rynku. Spekulowałem na akcjach, obserwowałem, uczyłem się. Zacząłem też czytać książki o giełdzie i od razu testowałem wiedzę na rynku. To pomagało mi co jakiś czas zarobić parę złotych, a później najczęściej szybko stracić. Przez pierwsze kilka lat wychodziłem na zero.

Czy miałeś jakiegoś mentora, kogoś na kim się wzorowałeś?

Mój Tata inwestował praktycznie od początku polskiej giełdy, pomagał mi na początkach i to właśnie on mnie zachęcił do inwestowania. Był pierwszym mentorem. Potem przeczytałem „Sztukę spekulacji” Zenona Komara i to było olśnienie – najlepsza książka w tamtych czasach. Później czytałem wszystko co się da, przez kilka lat nie miałem głównego mentora, aż trafiłem na książkę „Inteligentny inwestor” Benjamina Grahama. W przeciwieństwie do Warrena Buffetta książką się nie zachwyciłem, natomiast po niej odkryłem kim jest guru z Omaha.

Co było u Ciebie momentem przełomowym w karierze inwestora, czy był taki moment np. pierwsza utrata znaczącej ilości pieniędzy?

Myślę, że największym przełomem było natknięcie się na książki nt. inwestowania skoncentrowanego, długoterminowego wg Warrena Buffetta. Po pierwszych kilku latach spekulacji byłem na „zero”. I wtedy właśnie, a było to około 2002-2003 r., zacząłem naśladować inwestowanie wg Buffetta. Zarobiłem wtedy z bratem na hossie blisko pół miliona złotych.

Co jest najważniejsze w inwestowaniu, złota zasada ?

Z perspektywy czasu widzę, że najważniejsze dla mnie jest, by zawsze być pokornym na giełdzie i pracować gorliwie nad analizą spółek. Zawsze kiedy zaczynałem być arogancki i pyszny, zaczynałem tracić pieniądze. Ważne jest też nastawienie na zwycięstwo, a nie na porażkę.

Jakich rad udzieliłbyś osobom, które dopiero wchodzą na rynek ?

To jest bardzo trudne pytanie, ponieważ ja sam właśnie zamknąłem swoje rachunki maklerskie i postanowiłem zrobić sobie urlop od giełdy. Zrobiłem to, aby nabrać dystansu do rynków kapitałowych, ponieważ stały się bardzo rozchwiane. Myślę, że najlepszą radą jest to, aby inwestować na giełdzie pieniądze, które są przeznaczone tylko na giełdę, ponieważ dzisiaj znacznie trudniej jest zarobić na akcjach, niż jeszcze kilkanaście lat temu kiedy zaczynałem. Poza tym osobom, które chcą inwestować na giełdzie polecam stosować strategię „spekulacji fundamentalnej” tzn. wybierać najzdrowsze fundamentalnie biznesy i trzymać inwestycję dopóki wierzymy w sukces inwestycji. Czasy tak przyśpieszyły, że inwestowanie długoterminowe stało się zbyt ryzykowne. A mówię to jako inwestor przez ponad 10 lat zakochany tylko w inwestowaniu długoterminowym.

Byłeś właścicielem i pomysłodawcą jednego z pierwszych e-sklepów spożywczych w Polsce (iLike.pl). Jak przebiegał rozwój tego biznesu, czy początkowo były nadzieje na sukces, zyski itp. Co ostatecznie zadecydowało o tym, że interes się nie powiódł ?

Biznes był strzałem w dziesiątkę pod względem pomysłu (mój straszy brat na niego wpadł). Dziś jak widzimy branża e-spożywcza rozwija się bardzo dynamicznie. Internet to przyszłość zakupów spożywczych. My jednak zaczęliśmy jako 100% laicy w biznesie i w branży FMCG. Nic o niej nie wiedzieliśmy – mówię o sobie i mojej rodzinie. Mieliśmy tylko marzenie, siebie, pasję i blisko pół miliona złotych, które zarobiłem na giełdzie. Zabrakło nam mentoringu i doświadczenia. Popełnialiśmy błąd za błędem, bo wszystkiego uczyliśmy się tylko na własnych błędach. W rezultacie pieniądze topniały w oczach. To na remonty, to na sprzęt, to na nowy samochód, to na pensję dla załogi. Ostatecznie straciliśmy płynność w momencie kiedy firma osiągnęła próg rentowności.

W swoim ebooku „Bóg, pieniądze i giełda!” piszesz, że: „używanie własnych pieniędzy do tworzenia biznesu, to podstawowy błąd”. Dlaczego tak uważasz i z jakich środków powinna korzystać osoba chcąca założyć biznes?

Jak mawia Robert Kiyosaki należy korzystać z Pieniędzy Innych Ludzi (PIL). Mowa tu o pożyczkach, kredytach, funduszach, inwestorach itp. Własne pieniądze zabezpieczają nam byt, więc nie można ich w całości zaangażować w inwestycje, bo wtedy można skończyć nawet ze złymi długami, czyli takimi, które co miesiąc wyjmują nam pieniądze z portfela. Własne pieniądze są raczej dodatkiem a nie podstawą biznesu. No i inna rzecz, że trzeba je angażować stopniowo, wraz ze wzrostem sprzedaży i zysków, a nie w coś co nie jest rentowne.

Pytam o to, gdyż w innej części publikacji wspominasz o tym, że biorąc kredyty można stać się niewolnikiem i to „wykastrowanym” ?

Ten zwrot „wykastrowany” pochodził z książki, którą tam przytoczyłem. Chodzi o to, że jeśli wpadnie się w długi, to później pracuje się i żyje na spłatę odsetek od tych długów, żyje się jak niewolnik, a naszym panem staje się bank. Kiedy więc mamy duże długi, przestajemy ryzykować w inwestycjach i koncentrujemy się na bezpieczeństwie. A wiadomo, że ta druga droga zazwyczaj nie zaprowadzi nas do wolności finansowej. Innymi słowy stajemy się ofiarami systemu i własnego strachu.

W ebooku opisujesz siebie po pierwszych giełdowych sukcesach. Jak to zwykle bywa, zacząłeś „korzystać z życia”, aż doprowadziło Cię to do bankructwa. Dalej można wyczytać, że to wydarzenie przyczyniło się do Twojego nawrócenia i późniejszych prawdziwych sukcesów rynkowych. Czy taka droga usłana cierniami jest potrzebna osobie, która chce odnieść sukces ?

My nie korzystaliśmy z życia, ponieważ postanowiliśmy na 100% oddać się biznesowi. Poza tym giełda w 2007 zaczęła spadać uszczuplając nasz kapitał. Biznes zjadał też co miesiąc kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy zł, więc z tych pieniędzy praktycznie nic nie poszło na „uciechy”. Był to jednak okres testowy dla mnie, który pokazał mi jak bardzo pieniądze utwierdzały mnie w przekonaniu, że wartość człowieka bierze się z nich, a nie z własnego wnętrza. Dopiero kiedy straciliśmy wszystko i wpadliśmy jeszcze w długi zrozumiałem, że oceniałem siebie i innych po stanie konta. Myślę, że taki etap zrozumienia czym naprawdę są pieniądze oraz odkrycie Kto jest właścicielem wszystkich dóbr, jest potrzebne każdemu. Zdobyta pokora procentuje później w mądrzejszych decyzjach i szanowaniu każdej złotówki. Dodam też, że po tamtym upadku nie osiągnąłem większych sukcesów inwestycyjnych liczonych gotówkowo.

Czy sądzisz, że źle korzystałeś z zarobionych początkowo pieniędzy ?

Tak naprawdę zarobione pieniądze na giełdzie były transferowane do biznesu. Były w dużej części źle wydawane, bez biznesplanu i kosztorysu. Jak to się mawia: łatwo przyszło łatwo poszło. Nadmiar pieniędzy ukazał nam braki mentalne dla posiadania dużych ilości pieniędzy oraz braki umiejętności zarządzania pieniędzy.

Czy korzystanie z pieniędzy jest czymś złym ? Jak z dużych pieniędzy powinien korzystać chrześcijanin, który chce żyć pełnią życia ?

Osobiście uważam, że korzystanie z pieniędzy jest dobre albo złe w zależności od osoby, która ich używa. W wielu poradnikach finansowych jest taka filozofia opowiedziana, że pieniądze są neutralne jak nóż, pokazują nam jedynie jacy naprawdę jesteśmy. Duże pieniądze pokazują, czy umiemy zarządzać nimi, na co je wydajemy, czy robimy to mądrze czy głupio. Wychodzi też na jaw nasza hojność, chciwość, pożądliwość itp. i czasami bankructwo okazuje się dla nas zbawienne, bo inaczej byśmy byli egoistami. Dlatego od ilości pieniędzy jakie się ma ważniejsze jest po prostu kim się jest. Zdrowa osoba niezależnie od ilości pieniędzy będzie tak samo szczęśliwa, hojna i przyjazna, a chora na odwrót.

W swoim ebooku sporo miejsca poświęcasz sprawom wiary. Czy uważasz, że bogactwo przeszkadza chrześcijaninowi ?

Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne zaczyna być na odpowiednim miejscu. Jeśli pieniądze i bogactwo są ważniejsze od relacji z Bogiem, to przeszkadza ono chrześcijaninowi osiągnąć zbawienie.

Opisując upadek rodzinnego biznesu piszesz: „pieniędzy było za dużo jak na nasze umiejętności”. Czy sądzisz, że zarządzanie kapitałem jest kluczową sprawą na giełdzie, w biznesie i życiu ?

Zarządzanie kapitałem musi być zrównoważone. Odpowiednie części dochodów powinny iść na różne dziedziny życia. Z każdego dochodu cześć pieniędzy powinna być inwestowana, oszczędzana, część podarowana z radością bardziej potrzebującym, a część wydawana w mądry sposób. Na giełdzie jest bardzo ważne by inwestować tylko kapitał przeznaczony na giełdę, w innym razie może dojść do kłopotów.

„Nie można służyć Bogu i Mamonie” – to znany biblijny cytat. Co on oznacza w dzisiejszych czasach zwłaszcza dla spekulanta, który poświęca wiele godzin dziennie na analizę rynków? Czy zajmując się rynkiem przez cały dzień nie służymy właśnie Mamonie ?

Myślę, że każda osoba musi rozeznawać swoje własne bożki, tę swoją „mamonę”. Giełda może stać się bożkiem, zresztą jak bardzo wiele innych rzeczy lub pasji. Jeśli jednak pamiętamy o tym by to Bóg był na pierwszym miejscu, aby to Jego wola była nr 1, to wtedy reszta elementów życia się układa wg odpowiedniej hierarchii. Ważne jest by zaufać Bogu w Jego podszeptach co do naszej drogi życia, bo tylko z Nim możemy być szczęśliwi.

Czy pieniądze dają szczęście ? I czy zgodnie z ludowym porzekadłem: może i nie dają ale lepiej samemu to sprawdzić ?

Pieniądze są ważne, odbieram je jako dar, który otrzymuję dla mądrego zarządzania. Pieniądze nie są moje, dostaję je by zrobić z nimi coś dobrego dla świata. Jeśli chcemy je przetrzymać tylko dla siebie, to często stajemy się nieszczęśliwi i biedni. Dawanie jest wspaniałą sprawą, która chroni nas przed egoizmem i która generuje szczęście wewnętrzne. Zresztą egoiści raczej mają problem z zarobieniem dużych pieniędzy, ponieważ z zasady myślą głównie o sobie, a prawdziwe fortuny zbijają Ci, którzy służą innym swoimi zdolnościami.

Powiem szczerze, że publiczne mówienie o sprawach religii jest dość rzadko spotykane wśród graczy giełdowych. Czy znasz publiczne osoby, milionerów, graczy giełdowych, choćby z historii, którzy publicznie wypowiadali się na temat Boga ?

Jest ich bardzo wielu. Czytam czasem biografie milionerów, słynnych ludzi i bardzo często przyznają się do wiary. Przykładem może być np. inwestor Sir John Templeton, o którym można poczytać więcej w książce „Uniwersalne prawa życia”. Polecam gorąco.

Wielu polityków publicznie podkreśla swoją wiarę, nawet partie polityczne miewały chrześcijaństwo w nazwach (wszelkie partie chadeckie). Często okazuje się, że osoby które publicznie o tym mówią, nie postępują zgodnie z wyznawanymi zasadami. Czy uważasz, że powinno się publicznie podkreślać swoją wiarę np. w polityce?

Myślę, że polityk musi mieć jasno sprecyzowane wartości, inaczej będzie mu bardzo trudno podejmować trudne decyzje. W mojej opinii wartości chrześcijańskie są dobre, mówią o ochronie każdego człowieka i o miłowaniu każdego, nawet nieprzyjaciół. Nie znam lepszego zbioru wartości. Ponadto politycy głównie powinni dawać przykład swoim życiem i przykładem, wtedy nie trzeba o wartościach mówić publicznie.

Czy istnieje coś takiego jak chrześcijański kapitalizm, czym miałby się on objawiać ?

Chyba takiego czegoś nie ma. Niektórzy ludzie starają się żyć w zgodzie z wiarą i to tyle. Chrześcijanin po prostu pamięta, że jego szefem w pracy jest Pan Bóg, a bliźnich ma miłować jak siebie samego. A to znaczy, że stara się być najlepszym sobą każdego dnia. Oczywiście chrześcijanin powinien być też mądry, a nie naiwny.

Wspominasz w ebooku, że w Biblii jest ponad dwukrotnie więcej wersetów na temat pieniędzy niż na temat modlitwy. Dlaczego tak jest ?

Bóg wie, że to dla nas trudny temat dlatego myślę, że dał nam mnóstwo rad jak mądrze postępować z pieniędzmi i dobrami, abyśmy żyli szczęśliwie. I co najważniejsze, by mieć do nich zdrowy stosunek. Pieniądze to narzędzie potrzebne do robienia dobrych rzeczy dla siebie i innych na świecie.

Trochę przekornie – czy Jezus był kapitalistą ?

Najlepiej osobiście zapytać Go w modlitwie lub poszukać informacji. Ks. Stryczek prowadzący „Szlachetną Paczkę” jest w tych kwestiach dla mnie autorytetem, można z jego video lub artykułów wiele się nauczyć.

Co Jezus powiedziałby dzisiaj o giełdzie i spekulantach ?

Giełda podobnie jak pieniądze pokazuje nam jacy naprawdę jesteśmy i czy Jezus jest naszym nr 1. To sprawa bardzo osobista dla każdego, aby ocenił swoją pasję giełdową w kontekście swojej życiowej drogi. Dla każdego Jezus pewnie ma trochę inną odpowiedź.

Wspomniałeś o ks. Jacku Stryczku. Jest to duszpasterz ludzi biznesu, a także inicjator akcji Szlachetna Paczka. W jednym z wywiadów napisał, że chrześcijanin powinien być bogaty. Co o tym sądzisz ?

Zgadzam się ks. Jackiem. Powinniśmy być bogatymi, hojnymi, szczęśliwymi i ufającymi Bogu chrześcijanami i nie koniecznie to oznacza od razu posiadanie milionów na koncie.

Czy nie uważasz, że zamożne osoby są w Polsce źle odbierane. Dlaczego powszechna jest u nas niechęć do ludzi zamożnych ? Czy nadal ciążąca na ogóle społeczeństwa komunistyczna przeszłość ma z tym coś wspólnego ?

Chyba jest z tym coraz lepiej. Jesteśmy krajem coraz bardziej świadomym faktu, że przedsiębiorczość, inwestowanie i posiadanie idą w parze. Inna sprawa, że zwyczajnie, po ludzku czasem zazdrościmy innym, jeśli nie znajdujemy bogactwa w sobie. A ponadto na ocenę bogaczy mają wpływ co rusz ujawniane afery korupcyjne, skandale, wielkie odprawy itp. To nie buduje w ludziach dobrych odczuć. Tracą na tym uczciwi przedsiębiorcy.

W swoim ebooku łączysz chrześcijaństwo z pieniędzmi i sukcesem. Czy nie sądzisz, że bliżej Ci do protestantyzmu ?

Być może tak to można odebrać. Nie znam wszystkich różnic w obu wyznaniach, trudno mi się więc wypowiedzieć. Myślę też, że zarówno pieniądze i sukcesy zawdzięczamy w pierwszej kolejności łasce Boga, więc trudno mi jest nie łączyć tych spraw ze sobą.

Część publicystów twierdzi, że Polska byłaby bogatszym krajem, gdyby była protestancka a nie katolicka, co o tym sądzisz ?

Jak wyżej napisałem, nie jestem najlepszym adresatem tego pytania. Brakuje mi wiedzy w kwestii wiary protestanckiej.

Choć to kontrowersyjna teza, uważam, że Papież Franciszek może przypominać odrobinę Warrena Buffetta. Oboje (także papież) dysponuję ogromnym majątkiem, z którego jednak nie korzystają w takim typowym rozumieniu np. papież jeździ autobusami, a Buffett nadal mieszka w starym domu. Czy to jest kluczem – zdobyć pieniądze i pozostać sobą ?

Nie znam za dokładnie sytuacji materialnej Watykanu, więc trudno mi oceniać jak pracuje tam kapitał. Myślę jednak, że zarówno Papież Franciszek jak i Warren Buffett są po prostu skromnymi i na swój wielki sposób, osobami pokornymi. Nie znam ich, ale tak ich odbieram. Są liderami, którzy traktują pieniądze tylko jako narzędzie, jako składnik tego co robią i ich życiowej pasji. Kiedy pieniądze zajmują swoje odpowiednie miejsce w hierarchii wartości, można mieć ich dużo i umieć z nimi normalnie żyć. Myślę, że kluczem do zdrowego podejścia do pieniędzy jest też po prostu zdrowy rozsądek. Żyjemy na tym świecie średnio kilkadziesiąt lat, a potem zamieniamy się w proszek. Każdy myślący człowiek zastanowi się, czy na pewno w życiu chodzi o to, by konsumować ile się da. Może jednak o coś więcej?

Kapitalizm rozwija się w dużej mierzy przez konsumpcję. Jak połączyć z tym twierdzeniem postawę obecnego papieża, który zachęca do skromnego życia. I co jeśli wszyscy wzięliby przykład z Buffetta i nie wydawaliby nadmiernie pieniędzy, co z gospodarką ?

Skromne życie wypływa z bogactwa wewnętrznego i duchowego. Ktoś kto czuje się wartościowym i szczęśliwym człowiekiem niezależnie od stanu konta, żyje skromnie i hojnie. Ludzie którzy konsumują ponad stan myślę, że szukają szczęścia tam gdzie go nigdy nie znajdą. W ten sposób leczą jakieś swoje niezaleczone rany i kompleksy. Często do tego nie są wierzący, więc wszystko co mają to wiara w życie na ziemi i w ograniczony czas.

Wspominasz w swojej publikacji, że pieniądze pokazują jacy jesteśmy naprawdę, uwydatniają nasz cechy. Jeżeli ktoś jest skąpy i zdobędzie bogactwo stanie się jeszcze bardziej skąpy. Wychodzi na to, że chcąc kogoś dobrze poznać, najlepiej dać mu pieniądze ?

Już sama próba zdobycia pieniędzy sporo o nas mówi. Czasem wystarczą drobne sprawy, by zobaczyć jakie komuś przyświecają cele i wartości. Niektórzy ludzie nigdy nie będą bogaci, bo za bardzo chcą być bogaci, a za mało chcą żyć dla innych. Zresztą wg mnie, ostatnie słowo kto ma być bogaty, a kto biedny należy do Boga. To On niektórych wywyższa a innych poniża. Nie staram się już zrozumieć dlaczego tak się dzieje.

Na drugą część wywiadu zapraszamy w sobotę 7 marca.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSystem średnich dwuinterwałowych
Następny artykułAnaliza dla początkujących: AUD/NZD – zmiana układu sił
lukasz nowacki
Na rynku Forex od 2010 roku, wcześniej zajmował się giełdą, a waluty poznawał spekulując w kantorach internetowych. Zwolennik analizy czystego wykresu ceny, pracy nad sobą, prostych strategii i stopniowej eliminacji pojawiających się błędów. Motto: szukaj przewagi statystycznej, a nie tzw. świętego Graala.

6 KOMENTARZE

  1. To jeszcze niech napisze czy jego ojciec tak samo świetnie zarabiał na GPW w 1994 roku kiedy wszystko dupnęło z dnia na dzień, gdy banki przestały lewarować zakupy po roku nieprzerwanych wzrostów. Oraz jak wycofał kapitał przy redukcjach zamówień o 95%, oraz czy korzystał z jawnego łamania konkurencji czyli obowiązujących wtedy dogrywek po ustaleniu kursu z wielkościami przewagi kupno/sprzedaż ???

    A potem niech przyzna czy tatko na GPW doszedł od zera do milionera, czy jednak włożył jakieś pieniądze zrobione na czymś bardziej uczciwym???

    Bo ja wtedy zarobiłem na GPW 40tys. z 500 złotych. Jak każdy zresztą kto włożył w tamtym czasie pieniądze w akcje. Drugi raz zarobiłem na funduszach pod koniec 2007 roku ale już znacznie mniej bo ok. 25tys. z 50tys. Podobnie jak wszyscy którzy w tym czasie się wstrzelili w falę wzrostów.

    Sądząc po zarabianiu na kursach, pisaniu ksiażek i wspomnień, to na GPW nie szło mu zbyt dobrze. Normalnie jak w ruletce – ilość ciągnień zwiększa ryzyko straty.

  2. Masz sporo racji, ale jednak wg statystyk KNF są indywidualni gracze, którzy zarabiają zarówno na forex a jeszcze więcej jest ich na GPW, więc można choć zgadzam się, że kiedyś nadchodzi czas aby postawić na siebie zamiast kupować kolejną książkę.

  3. Obecnie rynek jest rozchwiany i nie wiele pomaga nawet profesjonalna analiza techniczna. Rynek polski zdominowany jest przez kapitał spekulacyjny, posiadający potężne narzędzia opracowane naukowo z wykorzystaniem programów komputerowych oraz informacjami dotyczącymi aktualnego arkusza zleceń – szczegółów nie będę podawał gdyż wielu je zna.Nie na wiele się tu także zdaje ufność Bogu na którą się Bartek tak powołuje. Rozsądny gracz posiada naturalne uporządkowanie swych zasad i priorytetów życiowych w oparciu o zwykłą etykę wywodzącą się z humanitaryzmu ludzkiego. Czytałem dużo literatury o inwestowaniu, i co stwierdzę, że wprowadza ona zaledwie do stopnia “podstawówki” giełdowej – reszta to doświadczenie. Ci którzy potrafią odnosić sukcesy giełdowe to są duzi gracze, często stowarzyszeni w korporacje i to oni dyktują warunki na giełdzie i nie piszą książek dla innych, lecz sami trzepią kasę.

  4. Panie Przemku krótko sprostuję.

    System inwestycyjny jest bardzo szczegółowo opisany na moim blogu, pod postacią 33 slajdów ze szkoleń, które prowadziłem. Jest tam krok po kroku opisany cały system inwestycyjny, który sprawiał, że biłem benchmark WIG o kilkaset % (stopa zwrotu po 43 miesiącach prowadzenia portfela online, gdzie każdy Czytelnik widział trnasakcje). Portfel był prowadzony od 03.08.2010 i do 03.03.2014, więc nie był to raczej okres, jak to Pan ujął, że “nawet szmaty rosną”.

    Na kontraktach nie zawierałem żadnych transakcji, więc domyślam się, że nie czytał Pan mojego bloga za dokładnie, i nie zna Pan też moich motywacji zawierania transakcji na opcjach.

    Pozdrawiam

    PS Wszystkicm hejterom polecam minutowy filmik xStryczka o hejterach: https://www.youtube.com/watch?v=Nnhae-lbH9w

  5. Nie do końca śledziłem blog Bartka, bo odkryłem go dość późno, ale straty na kontraktach nie są żadną tajemnicą, nie ukrywał ich, ale zyski z giełdy były tam chyba udokumentowane.

    Styl inwestycyjny czyli dokładny opis jak dobierać spółki itp. jest opisany w ebookach, o których napiszemy przy okazji drugiej części wywiadu 7 marca. Wszystko jest naprawdę bardzo dokładnie opisane.
    A wiadomo, ze nie każdemu będzie takie podejście pasowało.

    Przypowieść fajna, ja słyszałem wersję z totolotkiem tzn. ludzie modlą się o wygraną ale nie wysyłają kuponów 🙂 Akurat w wywiadzie jest trochę o reagowaniu na sygnały dostarczane z góry, choć między wierszami 🙂

    Dzięki za komentarz.

  6. Nie chciał bym być nazwany “hejterem”, jednak P. Zieliński nie jest dla mnie przykladem jak nie grać na giełdzie. Wszystko z jednej prostej przyczyny: brak systemu inwestycyjnego. Pan Zieliński gra wg. wlasnych przekonań, co pokazał na prowadzonym przez siebie blogu tracąc pieniądze na kontraktach. Nie jest sztuką zarobić na giełdzie w okresie gdy “nawet szmaty rosną”. Odnoszenie się do wiary też bywa złudne. Przypomina mi się historia którą usłyszałem na lekcji Religii w szkole podstawowej: ksiądz podczas powodzi modli się w kościele o ratunek. Nie chce uciekać z innymi wiernymi, gdyż wie że Bóg wysłucha go i uratuje. Gdy poziom wody stale podnosi się, ksiąc ucieka do kościelnej wieży i tam kontynuuje błagalna modlitwę. Gdy ludzie przypływają łodzią, ksiądz odmawia wierząc, że Bóg go uratuje. Podnosząca się woda zmusza go do ucieczki w wyższe części wieży. Kapłan nie pozwala udzielić sobie pomocy. Ostatecznie wchodzi na dach i z tamtąd rozpaczliwym głosem pyta się: “Panie Boże dlaczego mnie nie ratujesz?”. Bóg na to: “trzy razy wysłałem Tobie na pomoc łódź jednak Ty odmówiłeś mi możliwości udzielenia pomocy”. Po czym ksiądz został pochłonięty przez wodę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ