Naga Markets



Wpis jest uzupełnieniem artykułu: Konflikt irański nie utrzyma cen ropy?

Cieśnina jako oko cyklonu.

Aby jeszcze bardziej zilustrować jak ważny jest Iran dla światowej gospodarki,  proszę spójrz na załączone grafikę. (sprawdź: 3 miejsca na świecie które musi znać inwestor rynku ropy)

Terytorium Iranu leży w pobliżu jednego z najbardziej istotnych miejsc świata – wąskiej cieśniny Ormuz przez którą tankowce transportują 18,5 miliona baryłek dziennie, głównie na rynki azjatyckie. Blisko 80% ropy trafia na rynek chiński, japoński, indyjski i koreański. Cieśnina od północy należy do Iranu, od południa zaś do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Muhafazatu Masandam, enklawy Omanu. W najwęższym miejscu ma 54 km, ale mimo to swobodnie jej wody mogą pokonywać największe transportowce świata. Od dekad jest to miejsce wymiany „politycznych uprzejmości”. To właśnie tu w trakcie wojny irańsko-irackiej rakieta wystrzelona z irackiego samolotu posłała na dno Ormuz największy na świecie tankowiec. Ormuz był z resztą światkiem tzw. „Wojny tankowców” – jednego z ostatnich elementów wojny iracko-irańskiej. W końcowej fazie wojny oba kraje rozpoczęły atakowanie infrastruktury jak i transportów ropy przeciwnika. Wojna tankowców rozpoczęła się w 1984 roku od ataków Iraku na irańskie instalacje naftowe i tankowce, co spotkało się z identyczną odpowiedzią ze strony irańskiej. Sytuacja rozwinęła się do tego stopnia, że tankowce Ligi Państw Arabskich musiały być eskortowane przez zachodnie (głównie amerykańskie) jednostki. Od tego czasu rozpoczęła się stała obecność floty amerykańskiej w regionie Ormuz.

Wraz z zakończeniem wojny nie zakończyło się jednak polityczne wykorzystywanie cieśniny – wręcz przeciwnie. Jest to stały element wykorzystywany do realizacji celów Iranu w sporach z Zachodem. Przywódcy Teheranu regularnie wysuwają ostrzeżenia o możliwym zablokowaniu Ormuz. Iran chciał zablokować dostęp do cieśniny zarówno jako odwet na nałożone sankcje związane z realizacją programu nuklearnego, ale także na początku 2016 roku, kiedy nastąpił drastycznie wzrosło napięcie pomiędzy Arabią Saudyjską a Iranem.  Na szczęście, zwykle kończy się na groźbach lub drobnych incydentach, takich jak ostrzegawcze wystrzelenie rakiet przez t USS Mahan w kierunku irańskich statków. Władze Iranu doskonale zdają sobie sprawę, że każdy drastyczny krok mógłby znów wypchnąć Iran ze światowego handlu ropą. Jedyną alternatywą, wydaje być się ścisła współpraca z Chinami, o czym mogą świadczyć ubiegłoroczne Irańsko-chińskie ćwiczenia wojskowe w cieśninie Ormuz.

Moim zdaniem, właśnie dlatego cena ropy tak silnie reaguje na ostatnią decyzję Donalda Trumpa. Milion baryłek które wydobywa Iran jest względnie łatwe do zastąpienia. Sam wzrost produkcji w USA niedługo byłby w stanie wyrównać ewentualny brak dostaw z kraju Persów. Dodatkowo, kraje OPEC i Rosję nadal obowiązują limity produkcji, które mogą zostać w każdej chwili zniesione. Dużo poważniejsze byłyby właśnie konsekwencje zablokowania cieśniny przez rozwścieczony Iran.

Historia konfliktu.

Cofnijmy się jeszcze raz do początku. Zanim w 1979 roku nadeszła rewolucja islamska, Iran był najważniejszym sojusznikiem Ameryki w regionie Bliskiego Wschodu. Obalenie Mohammada Reza Pahlawiego, ostatniego szacha i ustanowienie republiki islamskiej rozpoczęło zapaść gospodarczą kraju oraz szereg problemów politycznych, szczególnie na linii z Waszyngtonem. Z roku na rok kontakt się pogarszał, a amerykański nacisk na Iran rósł, z czym wiązało się coraz większe zaangażowanie przede wszystkim militarne Stanów Zjednoczonych w regionie Zatoki.  14 listopada wspomnianego roku prezydent Carter wydał rozporządzenie, które zablokowało wszystkie irańskie aktywa w Stanach Zjednoczonych o wartości 12 miliardów dolarów (przypomnę, to rok 1979). Znacznie bardziej dotkliwe było wycofanie się amerykańskich firm z Iranu. Oznaczało to odcięcie kraju Persów od specjalistów, sprzętu, części zamiennych, branżowego ‘know-how’. Z dnia na dzień irański przemysł naftowy przestał istnieć – wydobycie niemal całkowicie zawieszono. W kolejnych latach Stany Zjednoczone raz po raz ponownie uderzały w Iran: wspierając Irak w wojnie czy wpisując na listę krajów finansujących terroryzm, co mocno ograniczało handel irańskim towarami. Aż do roku 2003 zdarzały się okresowe ocieplenia stosunków, natomiast za sprawą prezydenta G.Busha sankcje nałożone na Iran przybrały szerszego – bo międzynarodowego wymiaru. W obawie o rozwój arsenału nuklearnego, ONZ wystosowało rezolucję w stronę Teheranu, która potwierdziła, że USA i kraje tzw. Zachodu stoją w jednym szeregu. Aż do roku 2013  atmosfera gęstniała, a na Iran były nakładane coraz bardziej bolesne sankcje. W 2013 roku prezydent B.Obama wprowadził kolejną rezolucję, na mocy której nie tylko amerykańskie firmy, ale także zachodnie czy indyjskie nie mogły eksportować  benzyny  do Iranu w większej ilości niż 5 mln baryłek. Wszystkie działania Waszyngtonu, a przede wszystkim te o charakterze finansowym miały na celu wykluczenie Teheranu z obiegu dolarem amerykańskim, a więc tym samym wyłączenie ze światowego systemu bankowego. Niepodważalny autorytet Stanów Zjednoczonych na świecie spowodował, że szantaż był bardzo skutecznym narzędziem wobec krajów, które chciałby w jakikolwiek sposób współpracować z Iranem – jak Turcja, która właśnie stamtąd  kupowała gaz. W 2015 roku nad Teheranem zaświeciło jednak słońce. To wtedy podpisano porozumienie z krajami Zachodu, które częściowo zniosło nałożone sankcje. Co więc jest powodem, że Stany Zjednoczone po zaledwie 18 miesiącach względnego pokoju znów wytaczają swoje gospodarcze działa w kierunku Iranu?

Inny punkt widzenia.

Wybór Baracka Obamy na prezydenta USA w 2009 roku finalnie spowodował poważne przetasowania na Bliskim Wschodzie. Po ponad pół wieku, zrezygnowano z bezwzględnego popierania władz Tel-Avivu i rozpoczęto normalizację stosunków z Iranem. Kiedy jednak w Białym Domu doszło do nowego rozdania i na fotelu Prezydenta Stanów Zjednoczonych zasiadł Donald Trump, na Bliskim Wschodzie karta znów się obróciła. Nie jest tajemnicą, że kluczowym partnerem USA w regionie znów jest Izrael, a więc z automatu to Iran został uznany za potencjalnego wroga (jako największy „problem” Tel-Avivu). USA oficjalnie również opowiedziało się za „starym-dobrym” arabskim zespołem, na czele z Arabią Saudyjską (czyli głównym rywalem Iranu w regionie), Jordanią i Egiptem, jako naturalnymi sojusznikami w walce z Państwem Islamskim czy Bractwem Muzułmańskim. Niechęć Izraela do Iranu wynika przede wszystkim z faktu, iż po mimo wielu różnic, Iran jest silnym sprzymierzeńcem Palestyny. W pamięci pozostają także antyizraelskie wypowiedzi poprzedniego prezydenta Iranu, Mahmouda Ahmedineżada. Co ciekawe, w czasach panowania szacha to Iran był jednym z bliższych sojuszników Izraela. Reza Pahlawi jako pierwszy muzułmański przywódca uznał Izrael na arenie międzynarodowej. Po rewolucji islamskiej sytuacja uległa zmianie o 180 stopni. Jest ona szczególnie gorąca od kilku  ostatnich tygodni, wymiany ognia pomiędzy Izraelem a Iranem jak ta na wzgórzach Golan, są już codziennością. Dodatkowo, drugi sojusznik Stanów Zjednoczonych – Arabia Saudyjska, również „ma na pieńku” z władzami w Teheranie. Po zmianie władzy w 2015 roku, saudyjska monarchia postanowiła zaostrzyć konflikt toczony poza granicami, czego rezultatem był wybuch krwawej i trwającej do dziś wojny domowej w Jemenie pomiędzy plemieniem Huti – wspieranym przez Iran, a prezydentem Hadim, któremu sprzyjają Saudyjczycy.

Ciąg dalszy nastąpi…

Pamiętaj, że niezależnie od rozwoju sytuacji, zmienność na cenie ropy w najbliższych tygodniach na pewno będzie wysoka.  Możesz to wykorzystać handlując kontraktami CFD, które udostępnia TMS Broker.



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here