Naga Markets



historiaPowracamy do naszej opowieści o rozwoju (czy jak powiedzą złośliwi – dalszego niszczenia) pieniądza. Tydzień temu analizowaliśmy politykę monetarną władców w średniowieczu. Dziś odcinek specjalny. Wybierzemy się bowiem na… zakupy! Tak, historia życia codziennego potrafi być nawet ciekawsza od intryg na dworach, bitew i podbojów!

Dzwony miejskie wybijają prymę. Sklepy są otwierane przez handlarzy, kupcy pojawiają się na rynku i stoją już przy swoich straganach. Każdy z nich liczy, że tego dnia zarobi nie tylko na koszty, ale jeszcze uszczknie coś dla siebie! My tymczasem idziemy na shopping!

Wyprawa na zakupy!

Średniowieczne rynki możemy porównać do dzisiejszych centrów handlowych. Można tam kupić naprawdę sporo produktów. No, poza wyrobami specjalistycznymi. Dama nie znajdzie tam wspaniałej biżuterii, zaś mężny rycerzy, który wybiera się na kolejną krucjatę dać łupnia wrogom Chrystusa (ach, ci wredni poganie!), też po nową zbroję skieruje się do kowala czy płatnerza. Jeśli któreś z nich ma jednak smaka na jabłka, kurczaka, wino czy cokolwiek innego, rynek jest idealnym miejscem!

historiaGłówne rynki w miastach bywały tak zatłoczone, że niekiedy potrzebne były inne w pobliżu. Np. w Stratford w każdy czwartek handlowy działały różne rynki. Każdy specjalizował się w czymś innym – w handlu sianem, zbożem, serami czy drobiem. Londyn jako ówczesna metropolia mógł pochwalić się codziennym rynkiem drobiu i piątkowym, na którym handlowano końmi.

Ogólnie na rynkach sprzedawano niemal wszystko: przyprawy, zboże, solone mięso, ryby, futra, owoce, żywe zwierzęta (urzędnicy z sanepidu zbiliby fortunę na mandatach!), tkaniny czy narzędzia. Co ciekawe, raczej nie sprzedawano gotowych ubrań. Mogłeś kupić skórę, z której chciałeś mieć wykonane buty, ale potem byłeś zmuszony iść do przodka Philipa Knighta (twórcy marki Nike), by ten wykonał ci wymarzone obuwie.

Imprezy okolicznościowe

Oprócz stałych targów, miasta organizowały coroczne tego typu wydarzenia. Przypominały one istne święto! Na ogół trwały trzy dni. Ludzie zjeżdżali wtedy do miasta tysiącami. I nie można im się dziwić. Takie eventy dawały szanse na zakup czegoś bardziej egzotycznego np. rzadszych barwników, zamorskich produktów, mniej znanych przypraw czy owoców.

Nadzór

Handel był ściśle regulowany. Większość miast miało gildię kupiecką, która decydowała o tym, kto może wystawić się na rynku. Możemy tylko domyślać się, że było to zjawisko korupcjogenne. Instytucja ta robiła to, co wszystkie tego typu podmioty w historii świata. Naliczała podatki w postaci “mostowego”, “straganowego”, “brukowego” czy ustalała też opłaty dla kupców-nierezydentów.

Nim jednak oburzysz się i powiesz: “no tak, średniowieczni socjaliści, tylko ograniczali wolny rynek!”, weź pod uwagę jedno – fałszerstwa były wtedy bardzo powszechne. Ówczesny londyński “urzędas”, odpowiedzialny za przyjmowanie skarg, tylko jęknąłby, gdybyś zapytał go w niedzielę: “jak było w pracy, stary?” Przewracając oczami wspomniałby o garnkach, które produkowano z taniego, miękkiego metalu. Z obrzydzeniem dodałby coś o bochnach chleba, które pięknie wyglądały na zewnątrz i sprawiały wrażenie ciężkich, ale w środku znajdowano potem… kamienie. Na targu można było znaleźć materiały, które produkowano z… ludzkich włosów, by produkcja była tańsza (lub jak ująłby to świetny marketingowiec: producent dodał coś od siebie). Na koniec – już podchmielony, wszak nie da się mówić o tym na trzeźwo! – wybełkotałby coś o zgniłym mięsie, spleśniałym chlebie i zepsutym winie…

Oczywiście za tego typu oszustwa groziła kara. Rzeźnik, który handlował zepsutym mięsem, trafiał na pręgierz i był przypalany. Podobny los czekał winiarza-oszusta czy piekarza-dowcipnisia. Srogą karą było też zmuszanie oszusta do konsumpcji jego trefnego towaru.

Historia a ceny

historia cenyTrudno dobrze przeliczyć średniowieczne ceny na dzisiejsze. Historycy z zacięciem ekonomisty twierdzą jednak, że żywność w średniowieczu była znacznie droższa niż dzisiaj (cały kurczak kosztował więcej niż “dniówka” parobka, który zresztą na ok. 0,5 kg cukru musiał harować już dwa dni). Tańsze były koszty pracy (ale wiecie – nie rządził wtedy jeszcze PiS). Jeśli ktoś byłby wyjątkowo cierpliwym inwestorem, zarobiłby jednak fortunę, gdyby w XIV-XV w. kupił ziemię, która była wtedy bardzo tania. Tak jak i dziś taniej można było wyżyć na prowincji. Świnia kosztowała tam o 30 proc. mniej niż w mieście, owies 50 proc. Powyższe brało się z prawa popytu i podaży. Ziemi był nadmiar, niewolników też sporo, ale już produkcja żywności była znacznie droższa.

CDN.



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here