Naga Markets



zamek historiaUpadek Cesarstwa Rzymskiego (a dokładnie jego zachodniej części) doprowadził właściwie do powstania nowego porządku w Europie. Świat gospodarki cofnął się w pewnym sensie o stulecia. Historia pieniądza nie przestała jednak być interesująca.

Upadek cesarstwa doprowadził początkowo do skurczenia się gospodarki do poziomu oddzielonych od siebie lokalnych rynków. Pieniądz nadal pozostawał w obiegu. A właściwie było wręcz go za mało…

Historia pieniądza w średniowieczu

Monety w średniowieczu były oczywiście nadal emitowane, tyle że stali na nimi barbarzyńscy władcy. Nierzadko ich poddani posługiwali się w konsekwencji pieniędzmi, które były podobne do rzymskich monet.

Posiadanie własnej waluty miało jednak wyraz prestiżu. Historia nie raz pokazywała już, że szpan napędzał pewne zmiany. Prokop z Cezarei pisał np. o królach Franków, że “nakazali bić monetę złotą ze swoim wizerunkiem, a nie cesarskim, jak zwyczaj nakazuje”. Dodawał, że w obiegu były też srebrne monety pochodzące z Persji.

Pamiętajmy jednak, że piszemy o świecie, który przeszedł istny kataklizm. Upadła niemal starożytna cywilizacja, zaś Europa wchodziła w nową epokę. Złoto było w posiadaniu głównie najbogatszych. Mimo wszystko odbudowie życia gospodarczego towarzyszył rosnący popyt na monety. Problem tkwił w tym, że w obiegu nie było zbyt dużo złota. Ten problem będzie dotyczył Starego Kontynentu aż do odkrycia Ameryki (to jednak inna historia).

Brak złota oznaczał szansę dla srebra. I tak ok. 670 r. w państwie Franków zaczęto wybijać srebrne denary. Mniej więcej w tym samym czasie, bo w 690 r. (wybaczcie za lekkość przerzucania się latami, ale jeszcze przed chwilą omawialiśmy w końcu połowę V w. – świat bez benzyny i internetu był dość wolny…) podobną reformę przeprowadzono na Wyspach Brytyjskich.

Cała kasa dla mnie!

Skacząc blisko wiek później widzimy już wyraźne tendencje centralizacji systemu monetarnego. Za panowania Pepina Małego (zwanego też Krótkim, który to przydomek lepiej trafia do wyobraźni) i Karola Wielkiego – czyli łącznie w latach 751-814 – ujednolicono wzór monet i poddano ich bicie pod kontrolę władcy. Czy to dobrze? Z jednej strony mogło to eliminować chaos monetarny. Tyle że – jak już wykazaliśmy w poprzednich odcinkach – centralizacja kontroli nad pieniądzem wzbudza w królach, cesarzach i nawet demokratycznie wybranych politykach dziwną chęć do psucia pieniądza.

Podstawową jednostką w systemie monetarnym w państwie Franków był funt (libra) o wadze 490 g. Dzielił się on na 20 solidów. Solid to zaś 12 denarów. Innymi słowy: funt stanowił 240 denarów. I teraz najzabawniejsze: system ten przeszedł do historii jako LSD (Librea, Solidi, Denarii). W tym okresie mieszkańcy Wysp Brytyjskich nie opowiadali jeszcze chyba dowcipów o mieszkańcach późniejszej Francji. Mało tego – wyraźnie się nimi inspirowali. System LSD wprowadzono także tam.

Denarowy system (by nie powtarzać w kółko tego podejrzanego skrótu i nie przekierować na naszą stronę zbytniego ruchu z podejrzanych czeluści sieci) zaczął też obowiązywać we Włoszech, a w IX w. też w Hiszpanii. W kolejnym stuleci opanował Niemcy, Czechy, a nawet ciut później Polskę i Węgry. Nie po raz pierwszy okazało się też, że wyprawy wojenne są świetnym nośnikiem różnych idei (nierzadko wdrażanych w nieszczególnie subtelny sposób). Denary na Bliski Wschód przewieźli w swoich mieszkach rycerze krzyżowi.

Z czasem zaczęto bić też ćwierć- i półdenary (oboles). Nierzadko nawet cięto zwykłe denary na pół. To trochę jakby dziś chcąc zapłacić w sklepie za towar kosztujący 50 zł wręczalibyśmy ekspedientce przerwany na pół banknot 100-złotowy.

W obiegu zaczęły pojawiać się też złote monety, ale raczej w krajach, które miały rozwinięty handel ze światem islamu.

Psucie pieniądza

Oczywiście z czasem europejscy decydenci zaczęli psuć monety, które pojawiały się na rynkach (jakżeby inaczej, prawda?). Nierzadko władcy nakazywali zbieranie z rynków monet i przetapianie ich na nowe, ale cieńsze lub z dodatkiem np. mniej szlachetnych metali. Niektórzy z nich byli do tego na tyle cyniczni, że nazywali całą praktykę renovatio monetae. Czeski kronikarz Kosmas pisał, że “żadna klęska, żadna zaraza ani śmiertelność (…) więcej by nie zaszkodziły ludowi bożemu niż częsta zmiana i pogarszanie monety.” Oczywiście monety psuć mogli tylko “pomazańcy boży”. Prywatnych fałszerzy karano za to wlewając im do gardła wrzącą wodę lub roztopiony ołów.

CDN.



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here