Naga Markets



historia cenyTydzień temu wybraliśmy się na wspólny shopping na średniowieczny targ. Dziś zajmiemy się sprawą ówczesnych zarobków. Poznamy także XIV-wieczne ceny.

Jeśli przeniósłbyś się drogi czytelniku do czasów średniowiecza, całkiem możliwe, że najpierw zasmuciłbym cię informacją, że już wtedy na rynkach można było wyczuć inflację. Po chwili przyszłaby jednak pociecha. Ceny nie rosły w tak szybkim tempie, jak we współczesnym świecie. No, chyba że na tronie księstwa, gdzie miałeś pecha zamieszkać, zasiadł jakiś szczególny ekonomiczny szarlatan, jakim był np. Mieszko Stary, syn Bolesława Krzywoustego. I na to było jednak metoda, bowiem takowego władcę potrafiono wywieźć (niedosłownie!) z zamku na taczkach i podziękować mu za rządzenie.

Ceny

Zacznijmy od walut. W tym artykule zajmiemy się płacą i cenami w Anglii, więc spojrzymy na tamtejsze jednostki. Podstawową wartością monetarną był tam funt, który odpowiadał 0,45 kg srebra. Nie istnieje jednak moneta funtowa czy banknot. To jak bitcoin – sama jednostka. Płacono monetami – pensami. 12 pensów to szyling, a 20 szylingów to funt.

W XIV-wiecznej Anglii za galon średniej jakości wina musiałbyś zapłacić 3 pensy. Za galon zacnego, złocistego piwa tylko 1 pens. W kolejnym stuleciu ceny te nadal obowiązywały, co pokazuje, że inflacja nie była aż taka porażająca. No prawie, bo wahania mogły się pojawić w czasie kryzysów, jak np. w okresie problemów z plonami. To zresztą logiczne i łatwo wyjaśnić na tej zasadzie prawo popytu i podaży. Jeśli piwa było mniej na rynku, a jego smakoszy nadal dużo, dochodzi do swoistej licytacji. Karczmarze sprzedają złoty trunek po wyższych cenach, bo nadal kupują go ci, na których go stać.

Coś odwrotnego dzieje się w czasie zarazy, w czasie której umierają ludzie (tak, to najdrastyczniejsza lekcja ekonomii, w jakiej uczestniczyliście!). Czarna śmierć (czyli dżuma) zmniejszyła ludność XIV-wiecznej Europy, więc ceny musiały spaść. Jedzenia było mniej więcej tyle samo, co wcześniej, ale spadła liczba nabywców. Teraz nasz przedsiębiorczy karczmarz, który przeżył zarazę, sprzedawał piwo po jak najniższych cenach.

Po zarazie spadły ceny nie tylko piwa i jedzenia, ale także zwierząt hodowlanych. Henry Knighton, kronikarz żyjący w tym czasie, zapisał w swojej przepastnej księdze, że w 1349 r. całkiem dobrego konia można było kupić za pół marki, czyli szóstą część jego ceny przed wybuchem epidemii.

Jak żyć, panie!

Nieważne jednak do końca, ile kosztował koń czy piwo (skoro już te dwa wyrazy padło obok siebie: “piłeś, nie jedź!” – mówiło przysłowie ze starożytnymi korzeniami), ważne też, ile się zarabiało!

Od razu podpowiem, że jeśli chciałbyś robić karierę w tamtym świecie, opłaca się wkupić do gildii. Opłata wynosiła 1 lub 2 funty w zależności od organizacji. No chyba, że sprawa dotyczyła gildii w Londynie, wtedy skakała do 3 funtów.

historiaNa rynku obowiązywały nierzadko stawki godzinowe i sezonowość płac. Kamieniarz w Exeter na początku XIV w. zarabiał ponad 5 pensów dziennie latem, ale tylko ok. 4 zimą. Wszystko z powodu krótszego dnia pracy. Rocznie kamieniarz zarabiał 7 funtów. Dopiero jako mistrz w zawodzie “wyciągał” 10-17 funtów w skali roku. Z takich zarobków niełatwo było jednak tym mniej wykwalifikowanym pracownikom zaoszczędzić na opłatę wstępną do gildii. W tym okresie robotnicy wydawali jakieś 2/3 wydatków na jedzenie i picie.

Jak zaś zarabiała służba? Tu także szału nie było. Elita tego zawodu na dworze królewskim mogła liczyć na 20 funtów za 12 miesięcy. Gwardzista króla dostawał 7,5 pensa za dzień, ale otrzymywał też jedzenie i ubiór, więc i tak mógł uchodzić za szczęściarza (tyle że praca nudna…). Kamerdynerzy dostawali tylko 1,5 pensa dziennie, jeden posiłek i prawo do… wspólnego łóżka dzielonego z drugą osobą tej samej rangi. Pracownicy stajni otrzymywali już tylko 1 pensa dziennie.

CDN.



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here