Naga Markets



Giełdowe przemyślenia vol. 2 – czyli od praktyka słów kilka. Początek serii krótkich refleksji na temat rynków, otaczających go i tyczących nas bezpośrednio sytuacji i zdarzeń oraz reakcji, które nie zawsze przyczyniają się do naszego poprawnego podejścia do rynku.


Pisząc pierwszą część “giełdowych przemyśleń” przelałem parę swoich myśli na stronę, zastanawiając się nad otoczeniem inwestycyjnym, które mnie otaczało przez wiele lat. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie otoczenie niejednokrotnie posiada silny wpływ na to w jaki sposób inwestor będzie kształcić się w danej materii i często nie mamy na to doraźnego wpływu. Wpływ jednak mamy na to w jakim otoczeniu obcujemy, a co za tym idzie jakie niesie to za sobą konsekwencje. Właśnie z tego powodu często osoby doświadczone, które swoją ścieżkę tradingową (czy uogólniając – inwestycyjną) już ubitą, często rezygnują po pewnym czasie z udzielania się w pewnych kręgach. 

I nic w tym dziwnego, kiedy przekazujemy swoje utarte schematy przez lata i doświadczenie, które działają – w dobrej wierze, a nagle okazuje się, że spotykamy się z niezrozumieniem czy krytyką osób mniej doświadczonych. Wówczas mówiąc kolokwialnie mamy do czynienia z wycofaniem się takiej osoby z danego otoczenia. To jest jeden z głównych powodów, dlaczego tak wielu inwestorów, którzy udzielali się na początku budowania jakiejś społeczności już dawno zarzuciło temat dalszego udzielania się. 

Zobacz również: Jak zyskownie handlować za pomocą RSI i średnich kroczących. Strategia RSI + 5 EMA + 12 EMA

Wracając jednak do początku zainicjowanej myśli – otoczenie, które miało na mnie duży wpływ sprawiło, że szedłem w swoim kreowaniu podejścia inwestycyjnego w sposób nieco odmienny. Odrzuciłem wiele prawd innych inwestorów czy traderów tworząc własne i choć zmieniały się one na przestrzeni lat i zmieniać nadal się będą – to z perspektywy czasu doszedłem do pewnych wniosków, z którymi dziś chciałbym się podzielić. 

Raz a porządnie, czyli mokra robota wobec konta

Charakterystyką niedoświadczonych inwestorów jest skłonność do podejmowania dużego ryzyka. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że może brzmieć to w bardzo “oklepany sposób” jednak właśnie to morduje najczęściej nie tylko konto – ale psychikę (niedoszłego) tradera. W tym momencie mam na myśli zbyt dużą ekspozycję na ryzyko – wejście dużą pozycją. Istnieje wśród takich inwestorów przekonanie, że wejście dużą pozycją zagwarantuje szybki zysk i zejście z niego równie szybko, jak szybko się na niego weszło. Problem inwestora tylko polega na kilku kwestiach:

  • Musi być go stać na ryzyko (odpowiednie zaplecze finansowe),
  • Musi robić to świadomie (doświadczenie w podejmowaniu takiego handlu),
  • Musi być kompetentny w tym co robi (pełna świadomość konsekwencji).

Zdecydowanie, nawet powyższe nie jest przecież gwarantem udanego “strzału”. Co więcej, inwestor często nie dostrzega konsekwencji tego typu handlu. “Aaa.. To takie w ogóle są?“. No właśnie. O jakich konsekwencjach mowa? Przede wszystkim dajemy szansę, aby emocje wkradły się do naszego handlu – a mówiąc szczerze i bez zbędnych ogródek – handel emocjonalny to idealna strategia handlowa każdego.. brokera czy ogólnie rzecz ujmując – drugiej strony handlu. Handel emocjonalny to błędy, błędy i jeszcze raz błędy. Popadanie ze skrajności w skrajność – zmiana zdania co do kierunku co kilka punktów odwrotu rynku, podwyższanie pozycji (martyngał), uśrednianie (grid) lub zamykanie części strat w tak zwanym przez część inwestorów “przedłużonym stop lossie” (pseudo-hedging).

Innymi słowy – kompletna katastrofa. Czy moim zamiarem nie jest pozostawić suchej nitki na takim sposobie handlu? Absolutnie nie, daleki jestem od wrzucania wszystkiego do jednego worka. Zdarzają się oczywiście okazje na rynku, gdzie da się realnie i szczerze wejść w rynek z dosłownie 5 punktowym stopem z potencjałem 40 – 50 punktów zysku. R:R 10:1? Yes, please. Jednak do tego trzeba mieć doświadczenie, obycie z danym walorem i systemem handlu oraz kapitał (lub tak zwaną “górkę kapitału” od bazy). W każdym innym wypadku jednak często kończy się to sromotną klęską i handel na podwyższonym wolumenie, tzn. takim, na jaki inwestor nie może sobie na co dzień pozwolić – po prostu nie może się udać. Emocje potrafią skutecznie wyeliminować zdrowy rozsądek podczas handlu.

Ulubiony system? “Na skoczka”

A teraz chciałbym przybliżyć osobowość (lub może mentalność?) inwestora typu “skoczek”. Skoczek to inwestor, który skacze z systemu na system. Handluje jakiś czas systemem A, następnie podpatruje u kogoś innego system B, który jest skrajnie odwrotny od wcześniej stosowanego systemu tylko po to, aby za chwilę przenieść się na system C. Jestem w stanie usprawiedliwić tego typu podejście, kiedy inwestor jest początkujący i nie posiada doświadczenia, które sprawiłoby, że pójdzie własną ścieżkę – ponieważ on nie zna jeszcze swojej ścieżki. Taki inwestor musi ją poznać, zweryfikować różne podejścia empirycznie, zbadać, dotknąć zyskać i stracić (lub odwrotnie).

W momencie jednak kiedy inwestor ma już staż na rynku – powiedzmy: pół roku, rok czasu (co też uzależnione jest od częstotliwości handlu oraz celu, jaki ma przed sobą i swoim handel postawiony) takie podejście jest destrukcyjne. To zwykłe marnowanie czasu, nic poza tym. Skakanie z systemu na system sprawia, że inwestor nie może zebrać odpowiedniej próbki statystycznej wobec niego, nie jest w stanie zbudować w sobie odpowiedniej dyscypliny i konsekwencji a jego wyniki są kompletnie przypadkowe. I choć osoba XYZ zarabia na danym systemie – nie sprawi to, że drugi inwestor przejmując jego system również zacznie zarabiać.

System jest jak buty – za każdym razem jak je zmieniamy wydaje nam się, że są mniej wygodne niż poprzednie. Jednak z czasem okazuje się, że nie zamienilibyśmy je na żadne inne.

Restricted area – biznes nie dla każdego

To, że trading czy inwestowanie mówiąc ogólnie to nie jest łatwy biznes – to wie raczej każdy. Gdyby było inaczej, to każdy byłby inwestorem, a życie byłoby piękne i sielankowe. Tak jednak nie jest. Nie chcę w tym momencie mówić o tym jak w takim razie zacząć zarabiać – chcę powiedzieć coś co pewnie nie spodoba się dużej ilości czytelników. To nie jest biznes dla każdego.

Zrozumie to każdy, kto zmienił na ostatnim roku kierunek studiów, kto nie pracuje w wyuczonym zawodzie lub kto zafascynowany filmikami na YouTube próbował stać się miss fitness, a po pierwszym sromotnym treningu nie mógł podnieść się przez tydzień z łóżka. Tak to działa, tak jest stworzony świat, stąd też ta różnorodność kierunków naukowych, zawodów i przedsiębiorstw.

Wizja stania się milionerem – albo co gorsza – “handlu 5 minut dziennie i zarobku kilku tysięcy złotych” sprawia, że cała chmara inwestorów pojawia się na rynku.. i odchodzi równie szybko, bogatsi o doświadczenie, a ubożsi o paręset jak nie parę tysięcy złotych. Oczywiście, przy tym także można powiedzieć odwrotnie – nikt przecież nie urodził się z platformą MT5 w ręku, to jasne. Potrzebne są do tego dziesiątki godzin, determinacja i samodyscyplina, bo to zwykle brak tego ostatniego elementu powoduje, że zarzucamy mnóstwo projektów i niedokończonych przedsięwzięć w naszym życiu. Jednak trzeba być przy tym brutalnie szczerym i potrafić powiedzieć sobie dość w odpowiednim momencie – lub odejść z rynku “na odpoczynek” do pewnego momentu, kolejnej próby. Warto mieć to na uwadze.

Może Cię zainteresować: Ile czasu potrzeba, by stać się zyskownym traderem? – Nial Fuller

Podsumowanie

Choć na samym końcu wypadałoby podsumować całość przekazanego zagadnienia, jednak zdaje się to być zbędne wobec powyższego. Wnioski nasuwają się same. Trading to ciągła praca i mierzenie się ze swoimi słabościami – które bywają największym wrogiem inwestora. 



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here