Naga Markets


Giełdowe przemyślenia vol. 1 – czyli od praktyka słów kilka. Początek serii krótkich refleksji na temat rynków, otaczających go i tyczących nas bezpośrednio sytuacji i zdarzeń oraz reakcji, które nie zawsze przyczyniają się do naszego poprawnego podejścia do rynku.


‍Weekend to z natury czas wolny od rynków, a więc moment, w którym mamy nieco więcej czasu dla siebie, swoich zajawek i zaległości z tygodnia. U mnie wkradła się niewielka ochota na podzielenie się z Wami, czytelnikami- równie niewielkimi przemyśleniami prosto z rynku. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nie jestem z serii osób, które przepisują przeczytane książki udając wielce natchnionego, a raczej odnoszę się do sytuacji rynkowych, rzeczywistych i doświadczonych na własnej skórze. Dlatego postawiłem zainicjować serię przemyśleń, z którymi na pewno wielu z Was spotkało się na swojej ścieżce z rynkami – w końcu każdy z nas przechodziło (oraz może nadal przechodzi) taki sam lub zbliżony proces rozwoju jako trader, inwestor, spekulant. Serie te mogą – choć nie muszą – przyczynić się również i do Waszego rozwoju, lub zwyczajnie sprowokować co niektórych czytelników do refleksji bądź pozostawienia komentarza na stronie. Nie przedłużając zapraszam na pierwszy wpis.

Once upon a time…

Na rynku jak w życiu – nigdy nie możemy być niczego pewni. Zdanie to wydaje się oczywiste, zwłaszcza, że będąc już aktywnym graczem rynkowym wiele sytuacji sama z siebie wydaje się nasuwać taki wniosek. A jednak, wciąż wielu inwestorów indywidualnych, czyli takich, którzy sami sobie sterem, bądź sami dla siebie nabywają doświadczenie na rynku uważają, że to co pierwotnie zaplanowane – musi lub powinno się sprawdzić. I niby sami zapytani o prawdopodobieństwo na rynku przyznają rację, że zawsze nie istnieje a nigdy to pokusa dla naiwnych, jednak podświadomie jakby żądali spełnienia się zaplanowanego scenariusza. No bo jak to? Tyle czasu spędzonego podczas analizy, tyle wspaniałych, różnorodnych kresek a tu setup ma nie wyjść? Co to, to nie!

Może Cię zainteresować: “Profil Tradera idealnego – czy jesteś w niego wpasowany?”

No tak. Żyjemy w czasach powszechnego (ba! nawet wszechobecnego!) dostępu do informacji – również (a może zwłaszcza?) tych nie do końca zweryfikowanych, bądź będących zwyczajnie czyimś subiektywnym odczuciem aniżeli obiektywnym stanem rzeczy, co przyczynia się niejednokrotnie do kompletnej dezinformacji lub jak ktoś to już kiedyś ładnie nazwał – szumu informacyjnego. Mowa tutaj oczywiście o wszelkiego typu stronach, blogach, forach, grupach facebook’owych i wszelkich innych społecznościach w odmętach internetu. Dlatego też nietrudno o nagłą zmianę zdania, zawahanie bądź całkowity brak reakcji, mimo określonego wcześniej schematu działania na występujące okoliczności. Między innymi dlatego sam odseparowałem się od większości społeczności pozostając tylko przy tej, która niejako sam tworzę. Jednak do rzeczy.

W jeden z analiz z mojego bloga wspominałem o niemieckim indeksie DAX, który w momencie pisania znajdował się w świetnej strefie do możliwości wystąpienia kolejnego impulsu wzrostowego. Co więcej – sam zaangażowałem się w pozycje długie na rozegranie takiego scenariusza, który wydawał się wielce prawdopodobny. We wpisie wskazałem 3 ewentualności wejścia w pozycję oraz sztywno określiłem dwa miejsca ewakuacji. Finalnie – setup nie wszedł, pozycje wylądowały na poziom zabezpieczenia b/e, choć same pozycje w najlepszym momencie miały już 30 do 40 punktów na plusie.

W następnych akapitach wspomniałem o miejscu całkowitej negacji scenariusza (co by GRID’owcy oraz osoby posiadające tzw. “autorskie strategie” nie popadły w obłęd łapiąc dołek) oraz miejsca, gdzie będę się obracał jeśli impuls okaże się silniejszy, niż początkowo zakładałem. Jak pokazuje czas- parcie na południe nadal było stosunkowo mocne, dlatego obróciłem się zaraz po cenie wybicia dołka (screen pokazuje dokładne miejsce) i dograłem strefę wynoszącą 90 punktów licząc od najwyższej pozycji.

No ok, ale teraz chwalę się czy żalę? W sumie, trochę jedno, trochę drugie. Chwalę, bo byłem elastyczny, setup był przygotowany wcześniej i nie zakotwiczyłem się w przekonaniu, że opcja A jest najświętsza i najlepsza. Żalę, bo o setupie long wspominałem już od poprzednich kilku analiz, bo trochę punktów na zysku już było nim finalnie wyleciałem na b/e i zwyczajnie – pokazywanie niepowodzeń nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń.

Jednak w rezultacie ciężko mówić o wtopie, bo wyszedłem na swoje, a straciłem jedynie czas trwając w longu (i może cenę, gdyby od początku być pro-short i szukając wejścia u góry?). Do czego jednak zmierzam. Zmierzam do tego, co napisałem na samym początku tych wywodów. Gdyby na rynku zawsze szło po naszej myśli, to.. byłoby nudno!

Pewnie czytając to przeszło ci przez myśl czytelniku, że napiszę coś w stylu “gdyby na rynku zawsze szło po naszej myśli to wszyscy bylibyśmy milionerami“, jednak nic bardziej mylnego. Otóż gdyby tak było i każdy by zarabiał: kto byłby dawcą kapitału? No tak, właśnie.

Po analizie, gdy sesja na niemieckim indeksie dobiegła już końca – pod analizą znalazłem komentarz, że ten (DAX) znowu kogoś oszukał. Pytanie tylko kogo? Najpewniej chodziło o mnie, bo początkowo byłem pro-long w pierwszych akapitach, a ludzie nierzadko ograniczają się jedynie do czytania nagłówków, wyciągając wnioski przy tym co do całości artykułu czy analizy.
A może jednak chodziło o innych, w tym samego autora komentarza? Trudno powiedzieć. Faktem jednak jest, że ci, którzy zakorzenili się w przeświadczeniu i scenariuszu (wspomnianej opcji A) faktycznie zostali “oszukani” i nieprzypadkowo używam tego słowa. Ci bardziej elastyczni zaś, którzy wiedzą, że wspomniane zawsze nie istnieje a nigdy to pokusa dla naiwnych – zrobili co swoje i podziękowali już na resztę dnia o wczesnej – bo ledwie rozpoczynającej się popołudniowej porze.

Scenariusz i reżyseria

Kiedyś na prowadzonej przeze mnie grupie facebook’owej doszło do ciekawej debaty na temat zjawiska tzw. “fiksowania się“. Można było przeczytać kilka ciekawych teorii na ten temat oraz skutków tego zjawiska samych w sobie. Osobiście na przestrzeni lat spędzonych na rynku również mam wyrobione zdanie o tym fenomenie i poniekąd wstępem – czy pierwszą częścią tego artykułu ją wyraziłem. Ale po kolei.

Czym jest “fiksowanie się”? Jest to nic innego jak trwanie w określonym przekonaniu w oderwaniu od sygnałów jakie generuje nam otoczenie. Innymi słowy, realizowanie określonego scenariusza niezależnie czy mamy rację czy też jej nie mamy (abstrahując od wątku posiadania racji na rynku). Samo pojęcie zafiksowania ma oczywiście negatywną wymowę, ponieważ określa stan, w którym jesteśmy ślepi bądź głusi na zmieniające się warunki, które w normalnych okolicznościach powinniśmy wziąć pod uwagę i zakończyć scenariusz lub skorygować jego założenie. Paradoksalnie jednak zdarza się, że takie zafiksowanie przyczynia się do osiągnięcia większych zysków czy też lepszych wyników niż kiedykolwiek znajdując się “w normalnym”, czyli kontrolowanym stanie. Wynika to oczywiście z faktu, że założony scenariusz rynkowy do tego stopnia nas “pochłonął”, że nie byliśmy w stanie odpuścić do samego końca jego trwania – a więc finalnie realizacji choć na co dzień zwykle zdarza nam się przedwcześnie wyjść nawet z najlepiej zaplanowanego setupu – lub co gorsza: nie rozegrać go wcale.

Zobacz także: “Odpowiedzialność w tradingu – psychologia inwestowania”

Pojęcie to zatem, mimo wspomnianego już negatywnego znaczenia może mieć czasem pozytywne i zaskakujące skutki. Chcąc podejść naukowo do tematu, trzeba by zbadać statystykę momentów fiksowania do osiąganych wyników, co oczywiście jest niewykonalne z kilku powodów. Po pierwsze nasz stan emocjonalny jest trudny do jednoznacznego określenia i nawet chcąc go określić – będzie to jedynie subiektywna ocena. Po drugie warunki rynkowe mogą być zawsze inne (inne tło techniczne czy fundamentalne). Lub zwyczajnie w tym momencie AT nie będzie działać #atniedziała.

Tak więc ciężko byłoby dojść do jednoznacznych, niepodważalnych wyników czy zafiksowanie działa częściej pozytywnie czy negatywnie, dlatego w swoim odczuciu pozostaje przy negatywnym znaczeniu. Dlaczego? Zadaj sobie pytanie: kiedy najczęściej używasz, bądź kiedy najczęściej słyszysz od kogoś pojęcie “ale się zafiksowałem na kierunek!”? Najpewniej podczas straty, kiedy to przez kolejne dni “liżemy rany” i odrabiamy taki stan rzeczy, prawda? No właśnie.

To wszystko nawiązuje do pierwszej części rozważań, czyli kto został oszukany na rynku pod wpływem zmian jakie na nim zaszły, a kto owe “oszustwo” wykorzystał jeszcze jako pretekst do zarobienia. Elastyczność i obiektywizm na rynku z całą pewnością nie jest łatwy i przypomina to raczej naukę niż stan, który sam do nas przyjdzie, ale o tym może w następnym artykule o giełdowych przemyśleniach.


Już teraz skorzystaj z serii darmowych materiałów edukacyjnych i dołącz do Strefy eLearn portalu Comparic.pl!


tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

Poprzedni artykułCzy indeks dolara (DXY) ustanowi nowe roczne maksimum?
Następny artykuł8 sposobów na zrozumienie dowolnego rynku – Tradeciety
Od roku 2012 działa jako Trader na rynku OTC/FX jako daytrader. Założyciel Szczecińskiego Klubu Inwestora „Trading Club Szczecin” oraz prelegent wielu paneli dyskusyjnych nt. rynku Forex. Twórca autorskiej strategii "PSV" - podejścia do inwestycji krótkoterminowych. Pasjonat ekonomii, inwestycji kapitałowych, wyznawca i propagator idei social-learningu. Działania i trafność analiz, które wykonuje, zostały bardzo docenione przez wielu traderów i inwestorów. Skutkowało to m.in. nominacją w konkursie organizowanym przez fundację FxCuffs w kategorii Analityk Roku 2016 oraz kolejną nominacją za rok 2018.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here