Naga Markets



Epidemia zmniejszyła popyt na pracownikówDwa tygodnie marcowego zamrożenia polskiej gospodarki wystarczyły, by znacząco pogorszyć sytuację na rynku pracy w całym pierwszym kwartale. Powstało znacznie mniej nowych miejsc pracy, a jednocześnie przedsiębiorcy zlikwidowali największą od dziesięciu lat liczbę stanowisk.

Niewiele nowych miejsc pracy, rekordowe likwidacje

Według najnowszych danych GUS, w pierwszym kwartale roku przedsiębiorcy utworzyli nieco ponad 170 tys. nowych miejsc pracy. To wynik o ponad jedną trzecią niższy niż w pierwszych trzech miesiącach 2019 r. Początek roku to zwykle okres, w którym liczba nowych miejsc pracy rośnie najszybciej. W ubiegłym roku powstało ich wówczas ponad 263 tys., a w pierwszym kwartale 2018 r. 258 tys. W kolejnych miesiącach zazwyczaj ta dynamika wyraźniej się zmniejsza i pod koniec każdego roku jest niższa nawet o połowę. Obecny rok zaczyna się więc pod tym względem bardzo słabo, a trzeba pamiętać, że ograniczenia związane z epidemią zostały wprowadzone dopiero w drugiej połowie marca. W drugim kwartale należy się więc spodziewać dużo gorszych danych.

Jeszcze bardziej niepokoi największa od dziesięciu lat, sięgająca niemal 120 tys. liczba zlikwidowanych etatów. Nie wróży to dobrze danym za drugi kwartał. Pod tym względem prawdopodobnie najgorszym miesiącem był kwiecień. Pierwsze sygnały wyhamowania negatywnych tendencji były widoczne w maju, ale o żadnym przełomie nie może być mowy. W kolejnych miesiącach nie należy spodziewać się, że firmy będą tworzyć nowe miejsca pracy. Będzie dobrze, jeśli przestaną je likwidować w takim tempie, jak w pierwszym kwartale. Na powrót do rynku pracownika trzeba będzie poczekać prawdopodobnie około dwa lata.

Bezrobocie rośnie, a to dopiero początek

Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) stopa bezrobocia wzrosła z 5,8 proc. w kwietniu, do 6 proc. w maju. To wynik najgorszy od stycznia i lutego ubiegłego roku, jednak sezonowy wzrost liczby bezrobotnych w miesiącach zimowych jest zjawiskiem naturalnym, zaś od wiosny normą jest jej spadek. Obecny rok jest pod tym względem nietypowy, z powodu konsekwencji epidemii koronawirusa. Notowana od wiosny 2013 r. zdecydowana  poprawa sytuacji na rynku pracy, właśnie wchodzi w okres jednej z najtrudniejszych w ostatnich latach prób.

Od marca 2013 r. do września 2019 r. stopa bezrobocia obniżyła się z 14,4 do 5,1 proc., wpisując się w wieloletnią tendencję spadkową. W latach 2008-2013 przerwał ją globalny kryzys finansowy i następująca po nim recesja. Wówczas stopa bezrobocia zwiększyła się z 8,9 do 14,4 proc., a więc o prawie dwie trzecie. Konsekwencje pandemii koronawirusa będą prawdopodobnie bardziej dotkliwe. Prognozy ekonomistów zakładają dwucyfrową stopę bezrobocia pod koniec obecnego roku, prawdopodobnie niewiele powyżej 10 proc. Oznaczałoby to podwojenie się wysokości stopy bezrobocia względem minimum osiągniętego w obecnym cyklu w październiku 2019 r., na poziomie 5 proc.

Należy jednak pamiętać, że wzrost ten odbywać się będzie z poziomu najniższego w historii, a do tego wiązać się będzie z nadzwyczajnymi i trudno przewidywalnymi okolicznościami. Niewiadomą pozostaje także czas potrzebny do powrotu do stanu sprzed epidemii. Można mieć nadzieję, że będzie on krótszy niż w przypadku globalnego kryzysu finansowego i wyniesie około trzech lat.

Według danych resortu pracy, w maju zarejestrowanych jako bezrobotni było prawie 1012 tys. osób, o 106 tys. niż rok wcześniej. Wzrost wydaje się niezbyt niewielki, jednak należy mieć na uwadze, że wiele osób z różnych względów (ograniczona wydolność urzędów, obawa przed zarażeniem się, odkładanie decyzji w czasie) nie rejestrowało się w urzędach pracy w pierwszych tygodniach trwania epidemii, więc ich liczba będzie się zwiększać w kolejnych miesiącach. Warto również zauważyć, że między wrześniem ubiegłego roku, gdy liczba zarejestrowanych bezrobotnych osiągnęła poziom najniższy w cyklu koniunktury, a kwietniem obecnego roku liczba bezrobotnych zwiększyła się ponad 171 tys. osób, a od początku roku o ponad 145 tys.

Prognozowanie rozwoju sytuacji na rynku pracy nie jest łatwym zadaniem, tym bardziej, że zależy ona od nieprzewidywalnych zjawisk epidemicznych, nie tylko w Polsce,  oraz ich konsekwencji dla firm. Choć z danych portalu SpotData wynika, że w maju zanotowano niewielki w porównaniu do kwietnia wzrost liczby ofert pracy zgłaszanych do urzędów zatrudnienia, a firmy zajmujące się pośrednictwem kadrowym sygnalizują, że odsetek przedsiębiorstw planujących zwolnienia maleje, należy spodziewać się dalszego znacznego zwiększenia się liczby bezrobotnych. Najbardziej optymistyczne jest w tej kwestii MRPIS, spodziewające się w tym roku stopy bezrobocia na poziomie 7,3 proc. oraz jej wzrostu w 2021 r. do 7,6 proc., co oznacza że w tym roku liczba bezrobotnych wyniosłaby odpowiednio 1215 tys. i 1270 tys. Wobec danych majowych, tak duży optymizm wydaje się nieuzasadniony, tym bardziej że kosztowne rozwiązania wspierające utrzymanie zatrudnienia, przyjęte przez rząd w ramach tarczy antykryzysowej, mają ograniczony czas działania.

Autor poleca również: 



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here