Naga Markets




Czy do spekulacji możemy podejść jak do serialu? Skupić się na tym raz w tygodniu, gdy akurat jest sezon? Pytanie może wydawać się dziwne, ale rzeczywistość okazuje się zaskakująca. Podejście do działania na rynku sezonami może bowiem przynieść zadziwiające efekty.


W jednym z poprzednich tekstów omawiałem poszukiwania strategii długoterminowej, której celem było tak wsparcie spekulantów długoterminowych i wykazanie, że aktywne strategie w długim terminie mogą sobie poradzić z pasywnymi, jak również celem było wykazanie, że skuteczna strategia długoterminowa może być świetnym wsparciem dla graczy krótkoterminowych. W ramach tych poszukiwań skorzystałem z prostej w swojej konstrukcji strategii opartej o dwa składniki. Pierwszym była roczna średnia krocząca dla tygodniowego wykresu indeksu S&P500, a drugim założenie wykorzystania znanej własności sezonowości rynków akcji. Jak widać, nie ma tu miejsca na żadną optymalizację parametrów. Mimo to, rzeczona strategia dała całkiem przyzwoite wyniki.

Wprowadzamy zarządzanie wielkością pozycji

Teraz zajmiemy się nią dokładniej, sprawdzając, na co można liczyć przy założeniu wykorzystania jej w dłuższym okresie, gdy do kalkulacji dołożymy wątek zmiennej wielkości pozycji. Dotychczas bowiem wyniki kalkulowane były przy założeniu prostego zakupu indeksu niezależnie od posiadanego aktualnie kapitału. Zawsze była to jedna jednostka indeksu. A co zmieni sytuacja, w której zaangażowanie na rynku odniesiemy do posiadanych zasobów? Jak na wynik wpłynie wdrożenie prostej zasady dotyczącej zwiększenia zaangażowania w określonych momentach? 

Zasady strategii

Przypomnijmy działanie samej strategii. Oparta jest o indeks S&P500. Pojawiamy się na rynku, gdy indeks znajduje się nad swoją roczną średnią (obliczenia dokonane zostały przy założeniu danych tygodniowych, a więc zamknięcie tygodnia jest odniesieniem do wyliczania średniej z 52 tygodni). W okresie, w którym indeks znajduje się pod swoją średnią, trzymamy się z dala od rynku. Naszym pojawieniem się na rynku będzie zakup indeksu, kontraktów CFD na indeks lub funduszy ETF na ten indeks.

I tu wkracza nasze drugie ograniczenie – polujemy na zyski tylko w sezonie, gdy takie zyski mają szansę się pojawić. Innymi słowy korzystamy ze znanej właściwości słabszej kondycji rynku akcji w okresie od początku maja do końca października. Przy obliczeniach dokonałem założenia, że nasz sezon spekulacyjnego serialu ma sztywne ramy – rozpoczyna się w ostatni piątek października, a kończy w ostatni piątek kwietnia. Między końcem kwietnia, a końcem października rynek nas nie powinien interesować.

W praktyce wygląda to tak, że ostatniego piątku października spoglądamy na wykres indeksu i gdy jest on nad roczną średnią, wchodzimy na długą pozycję tuż przed zamknięciem sesji amerykańskiej. Gdyby indeks tego dnia znajdował się pod średnią, to nie robimy nic i czekamy na kolejny piątkowy wieczór (polskiego czasu), by ponownie skonfrontować indeks z jego własną średnią. Co tydzień przed końcem piątkowej amerykańskiej sesji porównujemy indeks ze średnią i reagujemy na ewentualne sygnały. Aż do końca kwietnia, gdy w ostatni piątek zamykamy wszystkie pozycje i kończymy sezon spekulacji. Mamy spokój do października.

Poświęcenie jest opłacalne

Jak widać, ta strategia nie wymaga wielkiego zaangażowania czasowego, choć naturalnie piątek wieczór dla części czytelników może być terminem niewygodnym. Niemniej wydaje się, że takie poświęcenie jest opłacalne, co zaraz zostanie udowodnione.

Dla przypomnienia rzućmy okiem na wykres przebiegu linii kapitału przy założeniu stałego zaangażowania na rynku w postaci zakupu jednej całej jednostki indeksu (lub jego odpowiedników). Innymi słowy cały czas nasz kapitał zmienia się w podobnej skali, jak sam indeks.

Źródło: stooq.pl, obliczenia własne

Mamy tu trzy linie. Niebieską zaznaczony jest przebieg samego indeksu S&P500 od początku 1968 roku. Linia zielona to zmiana kapitału przy założeniu wykorzystania jedynie sygnałów średniej kroczącej (52 tygodnie). Linią czerwoną zaznaczony jest wynik uwzględniający tak sygnały ze średniej, jak i założenie, że rynkiem interesujemy się tylko w trakcie korzystniejszej połowy roku. Wyraźnie widać, że linia czerwona jest spokojniejsza – okresy spadku są mniejsze w porównaniu z pozostałymi liniami.

Problem z dopłatami

Kryje się tu jednak pewne zafałszowanie. Założenie, że ciągle kupujemy jednostkę indeksu nie ma odniesienia do faktycznego stanu naszego portfela. Są okresy, gdy indeks zachowuje się lepiej od wyniku strategii, a tym samym nie byłoby możliwości z zysków sfinansować pełnego zakupu jednostki indeksu (sytuacje, gdy linia czerwona jest pod poziomem indeksu). Czyli oprócz kapitału początkowego czasem potrzeby byłoby dodatkowego zastrzyku gotówki, by stale mieć jej tyle, by można było kupić jedną jednostkę indeksu. Przy niskich kwotach nie musiałoby to robić wielkiej różnicy, ale przy większych byłoby niekomfortowe.

Zaangażowanie 100 proc. kapitału (bez lewara)

By ten brak komfortu zniwelować dokonałem pewnych modyfikacji w sposobie otwierania pozycji. Przyjąłem, że za każdym razem angażujemy całość posiadanej gotówki, co nie zawsze musi odpowiadać pełnej wielkości jednostki indeksu. Efekt widać poniżej:

Źródło: stooq.pl, obliczenia własne

Jak widać, przebieg linii kapitału jest wciąż bardzo płaski, a więc wyraźnie spokojniejszy niż indeksu. Część osób może powątpiewać w sens takiej strategii, skoro jej wynik jest nominalnie mniejszy niż zmiana indeksu. Można byłoby mniemać, że zwolennicy pasywnego podejścia do rynku mają rację. Nic bardziej mylnego – wynik nominalny sam w sobie nic nam nie mówi, jeśli nie odniesiemy go do skali ryzyka, jakim został osiągnięty. Innymi słowy, wzrost indeksu z poziomu 100 do 3000 pkt. robi wrażenie do momentu, gdy nie zdamy sobie sprawy, że w tym okresie (51 lat) pojawiały się momenty spadku indeksu o grubo ponad połowę. Tymczasem linia czerwona pokazuje wynik strategii, która w najgorszym swoim momencie notowała obsunięcie kapitału wynoszące 17,1 proc.

Większość sezonów na plusie

Opisane wyżej podejście do skalowania otwieranych pozycji skutkuje tym, że mamy strategię, której średnioroczna stopa zwrotu na przestrzeni całego badanego okresu wynosiła 5,24 proc.(bez uwzględnienia kosztów transakcyjnych) i maksymalne obsunięcie kapitału wynosiło 17,1 proc. (w skali tygodniowej liczony po zamknięciach). Przypomnę, że działaliśmy sezonowo, a więc jak te stopy zwrotu rozkładały się na poszczególne sezony? Poniższy wykres to przedstawia:

Źródło: stooq.pl, obliczenia własne

Słupki niebieskie pokazują wartości stóp zwrotu po każdym sezonie naszej aktywności, czyli o ile zmienił się nasz kapitał od końca października do końca kwietnia. Jak widać, nie wszystkie sezony kończyły się wynikiem pozytywnym. W kilku wypadkach nie była dokonana żadna transakcja przez cały sezon, bo opisane zasady na to nie pozwoliły. Na wykresie zaznaczono również czarnymi słupkami średnioroczne stopy zwrotu w okienkach 20-sezonowych. Jak widać, pojawiają się okienka, w których średnioroczny wzrost wynosi nawet mniej niż 4 proc. To może wydawać się niewiele, ale z drugiej strony nawet kryzys sprzed dekady nie miał aż tak znaczącego negatywnego wpływu na strategię, by w takim zakresie odnotować wynik ujemny.

Wdrażamy lewar – 1 do 2

No dobrze, czas na podkręcenie ryzyka. Jeśli powyższe wyniki na kimś nie robią wrażenia, spróbujmy prześledzić wynik strategii w sytuacji wprowadzenia możliwości powiększenia posiadanej pozycji. Czyli wdrażamy możliwość lewarowania pozycji. Oczywiście, nikt tu nie mówi o maksymalnych poziomach, jakie są dostępne. Na razie załóżmy, że mamy możliwość podwojenia posiadanej pozycji w określonych przez nas warunkach – lewar 1 do 2.

Skoro działamy na interwale tygodniowym to przyglądamy się zmianom rynkowym w takiej ramie. Pozwoliłem sobie przyjąć założenie, że w sytuacji, gdy indeks w danym tygodniu zanotował spadek, a my mamy już otwartą pozycję, to pozwalamy sobie na otwarcie kolejnej w podobnej skali. Gdyby rynek spadał w kolejnym tygodniu znowu, to już nie reagujemy, gdyż nasz lewar maksymalnie wynosi 1 do 2, czyli maksymalnie możemy mieć otwarte dwie pozycje, czyli zaangażowane środki w kwocie 200 proc. Powiększoną pozycję utrzymujemy do chwili, gdy najpierw rynek wyjdzie ponad zamknięcie, na którym powiększaliśmy pozycję z 1 na 2, ale utrzymuje ją do chwili, gdy nie pojawi się kolejny spadek, lub nie zakończy sezon. Gdyby sezon zakończył się przy powiększonej pozycji, w nowym sezonie zaczynamy od standardowego zaangażowania. Podsumowując, zakładamy, że nasza strategia jest dobra i pozwalamy sobie na powiększenie pozycji przy cofnięciu się rynku.

Jak wykorzystanie lewara wpływa na wyniki?

Co się dzieje z wynikami strategii? To przedstawia wykres poniżej:

Źródło: stooq.pl, obliczenia własne

To może być trochę mylące, a więc zobaczmy jak to wygląda w skali logarytmicznej:

Źródło: stooq.pl, obliczenia własne

Taka zmiana w podejściu do skalowania pozycji prowadzi do zmiany całkowitego wyniku strategii, co było do przewidzenia. Przy takich założeniach wzrost średnioroczny wynosi 9,49 proc. Do przewidzenia jest także wzrost miary ryzyka. W tej wersji maksymalne obsunięcie kapitału wyniosło 29,4 proc. Zauważmy, że przy drastycznie lepszym wyniku od tego, co daje sam indeks, wciąż nasze ryzyko jest diametralnie, bo aż o połowę niższe niż naśladowanie indeksu!

Jak kształtują się wyniki poszczególnych sezonów oraz średnioroczne stopy zwrotu w okienkach 20-szonów? Tak, jak na poniższym wykresie:

Źródło: stooq.pl, obliczenia własne

Nadal pojawiają się sezony ujemnej zmiany kapitału (i będą pojawiać się co jakiś czas), ale wciąż w okienku 20 sezonów stopy zwrotu są dodatnie i w przeważającej większości lepsze od tego, co daje sam indeks. Przypominam, że mówimy o strategii, która angażuje nas przez pół godziny (dla pełnego komfortu) raz w tygodniu.

Ryzykiem nie można dowolnie manipulować

Widząc, że podniesienie poprzeczki dla ryzyka ma olbrzymie znaczenie dla ostatecznego wyniku strategii. Czy można sobie to ryzyko podnosić w nieskończoność? Oczywiście, że nie. Tu warto porównywać profity płynące z podniesienia stopy zwrotu względem skali podnoszonego ryzyka.

No to zabawmy się w sprawdzenie, jak zachowa się strategia, gdy do dyspozycji będziemy mieli lewar 1 do 3. Efekt widać na wykresie w skali arytmetycznej:

Źródło: stooq.pl, obliczenia własne

I logarytmicznej:

Źródło: stooq.pl, obliczenia własne

W tej wersji, średnioroczna stopa zwrotu wzrosła do 12,7 proc., a ryzyko, czyli maksymalne obsunięcie kapitału wyniosło 38,74 proc. Zatem wciąż jest to mniej niż zapewnia nam sam indeks.

Także rozkład wyników poszczególnych sezonów wygląda następująco:

Źródło: stooq.pl, obliczenia własne

Czy skorzystanie z lewara 1 do 4 będzie korzystnym rozwiązaniem? Okazuje się, że wprawdzie wynik ponownie się powiększy, a średnioroczna stopa zwrotu także będzie wyższa, to jednak skala jej poprawy będzie mniejsza względem wzrostu skali ryzyka. Innymi słowy relacja ryzyko zysk przy lewarze 1 od 4 nam się już pogorszy, co jest sygnałem, że dalsze podnoszenie poprzeczki nie jest działaniem optymalnym. W tej wersji średnioroczna stopa wzrostu wyniosła 14,65 proc. przy obsunięciu kapitału wynoszącym 45,69 proc.

Wynik w skali logarytmicznej wygląda następująco:

Źródło: stooq.pl, obliczenia własne

Rozkład wyników poszczególnych sezonów wygląda tak:

Źródło: stooq.pl, obliczenia własne

Wykorzystanie lewara na poziomie 1 do 4 sprawia, że mamy w kilku przypadkach do czynienia ze słabymi sezonami, w trakcie których kapitał kurczy się nam o ponad 30 proc. To pokazuje skalę ryzyka, jakie musielibyśmy zaakceptować, by na taką wersję się godzić. Trzeba też pamiętać, że optimum lewara leży gdzieś między 1 do 3, a 1 do 4.

Podsumowanie dla graczy długoterminowych

Powyższe obliczenia w wersji lewarowanej być może jednych zachwycą swoim nominalnym wynikiem, innych zaniepokoją skalą ryzyka (nadal niższe od czysto rynkowego). Pamiętać jednak należy, że ten serial można oglądać we własnym tempie. My skalujemy poziom emocji dobierając świadomie ryzyko. Wykorzystanie lewara nie jest obowiązkowe, choć wyniki pokazują, że w wersji optymalnej warto z niego skorzystać. To i tak byłby lewar znacznie niższy, jakim posługują się na co dzień spekulanci.

Plusem opisywanego tu rozwiązania jest to, że nie jest ono czasochłonne. Ważna jest również prostota i brak dopasowywania wyników do zmian rynkowych. To powoduje, że jest spora szansa (pewności nie ma nigdy), że w dłuższym terminie to rozwiązanie będzie wciąż skuteczne. Jeśli zainteresujemy się tym serialem na 20 sezonów jest spora szansa na przyzwoity wynik i zadowolenie stosunkowo niskim kosztem czasu.

Podsumowanie dla graczy krótkoterminowych

No i na koniec uwaga na graczy krótkoterminowych. Czy w dłuższym terminie bardziej opłaca się trzymać kierunku sugerowanego przez tę strategię, czy też możemy sobie tą wskazówkę pominąć? Moim zdaniem zagrywanie na spadek w sytuacji, gdy omawiana strategia sugeruje posiadanie długiej pozycji jest w dłuższym terminie mało skutecznym rozwiązaniem.

Kamil Jaros,

Główny Analityk Admiral Markets



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here