Naga Markets


„Nic nie jest wieczne na tym świecie, nawet nasze problemy” – z dużym prawdopodobieństwem te słowa Charlie Chaplina rozbrzmiewają w głowach decydentów kartelu OPEC. Mijający rok był dla grupy bardzo intensywny, pełny problemów, których grupa nie była w stanie precyzyjnie przewidzieć, ani im przeciwdziałać. Co gorsza nie ma przesłanek, aby zbliżający się nowy rok dał OPEC chwilę wytchnienia i czas na „przegrupowanie wojsk”. O ile na pytanie tytułowe z dużą dozą pewności możemy odpowiedzieć twierdząco, tak skala wyzwań stojących przed kartelem wymaga rozbudowanego komentarza.


2018 w telegraficznym skrócie

Pierwszy cios dla OPEC nadszedł z Ameryki Południowej, a dokładniej z Wenezueli. Produkcja w kraju rządzonym przez prezydenta Maduro kurczyła się od kilku lat, ale to w 2018 roku otarła się o granicę 1 miliona baryłek dziennie, notując spadek o 600,000 baryłek. Problemy wewnętrzne spowodowały również zmniejszone wydobycie w Libii, gdzie z powodu zajęcia strategicznych pól naftowych wielkość produkowanej ropy spadła o blisko 400 tysięcy. Wraz z końcem wakacji sytuacja ustabilizowała się na tyle, że kraj osiągnął rekordowy poziom produkcji w wysokości 1,150 miliona baryłek, planując dalsze zwiększanie wydobycia w 2019 roku. Niestabilność tego regionu nakazuje ostrożne podejście do sugerowanych prognoz, chociażby z uwagi na kolejne zagrożenia ze strony partyzantów, które w grudniu spowodowały kolejne przerwy na największym libijskim polu naftowym –  El Sharara.

Kolejnym uderzeniem, które co prawda pozwoliło na wzrost cen „czarnego złota”, ale mogło mocno zachwiać OPEC, była decyzja o ponownym wprowadzeniu sankcji na Iran przez Stany Zjednoczone. Planowane restrykcje miały spowodować, że eksport ropy z Iranu spadnie do zera, jednak jak się okazało z racji na ograniczenia techniczne i rynkowe, nie było to możliwe. Ostatecznie osiem państw uzyskało od Amerykanów zgodę na dalsze zakupy na okres 6 miesięcy, a eksport z Iranu spadł jedynie  o 1,6 miliona baryłek dziennie (z 2,4 miliona baryłek dziennie w czerwcu  do 800 tysięcy w listopadzie). Jak przewidują analitycy, w grudniu ta wielkość może wzrosnąć do 1,1 miliona baryłek. Wynika to faktu, że finalny kształt sankcji został opublikowany 5 listopada, a wybrani importerzy, z obawy o możliwe kary zrezygnowali z zakupów do czasu ogłoszenia decyzji. Kiedy z dnia na dzień narracja Mike Pompeo i Johna Boltona stawała się coraz mniej agresywna, „rozczarowani” inwestorzy uznali, że rynek zdecydowanie przeszacował wpływ sankcji na cenę czarnego złota, co rozpoczęło dynamiczny spadek notowań gatunku WTI o ponad 30 dolarów na przestrzeni niespełna 3 miesięcy. Na zmianę nastrojów wpłynęły również stale rosnąca produkcja, wielkość zapasów ropy w USA i coraz głośniejsze obawy o wzrost gospodarczy, które spowodowały, że OPEC z raportu na raport musiał rewidować w dół swoje prognozy dotyczące popytu na ropę w 2019 roku.

Prawdziwym „sprawdzam” dla jedności grupy miało być grudniowe spotkanie w Wiedniu, na którym kartel miał podjąć decyzję na temat zmniejszenia wielkości produkcji, aby zapobiec nadwyżce ropy, która pojawiła się na rynku i spycha ceny na dół, szkodząc producentom. Arabia Saudyjska, która w polaryzującej się grupie wyrosła na zdecydowanie najważniejszego członka musiała zmierzyć się z oskarżeniami innych producentów, jakoby Rijad wykonywał rozkazy Stanów Zjednoczonych, a z drugiej strony z naciskającym na OPEC prezydentem Donaldem Trumpem, który kilkukrotnie wzywał kartel do utrzymania poziomów produkcji. Co więcej, na horyzoncie pojawiały się pierwsze nieścisłości w rozkwitającej dotychczas współpracy na linii Arabia Saudyjska – Rosja, która miała coraz bardziej liczący się głos w ramach rozbudowanego OPEC+. Trzy dni przed rozpoczęciem szczytu świat otrzymał fizyczne potwierdzenie, że struktura OPEC pęka – Katar po 57 latach zdecydował się wystąpić z grupy. Mimo, że był to dopiero 11-sty co do wielkości producent w ramach kartelu, posunięcie rządu z Doha potwierdza spekulacje, jakoby pozostałym członkom nie podobała się nowa droga, którą dla grupy wybrała Arabia Saudyjska. Katarski minister energii Saad al-Kaabi powiedział, że decyzja nie ma politycznych korzeni, a wynika tylko i wyłącznie z kalkulacji – 85% dochodów z eksportu stanowi handel gazem i to w tym sektorze Doha widzi największy potencjał dla siebie, a nie w ropie. Należy pamiętać, że w czerwcu 2017 roku Arabia Saudyjska, ZEA, Bahrajn, Kuwejt i Egipt nałożyły na Katar embargo handlowe i gospodarcze w odpowiedzi na zarzuty, według których Doha miała finansować organizacje terrorystyczne. Katar wystąpi z grupy oficjalnie 1 stycznia, natomiast OPEC+ w „starym składzie”, po dwóch burzliwych dniach ustalił zmniejszenie podaży w obrębie grupy w ostatecznej wielkości 1,2 miliona baryłek dziennie, z czego kraje OPEC dostarczą na rynek 800 tysięcy baryłek mniej, a pozostali producenci 400 tysięcy.

Co dalej?

Słabnącą pozycję kartelu i coraz mniejszy udział w światowym rynku ropy, najlepiej prezentuje zamieszczony poniżej wykres:

Wielkość produkcji OPEC (wykres słupkowy) i światowej (wykres liniowy) w okresie grudzień 2016 – październik 2018. Źródło: Grudniowy raport OPEC.
Wielkość produkcji OPEC (wykres słupkowy) i światowej (wykres liniowy) w okresie grudzień 2016 – październik 2018. Źródło: Grudniowy raport OPEC.

Pomimo, że światowa podaż ropy wzrosła o ponad 4 miliony baryłek ropy dziennie, wielkość produkcji w ramach kartelu spadła o 0,5 miliona baryłek. Najbardziej niepokojące są głosy, że OPEC nie jest już grupą, w której mali i duzi producenci łączą siły we wspólnym interesie, a są jedynie tłem dla polityki Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, za którymi ślepo podążają Kuwejt, Bahrajn, Libia i Algieria. Coraz więcej znaków zapytania pojawia się nad Irakiem, w którego sprawy wewnętrzne ingeruje Iran, prowadząc m.in. wspólne ćwiczenia wojskowe, czy zwiększając wymianę handlową. Pamiętajmy, że w dużym stopniu to irańskie siły pomogły pokonać Państwo Islamskie na terenach Iraku. A to właśnie Irak, wydaje się być kolejnym kandydatem do opuszczenia grupy –  najczęściej odbiega od celów wyznaczanych przez kartel i regularnie polemizuje z jego decyzjami.

Może się więc okazać, że najlepszym wyjściem będzie uformowanie nowej grupy, która byłaby oficjalnie prowadzona przez Arabię Saudyjską i ZEA, ze znacznym zaangażowaniem Rosji i mniejszych Państw Zatoki, Azji Środowej i Afryki. Ważne będzie również stanowisko krajów afrykańskich – w tym przypadku największy z nich – Nigeria nadal wspiera Arabię Saudyjską. W nowej strukturze, marginalizowany byłby zapewne głos krajów latynoamerykańskich – Wenezueli i Ekwadoru. Warunkiem koniecznym, aby grupa miała istotny głos na rynku jest wsparcie Moskwy, a będzie to ważne nie tylko z punktu widzenia produkcji ropy, ale również na tle politycznym. Przez  pogarszające się stosunki między saudyjskim księciem Mohammedem bin Salmanem a Zachodem, rosyjska przyjaźń może być świetną alternatywą.  Jeśli szukać odpowiedzi czy ta relacja wynika z potrzeby chwili, czy stoi za nią już zbudowana więź – spójrzmy na energiczne przywitanie przywódców obu krajów w trakcie szczytu G20.

Mimo, że przedstawiciele grupy podkreślają, że OPEC nie ma charakteru sojuszu politycznego, rzeczywistość jest zupełnie inna. Ropa i polityka są nierozerwalne, a sojusz OPEC – Rosja, może obu stronom przynieść korzyści na wielu płaszczyznach. Ostateczna forma organizacji jest trudna do przewidzenia, ale na pewno 2019 rok może być początkiem nowej ery na rynku ropy.



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here