Alfa Forex

„Jeśli gra się dość długo i dość intensywnie, stosując zasadę zamykania pozycji przegranych i utrzymania pozycji przynoszących zysk, to po jakimś czasie statystyka zaczyna działać na twoją korzyść” Gene Agatstein. Tylko realny rynek. Krótkie wpisy bez nadmiaru teorii. Prosta strategia, schemat prowadzenia pozycji i postępowanie w myśl powyższej sentencji. Zapraszam na starcie „Człowiek kontra rynek”.


„Różnica pomiędzy wygrywającym, a przegrywającym nie polega tyle na wrodzonym talencie ile na dyscyplinie w unikaniu błędów” – Linda Bradford Raschke


Na początek krótka relacja z ostatniego okresu scalpingowej przygody. Jakiś czas temu przeszedłem na wykresy Range Bar. Mimo, że nie jest to jakieś cudowne narzędzie to jednak wykres wydaje się być czytelniejszy. Po za tym równe wielkości świec otwierają ciekawe możliwości choćby w zakresie trailingu stop lossa np. po kolorach świec. Mimo, że wciąż szukam swojej najlepszej metody, najlepiej mi pasującej, to myślę, że już przy range barach zostanę. Chciałbym na tych wykresach sprawdzić te strategie, które dotychczas na zwykłych wykresach najlepiej się sprawdzały. Na dzień dzisiejszy nadal najlepszym rozwiązaniem pozostaje dość prosta metoda, w której stosowałem nieco oddalony SL, wtedy też zyski były najbardziej stabilne, co zresztą widać w statemencie.

Nadal też problemem pozostaje brak czasu lub bardziej słaba organizacja. Na własnej skórze przekonałem się jak fatalnie wypada w daytradingu gra z doskoku – pomija się zyskowne okazje, a wchodzi w te stratne. Dużo lepiej jest ograniczyć sesję, choćby zaledwie do 1 godziny, ale obserwować wtedy rynek w sposób ciągły. Po za samymi metodami, testuję także rozwiązanie z podwójnym trailing stopem. Zamysł jest taki aby w momencie, gdy cena miałaby uderzyć w TP i zaksięgować zysk, automat przełączałby się na węższy trailing stop. Ktoś zapyta po co to robić, dla 1 czy 2 punktów, czasem dużo więcej? W scalpingu, gdzie mamy TP na powiedzmy 5 punktach, każdy kolejny dodatkowy punkt zysku to aż 20% większy profit. Jest więc o co walczyć. Ostatni okres to testy metody momentum – średnie wskazują kierunek ale gramy tylko wtedy, gdy MACD wykracza po za pewien zakres, wskazując na silniejsze okresy trendu:

dax


Newsy Comparic wspiera broker ALFA-FOREX z licencją CySEC od 2004 r. SPRAWDŹ niskie spready, konta PAMM i kantor walut

Obserwując swoją przygodę z najniższymi ramami czasowymi, zauważyłem podsumowując pewne okresy, że pomocnym narzędziem może być wyznaczenie sobie jakiegoś limitu strat. Może to być poziom finansowy, procentowy czy też ilość przegranych tradów w danym czasie. Prowadząc statystyki własnych zagrań okazuje się, że zaprzestanie gry kiedy nam nie idzie jest chyba najprostszym sposobem aby znacząco poprawić ogólny wynik. O słabości wyników często decydowały pojedyncze sesje, kiedy nic nie wychodziło, ale próbowało się nadal. Zliczając zagrania w arkuszu okazuje się, że przestrzegając prostej zasady, aby np. kończyć grę jeżeli zanotujemy 3 lub 4 porażki, pozwala na uniknięcie tych najsłabszych dni, kiedy oddajemy najwięcej z dotychczas wypracowanego zysku.

Jest to jednak piekielnie trudne. Wydaje się, że traderzy mają nieco sportowe zacięcie. W sporcie zawodnik, który się poddaje nie jest godny szacunku. Podziwia się tych, którzy walczą do końca. Takie porównanie nie jest jednak trafne. Warto to rozumieć nieco inaczej. Zawodnik kontuzjowany, schodzi z boiska aby mógł wrócić w pełni sił. Trudno jednak przyznać się do porażki, trudno odpuścić, trudno odejść ze stratą, tylko po to aby mieć z czym wrócić do gry w kolejnym dniu.

Z drugiej strony, czemu masz przestać skoro możesz odrobić straty? Niby tak, ale zazwyczaj jest tak, że jak nie idzie, to nie idzie, czasem przez cały dzień, a początkowe starty tkwią z tyłu głowy. W spekulacji znanym zjawiskiem jest tzw. revenge trading czyli trading zemsty. Polega to po prostu na potrzebie odegrania się na rynku za poniesione straty. Gracz nie umie odejść, nie zależnie od tego czy rynek jest dobry dla jego strategii czy też kompletnie nie ma na nim okazji. Mściwy trader i tak znajdzie sygnał, tylko dlatego, że nie potrafi pogodzić się ze stratą i wrócić na rynek, kiedy ten znowu będzie bardziej korzystny dla jego strategii.

Straty są naturalną częścią spekulacji, także serie stratnych zagrań. Problem pojawia się wtedy, gdy nie potrafimy odejść od gry. Kontynuujemy ją w kiepskim stanie mentalnym, a chęć szybkiego odrobienia strat zazwyczaj kończy się ich powiększaniem. Niestety część z nas wpada w taki stan i traci z oczu cel jakim jest dłuższa seria, w której suma zysków przekracza sumę strat. W skrajnych przypadkach jesteśmy aż tak bezsilni, że dopiero wyzerowanie rachunku lub zakończenie sesji pozwala nam odejść. Porównania z patologicznym hazardem są tu w pełni uzasadnione.

Czy można jednak coś z tym zrobić? I tak i nie. Są pewne sposoby, aczkolwiek nie chce mi się wierzyć, że samo poczytanie o nich coś da. Wiedza jest cenna ale chyba gracz, który nie przerobi tego na własnej skórze, nawet nie zainteresuje się tematem. Jeżeli jednak już nas to spotkało, w mniej lub bardziej ekstremalnej formie, warto zapoznać się ze sposobami radzenia sobie z tą dolegliwością.

Po pierwsze – trzeba umieć rozpoznać kiedy to się zaczyna. Objawy mogą być różne. Złe samopoczucie, zmęczenie, zdenerwowanie – wtedy w ogóle nie zaczynaj spekulować. Jeżeli jednak wszystko jest w miarę dobrze, a gra zaczyna nam nie iść – warto się nad tym zastanowić. Czy robimy wszystko tak jak zaplanowaliśmy, jeżeli tak a wyniki są złe to może rynek nie jest dzisiaj zbyt łaskawy dla naszej strategii – warto przestać na kilku stratach. Tym bardziej przestań grać, jeżeli zauważasz, że popełniasz głupie błędy. Jeżeli trudno samemu Ci to oceniać, najprostszym rozwiązaniem jest sztywny filtr np. limit strat. Prosta zasada – kończy, gdy przytrafią mi się 4 straty lub kończę, gdy strata na dzień przekroczy dany poziom. Oczywiście należy jeszcze przestrzegać tych zasad, chyba że zainstalujemy jakąś blokadę na platformie.

Generalnie jednak chodzi o to aby przerwać serię strat póki jeszcze nie wyrządziła ona wielkiej szkody na rachunku, po to aby wycofać się, odpocząć i wrócić już bez negatywnych emocji, które straty wytwarzają. Czasem warto przegrać bitwę, aby móc wygrać wojnę. Jeżeli jednak stracisz wszystkich żołnierzy w przegranej bitwie, to nie będziesz miał kim walczyć w kolejnej.

Kluczowe jest trzymanie się reguł. Co z tego, że sobie coś ustalimy, że po iluś stratach skończymy, podczas gdy nam się to przytrafi będziemy grać dalej. Wydaje się jednak, że jeżeli kilka razy w głupi sposób powiększymy straty przez chęć odegrania się to będziemy o krok bliżej aby następnym razem się powstrzymać. W tradingu nic nie uczy tak bardzo jak właśnie straty.

Wyobraź sobie, że jesteś szefem malutkiego biura tradingowego.

Masz 10 pracowników, których zadaniem jest spekulowanie na rynkach. W swoim gabinecie na ekranie masz zestawienie ich wyników. Nie interesuje Cię co oni robią, w jaki sposób grają, liczy się tylko wynik. Załóżmy, że w połowie sesji zauważasz, że 6 osób zarabia, 2 jest koło zera, a 2 wyraźnie traci. Co robisz w takiej sytuacji?

Może jest to decyzja błędna, ale ja odesłałbym dwie tracące osoby do domu, a reszcie pozwolił grać dalej. Teoretycznie jest to pozbawione sensu, nie wiem bowiem jak potoczy się druga część sesji, być może Ci słabsi odrobią straty i przyniosą firmie największy zysk. Jest to jednak ryzyko. Gracze tracący mogą mieć słaby dzień, może rynek nie jest dzisiaj dla nich odpowiedni, a może będą chcieli na siłę odrobić straty. Porażka wpływa negatywnie na większość osób, a to może przełożyć się na dalszy słaby przebieg drugiej części sesji i powiększenie strat. Zostawiając tracących ryzykuję więc powiększenie strat, podczas gdy zarabiający z pierwszej części sesji mają przynajmniej co stracić, mają już jakiś wypracowany zysk. Po za tym, wygrywają, dobrze im idzie – są więc w odpowiednim nastawieniu do dalszej walki.

Jak mawia jeden z klasyków – „najlepszą ochroną przed dużymi startami są małe straty”. Jeżeli Ty też jako szef tego biura odesłałbyś tracących i pozwolił grać wygrywającym…. zastanów się dlaczego nie postępujesz tak wobec siebie? Dlaczego nie odchodzisz kiedy Ci nie idzie i ponosisz straty?

Ciekawie o limitach strat pisze Alexander Elder w książce „Zapraszam do gabinetu inwestora giełdowego

„Zawodowy nurek myśli najpierw o zapasach powietrza. Jeśli dzisiaj nie wyłowi złota, wróci po nie jutro. Wystarczy, że przeżyje i ponownie zanurkuje. Początkujący sami doprowadzają się do zguby, pozwalając na wyczerpanie się powietrza. Pokusa darmowego złota jest zbyt silna”

Ciekawą historię przytacza także nasz dzisiejszy gość Tomasz Przybycień, który na swoim blogu kilka lat temu opisał pewne zdarzenie:

„Kiedyś mój znajomy trader, który trejdował w mojej grupie, po serii strat był na takim poziomie frustracji, że powiedział mi “pieprzę to Tomek, otwieram maksymalna pozycję i niech będzie co ma być”. Zablokowałem mu natychmiast rachunek i spytałem czy nie lepszym rozwiązaniem będzie jeżeli wpadnę do niego za chwilę i po prostu to co ma na depozycie wypłacę z konta i potargam czy podpalę przede mną. Efekt będzie taki sam przecież. I to dopiero zrozumiał, gdy uzmysłowił sobie – że to co na rachunku wydaje się wirtualne, ale gdy zobaczy w gotówce jest bardziej odczuwalne i strata boli mocniej”

U tego gracza wystąpił tzw. efekt utopionych kosztów. Skoro już tyle straciłem to… pieprzyć to, zagram va banque, co będzie to będzie. Częściej dotyka to daytraderów, gdy tracą, grają intensywniej aby szybko odrobić straty, a to częściej prowadzi do ich powiększania. W 2001 roku dwóch naukowców Joshua Coval i Tyler Shumway zaobserwowało ciekawe zjawisko zwane efektem popołudniowym. Spekulanci, którzy w początkowych fazach sesji ponosili straty byli skłonni ponosić większe ryzyko w dalszej części sesji. Brzmi interesująco, także w kontekście przytoczonej wyżej teoretycznej sytuacji, gdzie byliśmy szefami 10 traderów.

Tomasz PrzybycieńCzas na rozmowę, nie tylko o stratach i poruszanych wyżej sprawach, z naszym dzisiejszym gościem, zawodowym traderem Tomaszem Przybycieniem:

Może na początek – większość osób nie rozumie o co chodzi z tą całą taśmą. Zostawmy samą metodę z boku. Czy mógłbyś opowiedzieć o zarządzaniu kapitałem, pozycją w tego typu daytradingu. Jakbyś mógł przenieść zagrania z taśmy na popularny MT4. Jaki procent depozytu ryzykujesz w 1 transakcji?

Nie jest on większy niż 10%. Za szczególnie jednak nie przeliczam go przed otwarciem pozycji, po prostu mam swoje określone size, którymi gram w zależności od tego na jakim koncie (z jakim zabezpieczeniem).

Jak wygląda Twoje zarządzanie kapitałem, bo 10% to brzmi ekstremalnie. Jest to rodzaj tzw. runu spekulacyjnego czyli wpłacasz jakiś fragment kapitału, a następnie grasz za 10% ale tylko z tego fragmentu?

Nie wiem czym się charakteryzuje run spekulacyjny, o którym wspominasz. Każdy ma swoją definicję zarządzania ryzykiem.

Mam swój depozyt, który stale zwiększam pozostawiając na rachunku część miesięcznych zysków. Nie gram stałą wartością, że to musi być zawsze 10%, może być równie dobrze mniej. Generalnie to nie jest tak, że mam rozpisane każde wejście wielkością pozycji co do centa. Bo to jest trochę niemożliwe do wykonania. Wiem dokładnie co gram, na jakie ryzyko się narażam pod kątem potencjalnej straty. Zarazem wiem, że gdyby również z jakiegoś powodu spółka na której jestem na longu została zawieszona i odwieszona z 90% straty to nie ruszy mnie to finansowo. Mimo, że na pewno nie będzie czymś przyjemnym.

Jak ma się SL do dziennej zmienności? Bo mówisz np. o SL na 2 centach, jak to sobie może wyobrazić ktoś grający np. na walutach?

Na początku muszę wyjaśnić jedną rzecz: scalping w moim wykonaniu to już niejako przeszłość. Z 2-3 lata temu postanowiłem odpuścić scalping bo czułem się nim totalnie wypalony. Lata tradingu, podczas którego dziennie robiłem po kilkaset transakcji, mnie po prostu znudził. Przeszedłem na granie bardziej pozycyjne – dłuższe ruchy, bardziej wyczekane. Coś na zasadzie to co mi dawało 100 zagrań scalpingowych, teraz robię jedną czy dwoma transakcjami.

Ciężko mi przełożyć zagrania na akcjach, na waluty. Dlatego trzymam się tego rynku, a forex niech żyje swoim życiem. Nie jestem w stanie taśmy i wolumenu przełożyć na fx, stąd jestem tam nieobecny. Każdy powinien grać na rynku, który „czuje” i na którym zarabia kasę.

Uważasz, że scalping na dłuższą metę słabo się sprawdza tzn. taka wersja, gdzie dokonujemy od kilkudziesięciu do kilkuset zagrań na dzień? Znasz osoby, które grają w taki sposób wiele lat czy jednak większość dość szybko się wypala?

Sprawdza się bardzo dobrze. Natomiast moje podejście do scalpingu się zmieniło.Większość osób, które znam gra scalpingowo. Mnie po prostu ta styl tradingowy zmęczył wystarczająco i zmieniłem sposób gry. Scalping jest większym pożeraczem czasu, z wiekiem czasu mam mniej. Więcej czasu poświęcam na przyjemniejsze aspekty życia 🙂 Stąd gram mniej zagrań, ale takich które są bardziej efektywne.

Rzeczywiście na rynek wysyłane jest zlecenie stop loss i take profit, czy jednak zamyka się pozycje ręcznie, czy stosuje się jakieś automaty do tego?

Stop loss automatyczny stosuje tylko na bardzo płynnych spółkach. Całą resztę zamykam sam. Jednak trzeba mieć do tego mocne samozaparcie. Jest poziom stop loss, dziękuje i do widzenia. Wiele osób, gdy dochodzi do poziomu stop loss, zaczyna go przesuwać bo może jednak kurs się odwróci. W dłuższym terminie to droga donikąd.

Średni zysk do straty – jak to wygląda. Ile średnio centów ma pozycja zyskowna, a ile stratna, jaki jest RR?

W zasadzie tego nie określam w taki sposób. Gram swój układ na wykresie poparty budowaniem się trendu oraz zmianą wolumenu. Jeżeli układ spełnia moje kryteria otwieram pozycję. Poziom stop loss z góry sobie określam. Poziom take profit nie. Realizuje zyski w momencie kiedy zmienia się moja ocena sytuacji, gdy widzę że pojawia się jakakolwiek niepewność w wahaniu kursu. Moim zdaniem można by się zafiksować gdyby z góry tylko określać, że np. RR musi być 1 do 5. Co jak będzie maks 1 do 3? Nie zrealizujesz zysku?

Mówisz, że masz SL ale nie TP – zamykasz na podstawie subiektywnej oceny. Ale czy masz jakiś sposób prowadzenia pozycji w zysku, czy może robi to jakiś automat? Nie ma czegoś takiego jak podnoszenie SL coraz wyżej?

Prowadzę wszystkie pozycje manualnie. Gram z trendem, obserwuje jak budują się higher low (na wzrostach) lub lower high (na shortach) i jeżeli trend się zmieni, wychodzę z pozycji. Poziom SL jest poziomem na powiedzmy „dzień dobry”, jeżeli od razu wejście okaże się nie udane.

Jak wygląda trafność w dłuższym okresie, jak w ciągu sesji? Tak średnio na 10 zagrań ile kończy się zyskiem?

Skuteczność mam w zależności od okresu na poziomie 50 do 75%. Ale nawet gdybym miał 30% skuteczności to nadal bym zarabiał ok. Wszystko tkwi we współmierności realizowanych zysków do generowanych strat.

Ile średnio zagrań się dokonuje na 1 sesji, ile czasu poświęca się w tego typu spekulacji?

Nie ma reguły. Są dni kiedy trejduje cały dzień – jestem od 13 do 22-23. Są dni kiedy gram godzinę lub kilka. Jeżeli jest zmienny rynek, trejduje dłużej. Jeżeli rynek jest „nudny”, trejduje tylko do maksymalnie pierwszej godziny po otwarciu. Wtedy statystycznie zarabiam najwięcej.

Posiadasz doświadczenie zarówno w indywidualnym tradingu jak i w pracy w biurze tradingowym. Jakie są główne różnice i czy w biurze jest łatwiej?

Trading to samotny zawód, bo generalnie każdy trader stanowi Twoją konkurencje. Na pewno w biurze jest po prostu ciekawiej, śmieszniej, weselej. Bo masz iluś gości obok z którymi można pogadać. W początkowej fazie, masz większą motywację widząc graczy robiących dobre pieniądze. Szczególnie jeżeli widzisz, że to normalni goście, którzy nie różnią się niczym od Ciebie.

Trading w biurze, szczególnie jeżeli gra się podobne rynki, to również mniej przegapionych okazji. Nawet dobrze przygotowane skanery filtrujące rynek czasami czegoś nie wychwycą, a akurat kolega obok tak 🙂

Ja unikam tradingu z domu. Chce mieć poczucie, że gdzieś wychodzę. Mam swoje biuro z kilkoma kumplami i tam trejdujemy. Zdarza mi się trejdować na wyjeździe, ale sporadycznie.

Z relacji osób, które pracują w biurach, a także z książek wiem, że często uważa się, że te same osoby, które zarabiają w biurze, po odejściu mają problem aby zarabiać jako gracz indywidualny. Dużo mówi się o braku szefa, który nas kontroluje i nie dopuszcza do większych strat. Kiedy nam nie idzie, wysyła nas do domu. Natomiast samodzielna gra to często próba na siłę odegrania się, nasze ego nie pozwala zamknąć sesji ze stratą. Czy rzeczywiście tak jest i brak szefa przeszkadza początkującym w odniesieniu sukcesu na rynkach?

Wydaje mi się, że jest to kwestia dość indywidualna. Dla początkujących graczy biuro tradingowe lub po prostu sztywno narzucony dzienny poziom stop loss oraz wielkość pozycji – może być zbawieniem. Dużym problemem początkującego jest zrozumienie tego, że brak pozycji to również pozycja. Że nie zawsze trzeba być w jakimś trejdzie.

Nie znam jednak w swoim otoczeniu nikogo, kto po odejściu z biura tradingowego i rozpoczęciu tradingu na swój rachunek – by przestał zarabiać. Oczywiście część traderów przestaje zarabiać, ale po pewnym czasie gdy zmienia się rynek, ich strategia przestaje działać, a nie dostosowują się do nowych warunków. Jednak nigdy to nie na zasadzie cięcia: odchodzę z biura i to jest bezpośredni powód końca wyników w tradingu.

Współpracuje na zasadzie tradingu zdalnego z wieloma graczami, którzy są sobie szefem. Jednak z góry sugeruje im określony poziom dziennego stop loss jak i wielkości początkowych pozycji jakie mogą otwierać. Sugeruje jak to powinno wyglądać wraz z progresem jeżeli się pojawi.

Jeżeli ktoś zarabia na giełdzie to nie ma problemów ze stratami. W nagraniu dla TJS mówisz, że jak pierwszy raz poszedłeś do biura, nikt się nie przejmował stratami. Rozumiem, że były to bardzo niewielkie pozycje w stosunku do depozytów jakimi dysponowali?

Trochę w innym kontekście to mówiłem. Każdy traktował straty jak coś co jest normalną częścią tradingu. Realizuje stratę i ok. Nie tracę czasu na przeżywanie jeżeli kurs by się odwrócił. Tak samo jak nie przeżywam po zamknięciu zyskownej pozycji gdy kontynuuje ruch. Nie ma opcji by zaliczać idealne wyjścia. To jest różnica którą miałem na myśli: akceptacja straty jako części tradingu.

Problem u wielu początkujących jest to, że dla nich strata to jak przyznanie się do porażki. Uderza w wybujane ego wielu osób, które chcą żyć z tradingu. Skupianie się tylko na stratach to strata czasu. Znajdź 1-2 najlepsze rzeczy jakie Ci wychodzą w tradingu i je rozwijaj.

W nagraniu mówisz też o limicie strat dziennych – około 25% średniego dziennego zysku. Jaki % kapitału średnio przeznaczasz na zagranie, ile strat musi się przytrafić aby ten limit osiągnąć? Tak samo jest z celami, dzienny zysk po którym rezygnujesz z dalszej gry?

Zwykle nie przeznaczam więcej niż 10% depo na zagranie. Jednak nie trzymam się sztywno liczb. Jeżeli widzę, jak duży ma potencjał jakieś zagranie to mogę bez problemu wejść większa pozycją. Jeżeli ten sam typ zagrań wałkowałeś naprawdę setki czy tysiące razy to działa jak dejavu, wiesz z jakim prawdopodobieństwem może spełnić się Twoje zagranie.

Poziom dolarowej straty jaką mogę w ciągu dnia zrealizować uzależniam od tego jakie zyski osiągam w ostatnim czasie. Musi to być współmierne.

Nie miewałeś tak, że zaczynasz sesję od kilku zyskownych pozycji i chciałeś odejść, bo bałeś się, że za chwilę oddasz wypracowane zyski? Czy jest zupełnie odwrotnie? Tak samo jeżeli zaczynasz od strat – czy nie masz wtedy większej motywacji do gry, aby je szybko odrobić?

Nigdy nie przewidzisz co wydarzy się w danej sesji. Natomiast zwykle po pre markecie i pierwszych 15-30 minutach sesji wiem, czy zostaną na niej dłużej czy zakończę sesję niezależnie od wyniku po godzinie. Jeżeli długo siedzisz na rynku to po wolumenie i zmienności wiesz czego można się statystycznie spodziewać. Pewnie, czasem jakiś nagły news może zaskoczyć, ale to dość sporadyczne sytuacje.

W nagraniu mówisz, że łatwo stracić pewność siebie w tradingu. Ludzie nie lubią strat, mimo że można mieć świetny RR i niską trafność i zarabiać, to jednak większość źle się czuje ze stratami. Czy uważasz, że dla większości lepszy jest system z niskim RR, nawet mniejszym niż 1:1 ale za to z wysoką trafnością?

Każdy ma inną osobowość, inną awersje do ryzyka, inne możliwości finansowe. Nie da się tego uogólnić. Ja widzę problem gdzie indziej: niewspółmiernie duże pozycje w stosunku do posiadanego zabezpieczenia. Większość początkujących powinna się na tym skupić i stabilnie zwiększać wielkość granej pozycji wraz z progresem. Nie da się przeskoczyć kilku poziomów jak w grach z kodami.

W biurach stosuje się zazwyczaj daytrading lub scalping. Czy uważasz, że dużą przeszkodą dla większości traderów są zbyt wysokie oczekiwania co do zysku? Traderzy mają trudności z „jedzeniem małą łyżeczką” czyli braniem mniejszych ale pewniejszych zysków?

Fajny kiedyś tekst usłyszałem „trading to maraton, a nie sprint”. Najlepsi traderzy z jakimi przyszło mi się poznać zaczynali od jedzenia małą łyżeczką i rozwijali swoje umiejętności. Ci, którzy zarabiali od razu więcej, a brakowało im regularności i stabilności – już nie trejdują i zmienili profesje. To podobnie jak ktoś zaczyna trading, ale już po chwili chce być jak swój chwilowy guru i realizować takie same wyniki. Jak wspominałem: nie da się przeskoczyć kilku poziomów.

Dawniej na blogu publikowałeś statystyki miesięcznych zagrań. Czy tak na dłuższy okres czasu, wszystko sprowadza się jedynie do statystyki? Chodzi o to aby strać się jak najwięcej sesji zamknąć choćby na małym plusie, a kiedy nie idzie, szybko się wycofać z niewielką stratą?

Zamknięcie sesji z chociaż małym plusem, jest to jakieś wyjście, ale na początku. Jednak nie po to trejdujemy żeby zadowalać się małymi zyskami. Wtedy lepsze rozwiązanie to etat i pewna kasa co miesiąc. A nie niepotrzebne nerwy 🙂

Sądzę, że jak ktoś zaczyna to powinien mieć długoterminowy plan rozwoju:

  • – zwiększania granych pozycji
  • – budowania większego zabezpieczenia

Przeglądając te statystyki widać chyba prawdziwy trading, który bardziej przypomina typowe rzemiosło niż sztukę. Praca nad sobą, cięcie strat, często kończenie sesji z małą, kontrolowaną stratą, nie odgrywanie się – wszystko poświęcone temu aby zarabiać w dłuższym okresie czasu. Czy rzeczywiście trading bardziej jest rzemiosłem niż sztuką?

Hehe, trading to trading. Przez pewien czas był u mnie pasją, później stał się powiedzmy typową robotą. Trejduje i ma to mi dać odpowiedni pieniądz. Nie staram się budować do tego jakiejś wielkiej ideologii. Trader na rynku ma robić swoje, czyli zarabiać. Czy robi to poprzez scalping, swingi, przy wykorzystaniu AT lub AF, przy korzystaniu z astrologii czy obojętnie czego innego – jego wybór. Jeżeli to sprawia, że zarabia – to idealnie dla tradera.

Jeżeli zaczynasz trading na jakimkolwiek rynku zastanów się nad kilkoma kwestiami: systematycznością, stabilnością, regularnością, podejściem, profesjonalizmem. Jeżeli z takim podejściem traktujesz naukę tradingu to przynajmniej dobrze zaczynasz. A efekty, oceni już rynek.

W statystykach często pisałeś, że np. na 23 sesje, tradowałeś „przez zaledwie 10 sesji, z tego 2 z doskoku co było nie potrzebne”. Nie jest tak, że spekulujesz każdego dnia, od czego to zależy? Jest to celowe działanie czy po prostu jak nie masz chęci to nie grasz?

Pewnie w pozostałe dni po prostu gdzieś sobie pojechałem 🙂 Z założenia jestem na sesji codziennie, natomiast gdy jest „nudno” na rynku to zwykle po pierwszej godzinie sesyjnej znikam. Dla porównania. W październiku jestem w biurze zwykle od 13 do 22:30 bo dzieję się na rynku sporo. W wakacje znowu zwykle siedziałem maksymalnie do 17.

Nie gram jeżeli mam inne sprawy na głowie. Jeżeli nie umie się skupić bo mnie rozpraszają inne sprawy czy biznesy, to odpuszczam sesję. Lepiej zrobić jedną rzecz porządnie, niż kilka po łebkach. W przypadku grania, takie sesje u mnie zwykle kończyły się źle.

Zapytam jeszcze o grę z „doskoku”. Słabo to wtedy wychodzi?

Jak masz 2 godziny czasu to idziesz do pracy? Niezbyt, bo Twoja efektywność będzie słaba. Z doskoku uważam, że trading nie ma zupełnie sensu. Nie ma się odpowiedniego przygotowania, stara się znaleźć na siłę sygnały mając świadomość ograniczonego czasu itd. Co innego jeżeli Twój trading opiera się na tym, że np. trejdujesz tylko na zmienności w pierwszej godzinie sesji. Wtedy jak najbardziej taki ograniczony czasowo trading ma sens.

Pisałeś kiedyś na swoim blogu o technice pomodoro. Czy naprawdę tak trudno o koncentrację, mimo że transakcje trwają bardzo krótko? Czy problem polega na tym aby umieć czekać na dobry moment, dobre warunki do gry, zamiast szukać zagrań na siłę?

Transakcja może trwać bardzo krótko, ale oczekujesz na wejście przez na przykład 2 godziny. Zrób sobie test i sprawdź jak długo nie sprawdzasz maila, nie korzystasz z komórki, nie odpisujesz na smsy, nie zaglądasz na FB czy inne portale społecznościowe. To jak podczas oglądania meczu, nic się nie dzieje, wyjdziesz na chwilę z pokoju, wracasz a tam trzy gole 🙂

Zapewne mało będzie osób, które potrafią się odciąć od rozpraszaczy i skupić totalnie na tradingu. W momencie kiedy trejdując akurat odpisujesz na maila czy smsa, może uciec Ci transakcja na której otwarcie czekałeś.

Stąd podałem przykłady technik, które można wykorzystać jeżeli ktoś ma z tym problem.

Jak w daytradingu na akcjach wygląda kwestia wychodzenia z pozycji. Gracze w biurach stosują nietypowe metody np. kombinacje trailingu czy wychodzenia etapami z pozycji zyskownej? Co z tzw. break even – jest dla niego miejsce w scalpingu?

Ja otwieram pozycje częściowo i tak samo wychodzę z pozycji częściowo na różnych poziomach. Staram się dokładać do zyskownych pozycji, a przy wychodzeniu maksymalizować zysk. Zamykam w całości gdy dzieje się na rynku coś nagłego i wiem że trzeba żegnać się szybko z pozycją oraz gdy cena dochodzi do poziomu stop loss.

Czy organizacja czasu, jakieś limity strat, maksymalna ilość zagrań są równie ważne jak sama metoda zagrywania?

To jedna z części składowych. Limit straty, to część zagrania. Nie powinno się tego wymyślać w trakcie bo to znaczy, że nie masz do końca jasnej strategii i sposobu na zagrywanie pozycji.

Co z Twoim blogiem, czy będą pojawiały się jeszcze nowe wpisy?

Życie rodzinne oraz tradingowe spowodowały, że nie miałem zbytnio czasu na zajmowanie się blogiem przez ostatni rok. Wrócę do publikacji, ale w nieco innej formie. Jestem natomiast aktywny na moim koncie na twitterze, gdzie wrzucam swoje zagrania oraz informuje co trejduje na rynku 🙂 Na stronie jednak znajdziesz dużo materiałów, które publikowałem przez wiele lat i w zasadzie za dużo w ich przekazie się nie zmieniło.

Dziękujemy za rozmowę i poświęcony czas.

Zobacz również inne wpisy Człowiek vs Rynek:

STO

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here