Naga Markets



„Jeśli gra się dość długo i dość intensywnie, stosując zasadę zamykania pozycji przegranych i utrzymania pozycji przynoszących zysk, to po jakimś czasie statystyka zaczyna działać na twoją korzyść” Gene Agatstein. Tylko realny rynek. Krótkie wpisy bez nadmiaru teorii. Prosta strategia, schemat prowadzenia pozycji i postępowanie w myśl powyższej sentencji. Zapraszam na starcie „Człowiek kontra rynek”.


„Głęboko wierzę, że próba przewidywania ruchów rynkowych jest całkowicie pozbawiona sensu” – Larry Williams „Sekrety tradingu krótkoterminowego”


Witam Czytelników 🙂

W dzisiejszym artykule kontynuujemy temat rozpoczęty tydzień temu, mianowicie overtrading, szukając potencjalnych rozwiązań, jak pokonać tę dolegliwość. Zaczynamy tradycyjnie od omówienia wyników z kończącego się tygodnia. Z racji tego, że artykuł jest dość obszerny, postaram się część tę maksymalnie skrócić, tym bardziej, że nie ma się czym pochwalić.

W dużym skrócie – w tygodniu popełniłem całą gamę błędów. Mimo, że rynek był nieco gorszy dla mojej strategii, to jednak realizując plan w 100% powinienem tydzień zakończyć małym zyskiem. W poniedziałek rynek otworzył się sporą luką i o poranku nie było nic ciekawego do zagrania, popołudniu niewiele się zmieniło, przynajmniej do godziny 17. We wtorek popełniłem błąd, który już kilka razy powielałem – próba analizowania rynku. Na poniższym screenie widać 2 sytuacje. O poranku było co najmniej kilka wierzchołków do wybicia, staram się grać na wybicie pierwszego – do zyskania było ok 40 punktów bez większych cofnięć. Popołudniu około 16, podobna sytuacja – czytelny trend spadkowy, zagranie na wybicie dołka dałoby w 7 minut 45 punktów. Tu niestety nie byłem obecny. Takich sytuacji było jeszcze kilka. Nie mam do siebie pretensji o nieobecność przy wykresie, nie rozegram każdej możliwej sytuacji, ale kilka razy powtórzyła się sytuacja z poranka – patrząc na szerszy układ nie chciało mi się wierzyć we wzrosty, czekałem na spadki, pomijając właściwe sygnały.

Kłopoty zaczęły się w środę. Jedna stratna transakcja spowodowana gonieniem rynku. Niewielkie spóźnienie zamiast małego zysku dało stratę. To spowodowało, że szukałem kolejnego zagrania aby ją odrobić. W sumie tego dnia zanotowałem 3 stratne transakcje, o normalnej wielkości dopuszczalnej w strategii. Nie sądziłem, że kolejnego dnia wywoła to lawinę emocji, która była w stanie zmienić mój trading. Czwartek także rozpocząłem od 1 straty. Mimo kilku nieudanych zagrań z rzędu, cały czas trzymałem straty pod kontrolą. Popołudniu pojawiła się szansa na odrobienie ich. Szczerze mówiąc, licząc niezaksięgowane zyski – mogłem spokojnie zakończyć cały tydzień z zyskiem. Poniżej widać jak dwukrotnie mając zysk, zadziałał ten sam mechanizm – mając rosnący zysk przy pierwszym zagraniu, chciałem odrobić straty tym jednym podejściem. Gdybym normalnie prowadził pozycję, odrobiłbym połowę strat. Chwilę później to samo – w szczycie łapałem 25 punktów. Ponownie, myślenie “teraz albo nigdy” sprawiło, że zamiast racjonalnie, po swojemu ją prowadzić, oddałem sporą cześć zysku, chcąc za jednym zamachem odrobić wszystkie straty.

Podsumowując – najpierw nie zagrałem bo mi się wydawało, że nie ma szans na wzrosty. Potem mały błąd. Kilka normalnych strat – i kompletnie zmieniło się nastawienie psychologiczne. Mając “na widelcu” dwie świetne transakcje odrabiające straty z nawiązką, zadziałała chciwość i chęć odrobienia wszystkiego w jednym ruchu. Ostatecznie zamiast zakończyć kolejny tydzień na plusie, oddałem cały zysk z ubiegłego tygodnia i to z własnej winy. Straty nie są jednak na tyle duże aby wykluczyć mnie z gry czy też abym musiał coś dopłacać. Po prostu wracamy na poziom sprzed tygodnia i od poniedziałku staram się nie popełnić podobnych błędów.

Nie uważam, że tydzień jest stracony. Wyciągnąłem wnioski i sporo się nauczyłem, zwłaszcza o sobie samym. Wydawało mi się, że sprawę chciwości mam załatwioną (LINK), jednak nie miałem dotąd do czynienia na M1 z sytuacją, abym w dobrym okresie gry musiał odrabiać straty, nie sądziłem, że tak źle wpłynie to na moje zachowanie. Kolejny raz będzie jednak zdecydowanie lepiej. W skrócie:

Główne błędy: chciwość (chęć odrobienia strat w 1 zagraniu), nadzieja (mając zysk nie brałem go licząc na więcej, potem liczyłem, że cena zawróci i zysk znowu urośnie), błąd analityczny (nie rozegranie sygnałów, bo coś mi się wydaje).

Nauka i rozwiązania: zamykanie większości pozycji przy 20-25 punktach (nie oddawanie zysków, nie liczenie na więcej), obniżenie zysku minimalnego do 3 punktów (skoro popełniam ostatnio sporo błędów, warto na nich zaoszczędzić – jakbym w tym tygodniu to zastosował, połowa strat byłaby o połowę mniejsza) + “graj to co widzisz a nie to co myślisz” – czyli kończymy z analizowaniem rynku, po prostu realizujemy swoje sygnały.

Do tego dochodzi kilka ciekawych obserwacji. Od niedawna gram na wybicia i powoli uczę się jak rozpoznawać te nieudane. O tym jednak kiedy indziej, z uwagi na obszerny temat odcinka. Wynik to moja wina, może to i dobrze, bo na dłuższą metę nie ma nic gorszego niż zyski z zagrań łamiących własne zasady. Chciałbym co tydzień pokazywać dobre wyniki, niestety nie zawsze się da, taki jest trading. Mam nadzieję, że Tobie poszło lepiej w tym tygodniu.

W kończącym się tygodniu, w odwiecznej walce pomiędzy człowiekiem a rynkiem, tym razem zwycięża… Rynek 🙁


Kolejny tydzień będzie lepszy. Skąd ta pewność? Bo ciężko zagrać gorzej 🙂 Przejdźmy teraz do ważniejszej rzeczy. Niezależnie czy wygrałeś w danym tygodniu czy przegrałeś, i tak możesz postawić krok do przodu, pod warunkiem, że się sam nad sobą zastanowisz. Temu jak zwykle służyć ma artykuł na weekend.

Tydzień temu rozpoczęliśmy temat overtradingu czyli zbyt intensywnej gry, która częściej prowadzi do złych efektów niż do większych zysków. Wspomniałem wtedy o anegdocie z jednej z książek Alexandra Eldera, który opisywał jak wybierając się do kasyna, pieniądze na grę trzyma w jednej kieszeni, a ewentualne wygrane umieszcza w drugiej. Ma to na celu wyznaczenie jasno sprecyzowanego końca gry w postaci opróżnienia kieszeni z pieniędzmi na grę, wtedy opuszczamy kasyno z tym co udało zgromadzić się w drugiej kieszeni. Niby nic takiego, ale możliwe, że właśnie ten moment odejścia od stołu odróżnia graczy rozrywkowych od patologicznych, a w tradingu zyskownych spekulantów od całej masy osób, które potrafią zarobić, jednak nie potrafią utrzymać zysków.

Chciałbym dzisiaj rozwinąć temat. Zostając przy przykładzie specyficznego zarządzania kapitałem w kasynie, można wyróżnić dwie teorie, które chyba wzajemnie się wykluczają. Po pierwsze, argument popierający wyznaczanie sobie momentu zaprzestania gry to fakt, że po prostu łatwiej wygrać pojedyncze rozdanie czy zakończyć zyskiem jedną transakcję, niż utrzymać zysk, jeżeli będziemy dokonywać zagrań przez długi okres czasu. Po drugie, jeżeli nie mamy wyznaczonego momentu odejścia od platformy czy celu, po którego realizacji kończymy grę, tak naprawdę żaden zysk nie będzie w stanie nas zadowolić, a często dalsza gra mimo zysków, sprawi że te zyski zamienimy w starty lub w dużej części je oddamy. Mówiąc w dużym skrócie – łatwiej wygrać jeden raz niż utrzymywać skuteczność w długim okresie. Dotyczy to nie tylko hazardu czy tradingu.

Faktem jest, że nie trzeba mieć absolutnie żadnych umiejętności, aby przeprowadzić udaną transakcję – Mark Douglas „W transie inwestowania”

Czas na drugą stronę medalu czyli statystykę. Teoria mówi, że mając przewagę statystyczną po swojej stronie należy grać jak najdłużej, aby przewaga mogła zadziałać na naszą korzyść. Wynik pojedynczego rozdania kart czy transakcji na rynku jest praktycznie losowy. Możemy wygrać lub przegrać. Dopiero w dłuższej serii rozdań widoczna staje się przewaga kasyna. Tak samo jest w tradingu, to że 70% zagrań kończymy zyskiem, nie oznacza, że kolejne zagranie na 70% zakończy się sukcesem. Pojedyncza transakcja może się zakończyć na dwa sposoby – naszym zyskiem lub stratą. 70% skuteczność oznacza, że średnio na 10 zagrań 7 zakończymy zyskiem. Nie znamy jednak rozkładu wygranych i przegranych, stąd np. w 100 próbach, możemy najpierw zanotować 30 przegranych, aby następnie wygrać 70 zagrań pod rząd. Podsumowując – mając przewagę statyczną, trzeba dać jej czas aby dla nas zarabiała. Tak samo jest w hazardzie i spekulacji, teoria ta jest uzasadniona matematycznie i raczej nie ma sensu się z nią kłócić.

Argument przeciwko statystyce brzmi – trading to nie tylko matematyka, ale także psychologia. W kasynie sprawa jest łatwiejsza, podejmujesz decyzję i czekasz na wynik zakładu. W spekulacji decyzję możesz podjąć zawsze. W każdej chwili możesz zamknąć pozycję, otworzyć, powiększyć ją lub zredukować. Ta różnica sprawia, że prawdopodobnie większe obciążenie psychiki występuje właśnie na rynkach. Mimo więc, że teoria oparta o statystykę jest niewątpliwie słuszna, warto jednak zadać sobie pytanie – jak długo wytrzymasz na rynkach? To, że masz przewagę nie oznacza, że będziesz dokonywać transakcji przez całą dobę lub, że przez długi okres utrzymasz koncentrację na dobrym poziomie. Ponadto dochodzą inne sprawy natury psychologicznej jak choćby potrzeba odegrania się za poprzednią, nieudaną transakcję. A tak całkiem na marginesie można byłoby zapytać – ilu z nas w ogóle posiada przewagę statystyczną w swoim tradingu? W ilu przypadkach, licząc wszystkich, także całkowicie początkujących graczy, trader sprawdził statystyki – czy to co robi na rynku, rzeczywiście działa? Po drugie, jak często tylko wydaje nam się, że dysponujemy przewagą, a naprawdę tak tylko nam się wydaje? I w końcu po trzecie, nie zapominajmy, że można mieć przewagę ale nie umieć (nie być w stanie) z niej regularnie korzystać. Chodzi to o prostą sytuację – statystyka pokazuje, że 80% zagrań powinno przynieść zysk, ale co z tego, skoro po 5 stratnych transakcjach gracz zaczyna wątpić w swój system i nie realizuje kolejnego sygnału z obawy przed poniesieniem porażki.

Życie lub śmierć typowego inwestora (na poziomie emocjonalnym) zależy zasadniczo od wyniku ostatniej transakcji. Jeżeli była udana, to chętnie przechodzi on do kolejnej; jeżeli nie, zaczyna kwestionować skuteczność swojej przewagi. – Mark Douglas „W transie inwestowania”

W hazardzie obowiązuje więc prosta logika – nie masz przewagi grając uczciwie, jest ona po stronie kasyna i statystyka dopadnie każdego wraz z upływającym czasem i ilością rozdań. Trading wygląda pod tym względem inaczej, można mieć przynajmniej okresowo przewagę, ale tak całkiem szczerze – mając przewagę trzeba wiedzieć kiedy ona ma miejsce. Może się mylę, ale wydaje mi się, że ciężko o strategię, która cały czas utrzymuje przewagę statystyczną, na każdym rynku, cała dobę. Większość strategii posiadających przewagę, utrzymuje ją w określonych warunkach np. moja gra na wybicia sprawdza się znacznie lepiej przy wysokiej zmienności, a kompletnie zawodzi przy niskiej zmienności, kiedy wiele wybić jest fałszywych. Obserwując z boku nie widać tego, ale każdy skuteczny gracz dokładnie wie, kiedy ma grać a kiedy przestać, bo jego system w danych warunkach traci przewagę. Stojąc z boku można wpaść w zachwyt, że dany trader jest skuteczny zawsze i wszędzie. Tak jednak przeważnie nie jest i ten trader doskonale wie, kiedy ma większe szanse, a kiedy powinien przestać handlować.

Pytanie brzmi: czy da się połączyć te dwie teorie? Nie sposób negować praw statystyki, jednak nie sposób także negować reguł psychologii tradingu. Moim zdaniem, nawet posiadając przewagę statystyczną i tak powinniśmy wiedzieć kiedy zakończyć grę. Im dłużej bowiem gramy, tym coraz bardziej do głosu zaczyna dochodzić psychologia. Często można usłyszeć, że ktoś potrafił sporo zarobić, jednak zawsze oddawał zyski. Jest to po prostu chciwość, jedna z głównych emocji towarzyszących spekulacji. Czy sposobem na to może być wyznaczenie sobie jakiegoś celu lub momentu, w którym zakończymy grę w danym okresie?

“Zwyciężają ci, którzy wiedzą, kiedy walczyć, a kiedy nie” – Sun Tsu                                   

Gościem dzisiejszego odcinka jest Dariusz Kaniewski z portalu Forexcity, znany także z naszego forum jako Darro. Zainteresował mnie Jego artykuł „Cele na rynku”, a także bardzo zdecydowane poglądy w tej kwestii, udzielane choćby w forumowej dyskusji dotyczącej dziennego celu w tradingu. Postanowiłem więc w imieniu własnym i Czytelników, poprosić o udzielenie komentarza na temat naszych dzisiejszych rozważań. Gość okazał się bardzo rozmowny, dlatego poniżej znajduje się tylko fragment wypowiedzi. Całość można przeczytać w formie PDF: Elementy sukcesu w tradingu.

(…) Zachowanie więc rynku jest wynikiem splotu wielu rozmaitych czynników które ślepo sterują popytem i podażą. Ażeby to lepiej zrozumieć każdy może przeprowadzić we własnym zakresie pewien eksperyment. W tym celu należy podzielić kartkę papieru na 100 równych kwadratów. Trzydzieści z nich należy zaznaczyć liczbą +3R, natomiast 70 liczbą -1R. Następnie wrzucamy wszystkie kwadraty do jednego pudełka, mieszamy i przystępujemy do losowania. Wyniki zapisujemy w seriach po dziesięć losowań i na końcu zapisujemy wynik. Ażeby zachować równowagę prawdopodobieństwa każdy wylosowany kwadrat po każdym losowaniu wrzucamy ponownie do pudełka. Ja uzyskałem następujący rozkład losowań.

Eksperyment ten ma na celu symulacje założeń systemu transakcyjnego. Tutaj parametr R jest spopularyzowanym przez Dr. Van K. Tharpa uproszczonym współczynnikiem RR. W naszym przypadku eksperyment dotyczy symulacji systemu o skuteczności 30% oraz RR 1:3 przy stałym zarządzaniu ryzykiem. Na tym przykładzie doskonale widać że zyski możemy poddać ocenie, ale nie w pojedynczej transakcji lecz jako suma zysków i strat całej serii otwieranych i zamykanych pozycji. Jeżeli zsumujemy wyniki po prawej stronie, to ostateczny rezultat wyniesie +16R. Tutaj pod współczynnik -1R możemy umieścić sobie wartość zlecenia zabezpieczającego, natomiast pod +3R jego wielokrotność. Jeżeli więc założymy, że ryzykujemy na każda transakcję 100 zł to w ostateczności zarobilibyśmy 1600 zł. Wynik ten jest mierzony w skali 100 transakcji. Gdybyśmy skupiali się na pojedynczych zagranicach, wówczas odrzucilibyśmy naszą strategię po pierwszej serii strat, a tak mamy wgląd w szerszy obraz systemu co pozwala nam podejmować dalsze racjonalne kroki. Zastanówmy się teraz, jak ukształtowałby się wynik jeżeli byśmy wprowadzili pewne zasady nadrzędne i podporządkowali cały proces ich realizacji. Niech naszym elementarnym zadaniem jest granie strategią tak długo aż pojawi się seria pięciu strat z rzędu lub czterech pozycji zyskownych w dowolnej kolejności. Poniżej możemy zapoznać się z rezultatem.

I chociaż wynik nie jest aż tak wielki to jednak w trakcie kilkuset transakcji rośnie on w tempie geometrycznym. Jak widać chociaż, nie byliśmy w stanie każdego dnia uzyskać wyniku dodatniego, to jednak wprowadzenie pewnych reguł pozwoliło ograniczyć nam liczbę transakcji, narzuciło ochronę overtradingu i tym samym zwiększyło wynik końcowy. Sto transakcji jest tutaj wystarczającym okresem ażeby przechylić prawdopodobieństwo na swoją korzyść. Średnia suma zysków i strat po zakończeniu okresu transakcyjnego może być idealną podstawą do określania targetów transakcyjnych oraz budowania naszej mapy sukcesu. Oczywiście jest to tylko przykład możliwości jakie daje nam myślenie w kategoriach prawdopodobieństwa. Jeżeli osadzimy naszą strategie w skali czasu i stworzymy mapę sięgająca kilku lat oraz dodamy do tego odpowiednie zarządzanie kapitałem to wyniki mogą być oszałamiające. Nie chodzi jednak o to ażeby łapać rumieńce na policzkach, tylko poznać nowe horyzonty które każdy może wykorzystać tak jak najlepiej potrafi.

Naszemu gościowi serdecznie dziękuję za to, że znalazł dla nas czas. Co do powyższych tabelek, dodam od siebie, że gdyby np. wprowadzić zasadę, że gramy max 5 transakcji dziennie, ale jak tylko uzyskamy zysk – kończymy grę – wynik spadłby z 16 do 14 (o 12,5%) ale liczba zagrań spadłaby o 50%. Grając dużo mniej (czyli także mniej narażając się na overtrading) można uzyskać podobny wynik. To oczywiście tylko symulacja, losowanie. W tradingu, można swoją serię poznać, po prostu zbadać 100 ostatnich, realnych zagrań – zobaczyć czy może kończąc grę po pierwszej wygranej czy też wprowadzając inne zasady, osiągnęlibyśmy lepszy wynik przy mniejszej ilości zagrań?

Moje kilkumiesięczne doświadczenia z wykresem M1 pokazują jednoznacznie, że nie jestem w stanie utrzymywać koncentracji przez dłuższy okres czasu. Im dłużej gram tym kolejne zagrania są coraz gorszej jakości, często mając wypracowany zysk, potrafiłem go mocno zmniejszyć, tylko dlatego, że chciałem więcej. Szukając rozwiązania swojego problemu trafiłem na wspomniany już artykuł o celach w tradingu. Zastanawiając się czy takie podejście zbyt mocno nie ograniczy szans na zyski, postanowiłem rozpisać na mniejsze cele słynny wynik Larrego Williamsa, który w 1987 roku wygrał World Cup Championship of Futures Trading, ustanawiając nie pobity do tej pory rekord stopy zwrotu w wysokości 11 376%.

Ciekawiło mnie, czy aby dokonać czegoś tak wielkiego, trzeba rzeczywiście szarpać się z rynkiem o każdy punkt i spędzać przed ekranem całe dnie. Okazuje się, że (przynajmniej teoretycznie) nie do końca. W teorii „wystarczy” każdy z 12 miesięcy zakończyć zyskiem w wysokości 50%.

“Nie mam pojęcia czym jest siedem cudów świata ale ósmym jest procent składany” – Baron Walter Rothschild

Rozbijając to na poszczególne dni, zakładając że będziemy handlować średnio 4 dni w tygodniu, co łącznie da 192 sesje w roku, niewiele zabraknie do pobicia rekordu przy wyniku dziennym w wysokości 2,5%. Brzmi nieźle, choć nadal jest to tak samo trudne, a ciężko zakładać, aby ktokolwiek zakończył każdy dzień z zyskiem przez tak długi okres czasu.

“Nie ważne jak wolno dążysz do celu, ważne, że się nie zatrzymujesz” – Konfucjusz

Skupmy się na celu tygodniowym. Średnio każdy miesiąc ma 4 tygodnie, co daje 48 tygodni w roku. Odejmując po 1 tygodniu na każde święta czy też jakiś urlop, do dyspozycji pozostaje 46 tygodni. W takim wypadku „wystarcza” 11% na tydzień aby pobić rekord. Przy 10% niestety, odrobinę zabraknie.

Robienie pierwszego kroku – to właśnie odróżnia zwycięzców od przegranych” – Brian Tracy

Czy 10-11% tygodniowo to dużo? Czy trudno to osiągnąć? Z pewnością tak. Sam wynik nie jest może imponujący, trudniejsze jest jednak zachowanie regularności przez długi okres czasu. Śledząc fora internetowe czy grupy na FB, wydaje się, że sporo osób wyznaje powszechną teorię, mówiącą o tym, że zysk musi być 3 razy większy od potencjalnej straty. Jeżeli więc nasze RR wyniesie 1:3, to trafiając 3 na 7 zagrań, ryzykując 2% kapitału, otrzymamy zbliżony wynik. W teorii wszystko wygląda więc pięknie.

Nie chodzi jednak o żadne rekordy, dla bicia których takie podejście nie jest chyba przeznaczone. Większość z nas nie będzie w stanie pobić żadnego rekordu. Większość niestety regularnie traci, zamiast więc skupiać się na rekordach, może warto zająć się systematycznym robieniem choćby niewielkich postępów? Jak pokazują powyższe tabele, „małą łyżeczką” także można zarabiać, pod warunkiem zachowania konsekwencji i regularności – i właśnie w tym teoria celów może nam pomóc. Części z nas, zwłaszcza graczom z niskich interwałów, wyznaczanie celów może pomóc wygrać z własnym overtradingiem, a co za tym idzie, przestać oddawać osiągnięte zyski przez własną chciwość i nieustanną chęć bycia w grze.

“Pozwól innym chwalić się tym, ile zarabiają, ale sam skup się na tym, aby mniej tracić” – Larry Williams „Sekrety tradingu krótkoterminowego”

Podsumowując, chciałbym podkreślić, że wspomniany słynny rekord Williamsa jest tylko przykładem, może ekstremalnym, ale pokazującym, że nawet do wielkich wyników można dochodzić w dość powolny ale regularny sposób. Artykuł przedstawia sposób wyznaczania sobie celów tradingowych, co niektórym z nas może pomóc w wygraniu z overtradingiem. Samo wyznaczenie sobie celu np. dziennego zysku czy limitu zagrań można potraktować jako ćwiczenie psychologiczne. Trening własnej siły woli – czy potrafisz dowieźć zysk do końca dnia i go nie oddać? Czy potrafisz przestać spekulować po zrealizowaniu jednej udanej transakcji? Czy potrafisz wycofać się po określonej liczbie nieudanych zagrań i nie próbować na siłę się odegrać?

Jeżeli zamkniesz 1 dzień na plusie, przejdziesz do historii rynków, jako jeden z wielu zwycięzców tego dnia, nawet jeżeli Twój wynik będzie bardzo słaby. Jeżeli jednak będziesz konsekwentny, po tygodniu zbierania słabych wyników, tydzień na plusie ustawi Cię, prawdopodobnie już w mniejszości graczy, którzy tydzień skończyli z zyskiem. Mimo, że wynik nadal będzie słaby. Wielu graczy, którzy osiągali pojedyncze dni z nadzwyczajnymi wynikami, prędzej czy później oddadzą je (skoro czytasz ten tekst, dobrze wiesz, jak często sam oddawałeś zarobione pieniądze – zarobić potrafi wielu, nieliczni potrafią utrzymać zyski). Ty będziesz nadal zbierał zyski bardzo małą łyżeczką. Po miesiącu, zamknięcie tego okresu na plusie sprawi, że będziesz już w czołówce, niezależnie od wyniku. Kwartał na plusie sprawi, że znajdziesz się przynajmniej w 30% najlepszych graczy, rok na jakimkolwiek plusie sprawi, że uplasujesz się przynajmniej w 25% najlepszych graczy. Realizując małe cele, można zajść daleko.

(…) jako day trader jestem usatysfakcjonowany, jeżeli uda mi się wykonać jedną zyskowną transakcję danego dnia. W takich sytuacjach bardzo często kończę trading już nawet po pierwszych 90 minutach sesji. Podchodzę do tego w ten sposób: jeśli zarobiłem na pierwszej transakcji i kończę dzień, to czyni mnie to 100% skutecznym traderem. Jeżeli otworzę drugą pozycję i na niej stracę, to nie tylko moja skuteczność spadnie do 50%, ale również będę potrzebował kolejnej zyskownej transakcji, by ogólnie wyjść na plus. Dlaczego więc zwyczajnie po pierwszym zysku nie zakończyć dnia? Większość traderów sądzi, że musi handlować w każdej sesji przez cały czas jej trwania. Zawsze znajdą jakiś powód, aby wejść na rynek. Ich brokerzy muszą ich za to uwielbiać! – Joe Ross „Day Trading”

Kończąc, chciałbym zaznaczyć, że artykuł ma służyć także obaleniu mitu, który sam kiedyś uważałem za słuszny (nie grając na niskich TF), mówiącego, że ludzie spekulujący na M1 siedzą całymi dniami, z przekrwionymi oczami i szarpią się rynkiem o każdy pips. Oczywiście może tak być, ale wybór należy do tradera. Można określić sobie limit dziennych transakcji lub dokładnie godziny handlu, wyznaczyć jakiś cel. To czy trading jest dla Ciebie czy Ty dla tradingu – zależy tylko od Ciebie, niezależnie od tego na jakich interwałach czasowych realizujesz swoją strategię.

Ciekaw jestem, jakie jest Wasze zdanie na ten temat. Lepiej odejść z zyskiem czy wykorzystywać maksymalną ilość okazji aby próbować powiększyć zysk?

To tyle na dzisiaj, zachęcam do samodzielnego poszukiwania własnej niszy w tradingu. Jeżeli macie jakieś pytania albo sugestie – zapraszam do pozostawienia komentarza. Życzę udanego weekend i do zobaczenia niebawem 🙂


Przydatne linki:

Wszystkie odcinki znajdziesz pod tagiemCzłowiek vs. Rynek


Sprawdź możliwości xStation 5 i wypróbuj najnowsze narzędzia w swoim handlu!



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

Poprzedni artykułPopołudniowy przegląd rynkowy – ekstremalny tydzień
Następny artykułBlok po 22 – 8 września 2017: EUR/GBP, GBP/NZD
lukasz nowacki
Aktywny inwestor i spekulant od 2010 roku, głównie na rynkach akcyjnych i walutowych. Zwolennik prostych metod opartych o przewagę statystyczną. Autor licznych analiz, wywiadów i opracowań dla portalu Comparic.pl. Pomysłodawca i organizator odbywającego się od wielu lat konkursu Liga Traderów. Prelegent licznych konferencji dla inwestorów m.in. Ogólnopolskiej Konferencji Biznesu i Nowych Technologii NetVision, łódzkiej konferencji StratoTrade czy inicjatyw studenckich np. „Gry Giełdowej” Koła Naukowego Inwestor z Łodzi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here