Naga Markets



Indeksy szerokiego rynku w USA pobijają kolejne rekordy nie zważając na niepokojące wnioski jakie płyną z poziomu wycen amerykańskich spółek. Oczywiście, wysokie wyceny nie oznaczają, iż czeka nas nieuchronny krach, ale coraz więcej inwestorów zadaje sobie pytanie ile może trwać hossa, która już w 2013 roku, po czteroletnim rajdzie wzrostowym, budziła wątpliwości co do jej trwałości. Spróbuję odpowiedzieć w tym tekście na pytanie, czy warto trzymać w portfelu akcje spółek notowane na amerykańskiej giełdzie, czy może lepiej zainteresować się innym klasami aktywów.

Zacznę od bardzo popularnego w ostatnim czasie wskaźnika stworzonego przez laureata nagrody Nobla Roberta Shillera. Jest to odmiana wskaźnika cena/zysk, który bieżące ceny akcji porównuje z średnimi zyskami spółek z okresu ostatnich 10 lat. Wskaźnik znajduje uznanie wśród długoterminowych inwestorów. Wykres poniżej przedstawia wartość tego wskaźnika na przestrzeni 130 lat. Posługując się tym wskaźnikiem akcje były tak drogie tylko dwa razy, w przeddzień Wielkiego Kryzysu oraz podczas bańki na akcjach spółek internetowych. Warto jednak zwrócić uwagę, iż podczas Bańki Internetowej wyceny spółek poszybowały wyraźnie wyżej niż obecnie.

Te artykuły również Cię zainteresują




Wartości wskaźnika CAPE dla amerykańskiego rynku akcyjnego od roku 1880 (http://www.multpl.com/shiller-pe/)

Zgodnie z interpretacją R. Shillera przy takim poziomie wskaźnika CAPE długoterminowa roczna stopa zwrotu  (10-15 lat) z amerykańskiego rynku akcji to zaledwie 3,5%, najniższa ze wszystkich państw rozwiniętych. Sam ostatnio stwierdził w rozmowie z Bloombergiem, że rynek jest zdecydowanie przewartościowany, a zachwyt nad wizją pobudzenia gospodarki przez D. Trumpa przypominają wiarę w nadejście nowej ery, która byłą powszechna w okresie bańki internetowej.  O tym, że mamy do czynienia z przewartościowaniem, nie tylko amerykańskiego, ale  globalnych rynków akcyjnych, coraz bardziej zdają sobie sprawę zarządzający funduszami. W roku 2008 zanim zobaczyliśmy dramatyczne spadki na Wall Street zarządzający uważali że globalne rynki akcyjne znajdują się w równowadze, natomiast teraz aż 40% z nich uważa, że mamy do czynienia z przewartościowaniem. Tyle ile podczas bańki wśród spółek internetowych.

Procentowy udział zarządzających przekonanych o przewartościowaniu globalnych rynków akcyjnych (Bank of America Merrill Lynch)

Co więcej, nawet prognozy analityków odnośnie przyszłych zysków nie nadążają za wzrostami amerykańskich indeksów. Inwestorzy, którzy nie są jeszcze przekonani co do poziomu wycen, poniższa tabela powinna rozwiać wątpliwości. Z 20 najbardziej popularnych wskaźników wycen, aż 18 pokazuje przewartościowanie. W tym wiele z nich jest znacznie powyżej średniego poziomu. Do tego dochodzi ciekawa sytuacja w której kolejnym rekordom amerykańskiej giełdy towarzyszy rekordowy niski poziom indeksu VIX. Historycznie obserwowana była tendencja korekt następujących po okresach niskiej zmienności. Od początku roku VIX charakteryzuje się najniższą w historii średnią oraz rekordową liczbą dni kiedy był mniejszy niż 10 (a mamy dopiero sierpień).

Popularne wskaźniki wyceny indeksu S&P500 w porównaniu do historycznych średnich. Stan na 31.07.2017 (Bank of America Merlin Lynch)

Czy powyższe informacje jednoznacznie wskazują na szybki koniec hossy na rynku amerykańskim? To oczywiście pytanie retoryczne, ponieważ równie dobrze hossa może porwać i kolejna parę lat zanim zobaczymy głębsza przecenę. Wśród danych przemawiających za kontynuacją hossy znajdziemy wysokie tempo wzrostu prognozowanych zysków na akcje amerykańskich spółek, wskaźniki wyprzedzające mówiące o dalszej poprawie gospodarki USA oraz polityka monetarna wspierająca rynek akcyjny. Co prawda seria podwyżek stóp procentowych już się rozpoczęła ale jej ostrożne tempo nie zwiastuje szybkiego wykolejenia się gospodarki. Dobrze obrazują to poniższe wykresy przedstawiające krzywą rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Pierwsze dwa ukazują sytuacje jaka miała miejsce blisko szczytowych momentów na rynku akcyjnym w roku 2000 oraz 2007, natomiast ostatni przedstawia krzywą rentowności na dzień 18 sierpnia 2017 roku.

Krzywe rentowności amerykańskich obligacji skarbowych w dniach 4.08.2000, 1.06.2007 oraz 18.08.2017 (http://stockcharts.com/freecharts/yieldcurve.php)

Obecnie krzywa rentowności reprezentuje zdrowy, normalny kształt, który nie zwiastuje rychłego nadejścia bessy. Z drugiej strony solidna przecena może pojawić się w ciągu kilku tygodni czy miesięcy. Wystarczy zbieg nieszczęśliwych zdarzeń, jak na przykład “twarde lądowanie” w Chinach, wybuch konfliktu na Półwyspie Koreańskim czy kryzys związany z drugą najważniejszą kategorią zadłużeń gospodarstw domowych USA, czyli z kredytami studenckimi, których wartość wynosi już 8% PKB tego kraju.

Dane makroekonomiczne płynące z gospodarki USA nie są powodem do niepokoju, a co może martwić inwestorów to wysokie poziomy wycen rynku akcyjnego. Oczekiwany stosunek zysku do ryzyka wydaję się niekorzystny dla zwykłej strategii akcyjnej buy-and-hold (kup i trzymaj), ponieważ powrót do średniej wycen rynkowych jest kwestią czasu. Tak jak w przypadku każdej strategii inwestycyjnej portfel powinien składać się z różnych klas aktywów, szczególnie tych o ujemnej korelacji. Portfel zbudowany z amerykańskich akcji i obligacji rządowych charakteryzuje mniejsza zmienność oraz bardziej stabilne wyniki. Gdy uzupełnimy portfel jeszcze o złoto okazuje się, iż stopa zwrotu w długim terminie jest niewiele mniejsza od portfela akcyjnego lecz osiągnięta przy niższej zmienności oraz znacznie niższym ryzyku obsunięcia kapitału.

Inwestor lokujący kapitał na amerykańskim rynku powinien utrzymywać w portfelu akcje, pomimo ich wysokich wycen. Na akcjach możemy obserwować jeszcze dynamiczniejsze wzrosty prowadzące do absurdalnych wycen z jakimi mieliśmy do czynienia w czasach bańki internetowej, ale i równie dobrze bessa może pojawić się szybciej niż ktokolwiek się spodziewa. Rzadko kiedy jesteśmy wstanie przewidzieć moment w którym nastąpi załamanie rynku. Najwyższa historyczna stopa zwrotu oraz ujemna korelacja z obligacjami i złotem sprawia, iż akcje powinny znajdować się w każdym zdywersyfikowanym portfelu. Niemniej jednak z perspektywy analizy portfelowej wraz z rosnącymi wycenami akcji, ich udział powinien się odpowiednio zmniejszać na rzecz instrumentów bezpiecznych. Wraz z naszym rosnącym przekonaniem o nadejściu zwrotu na rynku akcyjnym udział obligacji oraz złota powinien się zwiększać aby uchronić portfel przed stratami.

Filip Lubka, EFIX DM



Conotoxia

Dołącz do dyskusji logując się za pomocą Facebook

Obejrzyj również:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here