Naga Markets


Wydarzenia branży energetycznej w Stanach Zjednoczonych na przestrzeni ostatnich kilku lat są z całą pewnością materiałem na świetny film, w iście hollywodzkim stylu. Mamy do czynienia z historią, w której znajdująca się na skraju upadku rewolucja łupkowa, określona przez wielu ekspertów mianem kolejnej „bańki” wstaje z kolan, otrzepuje kurz i w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy wprowadza Stany Zjednoczone na pierwsze miejsce na liście największych producentów ropy naftowej na świecie. Kłopot w tym, że w przeciwieństwie do filmu historia toczy się dalej i nie możemy zakończyć jej w lutym 2019 roku z wesołym happy-endem. Nad producentami amerykańskiej ropy zbierają się czarne chmury, a rozpalone oczekiwania inwestorów będą niezwykle trudne w realizacji.

11 lat temu, na początku 2008 roku Stany Zjednoczone opierały bezpieczeństwo energetyczne głównej mierze o import, zaopatrując się w ok. 45 milionów ton zagranicznej ropy miesięcznie, podczas gdy krajowa produkcja była ponad dwukrotnie mniejsza. Po niespełna siedmiu latach, wydobycie wzrosło o ponad 60% – do 36 milionów, zmniejszając jednocześnie import do 32 milinów ton. Był to efekt tzw. boomu łupkowego, który za sprawą wykorzystania nowych technologii pozwolił eksploatować niedostępne do tej pory złoża.

Spadki cen ropy naftowej i gazu na przełomie w latach 2014 – 2016  spowodowały, że firmy branży łupkowa w USA ocierały się o upadłość. Ich największym grzechem był fakt, że swój dynamiczny rozwój opierały na masowym finansowaniu zewnętrznym, głównie na tzw. obligacjach korporacyjnych, uznawanych jako śmieciowe, czyli te o wysokim ryzyku. Jak podał Bank of America Merrill Lynch już w 2015 roku rynek obligacji o niskim ratingu, emitowanych przez spółki energetyczne był wart już 200 mld USD. Wielu ekonomistów wyznaje zasadę, że nie ważny jest sama kwota zadłużenia, a zdolność do jego spłaty. O ile w przypadku wysokich cen ropy – na poziomie 100 USD za baryłkę, większość projektów „spinała się” finansowo, tak w po dynamicznej wyprzedaży cen czarnego złota amerykański rynek był świadkiem masowej katastrofy.  Tylko w samym 2015 roku bankrutujące przedsiębiorstwa spowodowały konieczność odpisu na poziomie 70 miliardów USD. W ramach ciekawostki, na kryzysie amerykańskiego sektora skorzystał również polski państwowy potentat – PKN Orlen, który przejął kilka inwestycji w Ameryce Północnej.

Rys.1 Ilość aktywnych wiertni w USA. Źródło: www.tradingeconomics.com / Baker Hughes

Kiedy wydawało się, że na skutek fali bankructw i dołujących cen ropy Stany Zjednoczone będą zmuszone odłożyć swój sen o energetycznej niezależności na później, karta się odwróciła. Na skutek działań kartelu OPEC i kurczącej się podaży, ceny czarnego złota znów zaczęły rosnąć, a firmy które zdołały przetrwać trudne lata 2015-2016, udoskonaliły technologię szczelinowania hydraulicznego i zmniejszyły znacząco koszty, chociażby poprzez wyraźne zmniejszenie zużycia wody podczas odwiertów. Spowodowało to kolejną falę „boomu”, którego owocem jest rekordowa produkcja ropy w Stanach Zjednoczonych, która w ostatnich szacunkach Departamentu Energii osiągnęła po raz pierwszy w historii poziom 12 milionów baryłek dziennie, czyniąc z USA największego producenta najważniejszego surowca na całym świecie.

Rys.2 Produkcja ropy w USA w tysiącach baryłek dziennie. Źródło www.tradingeconomics.com / www.eia.gov

Największym zagrożeniem dla kontynuacji rozkwitu amerykańskiego rynku wydaje się ponowny spadek cen. Jeśli przypuszczać, że decyzje OPEC w 2014 i 2015 roku o utrzymaniu produkcji miały na celu uderzenie w amerykańskich konkurentów, to sukces okazał się finalnie jedynie częściowy. Ku rozczarowaniu kartelu, wzmocnione przedsiębiorstwa poradziły sobie z ostatnim spadkiem cen znacznie lepiej – jak donosi Reuters, amerykańskie firmy łupkowe pomimo silnej przeceny cen ropy odnotowały w III kwartale najlepsze wyniki od dłuższego czasu. Powołując się na przeprowadzone ankiety, wśród 32 firm prawie 1/3 z nich wygenerowała zysk, podczas gdy rok temu na tej liście znalazły się tylko trzy przedsiębiorstwa. Są jednak inne problemy, pomijane w szerokiej dyskusji, które poważnie mogą zagrozić amerykańskiej ropie.

Inwestuj na rynku ropy  u brokera TMS!

Na łamach portalu oilprice.com, dr Philip Verleger zwraca uwagę na kwestię nabywców „czarnego złota”. W ostatnim czasie, Reuters doniósł inwestorom o upadku kilku funduszy hedgingowych. Verleger zauważa, że liczba tego typu podmiotów skoncentrowanych w swojej działalności na ropie naftowej lub gazie zmniejszyła o się do 179 w 2018 roku, podczas gdy cztery lata wcześniej było ich niemal 200. P. Verleger zwraca uwagę również na fakt, że wiele z nich poniosła w minionym roku ogromną stratę, licząc na wzrost cen ropy, a nie wyprzedaż która miała miejsce w ostatnich miesiącach. Spadek spekulacyjnego zainteresowania ropą naftową prawdopodobnie stworzy poważny problem dla niektórych producentów, którzy  muszą zabezpieczyć część lub całość produkcji przed spadkami cen.

Problemem frackerów jest również fakt, że inwestorzy oczekują, aby producenci wypłacali dywidendy i zwracali kapitał. Mimo, że przywołane wcześniej dane świadczą o coraz lepszej kondycji łupkowych przedsiębiorstw, to nadal większość z nich nie notuje pozytywnego cash-flow. Rozczarowanie inwestorów może przełożyć na mniejszy dopływ finansowania, brak środków na rozwój projektów i tym samym stagnację produkcji.

Pozostałe wyzwania i możliwy scenariusz na 2019 rok omówię w kolejnej części artykułu.



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here