CMC Markets

Potocznie panuje przekonanie (zwłaszcza w szeroko pojętej branży rynków finansowych), że jeśli nie wiadomo o co chodzi, zapewne w grę wchodzą duże pieniądze. W marcu pisaliśmy o raporcie opracowanym przez dziennikarzy z serwisu Business Insider na temat kontrowersyjnej kwestii opłat za przywilej notowania projektów świeżo po ICO na największych scentralizowanych giełdach kryptowalut. W ramach badania wysłano ankiety do największych giełd. Reporterzy nie otrzymali wówczas odpowiedzi od Binance. Częściowo poznaliśmy ją teraz, i to od samego jej CEO – Changpenga Zhao. Pojawiła się jako riposta na zarzuty współtwórcy projektu Expanse (EXP) – Christophera Franko, o rzekomo bajońskich sumach, jakich zespół Binance życzy sobie za to, by klienci mogli handlować coinem o symbolu EXP .

Zobacz również: Binance uruchamia demo zdecentralizowanej giełdy kryptowalutowej

Zaczęło się od niewinnego tweeta

Jak przeczytamy na stronie internetowej krypto projektu, Expanse jest „pierwszym stabilnym forkiem Ethereum”,  „Szybszym. Skalowalnym. O większej mocy. Od roku 2015 odnoszącym sukcesy tam, gdzie innym się to nie udawało.” Franko podał niedawno do wiadomości publicznej za pomocą tweeta informację, jakoby otrzymał bezpośrednio od Binance wycenę za umieszczenie swojego coina na tej giełdzie. Opiewała ona, według niego, na niebagatelną kwotę 400 bitcoinów. Jeśli policzymy to po uśrednionym kursie BTC w momencie opublikowania tej wiadomości (około 6.800 USD), otrzymamy pokaźną sumę 2,7 mln USD. We wspomnianym raporcie Business Insider mówiło się nawet o niebotycznych sumach 7 mln USD, jednakże bez wskazania na konkretny projekt, ani szerszy kontekst.

Nieoczekiwana odpowiedź

W miarę jak kontrowersyjny tweet zaczął coraz intensywnej krążyć po sieci, Franko doczekał się odpowiedzi od samego CZ (takim przydomkiem obdarzany jest Chanpeng Zhao przez bliskie mu osoby, a ostatnio także przez społeczność w kryptosferze). W dość ostrej ripoście CZ stwierdził, iż „Nie dopuszczamy na naszą giełdę gównianych coinów.” (cytat w angielskim oryginale brzmi „We don’t list shitcoins.”), dodając, iż zamiast rozpatrywać potencjalny debiut danego projektu w kategoriach wysokości opłat, ich zespół przykłada dużą wagę do jakości.

Zobacz również: Wizja rynku krypto według CEO Binance – Changpenga Zhao

Aby nie być posądzonym o przedstawianie zarzutów bez podstaw, Franko udostępnił zrzut ekranu maila, którego rzekomo otrzymał od pracownika biura obsługi klienta Binance. I tu CZ również nie pozostawił kwestii bez odpowiedzi:

„Email, który pokazał Franco jest sfałszowany / oszukańczy i nie pochodzi od Binance. Binance nigdy nie podaje kwot opłat w ramach maili, no i nie przedstawia swoich wycen w BTC. Twórcy projektu powinni być w stanie dostrzec to, że mają do czynienia ze sfałszowanym mailem, zaś ci, którzy tego nie potrafią, nie powinni brać się za wypuszczanie coinów. To, jak przebiega proces komunikowania się / metoda komunikacji, dużo mówi o danym coinie.”

Postscriptum do raportu Business Insider

Stąpając po grząskim temacie opłat za możliwość zaistnienia projektów finansowanych w drodze ICO na kluczowych giełdach krytpowalut, pewne kwestie można wyczytać między wierszami. Wśród uczestników rynku (twórców krypto projektów, inwestorów, doradców) preferowane jest zachowanie milczenia, aby nie wywoływać przysłowiowego wilka z lasu, co zapewne wynika też z zapisów w ramach klauzul o zachowaniu poufności.

Możemy natomiast wysnuwać domysły dotyczące szczegółów kontrowersji związanych z mailem Franko. Niewykluczone, że otrzymał go od oszusta, który chciał wyłudzić 400 bitcoinów. Czy też był w konflikcie z Binance, tylko być może z innego powodu? Jeszcze inna hipoteza jest taka, że maila rzeczywiści wysłał pracownik biura Binance, którym kierowała osobista niechęć wobec projektu Expanse.

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

STO

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here