Naga Markets


Od dekady na rynku amerykańskich akcji trwa hossa. Trend trwa już tak długo, że pojawiają się coraz śmielej opinie, które sugerują, że aktywne strategie zaangażowania na rynku nie są w stanie go na dłuższą metę pokonać. Poniższy artykuł jest próbą podważenia tych opinii. Poza tym pozwala na wyciągnięcie wniosków tak dla graczy długoterminowych, jak i tych operujących w krótkim terminie.

Hossa sprzyja błędnym wnioskom

Dekada niemal nieprzerwanego wzrostu faktycznie jest okresem, który trudno uznać za dogodny do udowadniania wyższości aktywnej alokacji nad pasywnym naśladowaniem zmian średniej rynkowej. W efekcie nie dziwią dane o rosnącym napływie kapitałów do funduszy pasywnych oraz w podobnej skali odpływie kapitału z funduszy oferujących aktywną alokację.

Od kilku lat większość strategii aktywnych nie radzi sobie z pogonią za rynkiem. Dla wielu jest to podstawą do mocnych wniosków o tym, że nie opłaca się ponosić kosztów aktywnej alokacji, gdyż pokonanie rynku jest zbyt trudne.

Źródło: Twitter – @TN

O ile faktycznie na tle zmian we wspomnianym okresie, a więc od ostatniego kryzysu, taka argumentacja może wydawać się słuszna, to gdy weźmiemy pod uwagę dłuższy okres, wnioski są już inne. W ostatnich latach stopy zwrotu strategii pasywnych, czyli takich, które naśladują zmiany całego rynku, np. zmiany indeksu S&P500, bardzo często są wyższe od stóp zwrotu ze strategii aktywnych, czyli takich, w ramach których zarządzający mogą manipulować poziomem zaangażowania na rynku. Te manipulacje w tym czasie nie dają dobrych wyników. Czy jednak jest to powód do mocnych wniosków?

Meta_trader

Trzeba zauważyć, że ostatnia dekada jest okresem wyjątkowym pod względem zachowania rynku akcji w USA. Wzrost jest duży, a korekty, jakie się czasem pojawiały, były relatywnie niewielkie. Pytanie jednak brzmi, czy ten okres jest faktycznie wiarygodną próbką prawdziwego zachowania cen?

Gdy weźmiemy pod lupę dane od końca lat 60-tych okaże się, że na rynkach akcji miały miejsce również fazy większych (i dłuższych) spadków cen. I w takich właśnie okresach podejście aktywne może ujawnić swoją przydatność. W tym czasie pojawiały się przeceny, które sprawiały, że indeks S&P500 tracił ponad 50 proc. Czy rzeczywiście pasjonaci pasywnego inwestowania są na to gotowi?

Strategia oparta o tygodniowe dane makro

Ostatnio przeczytałem o dość prostej strategii opartej o napływające co tydzień dane o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych USA (Initial Claims). Strategia polegała na obecności na rynku akcji („zakupie” indeksu), gdy liczba wniosków była niższa od średniej z ostatniego roku. Zamysł był taki, by być zaangażowanym na rynku akcji, gdy gospodarka ma się dobrze, czego przejawem jest spadek liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Logika w tym jest, a jak wyniki?

Żródło: stooq.pl, fred.stlouisfed.org, obliczenia własne

Okazuje się, że faktycznie część negatywnych zmian na rynku miało mniejszy wpływ na linię kapitału, ale to podejście nie niwelowało negatywnych skutków wszystkich faz słabości rynku akcji. Szczególnie wtedy, gdy gospodarka nie była mocno osłabiona, a rynek za to przebywał w bessie (jak w przypadku okresu po pęknięciu bańki internetowej). W związku z tym i w tym wypadku nie udało się uniknąć spadku kapitału o ok. 50 proc.

Wpływ sezonowości na wyniki strategii

Sprawdziłem jeszcze, jak sobie radziła ta strategia przy wsparciu znanej sezonowości rynku akcji polegającej, a lepszym zachowaniu wycen akcji w okresie od początku listopada do końca kwietnia. Innymi słowy założyłem, że na rynku pojawiamy się wg wskazań wspomnianego raportu, ale tylko w okresie korzystnym (zimowo-wiosennym) dla rynku akcji. Pozostałe pół roku przebywamy poza rynkiem (zmiany kapitału w tej wersji przedstawia linia czerwona).

Czy takie podejście poprawiło wyniki? Owszem. Wielkość obsunięcia kapitału zmalała do ok. 30 proc. Co jednak ciekawe, nawet, gdyby nie korzystać z raportów o liczbie wniosków, też byśmy odnotowali podobną redukcję ryzyka przy strategii naśladowania indeksu tylko w korzystnym okresie. W tej drugiej wersji zmiany kapitału przedstawia poniższy wykres.

Żródło: stooq.pl, fred.stlouisfed.org, obliczenia własne

Mamy więc tu wpływ nie tle skuteczności wykorzystania danych makro, ale znanej sezonowości rynku akcji. Poszukiwania trwały dalej, choć już w tym momencie pojawił się wątek podważający opinie o przewadze strategii pasywnej. Okazuje się bowiem, że obecność na rynku tylko przez pół roku daje nominalnie podobny efekt, ale przy niższym ryzyku. Już choćby z tego powodu strategia kup&trzymaj nie ma sensu.

Aktywna alokacja w oparciu o średnią roczną

W ramach poszukiwań strategii aktywnej, ale bardziej „przypiętej” do zmian indeksu (dane makro są pomocne, ale jak widać, nie idealne) postanowiłem sprawdzić skuteczność rozwiązania opartego na rocznej średniej kroczącej SMA. Strategia polega na angażowaniu się w indeks (taka możliwość istnieje obecnie choćby za pośrednictwem funduszy ETF na platformie Admiral Markets) tylko w okresach, gdy indeks tygodniowy znajdował się nad średnią z ostatnich 52 tygodni.

Gdy jego wartość była niższa od wspomnianej średniej, należało być poza rynkiem z gotówką w ręku. Okazało się, że już tylko ta zasada wydatnie zredukowała nam w badanym okresie wielkość obsunięć kapitału o połowę (maksymalny spadek kapitału wyniósł w tym wypadku 24,5 proc.) – przebieg kapitału przedstawia linia zielona na poniższym wykresie.

Żródło: stooq.pl, fred.stlouisfed.org, obliczenia własne

Widać tu także linię czerwoną. Jest to ta sama strategia, ale okrojona o okresy niekorzystne dla rynku akcji, czyli przy założeniu porzucenia rynku akcji w ostatni piątek kwietnia i powrotu do zainteresowania rynkiem akcji w ostatni piątek października. W takiej wersji maksymalny spadek kapitału wyniósł jedynie 17,4 proc.

Owszem, nominalnie wynik jest gorszy od stałego utrzymania indeksu, ale nawet podwajając ryzyko otwieranych pozycji wciąż będzie ono mniejsze niż stałe trzymanie się średniej. Dodajmy do tego fakt, że wynik jest generowany tylko przez połowę roku.

Wnioski – także dla graczy krótkoterminowych

Na koniec uwaga dla tych, których przeraża horyzont tych analiz. Można dojść wniosku, że takie obliczenia mogą zainteresować jedynie graczy długoterminowych. Nic bardziej mylnego. Jeśli spojrzymy na linię czerwoną ostatniego wykresu, to uświadomimy sobie, że jest to jednocześnie sugestia, by w okresach, gdy ta strategia powinna znajdować się na rynku, omijać krótkie pozycje w grze krótkoterminowej.

Wynik, jaki generuje ta strategia w długim terminie jest niejako miarą przewagi pozycji długich w tym czasie. Zatem nawet operując na wykresach H1, czy H4 warto uwzględniać tę przewagę. Angażowanie się wtedy po krótkiej stronie rynku jest niejako walką z nakreślonym wynikiem. Z drugiej strony, gdy strategia długoterminowa jest poza rynkiem, łatwiej jest budować pozycje krótkie.



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here