Naga Markets



Dobry czas na zamach

Jak już wspomniałem, kiedy dołączyłem do mojego pierwszego dealing roomu, byłem już bankierem od piętnastu lat. Miałem doświadczenie w zakresie handlu walutami jak i ogólnej “metodologii” w bankowości, więc wiedziałem też jak działała “księgowość” bankowa. Jednak, pomimo, że oczekiwałem wielu nowych wrażeń, nie spodziewałem się, że przeżyję aż taki szok kulturowy i to nie tylko z powodu tego co zobaczyłem, ale też z tego, że zostałem częścią “maszyny do robienia pieniędzy”, którą stały się dealing roomy*.


W jednym pokoju mamy około 300 handlowców; zawierają transakcje walutowe (spot i forward), robią depozyty, kontrakty futures, handlują towarami, metalami i różnymi instrumentami pochodnymi. Czasem cisza jak w grobowcu a za moment hałas jak w czasie koncertu rockowego. Jedną z moich pierwszych lekcji było odrzucenie zasady, że zawsze musiałeś przynajmniej sprawiać wrażenie, że jesteś zajęty, tak jak to często robią urzędnicy.

Traderzy byli inni. Żyli według innych reguł. Od nich oczekiwano jednego, a było to – zarabianie pieniędzy. Na ogół byli zarządzani przez byłego tradera, który znał temat bo już to robił i wiedział jak to robić.

Moim pierwszym zadaniem było zarządzanie portfelem klientów korporacyjnych banku, budowanie relacji i zachęcanie ich do wykorzystywania nas jako swojego głównego banku wymiany walut.

Szybka zmiana

Jeśli coś nie działa w dealing roomie lub sugerowana jest zmiana, nie ma dużo czasu, aby to wdrożyć. Nie ma narad czy komisji, które by wszystko zatwierdzały, chodzi o to, żeby zarabiać pieniądze, więc zmiana następuje bardzo szybko.

W któryś piątek w maju 1991 r. odbyło się spotkanie, na którym poinformowano nas o zmianie, która miała mieć duży wpływ na moją pracę. Traderzy zajmujący się spotami zauważyli, że wraz ze wzrostem liczby i różnorodności klientów walutowych, byli oni odciągani od priorytetowych zadań w celu wyceny (za takie je uważali) “minorsów” i to w nieznacznych kwotach, co zmniejszało ich zdolność koncentracji na głównych klientach do jakich byli przydzieleni.

Zgodnie z zasadami szef skarbu zgodził się i powstało nowe biuro, w którym miałem pracować z dwoma kolegami. Mieliśmy podawać ceny klientom banku we wszystkich walutach innych niż główne (USD/DEM, USD/JPY, USD/GBP, GBP/DEM i DEM/JPY). To było w czasach zanim powstało EURO. Zatrzymaliśmy także kilku ważniejszych klientów, z którymi handlowaliśmy, ponieważ wskazana była ciągłość, gdyż każdy z nas miał z nimi dotąd dobre relacje.

Rola nowego działu miała być trochę defensywna. Było dużo zleceń, więc nigdy nie zajmowaliśmy pozycji po prostu robiąc transakcje na rynku, w momencie gdy klienci pytali nas o ceny. Nasz dealing room nie miał działać na rynku międzybankowym, więc było to stosunkowo wygodne zadanie. Tak było do czasu, gdy jeden ze sprzedawców, który był odpowiedzialny za handel z jednym z największych klientów korporacyjnych zasugerował klientowi, który zawsze był zainteresowany handlem dużymi, rynkowymi kwotami, że może za naszym pośrednictwem handlować również niektórymi mniej popularnymi walutami, gdzie płynność nie zawsze była wystarczająca, a my mu dawaliśmy taką możliwość.

Zostało to omówione z zespołem, do którego należałem i zgodziliśmy się, że tak, robimy to, sprostamy wyzwaniu. Wszystko zaczęło się dobrze, a my zarabialiśmy dobre pieniądze, oferując m.in. włoską lirę, hiszpańskie pesety i holenderskie guldeny. Zawsze podawaliśmy cenę defensywną i ustaliliśmy, że klient poda pierwszy swoja ofertę, ponieważ nie miał takiej przewagi jaką ma bank i traktował nas jako partnera w transakcji.

Wszystko szło dobrze do pewnego ranka w sierpniu. Płynność była niska, ponieważ był to sezon wakacyjny i prawie nic się nie działo. Z trzech facetów w biurze jeden był na wakacjach, a drugi parzył kawę lub korzystał w tym czasie z łazienki… nieważne… W każdym razie chodzi o to, że byłem sam w pokoju, gdy poproszono mnie o podanie ceny dla dwustu pięćdziesięciu milionów Deutsche Marks w stosunku do francuskiego franka… Skąd miałem wiedzieć, że w tym momencie ktoś pukał do drzwi Michaiła Gorbaczowa, żeby poinformować go o zamachu stanu?

To, co wydarzyło się później, było niesamowite, dziwaczne i jedno z najśmieszniejszych, ale zarazem przerażających momentów mojej kariery.

Ciąg dalszy tej historii już jutro…

Wszystkie teksty możesz śledzić pod tagiem “wspomnienia tradera”

Alan Hill

*Dealing room: w bankach handlowych i inwestycyjnych, miejsca, gdzie ustalane są kursy walut oraz kluczowe ceny międzynarodowych i narodowych rynków finansowych pomiędzy klientami i pracownikami banku (traderami).



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here