Naga Markets



1000 EUR płacy minimalnej miało mega potencjał PRowy, ale 4000 PLN też poruszyło masy. W internecie trwa burza na temat najnowszych obietnic prezesa partii idącej po kolejną kadencję rządzenia Polską. Z obu stron walka, leje się hejt i wulgaryzmy, a praktycznie nie widać żadnych umiarkowanych głosów. To pomyślałem, że może ja spróbuję.


Co się właściwie stało? W sumie nie do końca wiem, bo przekaz czerpię z różnych mediów i nie widziałem ani konwencji wodza ani nie słyszałem rzeczonych obietnic z pierwsze gęby. Ale możemy hipotetycznie rozważyć znaczenie podniesienia minimalnego wynagrodzenia do 4000 złotych brutto.

Na wstępie akapit statystyk ogólnych, jeśli chcesz to przeskocz do kolejnego.

  • Kalkulator pracodawcy powie, że 4000 zł brutto to niecałe 5000 zł całkowitego kosztu pracownika dla pracodawcy (superbrutto) i około 2800 zł na rękę.
  • Dalej idzie za tym spłaszczenie wynagrodzeń, bo stawki wyższe niż 4000 brutto najpewniej nie zostaną dostosowane proporcjonalnie, a co za tym idzie, ludzie o wyższych wynagrodzeniach zbliżą się do wynagrodzeń minimalnych.
  • Osobnym pytaniem jest kwestia, ilu osób dotyczy podwyżka minimalnej pensji, do tej pory było to około 20% z czego może się okazać, że sporo takich osób jest w budżetówce.
  • Dziś minimalne wynagrodzenie, po 4 latach rządów obecnego rządu, to 2250 zł brutto. Tak więc zmiana do 4000 zł oznacza wzrost o 78%, który to wzrost będzie rozłożony na 4 lata.
  • Dla porównania w 2015 płaca minimalna wynosiła 1750 zł i przez 4 lata wzrosła do 2250 zł. Tj. wzrost o 28.5%.
  • GUS podaje strukturę wynagrodzeń w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 9 osób na umowy o pracę (najnoiwsze jakie znalazłem to październik 2016) i tam mediana wynagrodzeń wynosiła ok. 3500 zł brutto (połowa pracujących zarabiała więcej, polowa mniej), dominanta 2074 zł brutto (najczęstsza wartość). Tak więc 4000 zł brutto może dotyczyć ponad połowy zatrudnionych na etatach w firmach powyżej 9 pracowników. I prawdopodobnie jeszcze większej grupy osób zatrudnionych w mniejszych firmach. To daje razem jakieś 60-70% zatrudnionych na etatach i umowach zlecenia (ponieważ te obecnie podlegają minimalnej płacy godzinowej).
  • Obecne wynagrodzenie minimalne to kwota s-brutto 2710 zł, brutto 2250 zł, netto 1633 zł. Podatki i składki (s-brutto – netto) wynoszą 1077 zł
  • Przy stawce 4000 brutto, przy założeniu że system podatkowy i stawki podatków nie ulegną zmianie, mamy odpowiednio 4820 zł s-brutto oraz 2854 zł na rękę. Podatki i składki wynoszą 1966 zł (wzrost o 82,5% przy wzroście wynagrodzenia o 78%).

Kiełbasa wyborcza, która ma trafić w nastroje wyborców

Nie ulega wątpliwości, że obietnica znaczącej podwyżki pensji minimalnej ma trafić w nastroje wyborców i jest swoistą kiełbasą wyborczą. Większym problemem jest fakt, że akurat jest to obietnica wiarygodna i wydaje się, że ludzie, którzy ją przedstawili, gotowi są ją spełnić (tak jak poprzednie obietnice). Ale jeśli społeczeństwo tego chce i tego się domaga, to dlaczego nie?

Innym argumentem może być chęć szybkiego dogonienia zachodu. Prawie wszystkich kłuje w oczy dysproporcja między zarobkami Niemców, Francuzów czy Holendrów, ba a nawet Hiszpanów w porównaniu z Polakami w Polsce.

Krytycy mówią, że będzie hiperinflacja i gospodarka tego nie wytrzyma. Krytycy krytyków mówią, że krytycy zawsze tak mówili, a gospodarka jakoś wytrzymała.

Przede wszystkim warto popatrzeć z kilku stron, ale zacząć od podstaw.

Polska jest krajem, który boleśnie wszedł w globalną gospodarkę i faktycznie został mocno wyzyskany przez zachód – jako rynek zbytu, źródło imigrantów oraz taniej siły roboczej dla mało złożonej produkcji, a także tanich perspektywicznych inwestycji (reprywatyzacja). Długo nie mogła się wykształcić klasa średnia i obecnie mam wrażenie, że skurczyła się na powrót. Tj. Polskie społeczeństwo jest w swej masie biedne i to niezamożni ludzie, a nie klasa średnia, jest fundamentem polskiego społeczeństwa i gospodarki.

Taki układ ma pewne implikacje – np. nie można podnieść kwoty wolnej od podatku w takim środowisku, bo zwyczajnie najbiedniejsi utrzymują budżet państwa, który zamiast zaciskać pasa to ma presję na wydatki socjalne. Więc ludzie biedni, którzy na ogół nie rozumieją, że płacą podatki, wypracowują socjal dla siebie i dla niepracującej reszty społeczeństwa utrzymując dodatkowo cały aparat państwa opiekuńczego. Partia składająca obietnicę podwyżki pensji minimalnej oczywiście nie ma na celu poprawy losu biednych, tylko wykorzystanie ich frustracji i zwiększenie wpływów budżetowych i partia wie zapewne dwie rzeczy (jak wnioskuję z ich kroku):

  1. Że biednych nie ma już sensu bardziej opodatkowywać, bo niewiele się wyciśnie, są już mocno sfrustrowani i trzeba im jednocześnie pomagać (saldo dla budżetu około zera)
  2. Pieniądze nie biorą się znikąd, tylko trzeba je wyciągnąć z realnej gospodarki.

I tutaj system spina się w ten sposób – utrzymamy państwo poprzez proletariat, ale nie pozwolimy zatrudniać go poniżej wyznaczonych stawek, tj. sztucznie podniesiemy jego wartość i niech przedsiębiorcy martwią się, jak podnieść produktywność tych pracowników, którzy przez 4 lata mają zarobić 78% więcej.

Jakie będą możliwe skutki tego dla gospodarki – tj. przedsiębiorców, pracowników, konsumentów?

Jak podniesienie płacy minimalnej mogłoby wpłynąć na sytuację gospodarczą?

Wiadomo, że nic się z powietrza nie bierze, a już szczególnie to, co kupujemy za papierowe pieniądze, a także zakładając, że pracownicy będą pracowali tak samo lub niewiele lepiej w 2023 roku, to:

  1. Przedsiębiorstwa pokryją wyższe wynagrodzenia z zysków. Mogłoby tak być, gdyby się okazało, że pracownik wypracowuje obecnie znacznie więcej aniżeli zarabia, a pracodawca z jakichś względów woli wyzyskać słabą pozycję negocjacyjną pracownika aniżeli podnieść mu pensję.
  2. Przedsiębiorstwa nie będą w stanie podnieść wynagrodzeń do niezbędnych poziomów korzystając jedynie z zysków i staną w obliczu konieczności:
  3. A) zainwestowania w podniesienie wydajności (tu są liczne ograniczenia)
  4. B) ograniczyć / zoptymalizować zatrudnienie (tj. ciąć te etaty, które są nierentowne, mało potrzebne). Oczywiście nie wszystkie etaty da się skasować bez wpływu na projekty i zyski, a wiele przedsiębiorstw już jest zoptymalizowanych z uwagi na istniejącą konkurencję.
  5. C) podnieść ceny by utrzymać działalność operacyjną i jej rentowność przy niezbędnych kosztach. Dodać trzeba, że tacy co kombinują więcej na kosztach, umowach, etc. mają przewagę konkurencyjną i gorset państwowy zachęca jednych do kombinowania, a konieczność konkurowania z nimi zmusza też innych – tych którzy chcieliby uczciwie działać.

Podałem wcześniej, że wynagrodzenie minimalne 2015-2019 wzrosło o 28,5%, a towarzyszył temu widoczny wzrost inflacji.

Czy zatem wzrost wynagrodzenia minimalnego o 78% oraz wzrost wynagrodzeń ponad połowy pracujących do poziomu nowego minimum nie wpłyną na inflację?

Czy jest tu korelacja czy koincydencja? Na inflację wpływa wiele czynników, jednak trudno sobie wyobrazić, że taki skok wynagrodzeń w branżach polegających na niewykwalifikowanej sile roboczej nie odbił się na cenach. Przykładem jest rolnictwo, gdzie ktoś musi pozbierać te owoce i warzywa, trzeba mu zapłacić a potem sprzedać te warzywa i owoce z jakimśtam zyskiem.

Inflacja rośnie od 4 lat

CPI (indeks cen dóbr konsumpcyjnych) w 2015 wynosił 169, a dziś wynosi 179. Na chwilę odstawmy na bok sztuczki statystyczne i skład koszyka. Mamy wzrost samego wskaźnika uwidaczniającego ogólny spadek siły nabywczej pieniądza w rękach konsumentów o 5,9% (inflacja). Jeśli tylko proporcja między wzrostem płacy minimalnej a wzrostem cen miała by być zachowana, to mówimy o inflacji CPI o kolejne 16,1% do 2023. Ale jest tu jeden kruczek – podwyżka minimalnej do dzisiejszego poziomu dotyczyła około 20% pracujących, a jak pokazuje statystyka powyżej, 4000 brutto może dotyczyć nawet 60% pracujących. Czyli 3x więcej. Tak więc mówimy o widełkach inflacji w granicach min. 16% a max. 48% (w sporym uproszczeniu, bo trzeba by tu raczej posłużyć się średnią ważoną).

Więc jeśli wzrosną  wynagrodzenia i ceny, ale też wzrośnie popyt, czyli teoretycznie ceny wzrosną jeszcze trochę, to co się stanie z tymi wyższymi wynagrodzeniami?

Relatywnie wzrosną nie tak bardzo. Ale co gorsza, osoby zarabiające dziś np. średnią krajową odczują znaczący spadek siły nabywczej wynagrodzeń – trudno uwierzyć, że ich wynagrodzenia również wzrosłyby tak znacząco jak pensja minimalna. Prawdopodobnym jest, że osoby zarabiające dzś przykładowo 4-6 tys. netto (a więc specjaliści różnej maści) odczują głównie wzrost kosztów życia.

Elastyczność zatrudnienia i płacy będzie miała kluczowe znaczenie. Tj. freelancerzy, osoby samozatrudnione, specjaliści o kluczowych umiejętnościach oraz wysokomarżowe branże poradzą sobie i im będzie się najłatwiej dostosować do wzrostu cen. Wszyscy ci, którzy nie są przyspawani do posady i mają pozycję negocjacyjną będą mogli się swobodnie adaptować. Najwięcej stracą osoby nieelastyczne, które nie mogą łatwo zmienić pracodawcy i nie mają jak negocjować podwyżki (o ile pensja minimalna ich nie podniesie). Te osoby najdotkliwiej odczują wzrost cen.

Duże miasta i prowincja

W dużych miastach mało kto wie jaka jest pensja minimalna, bo rzadko się ją spotyka z uwagi na spore koszty życia. Minimalne wynagrodzenie jest domeną głównie prowincji i produkcji o niskim poziomie złożoności.

Czy nowa płaca minimalna nie zdziesiątkuje biznesów na prowincji i mało zaawansowanej produkcji? Czy te zdołają się zaadaptować?

Od 2023 może się okazać, że i w dużym i w małym mieście zarabia się podobnie i wszystko kosztuje podobnie. No może poza nieruchomościami…

Czy można wymusić na gospodarce innowacyjność w taki sposób? Wg mnie częściowo można. Jestem niemal pewien, że zaraz każdy zacznie kombinować, jak znaleźć sposoby na funkcjonowanie w nowych warunkach – większa automatyzacja, usprawnienie biznesów. Niestety można spodziewać się też negatywnych skutków, jak wzrost szarej strefy, utratę rentowności wielu przedsięwzięć, zamykanie zakładów montażowych przez zagraniczne koncerny, kombinacje przy umowach, braki kadrowe / niewypełnione luki w załogach/obsadach.

Wzrost bezrobocia rejestrowanego jest też niemal pewny. Co gorsze, część pracujących obecnie może przejść na zasiłki + ubezpieczenie z urzędu pracy + praca na czarno generując tym samym wyłącznie koszty dla budżetu.

Słowem podsumowania

Podsumowując, patrząc na intencje i oczekiwania ludzi, ta obietnica podwyżki minimalnej pensji do 4000 zł jest nieadekwatna i wręcz myląca. Nie zapłacą jej przedsiębiorcy (tzw. “prywaciarze-wyzyskiwacze”), nie zapłacą najbogatsi. Najwięcej zapłacą konsumenci oraz najmniej elastyczni etatowcy. Również ocenianie pozytywów takiej podwyżki przez pryzmat dzisiejszych cen – “już każdy myśli jak to będzie dobrze mieć 4000 pensji” – mija się z celem, bo nie będzie ona warta najpewniej dzisiejszych 4000 zł tylko znacznie mniej, a już szczególnie kiedy dostaniemy “zaledwie” 2850 do ręki…

W tym wszystkim pozostaje pytanie o los emerytów i budżetówki, bo partia musi pamiętać, że państwo jest największym pracodawcą w Polsce.



tokeneo

Zostaw komentarz logując się za pomocą Facebook

To również Cię zainteresuje - Comparic24.tv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here